Choroba Clariss!
Był piękny słoneczny poranek. Joe nie spał wpatrywał się w przepiękną Clariss. Po chwili wstał, przykrył dokładnie swą ukochaną, pocałował ją czule i troskliwie w czubek głowy, spojrzał na nią po czy delikatnie się uśmiechnął. Zszedł na dół. Zrobił sobie kawę, ponieważ nie jada śniadania. Czytał gazetę, nagle poczuł kojący dotyk na plecach. Odłożył gazetę i obrócił się. Zobaczył swoją żonę, uśmiechnął się, przyciągną ją do siebie i pocałował.
-Kochanie masz śniadanie na stole, zjedz bo bardzo zbladłaś.- powiedział Joe.
-Dziękuje.-dała mężowi jeszcze jednego małego buziaka i poszła do stołu, usiadła.- Kotku źle się dziś czuje, możemy zostać w domu? Nie mam ochoty jechać na plażę.- powiedziała słabym głosem.
-Oczywiście, ale co się dzieje? Dlaczego się źle czujesz?- spytał zaniepokojony mężczyzna.
-Joseph, nic mi nie jest. Po prostu trochę mam mdłości i kręci mi się w głowie. To nic takiego, nie martw się kochanie.
-W porządku, ale męczy mnie to iż jesteś taka blada. Kochanie pojedziemy do lekarza.
-Nie!- powiedziała bardzo zdecydowanie.- Jak do jutra mi nie przejdzie to pojedziemy, dobrze?
-Czy ty już zawsze będziesz taka uparta?- pokiwał głową i uśmiechnął się.
-Myślę że to się nie zmieni.- powiedziała bardzo zdecydowanie.
Po południe
Joe siedział na sofie w salonie i patrzał w telewizor, Clariss w tym czasie była w toalecie, po kilku minutach Joseph ujrzał swą ukochaną, która zmierza ku niemu, lecz ta złapała się szafki i zamknęła oczy. Zdenerwowany małżonek podbiegł do kobiety, wziął na ręce i posadził na sofie. Klękną przed nią i zapytał
-Kochanie, co się dzieje?- Clariss nic nie odpowiedziała.- Clariss do jasnej cholery powiedz coś?- Wołał może jeszcze trzy razy, aż z orientował się iż jego żona zemdlała. Wezwał pogotowie, Ci przyjechali po ok.5 minutach. Joe cały czas próbował ją ocknąć, lecz nie udanie.
W szpitalu
Bardzo zdenerwowany Joseph, nie opuszczał swej ukochanej. Ciągle obserwował co jej podają. Nagle lekarz powiedział
-Witam kim pan jest?
-Mężem, a o co chodzi?
-To jest królowa Clarissa, jej mąż zmarł dobrych parę lat temu.
-Faktycznie zmarł, lecz Clariss wyszła ponownie za mnie, a więc proszę powiedzieć co dolega mej żonie?- Joe zapytał z niepokojem
-Przepraszam. Królowa najprawdopodobniej ma anemię.
-Kiedy się obudzi?- Joe odchodził od zmysłów.
-Powinna obudzić się do godziny. Jeżeli nie to będziemy zmuszeni do skuteczniejszych działań!
-Dobrze, bardzo dziękuje.- Joseph czekał prawie pół godziny, aż nagle poczuł na swej twarzy rękę ukochanej. Od razu postawiło go to na nogi, usłyszał głos Clariss. Bardzo ochrypnięty i zdziwiony
-Kochanie gdzie ja jestem?
-Oh najdroższa obudziłaś się, tak się bałem o ciebie, kochanie.- uśmiechnął się do niej i odetchnął z ulgą
-Kochanie gdzie ja jestem?- Clariss bała się coraz to bardziej. W ogóle nie wiedziała co się z nią dzieje.
-Przepraszam Cię. Wiem że obiecała iż nie pojedziemy do lekarza, ale zemdlałaś. Nie dałaś się dobudzić i wezwałem pogotowie.- Joe wypuścił łzę z oka
-Kochanie, proszę nie płacz. Dobrze że czasami mnie nie słuchasz.- Clariss uśmiechnęła się do męża i dodała –pocałuj mnie!- Joseph złapał ją za tył głowy i przybliżył obie twarze. Całowali się przez parę minut, tudzież doktor przerwał romantyczną chwilę w szpitalu
-yyymm przepraszam?!- powiedział doktor
-tak?- uznała Clariss, spoglądając na doktora- Co mi jest? Dlaczego zemdlałam? Kiedy wrócę do domu?
-Wasza wysokość ma pani anemię i zostanie tu pani przez tydzień!- jego słowa były bardzo stanowcze- Za to pan może wrócić za tydzień po żonę.
-Słucham? Pan chyba oszalał?! Będę tu tyle ile moja żona! Nie zostawię jej tu!- Joe się zdenerwował.
-Proszę pana tak nie wolno! Musi pan odejść!
-W takim razie, proszę wypisać moją żonę do domu, najwyżej zatrudnię pielęgniarkę. Ona boi się szpitali, igieł, doktorów, i w ogóle.
-Rozumiem, ale to jest niedorzeczne. Musimy przeprowadzić transfuzję krwi.
-Kochanie jedź do domu. Zostanę tutaj, a ty wróć za tydzień. Wtedy razem pojedziemy do domu.
-Ale…- Clariss przerwała mu i kazała odejść.- Joe nachylił się nad nią i pocałował w usta mówiąc- Trzymaj się kotku.- Pojechał do domu, a w tym czasie Clariss leżąc na szpitalnym łóżku popłakiwała. Nagle pielęgniarka zapytała
-Czy coś się stało proszę pani?
-Nie ależ skąd. Wszystko w porządku.- chora kobieta uśmiechnęła się.
-To dlaczego pani płacz?- przełożona pielęgniarka zaniepokoiła się.
-Naprawdę nie ma to najmniejszego znaczenia.
-Dobrze, jakby coś się działo, albo chciałaby pani powiedzieć dlaczego płacze, proszę zawołać.- Młoda kobieta odeszła ku reszcie pielęgniarek.
-Słuchajcie mamy kontakt do męża tej tam?!
-Tak, a co?
-Ona jest załamana, potrzebuje go tu!
-Aham, dobrze to zadzwoń do niego, aby przyjechał.- Pielęgniarka postanowiła uszczęśliwić Clariss.
-Halo?- Powiedział Joe
-Witam tutaj przełożona pielęgniarek, czy mógłby pan przyjechać do szpitala?
-Oczywiście. Co się dzieje z Clariss?
-Nic, lecz bardzo potrzebuje pańskiej obecności.
-Dobrze zaraz będę.- Joe ubrał na siebie kurtkę i buty, wsiadł i pojechał do szpitala. Jechał około 150km/h. Po przyjeździe pobiegł do kobiety, która do niego zadzwoniła.
-Gdzie ona jest, gdzie Clarissa Renaldi ?- zapytał bardzo zdenerwowany.
-Mąż?
-Tak!- wykrzyknął
-Pańska żona płacze od prawie dwóch godzin, wydaje mi się że tylko pan jest w stanie ją uspokoić.- Pielęgniarka zaprowadziła zdenerwowanego mężczyznę do Clariss. Joe wszedł bardzo cicho, podszedł do żony i delikatnie dotknął jej ramienia mówiąc
-Clariss, kochanie nie płacz. Już jestem.- Od razu się uspokoił
-Oh Joseph, najdroższy.- złapała mężczyznę za rękę i uśmiechnęła się.- Joe obiecaj mi że nigdzie pójdziesz?!
-Obiecuję.- Uśmiechnęła się do Joe'go. Ten obszedł łóżko i złapał Clariss za tył głowy, delikatnie przysuwając ją do siebie pocałował kobietę na której mu niezmiennie zależało. Rozmawiali przez całą noc. Nad ranem usnęli. Tak wyglądał cały tydzień. Clariss dostała zgodę na powrót do domu. Oboje bardzo się ucieszyli.
W DOMU
Małżeństwo weszło do domu. Clariss gdy ujrzała wnętrze wzięła bardzo głęboki oddech. Joe położył walizkę z ubraniami żony i zmierzył ku niej. Objął ją w pasie od tyłu i pocałował w szyje z delikatnością i czułością. Powiedział
-Kochanie obiecaj że już nigdy nie wywiniesz mi takiego numeru.
-Obiecuję skarbie już nigdy , obiecuje.
Para bardzo cieszyła się z powrotu do domu. Nauczyło ich to że nie takie sytuacje trzeba przeżywać wspólnie. Joe i Clariss kochają się niezmiernie i pragną spędzać ze sobą dokładnie wszystko.
