- Nigdy nie widziałem, żebyś tyle pił...Midorimacchi.
- Zamknij się, Kise.- warknął Midorima, przechylając kieliszek z wódką i szybko przełykając palący w gardle napój.- Mam swoje powody.
- Eh, rozumiem, że chcesz się upić, bo twój związek z Takaocchim nie wypalił, i naprawdę, chętnie dotrzymałbym ci towarzystwa i wysłuchał, ale zrozum, jest już pierwsza w nocy, Aominecchi się na mnie wkurzy, że tak długo nie wracam do domu... .
- Aomine...- mruknął Midorima cicho.- Ja...ty...powiedz mi, Kise...czy to jest jakaś klątwa? Czy to klątwa sprawiła, że wszyscy członkowie Kiseki no Sedai są gejami?!
- P-proszę cię, mów ciszej, Midorimacchi!- syknął Kise.- Serio, moja reputacja poważnie ucierpi, jeśli ludzie dowiedzą się, że taki sławny model jak ja jest gejem! To samo tyczy się Aomine, pewnie wywaliliby go z reprezentacji więc proszę, opanuj się!
- Kuroko i Kagami...ty i Aomine...Murasakibara i Himuro...ja...zdaje się, że tylko Akashi jest normalny.
- Mówisz, jakby kochanie faceta była nienormalne.- westchnął Kise.- Nie możemy kontrolować tego, kogo kochamy, a kogo nie...dobrze o tym wiesz, Midorimacchi. To, że wolimy facetów nie oznacza, że jesteśmy odmieńcami. Miłość to miłość, nie ważne w jakiej postaci, zawsze oznacza to samo.
- Gadasz jak jakiś filozof.- westchnął Shintaro, zdejmując okulary i trąc lekko oczy palcami.
- Staram ci się pomóc.- powiedział Kise.- Ale wolałbym robić to jutro, za dnia, kiedy wytrzeźwiejesz, póki mam cień nadziei, że przeżyję powrót do domu. Aominecchi musi być już nieźle wkurzony...
- Sam twierdzisz, że jesteśmy przyjaciółmi, idioto! Przyjaciel powinien wspierać swojego przyjaciela w każdej chwili i o każdej porze! Bez względu na wszystko! Nie zważając na nic!
- Tak, tak, ale na Aomine akurat MUSZĘ zważać...może nie wygląda, ale jest o mnie poważnie zazdrosny. Nie zadzwoni, nie napisze, po prostu poczeka aż wrócę do domu i złoi mi skórę za spóźnienie! Miałem być w domu dwie godziny temu! I w ogóle, co to za walizki, Midorimacchi?!
- Wyprowadziłem się z mieszkania.- Shintaro założył okulary z powagą.- Muszę się gdzieś zatrzymać na noc. Nie znoszę Kagamiego, a on mieszka już z Kuroko, Murasakibara mnie nie zrozumie, Akashi jest niebezpieczny, a więc pozostałeś mi tylko ty. Jeśli mi nie pomożesz, przysięgam, że jeśli ty lub Aomine zachorujecie, nie podam wam ani jednej witaminki na wzmocnienie!
- Rany.- Kise westchnął cierpiętniczo.- W porządku, zadzwonię do Aomine i poproszę, żeby przygotował ci futon... .
- Nie myśl, że ci podziękuję.- dodał Shintaro, poprawiając okulary.- I niech to będzie duży futon. Miękki i ciepły. Żeby było też miejsce dla Kerosuke.
- Tak, tak, miejsce dla Kero...dla żaby?! Oszalałeś?!
- To mój najszczęśliwszy lucky item, baka!- powiedział Midorima niemalże oskarżycielskim tonem.- Albo on, albo wasze życia!
- Dobra, dobra, już dzwonię, ogarnij się.- Kise był już porządnie wkurzony. Ale z drugiej strony pragnął pomóc Midorimie.- Ah, Aominecchi. Midorimacchi mnie zatrzymał, spotkałem go w drodze do domu. Wybacz, że nie zadzwoniłem wcześniej, ale mi na to nie pozwolił. Wygląda na to, że ma poważne problemy sercowe i musi gdzieś przenocować. Przygotuj proszę fu...
- Nie.- odparł dobitnie Aomine.
- Aominecchi, pomóżmy mu trochę, przecież to nasz przyjaciel!
- Nie zgadzam się na to z trzech powodów. Pierwszy: porozstawia nam po całym mieszkaniu swoje lukcy itemy. Po drugie: będzie rządził nami, naszą dietą, naszym mieszkaniem i naszym życiem. I po trzecie: skoro ma problemy miłosne, zabroni nam uprawiać seksu. A ja nie mam zamiaru posuwać cię po cichu, jasne?
- A-Aominecchi, nie mów takich rzeczy!- Kise zarumienił się mocno.- To nasz -przyjaciel, pozwólmy mu przenocować tą jedną noc, jutro zastanowimy się co dalej!
- Świetnie, przyjdź z nim, ale radzę ci wziąć sobie tydzień wolnego w pracy i dobrze nawilżyć tyłek.
To powiedziawszy, Aomine rozłączył się. Kise przełknął głośno ślinę, poczym schował komórkę do kieszeni.
- No i?- mruknął Shintaro.
- Jedna noc, Midorimacchi. Tylko jedna, dobrze?- Kise ledwie potrafił przywołać na ustach coś na kształt uśmiechu.
- Jasne. Jutro, jak już wytrzeźwieję, pomyślę, co dalej.
- Mówiłem już wam, że macie okropne mieszkanie?- zapytał Midorima przy śniadaniu.- Fatalny gust. Za dużo kolorów i wymyślnych mebli. Ta kanapa to w ogóle nie jest kanapa.
- Ehh.
- Takie życie bogatych ludzi.- odparł Aomine, w spokoju zajadając się śniadaniem.- Gdybyś grał mecze w reprezentacji, tak, jak ja i miał faceta, który jest modelem, też pływałbyś w takich luksusach... a aranżacją wnętrza zajął się Kise.
- Oi, Aominecchi! To mieszkanie jest takie, jakie powinien mieć model!
- Przecież nic nie mówię.- Aomine upił łyk herbaty z kubka.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że boczek jest niezdrowy?- zapytał Midorima, poprawiając okulary.- Zwłaszcza smażony!
- Gdyby nie moja żona, Kise, normalnie wpieprzałbym na śniadanie hamburgery i kebaby, ok? Wyluzuj, Shintaro, wyluzuj i pomyśl, co ze sobą zrobisz, skoro nie jesteś już z Takao.
- Hmpf!- Midorima odwrócił dumnie głowę.- Zatrzymam się u was do wieczora, poszukam sobie nowego mieszkania.
- Nie znajdziesz mieszkania w jeden dzień.- zauważył Kise, zarumieniony na twarzy od uwagi Aomine o jego ,,żonie''.
- Przy moich znajomościach byłbym w stanie pojawić się dziś wieczorem na drugim końcu świata.
- Interesujący pomysł... .
- Aominecchi!- skarcił go Kise.- A może spróbujesz z nim porozmawiać, Midorimacchi? To znaczy z Takao.
- Już z nim rozmawiałem. To jasne jak słońce, że mnie teraz nienawidzi.
- Hmm, może zmienił zdanie po tym, jak dowiedział się, że rzuciłeś pracę w szpitalu? Na pewno zmartwi się też faktem, że zniknąłeś ze swojego mieszkania. Dzwonił do ciebie?
- Nie wiem.
- Nie sprawdzałeś?
- Nie.
- To może teraz sprawdzisz?
- ...Nie mam na to ochoty.
- ...Eh...zgubiłeś komórkę, prawda?- westchnął Kise.
- Wcale nie! Dobrze wiem, gdzie ją zostawiłem, po prostu mi ją ukradli!
- Tak, tak.- mruknął Kise, zabierając talerze po śniadaniu.- Muszę iść na sesję za trzy godziny, więc potrzebuję zająć łazienkę...
- ...na dwie godziny...- dodał cicho Aomine.
- ...także zostaniesz sam z Aominecchim. Myślę, że możesz z nim porozmawiać o swoich problemach z Takao.
- Tsk.- Aomine posłał Kise dość surowe spojrzenie, ale jego wzrok szybko padł na tyłek Kise. Był zdecydowanie zbyt napalonym facetem... .
- Spasuję.- powiedział Midorima.- Poszukam sobie lepiej nowego mieszkania.
- Jestem wdzięczny za twoją pomoc, Otoharu-san.- powiedział Midorima.- Zatrzymałem się tymczasowo u idiotów, dlatego to dla mnie wielka ulga, że mogę ich tak szybko opuścić.
- Nie ma sprawy, Midorima-kun.- powiedział Otoharu.- W takim razie widzimy się za godzinę pod twoim nowym blokiem. Wybacz, ale naprawdę mam dziś masę roboty, więc podrzucę ci tylko klucze.
- Nic się nie stało, i tak dużo już dla mnie zrobiłeś. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
- Serio, szybko ci to poszło.- mruknął Aomine.- Ale skoro miałeś pod telefonem właściciela trzech bloków mieszkalnych, to po cholerę przez ponad dwie godziny siedziałeś przed gazetą? Przeglądałeś ogłoszenia matrymonialne?
Midorima miał wrażenie, jakby poczuł, że żyłka na jego czole właśnie pękła.
- Baka.- powiedział krótko, poprawiając okulary na nosie.- Nie chciałem mu zawracać głowy. Niestety, żadna oferta mi się nie spodobała. Z resztą, nie muszę ci się tłumaczyć.
- Dlaczego uciekasz od Takao?- zapytał Aomine.
- Nie twój interes.
- Chciałem tylko pomóc.
- I tak by ci to nie wyszło.
- Doceń moją chęć pomocy może, co?!
- Doceniam to, że zgodziłeś się, bym tu przenocował, nawet jeśli miałeś w tym ukryte cele.
- Ukryte cele?
- Znam cię, Aomine Daiki. Wiem, że myślisz tylko o tym, żeby zrobić sobie z Kise służkę.
- Nie wiem o czym mówisz.
- Jasne. Ty i te twoje włochate myśli o tym, żeby Kise przebrał się za policjantkę, za pielęgniarkę, za cheerlederkę, za...
- Dobra, dobra, skończ już!- wkurzył się Aomine.- Skąd ty o tym...
- Jak mówiłem, znam cię.
- Tsk...
- I jak, znalazłeś coś?- zapytał Kise, wychodząc z łazienki.
- Siedziałeś tam dwie godziny, a wyglądasz tak, jak zawsze.- mruknął Aomine.
- To...Aominecchi, no baka!- Kise rzucił w Aomine swoim ręcznikiem.- Jak możesz mówić coś takiego?!
- O co ci chodzi, czy to nie był komplement?!- wkurzył się Aomine.
- Przestańcie się drzeć, głowa mnie boli!- wydarł się Midorima.
- To po co tyle chlejesz, pijaku?!- wydarł się z kolei Aomine.- Na twoim miejscu poszedłbym pogadać z Takao jeszcze raz!
- Nie wiesz nawet, co mi powiedział!
- No właśnie, nie wiem! Próbujemy z Kise ci pomóc, a ty nawet nie chcesz powiedzieć, dlaczego się rozstaliście! Ja mam to głęboko w dupie, ale Kise się martwi...chyba!
- Na pewno nie będę rozmawiał o tym z takim narwańcem, jak ty.- Midorima podniósł dumnie głowę.
- Założę się, że z nikim o tym nie pogadasz.- westchnął Kise.- Przestańcie się kłócić, muszę iść do pracy. Kiedy wrócę, chciałbym zastać mieszkanie nienaruszone.
- Za godzinę mnie tu nie będzie, znalazłem już mieszkanie.- powiedział Midorima.
- Oh, serio?- zdziwił się Kise.- Tak szybko?
- Jak mówiłem, mam znajomości.
- Hmm, rozumiem. W takim razie...zaproś nas kiedyś do siebie, jak już się urządzisz. Muszę lecieć, na razie.
Aomine odprowadził swojego kochanka do drzwi. Midorima podążył za nimi wzrokiem i patrzył, jak Kise zakłada skórzaną kurtkę, a Aomine opiera się o ścianę i coś do niego szepcze. Po chwili odepchnął się od niej, przysunął się do Kise, uniósł lekko jego podbródek i...spojrzał morderczo na Midorimę.
- Nie gap się, podglądaczu!- krzyknął.
Midorima, zaskoczony jego nagłym spojrzeniem, odwrócił się, dumnie unosząc głowę. Wcale nie miał zamiaru ich podglądać!
Rozległ się dziwny, głośny, mlaszczący odgłos, który po chwili zakończył się trzaskiem zamykanych drzwi.
Aomine wrócił do Midorimy i usiadł obok niego.
- Będziesz potrzebował pomocy przy walizkach?- zapytał.
- Nie, poradzę sobie.- odparł
Zapadła cisza. Aomine włączył telewizor, wiedząc, że z takim Midorimą, w jego obecnym stanie, nie będzie miał zbytnio o czym porozmawiać.
Tymczasem to właśnie Midorima odezwał się pierwszy.
- Ej, Aomine...
- Hm?
- Od jak dawna...czujesz coś do Kise?
- Ha?- Aomine spojrzał na niego.- Skąd to pytanie?
- Po prostu się pytam!
Aomine milczał. Midorima spojrzał na niego i zobaczył jego spojrzenie – baczne, i lekko wkurzone.
- Chyba nie chodzi ci po głowie pomysł, żeby startować do mojego faceta?- zapytał.
- Oczywiście, że nie, debilu!- wkurzył się Midorima.- Nie wytrzymałbym z kimś takim! Przecież to zwykła baba jest! Pewnie non stop się o coś obraża!
- W sumie tak.- mruknął Aomine, wracając spojrzeniem do telewizora.- Tylko cycków brakuje. Ale w sumie...nawet jeśli często się obraża i to zwykle o same głupoty, to jednak go kocham... . Nie pamiętam, kiedy się w nim zakochałem. W sumie, zawsze go lubiłem...chociaż był irytujący i ciągle mnie błagał o grę jeden na jeden...- Aomine nagle uśmiechnął się głupkowato.- W końcu zagrałem z nim w inną grę ,,jeden, dosłownie NA jeden''...
- Dobra, dobra, o to nie pytałem!
- Ha? A, no...w każdym razie...myślę, że zacząłem go kochać na poważnie po tym, jak przegrał mecz ze mną.
- Czy to nie wtedy zaczęliście być razem?
- Niee, to nie wtedy. Zaczęliśmy ze sobą być parę miesięcy po tym. Przez dwa, trzy miesiące nasz ,,związek'' polegał tylko na spotykaniu się i graniu w kosza, potem jakieś całuski i takie tam...
- O to też nie pytałem.- westchnął Midorima.
- Do czego dążysz, stary?- zapytał Aomine.
- Do niczego.- mruknął Shintaro.- Po prostu...w przeciwieństwie do ciebie, ja przez lata ukrywałem przed Takao to, co do niego czułem... . Byłem pewien, że jeśli mu powiem, to mnie wyśmieje.
- Też tak myślałem, kiedy mówiłem Kise, że go kocham.- Aomine roześmiał się na to wspomnienie.- A ten idiota się poryczał i powiedział, że mam się nami zaopiekować. Myślę, że gdybyś powiedział wtedy Takao, co czujesz, to by to zrozumiał. Co za różnica, czy zgodziłby się czy nie? Ważne, że by wiedział. To twój najlepszy przyjaciel, nie zostawiłby cię nawet po czymś takim. No, a skoro jesteście teraz ze sobą, ale on...
- Zgwałciłem Takao.- westchnął Midorima.- Byliśmy pijani, a ja już nie wytrzymywałem presji, jaką odczuwałem przez nie uprawianie seksu... . Następnego dnia po prostu zmusiłem Takao do tego, żebyśmy byli razem.
- Czekaj, czekaj, czekaj, ŻE CO?!- krzyknął Aomine, zrywając się z kanapy i patrząc zszokowany na Midorimę.- Ty...ty...chcesz mi powiedzieć, że...że ty...
- Tak.- westchnął Shintaro.- Na prawdę go zgwałciłem i zmuszałem go do tego zwią...
- JESTEŚ SEME?!
Midorima poczuł kolejną pękającą żyłkę na jego czole.
- OCZYWIŚCIE, ŻE TAK, DEBILU!- wydarł się.- Wyobrażasz mnie sobie jako uke?!
- No pewnie, że tak!- krzyknął Aomine.- Prawdę mówiąc to w ogóle nie widzę cię w innej roli! TSUNDERE, to się samo nasuwa! Nie dziwię się, czemu Takao nie chce z tobą być!
- To nie o to chodzi, ośle!- wkurzył się Midorima.- Jest zraniony, bo go zmuszałem do związku! A on zaczął coś do mnie czuć, ale się tego wypiera! Powiedział mi, że mi ufał, a ja go zraniłem! O to chodzi, idioto! Dlatego mnie nienawidzi!
- Zastanów się nad tym jeszcze raz, Midorima.- powiedział Aomine z poważną miną.- Idź do Takao i go przeproś. Nie można tak bezczelnie łamać praw natury, musisz być UKE!
- Ty...zamknij się w końcu i skończ z tym uke! Nie będę uke! Nie mam zamiaru być u...
- PRZESTAŃCIE SIĘ KURWA DRZEĆ, PEDAŁY!- rozległ się nagle kobiecy krzyk i głośne łomotanie w sufit.
Midorima i Aomine, przerażeni tym nagłym wrzaskiem, zastygli w miejscu.
- Cholera.- mruknął Aomine.- Jeśli ta stara baba z góry wypapla, że jestem gejem, to się źle skończy dla mnie i dla Kise...szybko, pomóż mi ją zabić!
- Oszalałeś?!- krzyknął szeptem Midorima.- Zostaw tę starszą panią w spokoju, zwyrodnialcu!
- Ona wie za dużo!
- Nie zachowuj się jak w jakimś kryminale! Ile ona ma lat?!
- A bo ja wiem...70 parę?
- W tym wieku dużo ludzi cierpi na sklerozę, może ona też?! W ogóle, o czym my rozmawiamy, do cholery?! Nie jesteś mordercą! A ja muszę jechać odebrać klucze do mieszkania!
- Dobra, już dobra.- westchnął Aomine, siadając na kanapie.- Powiem jej, że film oglądałem.
- Rób jak chcesz.- Midorima poprawił swoje okulary.- Ośle.
