Nie odbierał telefonów. Nie odpisywał na e-maile. Nie dawał znaków życia. Rzucił pracę. Wyprowadził się. Zgwałcił przyjaciela. Zmuszał go do stosunków płciowych.

Takao przerwał pisanie, by zastanowić się nad kolejnym oskarżeniem, jakie wygarnie Midorimie, kiedy go spotka. Co jeszcze takiego złego zrobił, za co można go było opieprzyć?

Zostawił go...bez słowa pożegnania.

Takao ścisnął długopis, który trzymał w ręce, powodując niewielkie pęknięcie. Dlaczego tak bardzo wkurzał go fakt, że Midorima odszedł?

Chociaż...po tym co mu powiedział tamtego feralnego wieczora, nie powinien się spodziewać, że wrócą do starych stosunków, jak za czasów liceum.

- Takao, ty idioto...- westchnął.- Co ty sobie myślałeś?

Minęły dwa tygodnie odkąd Midorima zniknął. Od tego czasu Takao czuł w sercu dziwną pustkę. Wiedział, że to po stracie przyjaciela, ale nie rozumiał, dlaczego nie czuje jednocześnie ulgi? Bo przecież po części powinien ją czuć, prawda? Obiekt jego zmartwień, który zaprzątał mu głowę już od dłuższego czasu w końcu zniknął. Jego tyłek mógł odpocząć, jego psychika również... .

A mimo to przez ostatnich kilka nocy nie mógł zasnąć spokojnie. Dzwonił nawet do rodziny Shintaro, ale nikt nie wiedział, gdzie on się podziewa... .

Albo go kryli... .

Dlaczego? Dlaczego Takao czuł tak wielką tęsknotę? Czy to możliwe, że...naprawdę pokochał Shintaro? Tak, jak w zwyczajnym związku dwóch ludzi? Tak, jak żona swojego męża? Czy to możliwe, że naprawdę się w nim zakochał?

- Aaaa, nie ma mowy! Mam 26 lat, jestem za stary na takie przeżywanie uczuć, jak nastolatka! Nie ma mowy, żeby był w nim zakochany! - krzyknął Takao, zrywając się z krzesła.

- Ehm...wszystko w porządku, proszę pana?- zapytała delikatnie kelnerka, która właśnie przechodziła obok.

- E?- Takao spojrzał na nią zaskoczony, spłonął rumieńcem i usiadł na miejscu.- A, tak, tak, wszystko w porządku...eee...ćwiczę rolę do przedstawienia, ahaha.

- Ro-rozumiem.- kelnerka uśmiechnęła się niepewnie.- Dolać panu kawy?

- Ta-tak, poproszę.

Dziewczyna dolała kawy do jego kubka, poczym odeszła, nadal się uśmiechając. Takao westchnął cicho i spuścił głowę. Zachował się jak idiota i to w miejscu publicznym! Za jakie grzechy musi to spotykać właśnie jego?!

Boże! – szepnął w myślach – daj mi znać, co mam, do cholery, robić!

Takao dopił swoją kawę, zapłacił za rachunek, poczym schował kartkę oraz długopis, wyszedł z kawiarni i udał się w stronę swojego mieszkania.

Szedł spokojnie chodnikiem, kiedy nagle usłyszał rozmowę dwóch dziewczyn, przechodzących obok niego:

- ...a wtedy Tatano pocałował Mitorine i się pogodzili!

- Oh, i byli znów razem? Wybaczyli sobie?

- Tak! Wyobraź sobie, jak piszczałam, kiedy poszli do łóżka...

CO?! Takao spojrzał za nimi przerażony. ,,TAKAO POCAŁOWAŁ MIDORIME''?! Niby kiedy?! To on zawsze go...

A, zaraz, zaraz, to tylko film! Rozmawiały o filmie!

Takao ruszył dalej, kiedy nagle wdepnął w gumę. Zaklął cicho pod nosem, poczym wyjął chusteczkę z kieszeni spodni, oparł się jedną dłonią o drzewo, podniósł nogę i zdjął gumę z buta.

Zdjąwszy dłoń z pnia drzewa, zobaczył, że ktoś wyrył w korze serce, a w nim inicjały ,,M + T''

M + T?

Takao ruszył dalej, kiedy nagle jego uwagę przykuły telewizory na wystawie sklepu ze sprzętem AGD, gdzie jakiś młody mężczyzna krzyczał:

- Tak, jestem gejem! I co?! Nie ma w tym nic złego! Miłość to miłość! To, że wolę facetów nie czyni mnie żadnym potworem! Facet, którego kocham powinien się cieszyć, że ma kogoś, w kim może mieć wsparcie i na kim może polegać! Kobieta, czy facet, co za różnica?! Człowiek to człowiek, a dzieci zawsze można adoptować! Tyle matek porzuca swoje dzieci, geje mogą się nimi zająć! Nie jesteśmy potworami, mówię!

Takao przełknął ślinę, poczym znów ruszył dalej. Co to miało być? Czyżby Bóg dawał mu te znaki, o które prosił?

Takao spojrzał z powątpieniem w niebo, jakby chciał ujrzeć twarz uśmiechającego się do niego Boga i nagle stanął jak wryty, wytrzeszczając oczy.

Dwie chmury płynące naprzeciwko siebie do złudzenia przypominały jego i Midorimę – zbliżających się do pocałunku.

Takao aż rozdziawił usta.

TO NA SERIO BYŁY TE ZNAKI?!

Kazunari potrząsnął głową, poczym ruszył szybko dalej, chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim małym mieszkanku.

O co tu do cholery chodziło?! Świat robił sobie z niego żarty, prawda?!

Zirytowany i sfrustrowany, Takao wpadł do swojego mieszkania i zatrzasnął drzwi. Zrzucił z nóg buty, zdjął kurtkę i rzucił ją na wieszak, ale i tak z niego spadła. Nie przejął się tym jednak, tylko przeszedł do łazienki, zatkał korkiem odpływ w wannie i odkręcił kurki. Postanowił wziąć gorącą kąpiel i zapomnieć o wszystkim, chociaż na chwilę.

Kazunari zrzucił z siebie ciuchy i przez chwile stał nago przed lustrem, patrząc na swoje ciało.

Nigdy nie uważał się za przystojniaka, ale za brzydala również nie. Mimo to jeszcze nigdy nie miał dziewczyny. Starał się poderwać kogoś w liceum, ale nie bardzo mu to wychodziło. Może dlatego, że był zbyt napalony?

Takao wszedł do wanny i zakręcił kurki.

Właśnie...kiedy ostatnio się masturbował?

Odkąd był z Midorimą nie czuł takiej potrzeby. Trudno mu było się do tego przyznać, ale Midorima zaspokajał go. W jakiś pokręcony sposób... . Znaczy...często pieścił go podczas stosunku i pewnie to przez to, ale... .

Takao westchnął cicho i zamknął oczy, starając sobie przywołać w myślach obraz jakiejś pięknej, nagiej kobiety. Chwycił dłonią członka pod wodą i zaczął powoli poruszać dłonią w dół i w górę.

Po pięciu minutach stwierdził jednak, że to na nic. Jego penis ani drgnął, nie mógł w ogóle się podniecić. Westchnął z irytacją i zagapił się w sufit.

Czy jeśli pomyśli o Shintaro...?

Takao znów chwycił swą męskość i zamknął oczy. Wyobraził sobie twarz Midorimy – jego gładką skórę, piękne, zielone oczy o długich rzęsach, patrzące na niego jakby przez mgłę. Jego wąskie, miękkie usta, sprawny język poruszający się w ustach Takao, badający każdy centymetr jego ciała.

Podziałało. Kazunari przygryzł wargę i zaczął się onanizować nieco szybciej. Użył drugiej dłoni, by nieśmiałymi ruchami pieścić i drażnić swoje sutki. Wstydził się za siebie, bo przecież takie rzeczy powinny robić tylko kobiety... .

Myślenie w ten sposób o Midorimie naprawdę go podniecało. Poczuł, że się rozluźnia, że ma prawdziwą ochotę na seks. I tego niepokoiło i męczyło jednocześnie.

Niepokoiło go, że tak bardzo chce to zrobić z Midorimą i męczyło go, że w tej chwili go przy nim nie ma.

Doszedł raz. Drugi. I trzeci. Z rzędu. Wspominając seks z facetem. I tego dnia Takao Kazunari w końcu pojął, że jest absolutnie i niezaprzeczalnie prawdziwym gejem.

Zaraz po obiedzie Takao postanowił pójść na małe zakupy. Potrzebny był mu nowy sweter, no i musiał uzupełnić zapasy w lodówce, jeśli chciał przetrwać do momentu, aż znajdzie Midorimę i go zabije.

Dlatego też teraz, przechadzając się po ruchliwej ulicy i oglądając wystawy sklepów, szukał dla siebie czegoś ciekawego. Dotychczas zdążył kupić jedynie kilka warzyw, trochę szynki i kawałek piersi z kurczaka.

Właściwie, przez to, że pracował w szpitalu i czasami był wzywany na dodatkowe dyżury, sprawiło, że Takao nie miał czasu gotować w domu. Najczęściej jadał na mieście, albo kupował na wynos. Od czasu do czasu pozwalał sobie też na zwykłe chińskie zupki, choć Midorima zawsze go wyzywał i kazał mu zdrowo się odżywiać. Szkoda, że już tego nie usłyszy...

Zaraz, zaraz...- pomyślał Takao, zatrzymując się nagle.- Czy ja właśnie...zapragnąłem być zbesztany? CO JA, MASOCHISTA JESTEM?!

Takao, zirytowany, ruszył szybko chodnikiem, patrząc prosto przed siebie, kiedy nagle zauważył coś, co w ogóle nie spodziewał się dziś ujrzeć.

Nie spodziewał się, że w ogóle to COŚ zobaczy, kiedykolwiek... .

Midorima Shintaro przechadzał się wolnym krokiem przez deptak, a u jego boku dreptała śliczna blondyneczka, wtulona w jego ramię. Wyglądali razem zdecydowanie zbyt ładnie. Takao najpierw poczuł lekką panikę, nie wiedział co zrobić. Po chwili poczuł silne ukłucie zazdrości, a w jego oczach zabłysły małe łezki. Aż w końcu na koniec poczuł niepohamowaną złość, którą właśnie miał zamiar uwolnić.

Podszedł, a raczej wręcz podbiegł do niczego nie spodziewającego się, opanowanego i poważnego Midorimy, poczym zatrzymał się tuż przed jego twarzą, rozkoszując się jego nagłym szokiem.

- Takao...?- szepnął.

- Cześć, kochanie!- krzyknął nieco za głośno Kazunari.- Kim ona jest?

- To...poczekaj...- Midorima potrząsnął głową, jakby chciał zmusić mózg do działania. Czy to na prawdę Takao właśnie pojawił się przed nim? I czy on...czy on właśnie powiedział do niego ,,kochanie''?!.

- Już zapomniałeś co nas łączy?- zapytał Takao z wrednym uśmieszkiem.- Zapomniałeś o tych wszystkich namiętnych nocach, które razem spędziliśmy, seks trwający godzinami, obciąganie, całowanie się... . A teraz nagle widzę cię z tą lafiryndą?

- Poczekaj, Takao...co...co ty tu robisz? I dlaczego mówisz tak głośno?

- A co, wstydzisz się tego, że jesteś gejem?- Takao uśmiechnął się złośliwie.

- Ja nie, ale ty ostatnio mówiłeś...

- Nie jestem gejem!

- No ale...- Midorimę nieco to zbiło z pantałyku.- Przed chwilą właśnie się wydarłeś, że uprawialiśmy seks...więc...myślę, że...

Takao nagle pojął, w jakiej sytuacji się znalazł. A znalazł się na ulicy pełnej gapiących się na niego ludzi, każdy z gałami większymi niż Kuroko Tetsuyi, każdy z rozdziawionymi gębami, jakby właśnie oglądali jakąś telenowele.

- To...to po prostu...- Takao nagle spalił buraka.

- Pani Urayamashi, proszę wybaczyć.- powiedział Midorima, poprawiając swoje okulary na nosie.

- Oczywiście, panie doktorze, dziękuję za pomoc.- powiedziała blondynka.- Mój narzeczony zaraz mnie odbierze.

- Oczywiście. Życzę miłego dnia.

Midorima ukłonił się lekko ślicznej blondyneczce, poczym wziął Takao za rękę i zaczął prowadzić za sobą.

Kazunari, ze spuszczoną ze wstydu głową, szedł za nim jak na szubienicę, ze łzami w oczach, rozmyślając o tym, co właśnie się stało.

Zrobił sobie małe zakupy. Spotkał Midorimę. Podszedł do niego. I zrobił mu awanturę.

Jedyny plus, że jeszcze go nie walnął... .

Shintaro zaprowadził go do jakiegoś bloku, do jakiegoś mieszkania, do jakiejś sypialni, na jakieś łóżko. Takao usiadł na nim ciężko, odbijając się kilka razy – takie było mięciutkie. Zupełnie inne niż jego twarde łóżko w jego małym mieszkanku.

- Więc?- zapytał Shintaro.- Co to miało być?

- Co to miało być?- powtórzył Takao, odwracając od niego głowę.- To ty chodzisz sobie na randki z kobietami, mimo, że jeszcze nie tak dawno mówiłeś, że kochasz tylko mnie, chcesz ze mną wziąć ślub, adoptować dziecko i w ogóle, że chcesz być ze mną zawsze i na zawsze i się ze mną zestarzeć!

- Pomijając to pierwsze, nic takiego nie mówiłem, nanodayo.- powiedział Shintaro, poprawiając okulary.- Poza tym, to nie była żadna randka. To była moja stara pacjentka. Jest nowa w okolicy i poprosiła, żebym ją zaprowadzić do sklepu rybackiego, w którym pracuje jej narzeczony.

Takao spalił jeszcze większego buraka.

- Dlaczego się nie odzywałeś?- burknął.

- Bo...- Midorima usiadł ostrożnie obok niego.- Powiedziałeś, że mnie nienawidzisz. I że brzydzisz się związkami facetów z facetami.

- Nie powiedziałem tak.

- Powiedziałeś.

- Wcale nie!

- Wcale tak. No i...

- Co?

- Powiedziałeś, że już mi nie ufasz...

- Ah, to...- Takao spuścił głowę.- Mówiłem to pod wpływem chwili.

- Byłeś zdecydowany iść współżyć z kobietą.

- Nie mów tego w ten sposób, bo mi się śmiać chce...- mruknął Kazunari.- Poza tym, czy kazałem ci zniknąć z mojego życia? Powiedziałem, że masz się wyprowadzić, rzuć pracę? Czy powiedziałem chociaż, że cię nienawidzę? Bo ja sobie nic takiego nie przypominam.

- Tak odebrałem naszą ostatnią rozmowę.

- Jesteś idiotą.- stwierdził Takao.

- Zrobiłeś przedstawienie na środku ulicy. To ty jesteś idiotą.- westchnął Midorima.

Takao znów spłonął rumieńcem.

- To...nie panowałem nad sobą.- mruknął.- Też byś tak zrobił, jakbym zniknął na dwa tygodnie i nagle byś mnie zobaczył z jakąś piękną laseczką.

- Cóż, pewnie zareagował bym podobnie... .

- Tak samo.

- Wierz mi, tylko podobnie.- powiedział Midorima z powagą.- Zrobiłbym coś gorszego, niż tylko zwykła awantura.

- Niech ci będzie.- mruknął Takao.

- Więc...właściwie, to chciałeś mi coś powiedzieć?

- Oprócz tego, że jesteś idiotą, i że masz wrócić do starego mieszkania i do szpitala? Nie bardzo.

- Nie powiesz mi, że mnie kochasz?

- Nie bądź taki pewny siebie!- wkurzył się Takao.

Midorima spojrzał miłość swojego życia.

- Więc jak mam odebrać twoje zachowanie na deptaku?

- Nijak!

- Eh...na prawdę, mógłbyś w końcu przyznać, że jednak coś do mnie czujesz. Przecież to nic złego. Wiesz, że cię kocham, prawda?

- W-wiem.- mruknął Takao.- Po prostu...to dla mnie trochę nowe...

- Nowe? Robimy to już od...

- Nie TO mam na myśli, głupku!- wkurzył się Takao.- W ogóle...ta cała zamiana ról...w liceum to ty byłeś tsundere! A teraz nagle...wygląda na to, że to ja jestem - tsundere...z resztą...to dziwne, że to ty jesteś na górze...

- I ty też przeciwko mnie...- westchnął Midorima.- W liceum byłem, jaki byłem. Teraz po prostu już dorosłem. Muszę wziąć sprawy w swoje ręce. Myślałeś o tym? O nas? O swoich uczuciach?

- Taa...- mruknął Takao.- Będę z tobą szczery, Shin-chan. Na początku cholernie przerażało mnie to wszystko. To, że uprawialiśmy seks, że następnego dnia nagle miałem chłopaka, potem te wszystkie kolejne nasze spotkania...niby zwyczajna para, a jednak...inna. Nie wyobrażałem sobie, że myślisz o mnie W TEN sposób. Nie wiedziałem, co z tym zrobić... . Myślałem, że może masz jakieś chore urojenia, bo jestem twoim jedynym przyjacielem, czy coś. Uparłem się, że tak nie może być, że nie możemy tego dalej ciągnąć. Nawet jeśli...jeśli zaczynało mi się trochę podobać. TROCHĘ.- powtórzył dobitnie Takao, widząc minę Midorimy.- Chciałem spróbować przespać się z kobietą, żeby sprawdzić, czy jestem w ogóle w stanie to zrobić. Kiedy po naszej kłótni wyszedłeś z mojego mieszkania, nigdzie nie poszedłem. Zostałem w domu i odpoczywałem. A w poniedziałek poszedłem do pracy i okazało się, że odszedłeś. Wtedy dopiero zacząłem o tym wszystkim myśleć. Dzwoniłem do ciebie, ale odebrał mi jakiś pijak. Zrozumiałem, że znów zgubiłeś telefon...

- Nieprawda, ja...

- Nie skończyłem.- Takao rzucił mu srogie spojrzenie.- I wiem, że zgubiłeś! W każdym razie...na początku byłem zagubiony. Potem wkurzony. Potem szczęśliwy. I w końcu wkurzony i zagubiony jednocześnie. Trochę zacząłem tęsknić...TROCHĘ. A potem...

- Potem?

- Cóż...- Takao podrapał się po głowie.- Tego lepiej ci nie mówić. Jeszcze zadufasz się w sobie do reszty... .

- Masturbowałeś się, myśląc o mnie?

- CO JEST, DO CHOLERY?!- Takao spojrzał na niego zaskoczony.- ZAŁOŻYŁEŚ W MOJEJ ŁAZIENCE KAMERY, PRZYZNAJ SIĘ, ZBOCZEŃCU!

- Wcale nie.- Midorima uśmiechnął się lekko i poprawił okulary na nosie.- Po prostu zachowujesz się podobnie jak ja, kiedy okryłem, że jestem w tobie zakochany. Byłem zagubiony, nie wiedziałem co robić. Próbowałem zapomnieć o tym uczuciu do ciebie, ale nie udawało mi się. Z dnia na dzień kochałem cię coraz bardziej. W końcu zacząłem zaspokajać się samymi myślami o tobie. Chociaż, moja wyobraźnia sprawiała, że miałem wrażenie, jakbyś naprawdę mnie dotykał. Ale koniec końców zrobiłem ci coś tak potwornego. Nie mam nadziei na to, że mi wybaczysz. Ani nawet, że stosunki między nami się poprawią...

- Zapomnijmy o tym.- powiedział nagle Takao.- Spróbujmy...spróbujmy jeszcze raz.

- Jeszcze raz?- powtórzył Midorima.

- Tak.- Takao odwrócił się do niego, z lekko opuszczoną głową, wpatrując się uparcie w jego oczy.- Z-załóżmy, że mnie nie zgwałciłeś...a właściwie, to nie był gwałt, bo byliśmy pijani i...i bolało tylko chwilę, poza tym też w tym uczestniczyłem...ale załóżmy, że zrobiliśmy to na trzeźwo, bo po prostu chcieliśmy. Chodziliśmy ze sobą, czy coś... .

- Naprawdę jesteś w stanie to zrobić?- Midorima patrzył na niego z niedowierzaniem.

- Myślę, że tak.- powiedział Takao.- Głupio przyznać, ale jestem do ciebie przywiązany. W końcu to dla ciebie poszedłem na studia medyczne, nawet jeśli nie udało mi się zostać lekarzem. Zawsze chciałem być przy twoim boku.

- Więc...zostaniemy parą? Taką prawdziwą?- zapytał Midorima.

- N-no, coś w ten deseń.- Takao uśmiechnął się lekko.- J-jeśli jeszcze chcesz... .

- Oczywiście!- Midorimie aż zabłysły oczy, a na jego twarzy pojawił się szeroki - uśmiech, jakiego Takao dawno już nie widział.- Kocham cię, Takao!

- Dobra, dobra, nie powtarzaj tego zbyt często, ok? W-wiem o tym, więc..

- Mogę cię pocałować?- zapytał Midorima.- Przepraszam, że tak szybko, ale nie mogę powstrzymać chęci...

- Yyy...no...- Takao zarumienił się mocno.- J-jasne. De-delikatnie!

Midorima uśmiechnął się lekko, poczym pochylił się nad Takao i złożył na jego ustach delikatny pocałunek. Kazunari westchnął bardzo cichutko, czując te miękkie usta, które tak bardzo pragnął poczuć już od tak dawna. Wysunął ostrożnie język, dając znać Midorimie, że może pogłębić pocałunek.

Shintaro wsunął język w jego usta, jednocześnie obejmując go dłońmi w talii i kładąc na łóżku. Takao objął jego szyję ramionami, tymczasem Midorima wsunął dłonie pod jego koszulkę i zaczął sunąć nimi po torsie jego kochanka aż do nabrzmiałych sutków. Zaczął delikatnie pieścić je palcami. Po chwili, zniecierpliwiony, zdjął z niego bluzkę i przyssał się do nich ustami.

- Ah...- Takao zagryzł wargę, zaskoczony tym nagłym aktem.

Shintaro ssał lekko różowe sutki Kazunariego, to znów drażnił je koniuszkiem języka, innym razem chwytał lekko zębami i delikatnie przygryzał. Kiedy skończył się nimi bawić, sięgnął do rozporka spodni Takao, rozpiął go i zsunął spodnie wraz z bielizną. Pospiesznie zdjął jego buty i skarpetki, poczym sam się rozebrał do naga, patrząc na zarumienionego Takao, który obserwował go, oddychając szybko. Zgiął kolana, by zakryć swoją erekcję. Czuł się trochę dziwnie, kiedy Midorima prawie że dosłownie pożerał go wzrokiem.

Kiedy Shintaro zrzucił z siebie wszystkie ciuchy, przykląkł na podłodze przed łóżkiem, poczym chwycił uda Takao i rozchylił je lekko. Nadal je trzymając, przesunął delikatnie koniuszkiem języka po całej długości nabrzmiałego członka Kazunariego. Zaczął go delikatnie całować, chcąc lekko naślinić, by łatwiej mu było wsuwać go i wysuwać z ust, co z resztą po chwili zaczął robić.

Samo trzymanie go w ustach i smakowanie go nie podniecało go tak bardzo, jak słuchanie jęków Takao. Był to dla niego najpiękniejszy dźwięk, jaki kiedykolwiek słyszał. I chciał go słuchać częściej. Głośniej.

Pozwolił mu dojść, obficie tryskając spermą w jego usta. Oczywiście, połknął wszystko, bo wiedział, że to jeszcze bardziej zawstydzi Takao.

- B-baka...- usłyszał cichy szept. Uśmiechnął się lekko.

- Kazunari...odwróć się, proszę.- szepnął.

Takao, z lekkim ociąganiem, przewrócił się na brzuch i, wiedząc doskonale do czego dąży Shintaro, wypiął się lekko w jego stronę.

Midorima naślinił swój palec wskazujący, poczym wsunął go w odbyt Takao. To, jak bardzo był rozluźniony, zdziwiło go. Z łatwością mógł wsunąć drugi palec, po chwili nawilżył trzy i, stwierdziwszy, że jego chłopak jest już gotowy do jego przyjęcia, wysunął je, poczym ukląkł na łóżku i przysunął swojego penisa do odbytu Takao.

Czekał na tę chwilę już od bardzo dawna. Dla niego ich rozłąka trwała całe wieki. Chciał więc, by to była długa, przyjemna chwila. Choć był pewien, że zrobią to jeszcze nie raz, ale mimo to...pragnął, by to było jak ich pierwszy raz. Nowy pierwszy raz.

Wsunął go powoli we wnętrze Takao, a kiedy już zanurzył go do końca, pochylił się, przylegając torsem do pleców swojego ukochanego i splótł palce prawej dłoni z jego palcami. Lewą dłonią zaś sięgnął do jego penisa i, poruszając się w nim powoli, jednocześnie poruszał

dłonią, sprawiając Takao jeszcze więcej przyjemności.

Takao swoją lewą dłonią chwycił nadgarstek Midorimy, przyspieszając jego ruchy. Czuł, że zaraz dojdzie po raz drugi. Bardzo, ale to bardzo tego chciał.

Midorima też już ledwo się powstrzymywał. Chciał, by ta chwila trwała dłużej, ale rozkosz sama nim kierowała.

Kazunari poczuł w swoim wnętrzu ciepłą ciecz. Zazwyczaj po tym ciskał Midorimie mordercze spojrzenia, ale tym razem był zaabsorbowany tym, że zaraz dojdzie. Trysnął spermą na pościel, dysząc ciężko, jak po biegu.

Midorima wysunął się z jego wnętrza i opadł na plecy tuż obok niego.

- Już masz dosyć?- mruknął Takao.

- Wybacz.- Midorima zarumienił się lekko.- To...było dla mnie dość intensywne.

- Intensywnie to dopiero będzie.- powiedział Kazunari, siadając na Midorimie okrakiem. Uśmiechnął się lubieżnie i przesunął palcem po jego klatce piersiowej.

Shintaro spojrzał na niego totalnie zaskoczony.

- Chcesz być na górze?- spytał.

- Jasne.- odparł Takao.- Może i jestem Uke, ale mogę trochę dominować, prawda? W sumie, bycie Uke nie jest takie złe...to do mnie należy rola...kuszenia cię.

- Oh.- Midorima przełknął ślinę, rumieniąc się. Odwrócił głowę, nie chcąc patrzeć na tak podniecającego Takao.- Coś czuję, że to będzie...intensywny...związek.

Takao uśmiechnął się zwycięsko.

Wyglądało na to, że wrócił jego ukochany Tsundere.

The End.