Rozdział drugi: Zmierzch bogów


Kate i Rafael wbiegli na trzecie piętro jako ostatni. Amanda, Chloe i Simon już tu byli. Był tu nawet Sammy, który stał schowany za Simonem, i z nieufnością przyglądał się starszej, pomarszczonej kobiecie, jaka znajdowała się na środku korytarza.

Pomiędzy nią a resztą stał Gabriel we własnej osobie. Przyglądając mu się, Kate nie dostrzegła w nim ani krzty delikatności i łagodności, jakimi się na co dzień cechował. Teraz, gdy stał przed tą czarownicą, emanował jedynie potężną, nieznaną Kate siłą, która jednocześnie przyciągała i przerażała. Patrząc się na niego, Kate nagle zrozumiała, dlaczego Gabriel był liderem Domu – jego charyzma, siła i pewność siebie biły pewną, jasną łuną.

- Nie podchodźcie bliżej. – ostrzegł ich Gabriel. Stał bokiem do reszty mieszkańców Domu, nie spuszczając czujnego spojrzenia z wiedźmy, która przyglądała mu się z dziwnym uśmiechem na twarzy.

- Nie musisz się tak o nich bać, Gabrielu. – Głos wiedźmy był wysoki i skrzeczący. Kobieta przypominała Kate czarownicę żywcem wyjętą z jednego z tych animowanych filmów dla dzieci – tych o pięknej, niewinnej księżniczce, która pada ofiarą zazdrości złej czarownicy. Ta wiedźma przypominała Kate jedną z takich anty-bohaterek. Nawet ubrana była podobnie do nich: czarna, długa, postrzępiona suknia oraz długi, równie mocno wystrzępiony płaszcz. – Oni już wiedzą, dlaczego tu jestem… a przynajmniej większość z nich. – Wzrok wiedźmy stanął na osobie Kate, która z trudem wytrzymała jej spojrzenie. Oczy staruchy były przekrwione, a jej tęczówki były w kolorze brudnego, ciemnego brązu.

- Nie wiem, gdzie ona jest. – odparł Gabriel spokojnym tonem głosu. – Marnujesz tylko swój czas, przychodząc tutaj. Zresztą nawet gdybym wiedział, gdzie ona jest, nigdy bym ci tego nie wyjawił. – Wiedźma po jego słowach zaśmiała się donośnie. Kate poczuła, jak gęsia skórka formuje się na skórze jej ramion.

Ta kobieta była niebezpieczna. I tylko Gabriel stał pomiędzy nią, a całą resztą Bogu ducha winnych rezydentów Domu.

- No tak… przecież to twoja ukochana przyjaciółka. – Wiedźma zaśmiała się ponownie. Jej śmiech przypominał bardziej rechot starej ropuchy, aniżeli przeciętny, ludzki śmiech. – Nigdy byś jej nie wydał… nawet za cenę swojego życia. – Czarownica postąpiła krok do przodu, ale wtedy drogę zastąpił jej Simon. Mężczyzna zasłonił Gabriela własnym ciałem, po czym wycelował swoją laskę w starą kobietę.

- Nie waż się tknąć pana tego domu. – powiedział Simon podniosłym tonem głosu. – Tej, której szukasz, tutaj nie ma.

- Oczywiście, że jej tu nie ma. – odparła kobieta pretensjonalnym tonem głosu. – Przybyłam tu, aby ostrzec waszego „pana domu". – Tu czarownica zwróciła swoje mętne spojrzenie w stronę Gabriela. – Jeśli spotkasz tą, której szukam, powiedz jej, że nie uda jej się przede mną ukryć. Zniszczę jej ród w zarodku, i doprowadzę do tego, że już nigdy żaden śmiertelnik nie dozna zaszczytu spożycia złotych jabłek Idun. – Usta czarownicy rozciągnęły się w paskudnym, złowieszczym uśmiechu. – Nadeszła pora na żniwa. I tym razem ich owocem będą bogowie we własnej osobie. – Kobieta zarechotała jeszcze raz, po czym zniknęła w chmurze ciemnego dymu.

Kate oddychała ciężko, starając się przetrawić wszystko, co właśnie usłyszała, i czego się dowiedziała.

Ta czarownica chciała zniszczyć bogów – to było pewne. Chciała też zniszczyć słynną jabłoń bogini Idun i nie dopuścić do tego, aby jakikolwiek człowiek spożył jej owoce, i stał się tym samym nieśmiertelny.

Chciała też czegoś od Ainy, tej tajemniczej dziewczyny. Kate nie wiedziała o niej praktycznie nic. Wiedźma wymieniła ją jednak w swojej wypowiedzi obok bogów. A to oznaczało…

- Aina… ona jest… boginią? – wyszeptała Kate, uświadamiając sobie nagle ów fakt.

- Córką bogini, ale… tak, jest czystej krwi potomkinią boskiej linii. – odpowiedział jej po chwili Gabriel. Kate spojrzała się na niego. Znów na jego twarzy malowała się ta sama melancholia, którą kobieta widziała zaledwie kilka godzin temu. – Aina strzeże gaju swojej matki. Jabłoń, którą ty widziałaś w jaskini, to tylko jedno z wielu drzew bogini Idun. Cora, owa czarownica, pragnie zniszczyć wszystkie drzewa matki Ainy.

- Gdzie ona jest? Ta Aina? Gdzie możemy ją znaleźć? – padły następne pytania ze strony Kate. – Musimy ją chronić. Ta czarownica nie wyglądała na taką, która się łatwo poddaje. Była naprawdę przekonująca… i groźna.

- Bo taka jest. – Gabriel uśmiechnął się słabo do Kate. – A co do Ainy… naprawdę nie mam pojęcia, gdzie może ona teraz się znajdować. Ostatni raz widziałem ją pod koniec czternastego wieku na terenach naszej ojczyzny. Potem ślad po niej zaginął.

- Niech zgadnę… – odezwał się nagle Rafael, stając obok Kate. – W tej sytuacji do akcji wkraczamy my, prawda? – Gabriel tylko przytaknął skinieniem głowy. – Mamy ją odszukać z pomocą Domu, zgadza się? – Kolejne przytaknięcie. – Ale… jak to zrobimy?

- Simon i Chloe wam w tym pomogą. – odpowiedział Gabriel, wskazując na swoich przyjaciół. – Chloe dość dobrze zna Ainę. Spotkała ją kilka razy, gdy jeszcze była nowicjuszką w Domu Tysiąca Drzwi. Będzie wiedziała, gdzie jej szukać?

- A ty nie możesz nam w tym pomóc? – spytała się natychmiast Kate. Na tym etapie była już prawie pewna tego, że pomiędzy Gabrielem a Ainą było coś poważniejszego. Może i Gabriel próbował to przed nimi ukryć, ale Kate z łatwością wyczytywała emocje płynące z jego gestów i mimiki twarzy.

Gabriel nadal się o nią troszczył – w przeciwnym razie nie chroniłby jej tak mocno przed tą czarownicą. Kate była zbyt mocno zainteresowana historią tej dwójki, aby pozwolić sobie na odpuszczenie tego tematu.

Gabriel westchnął ciężko, po czym pokręcił przecząco głową.

- Nie jestem medium, Kate. Jestem tylko zwykłym człowiekiem, obdarzonym mocą nieśmiertelności dzięki łaskawości bogini Idun. Potrafię co prawda niekiedy przewidzieć przyszłość, ale ta moc ujawniła się we mnie dopiero, gdy stałem się rezydentem Domu. Chloe i Simon są ode mnie o wiele potężniejsi, i o wiele bardziej utalentowani. Z nimi u boku będziecie mieli znacznie większe szanse na odnalezienie Ainy. – Gabriel po tych słowach zerknął na wcześniej wymienioną dwójkę. Chloe i Simon przytaknęli krótko, po czym odwrócili się na pięcie i ruszyli na dół, w stronę swoich pokoi, aby przygotować się do podróży.

Kate wciąż nie chciała jednak odpuścić. Widziała męczarnie, przez jakie przechodzi teraz Gabriel. Widziała mogła wyczytać z jego twarzy, jak bardzo pragnął móc także wyruszyć w tą podróż, i spotkać się wreszcie z tą tajemniczą dziewczyną.

- Wyrusz z nami, Gabriel. – przekonywała go Kate, przyglądając mu się uważnie. – Byliście niegdyś najlepszymi przyjaciółmi. Z pewnością twoja obecność szybciej przekona ją do tego, że przybywamy w pokoju, i chcemy jej pomóc. Zresztą na pewno chciałbyś ją znów zobaczyć po tych wszystkich latach. – dodała Kate, uśmiechając się słabo.

- Kate… ty nie rozumiesz. – Gabriel pokręcił głową, wypuszczając z trudem powietrze z ust. – Jestem odpowiedzialny za śmierć jej ukochanego. Pozwoliłem mu zginąć na polu walki. Aina nie zdążyła się z nim nawet pożegnać.

- Gabriel… – Kate położyła dłoń na jego ramieniu, zmuszając go, aby spojrzał się prosto w jej oczy. – Jeśli jakimś cudem nam się nie powiedzie, i ta wiedźma dotrze do niej pierwsza, tym razem to ty nie zdołasz się pożegnać z bliską ci osobą. – Kate westchnęła lekko, i uśmiechnęła się łagodnie do Gabriela. – Może i nie żyłam kilkaset lat tak jak ty, ale wiem jedno; jeśli teraz nie podejmiesz właściwej decyzji, możesz potem żałować tego do końca swojego życia.

Gabriel westchnął ciężko. Wiedział, że Kate ma rację. Wciąż jednak bał się tego spotkania. Wciąż był pewien, że gdy Aina go zobaczy, w jej oczach nie dostrzeże nic poza nienawiścią i odrzuceniem.

Musiał się jednak zmierzyć z tym wszystkim. Jeśli tego nie zrobi, Aina może wpaść w ręce tej wiedźmy – a wtedy Gabriel już nigdy nie otrzyma drugiej szansy.

- Wyruszamy jeszcze dzisiaj. – odpowiedział w końcu Gabriel, podnosząc wzrok z ziemi, i przenosząc go na osobę Kate. – Niech Amanda, Sammy i Rafael również się przygotują. Wszyscy rezydenci Domu wyruszą w tą podróż.