W jednym z podmiejskich domów jednorodzinnych w najlepsze trwała impreza. Jedna z tych, o których później cała szkoła opowiada, więc jeżeli na niej nie byłeś, to właśnie tracisz połowę żarcików i tematów do rozmów. Przynajmniej do czasu kolejnej imprezy, więc pewnie nie tak wcale długo.
Większość osób już się dobrze rozkręciła. Jedna grupa grała w alkochińczyka, inna w pokera rozbieranego. W kuchni tradycyjnie utworzył się klub dyskusyjny – dyskutowano o wszystkim od filozofii do metafizyki, zahaczając o sporty ekstremalne. Kolejna grupa, pomimo wciąż niskich temperatur – była wczesna wiosna – urzędowała na tarasie. Część z nich była już w tym stanie, że nie zrobiłoby im różnicy, gdyby rozpętała się burza śnieżna. W największym pokoju został urządzony parkiet i stamtąd leciały na przemian metal, techno, r&b i pop. Jeszcze nie zauważono pary, która wymknęłaby się do górnych sypialń, ale do tego momentu niewiele już brakowało.
Renji świetnie się bawił, pomimo tego że właśnie pożegnał się ze swoją koszulką. Udało mu się dostać na tę imprezę dzięki znajomości z dziewczyną z trzeciej klasy. A jak już się dostał, to oczywiście zabrał ze sobą Momo i Kirę, z którymi trzymał się od początku pierwszej klasy. Blondyn siedział obok z kolejnym rozdaniem w ręku, jak do tej pory stracił jedynie skarpetkę, skurczybyk potrafił zachować absolutnie pokerową twarz. Chociaż po każdej kolejce, coraz trudniej było mu nad sobą zapanować. Niestety cała reszta towarzystwa tez sukcesywnie zmniejszała swoją percepcję, więc ciche chichoty Kiry na widok dobrej ręki, uchodziły mu na sucho.
W trakcie kolejnego rozdania, grająca z nimi gospodyni poderwała się.
- Kanisawa – przywitała się z dziewczyną, która właśnie weszła do pokoju. Pocałowała w policzek. - Już myślałam, że nie przyjdziesz.
Przywitana – niska dziewczyna, z jasnymi, sięgającymi ramion włosami – skinęła głowę w stronę trzech towarzyszących jej mężczyzn.
- Musiałam poczekać, aż noski przypudrują – mruknęła.
- Mnie w to nie mieszaj! - powiedział wysoki, chudy brunet z długimi, związanymi w luźny kucyk włosami, wyciagjąc paczkę papierosów. - To nie ja musiałem włoski sobie postawić.
- Ja też nie – mruknął drugi brunet tylko krótkowłosy, ze skórzaną, gładką pieszczochą na szyi, częstując się papierosem z paczki kolegi.
- No co! - nawet nie próbował się bronić trzeci, najwyższy i największy z chłopaków o dość topornych rysach twarzy i faktycznie z wyżelowanymi włosami.
- Ach Aoga – westchnęła gospodyni. Ale zaraz uśmiechnęła się i pociągnęła koleżankę gdzieś w stronę kuchni.
Ten nazwany Aogą, skierował się w stronę salonu-parkietu. Pozostała dwójka, już z papierosami w ustach, przeszła obok ekipy od pokera i wyszła na taras.
Renji od momentu wejścia ekipy, nie potrafił oderwać wzroku od obu brunetów, chociaż ten z pieszczochą niewątpliwie bardziej przyciągał wzrok.
- Wow, kogo jak kogo, ale go się nie spodziewałem – szepnął mu nieco niewyraźnie Kira.
- Kogo? - zapytał się zdezorientowany.
- No ten z... - wykonał gest dokoła swojej szyi. Chyba chciał to zrobić w miarę dyskretnie, ale wyszło mu tak samo dyskretnie, jak gapienie się Renjiego. - Przecież do przewodniczący samorządu. Na ta chwilę najlepszy uczeń w naszym liceum. Chyba laureat jakiegoś ogólnokrajowego konkursu literackiego. Jak również przewodniczący kółka turystycznego. Naprawdę nie kojarzysz? - zapytał się z szczerym niedowierzaniem.
Renji coś tam kojarzył. W sensie, że istniało kółko turystyczne, że jest coś takiego jak samorząd i że ktoś na pewno jest najlepszym uczniem w szkole. Ale nigdy by nie przypuszczał, że ten cholernie przystojny brunet z wyglądem z pogranicza punka, ma z tym cokolwiek wspólnego.
- Ale ponoć – kontynuował Kira. Renji nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że blondyn jest taki doinformowany. - Do tego liceum dostał się z listy rezerwowej, a pierwszą klasę zdawał komisyjnie. Ciekawe, co mu się po drodze odwidziało, że zabrał się tak do nauki – zastanowił się, gładząc się po brodzie.
Renjiego, jakoś to mniej interesowało. Za to interesowało go coś innego.
- Jak ma na imię? - zapytał się z ogniem w oczach.
- Shuuhei zdaje się, Hisagi Shuuhei – odpowiedział Kira, unosząc brew nieco zdziwiony nagłą zmianą u swojego kolegi.
Od tego momentu Renji stracił zainteresowanie imprezą, za to bardzo interesował się rzeczonym brunetem. Nie zagadał do niego; obawiając się, ze języka mu w gębie zabraknie; ale za to patrzył z różnych miejsc, a to przypadkiem przechodził obok, przysłuchując się prowadzonym przez niego rozmowom. Shuuhei okazał się, wbrew pierwszemu wrażeniu, niezwykle uprzejmym, bardzo inteligentnym, o nieco czarnym poczuciu humoru, ale generalnie siedemnastoletnim normalnym; w przeciwieństwie do drugiego bruneta, z którym przyszedł – Akona – ten był jakiś dziwny; chłopakiem. Rudzielec miał nawet okazję zobaczyć go, jak tańczy razem z dziewczyną, z którą przyszedł. W tym momencie przepadł i to podwójnie. Po raz kolejny jego sennym marzeniem będzie zupełnie normalny chłopak. Życie chłoszcze. Tylko dlaczego właśnie jego.
Załamał się nad swoim losem, wziął butelkę jakiegoś alkoholu, wyszedł na zewnątrz i usiadł nieco z boku. Rozpuścił swoje czerwone włosy z kucyka, do którego ledwo się łapały; tyle dobrego, że już wyrosły z tego denerwującego okresu, kiedy nic nie da się z nimi zrobić. Zapatrzył się w niebo – pewnie, gdyby nie znajdowali się na obrzeżach wielkiego miasta to by było widać jakieś gwiazdy, a tak tylko pomarańczowa łuna. Spuścił wzrok.
- Do kitu – mruknął pod nosem i napił się. Jak się okazało, był to miód pitny.
- Co jest do kitu? - zapytał ktoś obok niego. Jakiś chłopak.
- Życie – odpowiedział, nie podnosząc spojrzenia ze swoich butów.
Jego anonimowy towarzysz zaśmiał się wielce ubawiony.
- Ile ty masz lat? - zapytał się. Coś pstryknęło i po chwili po okolicy poniósł się zapach tytoniu.
- W lipcu skończę szesnaście, a co to ma...
- Chłopie – wszedł mu w słowo. - Rodzinę ci skarpetkami wybili? Nie masz dachu nad głową? głodny chodzisz? Nie masz w co się ubrać? Czy po prostu masz problemy na poziomie przeciętnego nastolatka?
Renji zastanawiał się dłuższą chwilę, marszcząc brwi.
- A to trzeba od razu – odpowiedział w końcu. - Być w takiej sytuacji, żeby mieć... prawo mówić, ze życie jest do kitu? To chyba jest rera... rerary... Subiektywna sprawa!
Dłuższa chwila ciszy.
- Może masz rację – powiedział w końcu jego rozmówca. - Ale z drugiej strony, zawsze możesz się pocieszyć, że inni mają gorzej.
- A co mnie obchodzą inni – mruknął coraz bardziej niezadowolony, że ktoś mu przeszkadza w jego umartwianiu się.
- Też się nad tym zastanawiałem – powiedział jego towarzysz. Musiał klęknąć obok, bo jego głos nie dochodził z góry, tylko zza pleców Renjiego. - Skoro nie obchodzą cię inni, to dlaczego przez cały wieczór tak mnie obserwowałeś.
W tym momencie Renji natychmiast się odwrócił i wytrzeźwiał.
- Czyżbym miał coś na twarzy? - zapytał Shuuhei z uprzejmym uśmiechem.
Mózg Renjiego w tym momencie postanowił wykonać pantomimę pod tytułem "wyłowiony na brzeg karp". Brunet przekrzywił głowę, wciąż się uśmiechając.
- Nie masz nic na twarzy – wypalił w końcu Renji i zaraz wrócił do obserwowania swoich butów.
- Yhym – mruknął. - A mogę się przysiąść? - zapytał, ale zanim towarzysz zdążył odpowiedzieć, już siedział obok. - Co masz dobrego? - wskazał głową na trzymaną przez rudzielca butelkę.
- Miód pitny – odpowiedział i oddał butelkę starszemu chłopakowi.
- Słodkości – zamruczał tamten, a Renji postanowił, że jednak poszuka gwiazd na niebie. - Shuuhei tak poza tym – wyciągnął dłoń.
- Renji – uścisnął podaną dłoń.
Przez dłuższą chwilę nie odzywali się do siebie. Renji, dlatego że nie miał najmniejszego pomysłu, o czym mógłby rozmawiać, a Shuuheiowi widać to nie przeszkadzało. Przekazywali sobie tylko butelkę. Rudzielec zerkał co i rusz na bruneta. Na szczupłą twarz z wyraźnie zaznaczonymi kościami policzkowymi, na lekko skośne, szare oczy i lekko uśmiechnięte usta. Wyglądał dojrzale. A do tego ta pieszczocha na szyi. Wygądał cool.
Przez okno salonu dało się słyszeć lecącą muzykę.
I kissed a girl and I liked it
The taste of her cherry chapstick
Śpiewała właśnie Katty Perry.
- Nie uważasz, że to ciekawe – odezwał się Renji, po kolejnej porcji rozgrzewającego alkoholu.
Shuuhei zerknął na niego kątem oka.
- Gdyby śpiewał to facet – kontynuował dalej, starając się skupić na tym co mówi. Nie było to łatwe. - I było tam I kissed a boy and I liked it, to nikt by nie chciał tego słuchać.
- Prawdopodobnie – powiedział Shuuhei, ale już uważniej obserwując swojego dzisiejszego stalkera.
- Dlatego życie jest do kitu – zakończył i wychylił do końca miód.
Brwi bruneta powędrowały do góry. Renji nie za bardzo się tym przejął, był już w tym stanie, gdzie niewieloma rzeczami by się przejął.
- Shuuhei – odezwał się znowu i odwrócił się w stronę drugiego chłopaka. Spojrzał prosto w szare, lekko roześmiane oczy. - Całowałeś się kiedyś z facetem.
- Nie – odpowiedział po chwili wahania.
- A chciałbyś spróbować? - wypalił.
Jak dotarło do niego, co właśnie powiedział, zrobił się równie czerwony, co własne włosy i już chciał biec i szukać jakiś norki, w której mógłby się schować, ale w miejscu zatrzymał go lekki uśmiech i palce, które przeczesały jego rozpuszczone włosy.
Shuuhei nie odpowiedział, po prostu zbliżył się do Renjiego. Zatrzymał się z ustami cal od ust rudzielca, więc to on wykonał ostatni ruch. Muśnięcie warg, a po chwili trochę niezgrabna, ale namiętna zabawa ust i języków. Shuuhei smakował słodko – od miodu – i gorzko – od papierosów. Wplótł dłonie w ciemnie włosy i przytrzymał, by te usta nigdzie mu nie uciekły, bo jeszcze nie miał dość.
Broken bottles under children's feet
Bodies strewn across the dead end street
But I won't heed the battle call
It puts my back up
Puts my back up against the wall
Sunday, Bloody Sunday
Leciało w tle, ale oni byli zbyt zajęci, by złapać oddech, a co dopiero słuchać tego, co dzieje się dookoła.
Jutro, w niedzielę 18 marca, padną pierwsze strzały w wojnie domowej w Hueco Mundo. Dwa miesiące później rozpocznie się interwencja Gotei 13. Za pół roku do Hueco Mundo zostaną wysłani Vizardzi.
Grimmjow ma 17 lat, swoją osiemnastkę będzie świętował już z karabinem w dłoni. W tej chwili właśnie idzie z kumplami jedną z uliczek na slamsowych przedmieściach Las Noches. Jest nabuzowany narkotykami.
Tia ma 16 lat. Urządziła sobie z koleżankami babski wieczór. Jedzą lody, oglądają jakąś komedię romantyczną. Tia marzy, żeby pójść do szkoły muzycznej. Dwóch z pięciu koleżanek już nigdy więcej nie zobaczy.
Kensei ma 26 lat, spałby sobie smacznie w swoim pokoju w koszarach, gdyby nie dwudziestodwuletni chłopak, który właśnie wślizgnął mu się do łóżka. Uśmiecha się na widok niezadowolonych brązowych oczu. Całuje swojego sierżanta namiętnie, a ten nie ma jednak nic przeciwko. Chłopak umrze za trzy lata.
Pantera ma 24 lata. Zanpaktou właśnie otrzymało propozycję od pewnego pośrednika zamożnego przedsiębiorcy. Trwa dyskusja. Ona chce jechać.
Ichigo i Toshiro mają po 12 lat. Obaj smacznie śpią. Wojną zaczną się interesować, gdy ta już będzie się kończyć.
How long...
How long must we sing this song
How long, how long...
'cause tonight...we can be as one
Tonight...tonight...
Sunday, Bloody Sunday
