Disclaimer: Wszystkie prawa należą do J.K. Rowling, autorki "Harry'ego Pottera", poza Gillian, która jest moja.


Zaciągnęła go do mugolskiego klubu. Właściwie mógł się tego spodziewać, kiedy zobaczył szyld lokalu, ale i tak poczuł naglą chęć ucieczki. Tylko ciepła dłoń Gillian trzymała go w miejscu, więc niechętnie dał się pociągnąć po schodach w dół, w stronę pulsującego hałasu — muzyki, krzyków oraz stroboskopowego światła, pełzającego leniwie po ścianach, parkiecie i nierzadko ocierającego się o ciała ludzi znajdujących się w klubie.

— Chcesz coś do picia? — krzyknęła do niego dziewczyna, wskazując na kontuar. — Chętnie bym się czegoś napiła!

— Nie, dzięki.

Wolał nie ryzykować kolejnej porcji alkoholu; tamto poprzednie piwo jeszcze odbijało się szumem w jego uszach. Podążył jednak za Gillian, zapewne bardziej przyzwyczajonej do picia drinków, choć ona z kolei zawsze wybierała przesłodzone paskudztwa. Cóż, dziewczyny w Hogwarcie też rzadko sięgały po Ognistą Whisky.

Dziewczyna szybko wypiła zawartość swojej szklanki, przyklejona do boku Albusa i niepuszczająca wciąż jego ręki. Uważnie przeczesywała parkiet, być może spodziewając się kogoś znajomego. Wreszcie odłożyła puste naczynie na kontuar i stanęła na palcach, żeby sięgnąć do ucha chłopaka.

— Chodźmy zatańczyć!

Zgodził się, choć naprawdę nie miał żadnego talentu do tańca. To Rose wiodła tutaj prym, jedyna urodzona tancerka w rodzinie. Skoro jednak Gillian go o to prosiła, naprawdę nie umiał jej odmówić.

Z początku czuł się niepewnie w morzu otaczających go ciał, dodatkowo zaś widok dziewczyny poruszającej się w najbardziej seksowny sposób, na jaki było ją stać, zdecydowanie nie ułatwiał sprawy. Postanowił jednak, że przestanie się wreszcie hamować. Pozwolił muzyce przepłynąć przez niego i pokierować jego ruchami. Dostosował się do swojej partnerki, zmniejszając dystans między nimi. Pozostawił jej odrobinę wolnej przestrzeni, gdyby chciała się odsunąć. Nie zrobiła tego, więc ostrożnie położył dłonie na jej biodrach. Spostrzegł na twarzy Gillian szeroki uśmiech: aprobowała jego gesty.

Boleśnie powoli przesunął lewą dłoń w górę, wodząc po jej boku, aż wreszcie dotarł do ramienia. Po chwili jego ręka prześlizgnęła się na plecy dziewczyny, przysuwając ją bliżej do jego własnego ciała. Gillian zarzuciła ręce na jego szyję, sprawiając, że przez kręgosłup Albusa znowu przebiegł dreszcz. Pełne usta partnerki zaczynały go kusić, żeby je pocałował. Hamował się resztką silnej woli, stwierdzając, że przecież nie powinien tego robić.

To Gillian wspięła się na palce i go pocałowała, mając dosyć rosnącego między nimi napięcia. Jej usta były bardzo miękkie, delikatne, choć walczące o dominację niemalże na równi z nim samym. Wreszcie poddała się i uchyliła je nieco, przyznając wstęp jego językowi.

Na Merlina, Al, co ty wyprawiasz?!

Zignorował cichy głosik jęczący z tyłu jego głowy, dodający jeszcze coś o tym, że będzie później żałował, i całkowicie się zatracił w całowaniu dziewczyny. Jego dłonie błądziły po jej ciele, po ramionach, z których kurtka już dawno opadła, po udach, tuż pod podwiniętą lekko spódniczką.

Musieli się od siebie oderwać; potrzeba tlenu i swobodnego oddychania zwyciężyła z pożądaniem. Oparł swoje czoło o jej własne, wciąż zaborczo ją do siebie przyciskając, podczas gdy ona trzymała jedną dłoń na jego szyi, drugą w pasie.

Merlinie, był gotów ją rozebrać tutaj i teraz, na parkiecie, w klubie wypełnionym tysiącem osób.

Zastanawiał się, czy ktoś przypadkiem nie rzucił na niego jakiegoś uroku.

— Chodźmy stąd — wychrypiał za cicho, żeby to usłyszała, ale wyczytała słowa z ruchu jego warg. — Proszę.

Zgodziła się chętnie, chyba tak samo oszołomiona jak on.

Przecisnęli się przez tłum, jej dłoń w jego, po czym wyszli na świeże i chłodne powietrze. Tym razem Al się nie wahał przed objęciem marznącej dziewczyny. Z wdzięcznością pocałowała go w policzek.

— Jak na swój pierwszy raz na parkiecie, całkiem nieźle tańczysz — wyszeptała mu do ucha, starając się brzmieć możliwie seksownie. — Szybko robisz postępy. Jestem z ciebie dumna.

— Szczerze przyznam, że w tamtej chwili bardziej myślałem o całowaniu się z tobą niż o tańcu.

Zanurzył twarz w jej włosach, nagle zawstydzony swoimi myślami. Nie miał pojęcia, gdzie się podział tamten opanowany Albus, który zawsze kontrolował sytuację i siebie samego. Rzadko mu się zdarzało do tego stopnia tracić panowanie nad sobą.

— Pochlebiasz mi.

— Mówię serio, Gillian.

— Uhuh.

Westchnął i pochylił się, żeby ponownie pocałować dziewczynę, tym razem nieco delikatniej, subtelniej.

— Będziesz za mną tęsknić, kiedy odejdę i rozwieję się w mgłach świtu? — spytała go nagle, wciąż z rozmarzonymi oczami. Zadrżała, więc Albus mocniej przycisnął ją do siebie. — Będzie ci mnie brakować?

— Musisz odchodzić?

— Powinnam. Nie wiem, czy któregokolwiek z nas będzie w stanie to ciągnąć.

— Nie chcę, żebyś odchodziła — wymamrotał. — Dopiero co cię poznałem, a już szaleję za tobą. Proszę, zostań.

— Należymy do zupełnie innych światów, Al — przypomniała mu łagodnie. — Nie mogłabym znieść myśli, że obok mnie jest ten magiczny świat, do którego nigdy nie będę miała w pełni dostępu, nawet jeżeli bym się z tobą związała. Zawsze chciałam się nauczyć czarować, wiesz? Nie wiem, czy bym to zniosła.

Znów poczuła na rzęsach łzy.

— Nie rozmawiajmy o tym na razie. Zapomnijmy o tym temacie. Proszę. Później pomyślimy, co z tym zrobić.

— Dobrze — zgodziła się, choć bez przekonania.

Propozycja Ala brzmiała po prostu jak chwilowe odroczenie wyroku.

— Znasz jakieś miejsce, do którego warto pójść i które będzie o tej porze otwarte? Niekoniecznie mam na myśli jakiś klub czy pub czy inne takie…

Gillian zastanowiła się chwilę.

— Możemy iść do kina, ale nie wiem, co w tej chwili grają.

— Dawno nie byłem w mugolskim kinie. Możemy w sumie iść. Zawsze mnie to trochę śmieszyło, bo u nas zdjęcia trochę przypominają wasze filmy… Chciałem powiedzieć, że podobna technologia, ale przecież wy nie potrzebujecie do tego żadnych eliksirów.

— Wasze zdjęcia to bardziej jak nasze gify.

— Wasze co?

— Gify. Jakby ci to wytłumaczyć… Takie paroklatkowe obrazki, jakieś fragmenty filmów, bajek czy czegoś innego, odtwarzane w pętli. W sensie gdy dane obrazki się raz wyświetlą, potem pokazują się od nowa. Pokażę ci potem, teraz nie mam dostępu do Internetu. Powinieneś wiedzieć, o co mi chodzi, przecież też tak macie ze zdjęciami.

Mugole jednak nigdy nie przestaną go zadziwiać.

Spacer do kina zabrał im nieco więcej czasu, niż się spodziewali. Nogi Gillian zaczynały powoli mięknąć po całym dniu i wrażeniach po nim pozostałych, więc nie zaprotestowała, kiedy dłoń Albusa objęła ją w talii, przenosząc ciężar ciała na niego.

Kino znajdowało się w jednej z bardziej znanych ulic Londynu i poza nimi wędrowało nią już więcej osób, podczas gdy w zaułkach nie napotkali nikogo. Gillian uważnie przyjrzała się afiszom rozwieszonym na drzwiach oraz ścianach budynku, po czym pociągnęła Albusa do środka.

Musiał przyznać, że urządzili lokal całkiem przyjemnie. Wzdłuż jednej ze ścian ciągnęły się czerwone kanapy (wyglądały na tak miękkie, że można by było na nich zapewne spać), częściowo przesłonięte wysokimi roślinami. Ponad nimi wisiały plakaty filmów, które przeszły do legendy w jakikolwiek sposób, czy to pobijając rekordy popularności, czy gromadząc najwięcej Oscarów, czy inkasując najwięcej pieniędzy przy produkcji.

Po drugiej stronie czarno-białego dywanu znajdowały się kasy biletowe oraz punkt kupowania niezdrowego, kinowego jedzenia.

(Albus za nic w świecie by się do tego nie przyznał, ale lubił popcorn).

Gillian zainteresowała się w szczególności tablicami wyświetlającymi godziny poszczególnych pokazów. Mrużyła oczy, próbując się w tym rozeznać.

— Jestem krótkowidzem. Powinnam nosić okulary, ale dzisiaj mi nie pasowały do wyglądu niegrzecznej dziewczynki — wyznała Albusowi, który skwitował jej wyznanie cichym śmiechem. — Przestań się śmiać i mi pomóż. Jest coś, na co chcesz iść?

— Tytuły tych filmów kompletnie nic mi nie mówią. — Wzruszył ramionami. — Wybierz coś, co ciebie interesuje, i po prostu chodźmy na to. Może być naprawdę cokolwiek.

— Nawet durna komedia romantyczna?

— Nawet.

— Fantastycznie.

Dokonawszy wyboru, ruszyła w stronę jednej z kas, za którą rezydowała młoda dziewczyna o nieco już nieprzytomnym spojrzeniu.

— Dzień dobry, poprosimy dwa bilety ulgowe na ten seans, co ma się zaraz rozpocząć…

— W porządku.

I parę minut później znaleźli się w niemal pustej sali kinowej, z popcornem i biletami w ręku.

Film zapowiadał się całkiem ciekawie, ale Albus szybko złapał się na tym, że częściej patrzył na profil Gillian niż na ekran. Miał ochotę się trzepnąć w czoło. Te wszystkie myśli raczej go daleko nie mogły zaprowadzić…

Dziewczyna nie zaprotestowała, kiedy położył dłoń na jej udzie. Dał jej czas na odtrącenie jego ręki, a po chwili zaczął delikatnie gładzić jej gładką skórę. Z satysfakcją zauważył, że ma na ramionach gęsią skórkę spowodowaną jego dotykiem.

— Przeszkadzasz mi w oglądaniu — szepnęła do niego.

Miał ochotę się roześmiać.

— Przepraszam.

Wcale nie czuł się winny. Wcale a wcale.

— Albus!

— Tak?

— Weź tę rękę z mojego kolana.

— Nie podoba ci się to?

— Chciałam się skupić na filmie, a nie na tym, co ze mną robisz. Teraz nagle nie możesz utrzymać rączek przy sobie?

Usłyszał w jej głosie rozbawienie i uśmiechnął się lekko, pochylając bardziej w jej stronę. Kolejne słowa szeptał prosto do jej ucha.

— Przy tobie naprawdę nie jestem w stanie.

Przewróciła oczami, odpychając go od siebie. Musiał wrócić do fabuły filmu na parę minut, lecz w końcu znowu przestał nad sobą panować. Jego wzrok powędrował na twarz Gillian, którą akcja zdawała się w całości pochłaniać. Chciał się już poddać i przestać ją zaczepiać, ale uznał, że splecenie ich dłoni ze sobą nie zaszkodzi.

Nie zaprotestowała.