Joseph na życzenie swej żony wyprowadził się z domu, pojechał do swego przyjaciela Michaela. Niby jego towarzystwo było idealne to i tak cały czas myślał o Clariss. Żałował tego co powiedział, ale wiedział dlaczego to zrobił. Bardzo tęsknił za nią.
W domu Clariss:
porozmawiać. Wiedziała że te słowa nie były wcale celowe, on się po prostu wystraszył.
Po miesiącu:
Clariss siedzi na kanapie i czyta książkę. Jej brzuch troszkę urósł. Naglę ktoś puka do drzwi. Był to Joseph, kobieta otworzyła drzwi i zamarła w miejscu. Wiedziała że to również jego dom, a więc go wpuściła. Poszedł zanieść swą walizkę do garderoby, Clariss leżała na sofie i czytała książkę. Podszedł Joe mówiąc
-Kochanie możemy porozmawiać?
-Chyba nie mamy o czym , ale posłucham
-Dasz mi się wytłumaczyć i nie będziesz przerywała?
-Ok.
-Kocham Cię najbardziej na świecie i cieszę się że będę tatą, lecz boję się o ciebie. Wiesz że jesteśmy już starzy i ciąża w twoim przypadku naprawdę może zagrażać twojemu życiu. Skarbie nie daj się prosić, po prostu wybacz. Jesteście dla mnie najważniejsze. Cały miesiąc myślałem tylko o tobie, o nas. Zrozumiałem że jak stracę Ciebie, stracę całe życie. Błagam wybacz.- Clariss łzy spadały po policzkach. Bardzo bała się, lecz chciała mu pokazać ich maleństwo, chciała po prostu go przytulić.
-Czy ty… czy ty dalej masz zamiar…- mówiła z ledwością przez strach, Joseph jej przerwał
-Nie kochanie, ale obiecaj że nigdy nie stanie Ci się krzywda?
-Obiecuję- rzucili się sobie w ramiona, Joe delikatnie pocałował w usta Clariss. Był bardzo szczęśliwy. Pocałunek pogłębiał się, aż nagle Joe dotknął brzucha Clariss
-Urósł! Masz już brzuch.- ucieszył się jak dziecko.
-Tak, twój syn jest już duży.
-Syn?- zapytał nie dowierzając – Naprawdę będę miał syna?
-Dokładnie kochanie.
-Cześć synku, co tam u Ciebie? Ja i twoja mamusia musimy wybrać imię dla Ciebie.- powiedział do brzucha Clariss i podniósł się. Pocałował szczęśliwą żonę w usta.
-Kochanie, czy możemy?- zapytał nie bojąc się odpowiedzi.
-Tak, ale musisz uważać.
-Oczywiście.- Joe pocałował Clariss namiętnie i emocjonalnie. Następnie delikatnie zdjął bawełniany granatowy sweter, żółtą przewiewną bluzeczkę, rozpinał stanik. Potem ona zdjęła z Josepha hawajską koszule, rozpięła pasek, zrzuciła spodnie. Znów on wziął władzę w swoje ręce. Rozpiął guzik w spodniach, te same zaczęły opadać. Joe wziął Clariss na ręce i zabrał do sypialni…
Dziękuje za czytanie! Proszę o kom. Pozdro
