Rozdział czwarty: Ruiny Imperium
Kate nigdy nie widziała czegoś takiego.
Gdy Gabriel powiedział im, że wyruszają do jego ojczyzny, Kate spodziewała się znów zobaczyć Wilczy Zamek. Zdziwiła się zatem niesamowicie, gdy zamiast tego wyprawa z Domu Tysiąca Drzwi stanęła przed ruinami niegdyś potężnego, położonego na szczycie wysokiej góry zamku ze strzelistymi wieżami, wysokimi murami, głęboką, szeroką fosą oraz zwodzonym mostem.
- Co tu się stało? – spytała się Kate, przechodząc ostrożnie za Simonem i Chloe po szerokim zwodzonym moście.
- Wiedźma się stała. – odpowiedziała Chloe głębokim, melancholijnym głosem. – Niegdyś to był najpotężniejszy z zamków tej krainy. Gdy Wilczy Zamek upadł, Aina zabrała Gabriela tutaj, do siedziby swoich rodziców. To na to miejsce spadł największy cios ze strony Cory.
- I nic nie mogli zrobić, aby ją powstrzymać? – Kate miała spore trudności z uwierzeniem w to, że jedna czarownica mogłaby pokonać parę potężnych, skandynawskich bogów, do tego rezydujących w tak dobrze ufortyfikowanym zamku.
Chloe westchnęła przeciągle, opierając się o resztki wewnętrznego muru.
- Cora jest nekromantką. – wyjaśniła Chloe zdezorientowanej Kate. – Wystarczyło, że przywołała do pomocy małą armię Nieumarłych. Dodaj sobie jeszcze do tego kilku innych nekromantów i ich oddziału Nieumarłych… i cała sprawa przesądzona.
- Jedna czarownica. – Kate nadal nie chciała uwierzyć w tę historię. – Jedna czarownica, paru pomocników i armia ożywionych szkieletów… i tyle? Naprawdę tyle wystarczyło, aby obalić twierdzę nordyckich bogów?
- Tak. – odpowiedział za Chloe Simon. Mężczyzna stanął obok swojej partnerki, przyglądając się w zamyśleniu ruinom zamku. – Jesteś w tym nowa, Kate, więc… nie rozumiesz, jak potężna może być nekromancja. Przy odpowiedniej wiedzy czarownik posiadający te zdolności może zrównywać z ziemią całe miasta. – Mężczyzna spojrzał się ze smutkiem na Kate. – Nie od parady nekromancja była zakazywana tak wiele razy. To zbyt wiele mocy jak dla jednego człowieka. Niszczy go od środka, obdzierając do reszty z człowieczeństwa oraz resztek dobra, jakie ów człowiek w sobie miał. – W tym samym czasie szybkim krokiem wyminął ich Gabriel. Mężczyzna desperacko poszukiwał w ruinach jakichkolwiek śladów tego, że Aina była tu niedawno.
Był pewien, że jego przyjaciółka tu była – albo że wkrótce się tu pojawi. Znając jednak Ainę zapewne odwiedziła już to miejsce. Gabrielowi nie pozostało nic innego, jak zaciekle poszukiwać dowodu na to, że jednak się nie mylił.
Swoje poszukiwania rozpoczął przy pozostałościach wewnętrznego muru. Niegdyś znajdowało się tu wejście do podziemi, w których rodzina Ainy trzymała najcenniejsze rękopisy oraz bezcenne pamiątki. Wejście do podziemi było chronione starożytnym, potężnym zaklęciem, z którego złamaniem nawet Cora miałaby spore trudności. Gabriel był pewien, że gdyby Aina ukryła w zamku jakąś broń przeciwko Corze, to najsensowniejszym miejscem do schowania jej byłyby właśnie te podziemia.
Niczego tam jednak nie znalazł. Bariera nadal była nienaruszona, więc Ainy nie mogło tu być. Gdzie zatem jeszcze mogła się udać?
Gabriel przeczesał spojrzeniem okolicę. Nigdzie nie wyczuwał aury Ainy. Niepokoił się z tego powodu coraz bardziej. Był pewien, że dziewczyna przybędzie tu, gdy tylko jasnym stanie się, że Cora powróciła. Ainy jednak tu nie było.
Gdzie zatem, u licha, mogła ona teraz być?!
Gabriel wziął kilka głębokich, kontrolnych wdechów. Musiał się uspokoić – dla dobra własnego oraz jego przyjaciół, którzy liczyli teraz na niego.
Musiał się zatem skupić. Musiał się skupić i znaleźć choć jeden nikły ślad po Ainie. Tylko w ten sposób on i pozostali rezydenci Domu będą mogli ruszyć dalej.
Zaczął zatem znowu szukać. Chodził powoli po dziedzińcu, przyglądając się każdej ścianie, każdemu pomnikowi, każdej roślinie… wszystkiemu, na czym Aina mogłaby zostawić jakiś znak dla niego lub dla innej osoby, która mogłaby jej tutaj szukać. Wiedział, że nie był jedynym przyjacielem Ainy – dziewczyna w ciągu tych wszystkich lat zjednała sobie wielu wpływowych i potężnych ludzi. Jeśli poza nią do dzisiejszych czasów dożyli jeszcze inni bogowie – nie tylko ci nordyccy – to Gabriel mógł być pewien, że byli oni sojusznikami Ainy.
Szukał jej śladu przez dobre pół godziny. Kate, Rafael, Chloe, Simon, Sammy i Amanda kluczyli w tym czasie pomiędzy ruinami, zerkając tylko co chwilę na niego. Żadne się nie odezwało, żadne nie zaprotestowało, że te poszukiwania nie mają sensu… wszyscy zrozumieli, że dla Gabriela to coś więcej, niż tylko poszukiwania starej znajomej.
Powoli zaczął już tracić nadzieję, że ją znajdzie. Co on sobie myślał? Że Aina będzie po prostu tu na niego czekała? Że wybiegnie mu naprzeciw, gdy tylko go zobaczy? Że zapomni o tym wszystkim, co zrobił Gabriel? Że zapomni o tym, że to on był winny śmierci Floriana?
Tak… chyba właśnie tak to sobie wyobrażał. Chyba właśnie na to liczył.
I, paradoksalnie, chyba będzie to miało właśnie miejsce.
W odległości jakichś stu metrów od niego, na środku małego dziedzińca znajdującego się na tyłach zamku, siedziała młoda, ciemnowłosa dziewczyna. Siedziała tyłem do Gabriela pośród wysokiej, ciemnej trawy.
Na jej widok Gabriel zamarł w miejscu, otwierając szeroko oczy.
Nie, to niemożliwe. – pomyślał, oddychając nierówno, niemalże spazmatycznie. – To musi być jakaś mara… to nie może być prawdziwe…
A jednak było.
Dziewczyna odwróciła się gwałtownie, wyczuwając intruza blisko siebie. Jej orzechowe oczy zatrzymały się najpierw na grupce przyjaciół Gabriela, stojących nieco dalej, po jego prawej stronie. A potem, nieco wolniej, dziewczyna przeniosła swoje spojrzenie na samego Gabriela.
Gabriel zbliżył się do niej powoli, niepewnie. Wykonał tylko kilka kroków, bojąc się, że jeśli podejdzie zbyt blisko, to Aina rozpłynie się w powietrzu niczym fatamorgana. Albo ucieknie, co na chwilę obecną również było bardzo prawdopodobne.
Nie wydarzyła się jednak żadna z tych rzeczy. Aina była nadal na miejscu i wpatrywała się w Gabriela z dezorientacją tymi dużymi, niewinnymi, orzechowymi oczami.
- Aina… – wyszeptał Gabriel, biorąc jeden, niepewny krok w jej stronę.
Tyle wystarczyło.
Aina ruszyła gwałtownie do przodu, biegnąc ku Gabrielowi. Jej długie, ciemne włosy rozwiane, szeroki uśmiech na pełnych ustach, policzki zaróżowione od zimna… Aina była dokładnie taka, jak ją Gabriel zapamiętał. Nawet gdy biegła ku niemu w tej ciężkiej, długiej do samej ziemi sukni, wciąż wyglądała zgrabnie i delikatnie.
Wpadła w jego otwarte ramiona, łkając cicho. Tuliła się do niego jeszcze przez długi czas, nie chcąc go puścić za żadne skarby.
Gabriel nie spodziewał się takiej reakcji z jej strony. Był pewien, że gdy dziewczyna go zobaczy, jak nic zacznie mu wyrzucać wszystko, co uczynił, a przez co ucierpiała ona i Florian, a także wielu innych niewinnych ludzi.
Aina nie powiedziała jednak nic takiego. Co parę chwil Gabriel mógł usłyszeć z jej ust swoje imię, wypowiadane ledwie słyszalnym szeptem. A i nawet wtedy nie był do końca pewien, czy prawdą jest to, co słyszy, czy też może to tylko jego zwidy wywołane świszczącym między murami wiatrem.
- Jesteś tutaj. – powiedziała w końcu Aina, odsuwając się nieznacznie od Gabriela. Jej orzechowe oczy spotkały jego błękitne. – Naprawdę jesteś tutaj. – Dziewczyna otarła pospiesznie łzy, które pojawiły się w kącikach jej oczu. – Gabriel… Cora powróciła. Porwała moją matkę. Zniszczyła nasz dom. Gabriel… bogowie jedni raczą wiedzieć, co jeszcze trzyma na podorędziu, żeby zwalić nam na głowy.
- Wiem o wszystkim. – odpowiedział Gabriel, uśmiechając się słabo. – Cora odwiedziła również nasz Dom. To właśnie dlatego tu jesteśmy. Twierdziła, że jej następnym celem będziesz ty. Mówiła, że zniszczy wszystkich bogów. Że doprowadzi do tego, że już nikt nie zostanie ocalony przez złote jabłka Idun.
- Dopóki ja żyję, złote jabłka mojej matki są bezpieczne. Kilka wieków temu mianowała mnie swoją oficjalną zastępczynią. Jeśli Cora jej coś zrobi, jabłoń wciąż będzie miała swoją strażniczkę i opiekunkę.
- Musimy cię zatem stąd zabrać. – powiedział Gabriel. Zaczął rozglądać się nerwowo dookoła, przekonany, że Cora gdzieś tu się na nich czai, i czeka tylko na odpowiednią chwilę do ataku. – W Domu będziesz bezpieczniejsza.
- Muszę najpierw znaleźć swojego ojca. – przerwała mu Aina. – W krypcie pod zamkiem znajdowała się stara, zapomniana przez wielu księga. Jest w niej zapisane zaklęcie, która pomogłoby nam unicestwić Corę raz na zawsze. Niestety, gdy wiedźma napadła na zamek, a moja matka została przez nią zabrana, nie udało mi się znaleźć ani tej księgi, ani mojego ojca. A wiem na pewno, że Cora go nie porwała. Musiał zatem postanowić zabrać rękopis w jakieś bezpieczne miejsce, znane zapewne tylko jemu.
- Znajdziemy go, Aina. – zapewnił ją Gabriel, uśmiechając się słabo. – Ale najpierw wróć z nami do Domu. Tam zadecydujemy, co robić dalej. – Aina po chwili wahania przytaknęła skinieniem głowy, godząc się na to rozwiązanie. Wywołało to szerszy, pewniejszy uśmiech na twarzy mężczyzny.
Znalazł ją – znalazł jedyną osobę, na której mu kiedykolwiek zależało. Swoją jedyną przyjaciółkę. Teraz musi tylko dopilnować, aby nic się jej nie stało.
No i odszukać jej ojca. Tylko on bowiem w tej chwili może im pomóc zakończyć problem z Corą raz na zawsze.
Pytanie tylko – gdzie on teraz jest?
