Steve ocknął się, przechodząc niemal od razu w tryb obronny. Paul musiał gwałtownie usiąść, bo prześcieradło zsunęło się z nim, odkrywając dla jego oczu spoconego mężczyznę. Tildwell ciężko dyszał i przecierał twarz, jakby starał się pozbyć natrętnych myśli. Może nawet wyszedłby na kolejny nocny spacer, gdyby Steve się nie obudził.
- Koszmar? – spytał, dotykając delikatnie ramienia Paula.
Ten skinął tylko głową.
- Chcesz o tym porozmawiać? – zaproponował, starając się nie spłoszyć mężczyzny.
Paul potrząsnął przecząco niemal całym sobą, jakby tak chciał podkreślić jak bardzo nie miał na to ochoty. Steve zostawił dłoń na jego ramieniu, zaciskając ją jedynie odrobinę mocniej w geście wsparcia. Spodziewał się, że mężczyzna położy się z powrotem na łóżku, ale Paul wypuścił z ust długie westchnienie, spinając się mocno.
- To jeden i ten sam sen. Wyczołguję się z samochodu. Widzę, że moja córka jest nieprzytomna. Żyje, ale jest uwięziona. Wyciągam ją, a kiedy wracam do Rachel, ona nie żyje – wyjaśnił Paul spokojnie. – To nawet nie było w ten sposób – dodał, jakby czuł się cholernie winny, że mieszają mu się detale.
- Czasami podświadomość... – zaczął Steve.
- To nie jest cholerna podświadomość – warknął Paul. – Nie mam PTSD – odparł nagle zmęczony. – To jest popieprzone. Ludzie tacy jak my nie łamią się – poinformował go.
Steve nie wiedział do końca do czego nawiązywał Paul, ale nie potrafił zaprzeczyć. Była w Tildwellu dziwna determinacja, którą rozpoznawał u siebie. Paul nie był skory do stosowania przemocy, ale nie uciekał od niej, gdy był do tego zmuszony. Steve spodziewałby się, że Tildwell zabiłby dla swojej córki, ale w zasadzie nie potrafił myśleć o tym w negatywnym kontekście. Sam nie miałby problemu z pociągnięciem za spust, gdyby cokolwiek groziło jego ohanie.
- Wiem – powiedział spokojnie. – Nie jesteś złamany. Nie pomyślałbym w ten sposób. Po prostu czasem nie sypiasz i to jest ludzkie.
- O Boże, sięgnąłem dna – prychnął Paul. – Super SEAL 'zabijam ludzi kciukami' McGarrett uczy mnie o człowieczeństwie – zakpił. – Kładziemy się spać – zdecydował, naciągając na nich z powrotem prześcieradło.
Steve westchnął, pozwalając mężczyźnie ułożyć się ponownie wygodniej w jego ramionach. Teraz bez wcześniejszego skrępowania.
- Przepraszam, że cię obudziłem – wyszeptał Paul.
- Nie masz za co przepraszać – odparł tylko. – Wsłuchaj się w szum znienawidzonego oceanu – doradził mu i Paul prychnął, rozluźniając się odrobinę bardziej.
ooo
Steve obudził się, gdy coś połaskotało go w nos. Normalnie nie sypiał z nikim, więc zesztywniał, kiedy zorientował się, że obejmuje mniejsze ciało. Wspomnienia wczorajszego wieczoru wróciły jednak do niego w ciągu kilku sekund i zerknął w dół na Paula, który nadal spał z lekko rozchylonymi ustami. Mężczyzna nie chrapał jeszcze, ale to z pewnością był dobry wstęp do tego, aby za kilka lat zaczął. Albo po prostu tak reagował na alkohol.
Steve wysunął się ostrożnie z łóżka i zszedł na dół, całkiem świadom tego, że aspiryna i szklanka wody będą czymś, za co na pewno Tildwell podziękuję mu o poranku. Było dość wcześnie i nie widział nigdzie Katie. Zresztą alarm zapewne poinformowałby ich obu, gdyby mała próbowała gdzieś się wykraść.
Nie wiedział co jedzą na śniadanie, ale córka Paula wspominała o naleśnikach, więc wyjął trzepaczkę i spojrzał na swoją lodówkę niepewnie. Godziny pracy w Five Oh bywały trudne i nie pamiętał kiedy ostatnio zrobił porządne zakupy. Na szczęście znalazł jednak jakieś jajka. Może to ten słodkawy zapach zwabił Katie do kuchni, bo kiedy się odwrócił, siedziała już na wysokim krześle przy ladzie w swojej różowej piżamce.
- Cześć wujku! Co robisz? – spytała podejrzliwie.
- Naleśniki – odparł, a potem zdał sobie sprawę, że szklanka z wodą i tabletkami nadal znajdowała się w kuchni.
Jednak ciężkie kroki Paula usłyszał w tej samej chwili, więc po prostu wytarł dłonie w ścierkę i przesunął szklankę w stronę jedynego wolnego miejsca przy ladzie. Tildwell zresztą nie wyglądał aż tak fatalnie.
- Dzień dobry wszystkim – powiedział mężczyzna, a potem pochłonął całą zawartość szklanki nie zerkając nawet w stronę leków.
Dopiero po trzecim kubku wziął tabletkę i Steve był pod cholernym wrażeniem.
- Ani słowa – rzucił jeszcze Paul, spoglądając na niego spode łba.
Katie przyglądała im się podejrzliwie, jakby nie wiedziała co jest grane, ale zamierzała się dowiedzieć.
- A co chciał powiedzieć wujek? – spytała niewinnie.
- Słowa – odparł Paul kompletnie bez sensu. – A słowa są złe – dodał, przeczesując palcami włosy.
Steve po raz pierwszy widział go bez tych ton żelu i ten bałagan dziwnie do niego pasował. Podobnie jak koszulka i spodnie Steve'a.
Nie był pewien gdzie stawia ich dzisiejszy poranek, ale nie zamierzał niczego popędzać. Nie wiedział gdzie zmierzają, ale miał więcej informacji niż przed tygodniem, a to był postęp. Paul zresztą spoglądał na niego jakoś bardziej rozluźniony i chociaż nie mówili nic, Steve miał wrażenie, że między nimi było jak najbardziej w porządku.
Rozumiał wątpliwości Tildwella. Katie straciła matkę a Paul sobie jeszcze nie poradził. To wszystko było nagłe i Steve też czuł się tak, jakby uderzył w niego pociąg. Przez cały okres, gdy służył, nie był w związku z mężczyzną. Sporadyczne spotkania w czasie, gdy był w akademii nie liczyły się w zasadzie. Wiedział czym jest seks, ale to były informacje, które niewiele mu dawały. Związki miały swoje prawa i nie było schematu postępowania. Każda sytuacja była inna i nikt nie mógł dać mu przepisu na to jak wszystko wyprostować.
Musiał działać instynktownie, więc po prostu dokończył naleśniki, upewniając się, że na talerzu Paula leży ogromny plaster ananasa. Mężczyzna tylko zerknął, a potem skrzywił się, oddając owoc śmiejącej się Katie.
- Jak ja cię nienawidzę – jęknął Tildwell. – Co ja ci zrobiłem, że torturujesz mnie od rana? – spytał.
Steve uśmiechnął się jedynie krzywo, mrugając porozumiewawczo do Katie, która przejęła również 'skażonego ananasem' naleśnika z talerza swojego ojca.
ooo
Tildwellowie wrócili do siebie około południa, w zasadzie tylko po to, aby zmienić ubrania i Steve miał ochotę zaproponować im znowu, żeby zostali na noc. Pokój Mary Ann w zasadzie stał pusty od lat. Paul z dziwną ciekawością oglądał jego system alarmowy i miał wrażenie, że już niedługo podobne cacko będą montować i u nich.
Kiedy ponownie otwierał im drzwi, z niedowierzaniem spojrzał na Tildwella, który przyszedł w niczym innym tylko szortach. Nie wiedział nawet, że mężczyzna posiada normalne plażowe ubranie, ale Katie nie wydawała się ani trochę zaskoczona.
- Ukrywałeś się przede mną? – spytał, nie mogąc się powstrzymać.
- Cały czas – prychnął Paul. – Nie lubię piasku. Nie lubię wody – przypomniał mu. – Ale wbrew obiegowej opinii potrafię pływać – dodał.
- Woda dobrze działa na kaca – odgadł Steve.
Paul nawet nie zaprzeczał, a pewnie powinien skojarzyć dlaczego Tildwell miał na twarzy przeciwsłoneczne okulary.
- Może się prześpisz, a ja popilnuję Katie? – zaproponował niepewnie.
Widział wątpliwości, które przebiegły po twarzy mężczyzny. I może to naprawdę było zbyt wcześnie.
- Myślę… - zaczął Paul. – Leżak na lanai – zdecydował w końcu. – Nie odpływajcie daleko, dobrze? Jeśli coś się będzie działo…
Steve spojrzał na niego wymownie.
- Dobra, dobra – powiedział Tildwell, siadając na swoim ulubionym miejscu nadal z okularami na twarzy.
ooo
Kono wyglądała fatalnie, kiedy pojawiła się z Chinem w jego domu. Trochę zaskoczyło ich zaproszenie, ale po raz pierwszy miał powód, aby się socjalizować. Spędzili z Katie cały dzień w wodzie, gdy Paul odsypiał i nigdy dotąd nie czuł się tak wspaniale. Miał wrażenie, że cały świat leżał na wyciągnięcie jego ręki.
Pilnowali z Chinem grilla z piwami w dłoniach, gdy Kono moczyła się z Katie. Kalakaua nie była w kondycji do pływania, więc może wczoraj nie wypili aż tak mało. Może po prostu z Chinem faktycznie mieli 'wyporność' jak nazwał to Paul, ku jego rozbawieniu. Kilka razy w ciągu dnia wspominał o tym, że może Tildwella zanieść, jeśli ten ma problem z chodzeniem i mężczyzna rzucał mu nienawistne spojrzenia, ale było w nich coś paradoksalnie ciepłego, jakby sobie nie dokuczali, ale flirtowali w ten dziki sposób.
W zasadzie nie mógł powiedzieć, aby stało się cokolwiek, ale jednak miał wrażenie, jakby zrobili jakiś wielki krok. Jakby pokonali barierę, o której istnieniu nie wiedział. I czuł się trochę jak nastolatek, który pierwszy raz się całował, a endorfiny nadal krążyły w jego krwi, sprawiając, że nie mógł ukryć swojej ekscytacji.
- Uśmiechaj się szerzej, a zacznę sądzić, że dostaliśmy wyrzutnię rakiet, o którą idiotycznie złożyłeś podanie, gdy zaczynaliśmy Five Oh – powiedział Chin. – Udany wieczór? – spytał mężczyzna niezobowiązująco.
Steve spojrzał na niego spanikowany, nie wiedząc nawet, że zdradzał się tak bardzo. A potem zerknął na Paula, który leżał nadal na lanai, zaledwie kilka kroków od nich. Chin mówił jednak na tyle cicho, że nie zwrócił uwagi Tildwella.
Kelly uniósł brwi do góry, jakby nie spodziewał się takiego obrotu rzeczy. Prowadzili konwersację bez słów i Steve czuł cholerną ulgę z tego powodu, bo Paul odwrócił się w chwilę potem i spojrzał na nich zdezorientowany.
- Wszystko w porządku? – spytał Tildwell. – Steven, dlaczego masz taką minę, jakby Chin spalił twojego ulubionego ananasa?
- Chcesz piwo? – zaproponował, ponieważ był dupkiem.
Paul pozieleniał tylko trochę, a potem spojrzał na Kono, która siedziała tyłkiem w wodzie, rzucając z Katie kulkami z mokrego piasku do oceanu.
Ta dwójka nigdy więcej nie powinna pić razem alkoholu.
- Jeśli Kono zwymiotuje na moją córkę, będę winił was obu – poinformował ich Paul całkiem poważnie, a potem rozłożył się ponownie na leżaku.
ooo
Steve zapewne nie powinien być zaskoczony, gdy w niedzielę wieczorem odkryto zwłoki młodej kobiety. Zostawił Paulowi klucze do domu i kod do alarmu na wszelki wypadek, ruszając w stronę miejsca zbrodni. Kono przepytywała już dwójkę turystów, którzy odkryli ciało na rzadko uczęszczanym szlaku turystycznym.
- Miałem zabrać tutaj Paula i Katie – poinformował China z pewnym przestrachem.
Na szczęście jednak Tildwell nadal czuł się fatalnie po ich piątkowym wypadzie i Steve rozumiał nareszcie dlaczego mężczyzna tak mocno ograniczał alkohol. Najwyraźniej wybrał już swoją truciznę i z pewnością był nią cukier. Nigdy nie widział wcześniej faceta, który pochłaniałby tyle słodkości, nie tykając przy tym owoców, jakby miał do nich wstręt.
- Załatwimy to szybko – obiecał Chin, ale sprawa okazała się nie tak łatwa.
Kobietę rozebrano. Max nie miał jej dokumentów, ale przynajmniej nie znalazł śladów gwałtu. Torturowano ją i przetrzymywano dłużej niż jeden dzień, co wydało mu się dziwne i cuchnęło Yakuzą. Od dawna organizacja nie dawała o sobie znać, ale kobieta nie wyglądała na ich zwyczajową ofiarę. Tatuaż na jej udzie nie był też w języku mandaryńskim.
Jego komórka odezwała się i zaskoczony dostrzegł na wyświetlaczu numer Paula.
Odebrał, niewiele o tym myśląc.
- Wujek Steve? – spytała Katie przyciszonym głosem.
- Coś się stało, małpko? – powiedział szybko, zaalarmowany faktem, że mała dorwała się do telefonu ojca.
Miał w głowie jakieś dziesięć scenariuszy i żaden nie przedstawiał się optymistycznie. Może dyskretna paranoja Paula udzielała się i jemu.
- Tata robi kolację – poinformowała go całkiem poważnie, jakby to stanowiło źródło problemu. – On nie umie gotować, ale jak przyjedziesz, powiedz mu, że to jest smaczne – poinstruowała go. – Nie gotował bardzo długo – rzuciła jeszcze dość dziwnym tonem, który nauczył się kojarzyć z okresem, gdy jej matka żyła.
Może Paul ostatnim razem gotował dla swojej żony i Steve czuł jakiś dziwny uścisk w piersi. Na stole Maxa leżała nada denatka, a Katie właśnie instruowała go jak powinien się zachować, kiedy dotrze do nich na kolację. Nie było to do końca jej błogosławieństwo, ale najwyraźniej nie zakładała nawet, że mógłby jeść gdzie indziej i to była przyjemna myśl.
- Steve? – spytała Kono.
- Poradzicie sobie tutaj beze mnie? – rzucił.
Kono uśmiechnęła się, jakby w sekundzie rozgryzła o co chodzi.
- Ma pan ważniejsze sprawy, komandorze McGarrett? – spytał z niedowierzaniem Max.
I może wydawał się nawet oburzony trochę takim obrotem sprawy, ale mieli niedzielny wieczór, a on miał za sobą cudowny weekend.
- Kojarzysz księgowego z biura burmistrza? – spytała Kono. – Steve i Paul siedzą na ogromnej palmie… - zaćwierkała, więc ruszył w stronę drzwi, nie chcąc nawet słyszeć zakończenia.
I może szczerzył się jak idiota, ale nikt w zasadzie nie widział, więc nie mógł tego zeznać w sądzie.
ooo
Paul gotował fatalnie. Facet nie powinien dotykać patelni. W zasadzie Steve był w szoku, że ta dwójka nie umarła z głodu przez ten cały czas. Katie co prawda uparcie żuła to co spalił jej ojciec i miała ten zdesperowany uśmiech, który kierowała raz po raz w jego stronę, jakby szukała u niego wsparcia i pocieszenia. Więc uśmiechał się jeszcze szerzej od niej, starając się robić dobre wrażenie.
Paul jeszcze nie wziął ani jednego gryza, nadal siekając coś przy desce, całkiem nieświadom tortur, którym ich poddawał.
- I jak? – spytał mężczyzna radośnie.
Steve zdobył się jedynie na to, żeby unieść kciuk do góry.
- Lepsze niż żarcie na łodziach podwodnych, prawda panie SEAL? – spytał Tildwell ewidentnie zadowolony z siebie. – Prawdziwe włoskie żarcie – rzucił jeszcze.
I Steve radośnie spytałby jakim cudem Tildwell było włoskim nazwiskiem, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Katie miała ciemne włosy i oczy, opalała się na przyjemny brąz i zapewne cudowne geny odziedziczyła po matce.
- Jasne – odparł Steve, starając się skupić na krótkich odpowiedziach.
Uczono ich, że to najlepsza metoda, kiedy ich przesłuchiwano, a nigdy bardziej nie czuł się inwigilowany niż teraz. Katie nie spuszczała z niego oka, oceniając każdą jego reakcję i miał wrażenie, że to był jakiś test – przynajmniej z jej strony. Wydawał się też zdawać celująco, bo uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.
- Dlaczego zniknąłeś? - spytała w końcu mała z pewnym wyrzutem. – Myślałam, że popływamy – dodała.
- Musiałem iść do pracy. Czasami są takie nagłe wypadki. Wiesz czym się zajmuję, prawda? – spytał miękko.
- Tata powiedział, że pomagasz ludziom – odparła i spojrzała na niego ciekawie. – Ktoś się zgubił? – spytała.
- Powiedzmy – rzucił wymijająco. – Ktoś obrał złą drogę życiową. Musimy go znaleźć i powiedzieć mu, że robi źle.
- Jak bardzo źle? – spytał nagle Paul, marszcząc brwi.
Steve nie był w stanie określić skali. Nie przepadał za sprawami, gdzie ofiarami były kobiety i dzieci, ale żaden gliniarz takich nie lubił. Niestety zwyrodnialcy wybierali łatwe cele, ponieważ z zasady według niego byli tchórzami. Jak facet z baru, który faktycznie wybrał najniższego mężczyznę, aby pokazać jak wielkim macho był, nie mając pojęcia, że rozmiar się jednak nie liczył.
- Bardzo – odparł tylko i Paul skinął głową, ale zmarszczka między jego brwiami pogłębiła się tylko.
– Postaraj się nie przeskakiwać przez kolejne szyby. Nie chcemy, żeby wasz departament miał zniżki u wszystkich miejscowych szklarzy – rzucił Tildwell, zaskakując go tylko odrobinę.
- Zbiłeś szybę? – zdziwiła się Katie.
- Wujek Steve nie wie, że należy otwierać drzwi – odparł Paul z pewną satysfakcją w głosie.
Katie wydawała się naprawdę zdziwiona.
- Mogę cię nauczyć – zaproponowała mu z uśmiechem.
ooo
Po raz pierwszy znalazł się w salonie Tildwellów, co pewnie powinno go dziwić. Poprzednio, gdy przyszedł po Katie, odprawiając Mayę do domu, nie zatrzymał się w żadnym pomieszczeniu na dłużej. Jedynie przy drzwiach zerknął na górę szafki, ale jeśli faktycznie dostrzegł pistolet, nie było go tam tym razem, podobnie jak teraz.
Katie pożegnała się z nimi i poszła do swojego pokoju. Paul wyskoczył na kilka minut do góry, żeby położyć ją spać, a potem wrócił z piwami w dłoniach.
Kanapa wyglądała na wysłużoną, ale to brak osobistych przedmiotów naprawdę raził. Pojedyncze zdjęcie Paula i Katie, które stało na telewizorze, musiało zostać zrobione na wystawie naukowej. Mężczyzna usiadł dość blisko niego i uśmiechnął się lekko.
- Spróbowałem makaronu. Dlaczego nie powiedziałeś, że go nie posoliłem? – spytał Paul całkiem poważnie. – Nie wiem jak mogliście to zjeść – prychnął.
- Katie dzwoniła i ostrzegła mnie – przyznał. – Poza tym miałem wrażenie, że wydrapie mi oczy, jeśli powiem ci cokolwiek złego – dodał i wzruszył ramionami.
Paul popatrzył na niego z niedowierzaniem, a potem jego usta rozchyliły się, jakby mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego, przysunął się tylko bliżej i pocałował go miękko, krótko. I kiedy oderwał się od Steve'a, zerknął jeszcze raz, sprawdzając chyba czy wszystko w porządku, więc Steve z bijącym cholernie głośno sercem, objął jego głowę dłonią, przyciągając go do siebie w bardziej kontrolowany sposób. Z większym rozmysłem i czystą premedytacją.
Po omacku odłożył ich piwa w bezpieczne miejsce, czując się odrobinę głupio, że znowu migdalą się jak nastolatki. Paul nie powiedział, że doszedł już do tego czego chce, ale to wydawało się ewidentne, gdy język Tildwella wślizgnął się do jego ust i nie mógł powstrzymać tego cichego jęku, który pojawił się wbrew jego woli. Jego dżinsy były już wcześniej przyciasnawe, ale miał wrażenie, że jeśli nie rozepnie teraz spodni, dozna poważnych uszkodzeń. Paul, jakby czytał w jego myślach, spełnił jego najgorszy koszmar i wślizgnął się na jego kolana, ocierając swoimi pośladkami o jego bolesną już erekcję.
- Tak dobrze? - spytał Tildwell niepewnie i Steve zamrugał, kiedy otworzył w końcu oczy.
Siedzieli objęci tak ciasno, że nie był pewien do końca gdzie były jego dłonie. Jedną na pewno ubezpieczał Paula przed upadkiem. Kanapa była o wiele zbyt wąska, aby siedzieli na niej w ten sposób, nawet z jego długimi nogami.
- Co masz na myśli? – prychnął, a potem mgliście przypomniał sobie to spięte 'nigdy', którego zdanie nie zostało zakończone. – Paul… - zaczął, mrużąc podejrzliwie oczy.
- Steven – warknął Tildwell. – Przez pewien czas tego nie robiłem. Nie wiem czy nie wyszedłem z gry. Mógłbyś mi udzielić wskazówek, wiesz… - rzucił sugestywnie.
Steve nie mógł się nie wyszczerzyć.
- Jeśli nie zdejmę zaraz spodni, będzie to grozić kontuzją – odparł całkiem poważnie i Paul zaśmiał się krótko, tylko po to, żeby spoważnieć już po sekundzie.
- Chcesz zostać na noc? – spytał Tildwell, obserwując go uważnie.
- Co z Katie? – zainteresował się.
- Pytałem czy nie ma nic przeciwko – odparł Paul, zaskakując go lekko. – Nie ma nic przeciwko, żebyś zostawał na noc – poinformował go ostrożnie. – Jeśli chcesz zostać na noc – dodał mniej pewnie. – Na noc w sensie…
- Podejrzewam po twoim jąkaniu – wszedł mu w słowo Steve.
- Nie powinienem się budzić w nocy, ale…
- Jeśli wyjdziesz na spacer w nocy i nie obudzisz mnie to cię znajdę i przewlokę przez całą dżunglę – zagroził mu.
- Nie odważyłbyś się – rzucił Paul oburzony.
- Zaryzykuj to się dowiesz – odparł Steve. – Nie wziąłem piżamy. Mogę po coś skoczyć, ale jeśli masz jakąś koszulkę… - urwał.
- Jasne – powiedział Paul. – Nie przeszkadza ci, że my nie… Nie chcę niczego przyspieszać, ale to pewnie w zasadzie głupie. To jest głupie. Jesteśmy dorośli i…
- I chciałbym się wyspać dzisiaj, jeśli ci to nie przeszkadza. Jutro mam zabójcę do chwycenia i szyby do zbicia – przypomniał mu, przerywając jego trajkotania.
- Steven – jęknął Paul. – Jak ja to rozliczę?
