Wizyta rodziców!

Pewnego pięknego poranka Clariss wstała wyjątkowo wcześnie. Spoglądnęła tylko na męża i uśmiechnęła się widząc błogi sen mężczyzny. Poszła zrobić śniadanie do kuchni. W trakcie tego przerwał jej telefon, odebrała.

-Tak słucham?

-Witaj Clariss, czy jesteś pewna że to dobry pomysł?

-Witaj! Oczywiście Joe się pewnie ucieszy.- Rozłączyła się i poszła kontynuować robienie śniadania. Była szczęśliwa jak nigdy, w pewnym momencie poczuła dłonie męża na talii, które zjeżdżały powoli w dół, a w między czasie cudowne skromne pocałunki na szyi.

-Dzień Dobry.- Powiedziała z uśmiechem od ucha do ucha.

-Dzień dobry kochanie, dlaczego wstałaś tak wcześnie? Smutno mi było gdy zabrakło cię w łóżku!

-Oh przepraszam nie mogłam spać.

-Dlaczego? Coś się stało?

-Nie nic. Nie martw się kochanie. Porozmawiamy po śniadaniu.

-Czy mogę liczyć dzisiaj na ciebie?

-yyymmm…. Chyba nie!- Usiedli i jedli śniadanie. Po pół godzinie skończyli oboje.

-Kochanie, a więc o czym chciałaś rozmawiać?- Zapytał nieco zaniepokojony Joe

-Obiecasz że się nie obrazisz?

-Tak obiecuje.- Poszli na kanapę i przytulili się.- A więc dowiem się wreszcie?

-Yyyy.. bo ja bardzo chciałam…. Poznać twoich rodziców więc…. Zaprosiłam ich do nas na parę dni. Jesteś zły?

-O mój Boże! Wiesz co ty zrobiłaś? Nie chcę na razie z tobą rozmawiać, muszę to przemyśleć.- Powiedział wysokim tonem. Zerwał się z kanapy i poszedł na spacer po plaży. Clariss nie wiedziała o co mu chodzi, ale zostawiła go samego tak jak sam chciał. Poszła więc zmyć naczynia i przygotować coś dla gości. Po parunastu minutach usłyszała z tarasu Josepha

-Clariss? Choć tu na chwilę!- Kobieta zdziwiła się, ale poszła.- Możemy się przejść kotku?- powiedział Joe

-Oczywiście, ale dlaczego tak na to zareagowałeś? Czy oni Cię kiedyś skrzywdzili?

-Nie, ale nie znasz ich. Oni będą Ci mówić jaka to ze mnie fajtłapa i że nie wiesz za kogo wyszłaś.

-Kochanie..- Przyśpieszyła kroku i stanęła przed nim obejmując go wokół szyi. On zrobił to samo tylko że złapał za talię.- Wiem za kogo wyszłam i wiem że oboje nie umiemy robić prania, ale Cię kocham i słowa NIKOGO nie zaważą nad moim zdaniem o tobie, a uwierz jest naprawdę bardzo dobre.- Clariss pocałowała najdroższego w usta, był to spontaniczny i drobny buziak, który pogłębił się w romantyczny długi i pełen emocji pocałunek. Przerwał to dźwięk samochodu pod domem pary. Clariss wzięła głęboki oddech, objęli się i poszli przywitać gości.

-Witam!- Powiedziała Clariss pełna energii.

-Dzień dobry moja droga, ale upasłaś mi syna.- delikatnie pocałowały się w policzki. Clariss zrozumiała o co chodziło Josephowi . Przywitała się również z tatą Joego. Para zaprosiła rodziców do środka. Zwiedzili cały dom, potem przeszli do salonu.

-Pewnie jesteście głodni, przyniosę coś, napijecie się czegoś?- zapytała Clariss

-Tak poprosimy herbatę bez cukru.- powiedziała mama Joego

-Oczywiście.

-Skarbie pomóc Ci?- uznał Joe i złapał żonę w talii.

-Jak chcesz.- W wyniku ostatecznym poszli oboje do kuchni. Joseph zamknął drzwi i zaczął namiętnie całować Clariss, ale ta pomiędzy paroma pocałunkami powiedziała

-Kochanie proszę Cię nie możemy.

-A kiedy będziemy mogli ? Naprawdę jeszcze Cię nie zdenerwowała?

-Zdenerwowała, ale teraz mamy gości i nie chce, wieczorem pójdziemy na bardzo długi spacer obiecuje.- uciekła z objęć ukochanego i poszła po jedzenie i herbatę. Po paru minutach małżeństwo wróciło. Cała rodzina rozmawiała przez długi czas choć mówiła najczęściej mama Joego. W pewnym momencie Clariss się zdenerwowała

-Popatrz na siebie Joe. Jak ty tak możesz wyglądać . Upasłeś się. Jesteś nie ogolony. Masz zmarszczki. Czy ty w ogóle o siebie dbasz?- powiedziała Hana (mama Joego)

-Przepraszam, ale on jest dorosłym mężczyzną, wiem że jest pani matką, ale bez przesady.- dodała zdenerwowana Clariss

-Co ty kobieto możesz wiedzieć o macierzyństwie? Siedziałaś tylko na tronie i nic więcej!- rozwijała się kłótnia.

-Mogę wiedzieć bo sama mam dwójkę dorosłych synów. Młodszy Filip zmarł pół roku temu…. Przepraszam muszę na chwilę wyjść.- Clariss spadła mała łza, wstała i wyszła.

-Mamo, tato przepraszam, ale zabierzcie swoje rzeczy i jedźcie stąd.- dodał bardzo sfrustrowany Joe. Poszedł do Clariss, widział jak ta płacze. Serce mu się krajało gdy widział ją w takiej sytuacji.

-Kochanie uspokój się proszę.- powiedział Joe łapiąc ją za ramienia.

-Skarbie przepraszam Cię. Nie powinnam ich zapraszać.

-Nic się nie stało. Prędzej czy później doszłoby do tego spotkania, a tak mamy to za sobą.

-Jak to za sobą? Oni zostają tu do końca tygodnia.

-Nie powiedziałem że za bardzo Cię kocham, abym mógł Cię stracić i wygoniłem ich.

-Bogu dzięki.

-To co z tym naszym spacerem?

-Oh kochanie zapomniałam, przepraszam, a może posiedzimy w domu?

-Pasuję mi, ważne żebyś my byli sami.- Siadł obok niej i namiętnie zaczął ją całować pocałunek bardzo się pogłębiał, nagle Joe wziął Clariss na ręce i poszli do sypialni…

Część dalsza nastąpi proszę o kom