Rozdział piąty: Nowy dom
Wrócili do Domu w pośpiechu, nie szczędząc nawet chwili. Po przekroczeniu progów budynku Gabriel od razu udał się do swojego gabinetu, gdzie aktywował mechanizm Domu i wysłał go z powrotem w czasoprzestrzeń, z dala od ruin zamku rodzinnego Ainy.
Od tamtej chwili minęła już dobra godzina. Kate, Rafael, Chloe i Simon siedzieli z powrotem w dużym salonie na parterze, czekając cierpliwie na wyjście Gabriela z gabinetu. Mężczyzna zamknął się tam z Ainą zaraz po powrocie do Domu. Przez cały ten czas omawiali strategię działania przeciwko Corze.
- Raczej nieprędko stamtąd wyjdą. – powiedziała Chloe, zerkając krótko w stronę drzwi prowadzących do gabinetu Gabriela. – Co jak co, ale Ainę znam na wylot. Nie wyjdzie stamtąd, dopóki nie opracują jakiegoś planu przeciwko Corze.
- Jak w ogóle doszło do tego, że ich drogi się rozdzieliły? – Kate popatrzyła się wymownie po swoich towarzyszach. – Wiem, że mówiliście mi, że tę historię powinien mi opowiedzieć sam Gabriel… ale raczej nie mogę teraz liczyć na jakiekolwiek wyjaśnienia z jego strony. Z pewnością będzie on teraz znacznie bardziej zajęty pomaganiem tej Ainie. Równie dobrze możecie zatem mi wszystko wyjaśnić.
Chloe spojrzała się wymownie na Kate. Przez moment kobieta była pewna, że Chloe nie zgodzi się na to. Że ostatecznie Kate wciąż nie uzyska odpowiedzi na dręczące ją pytania. Że w dalszym ciągu cała ta sprawa pozostanie owiana tajemnicą.
- Niech ci będzie, Kate. – powiedziała w końcu Chloe, wzdychając przy tym ciężko. Kate z trudem powstrzymała triumfalny uśmiech, gdy przytaknęła tylko skinieniem głowy na znak, że jest gotowa wysłuchać całej tej historii. – Ale uprzedzam cię; nie będzie to wesoła historia. Ani łatwa do zrozumienia.
- Wszystko rozumiem. – zapewniła ją Kate. Chciała usłyszeć tę historię bardziej niż cokolwiek innego. Chciała w końcu w pełni zrozumieć wszystko, co miało tu miejsce.
- Dobrze. – Chloe oparła się wygodnie o miękkie oparcie fotela. – Wszystko zaczęło się już po pierwszym ataku Cory i śmierci matki Gabriela. Aina zabrała go wtedy do zamku swoich rodziców, gdzie spędzili następne ponad dwa wieki. Cora jednak i tam ich dopadła. Aina, nie chcąc narażać swoich rodziców na niebezpieczeństwo, postanowiła odnaleźć nowy dom dla siebie i Gabriela. I tak, na początku dwunastego wieku wyruszyli na południe Europy, szukając miejsca, które mogliby nazwać „nowym domem".
Okolice Paryża, Francja, 1193 rok
- No nie powiem… bal iście przedni. – mruknął jeden z możnych hrabiów, stojąc u boku Ainy i Gabriela. – Naprawdę się postaraliście. Aż trudno mi uwierzyć w to, że sami znaleźliście pieniądze na to wszystko. Bez wsparcia rodziny… to wręcz graniczy z cudem.
- To wcale nie jest takie trudne, hrabio d'Aon. – zapewniła go Aina, uśmiechając się promiennie. – Nasi rodzice nie byli przecież jakimiś tam zwykłymi mieszczanami. Zostawili nam w spadku sporo pieniędzy.
Naprawdę niełatwo było jej odgrywać tę rolę. Ona i Gabriel od chwili przybycia do Francji pół roku temu podawali się na biologiczne rodzeństwo, które straciło swoich rodziców trzy lata temu w pożarze, który pochłonął całą ich rodzinną posiadłość. Po przybyciu do stolicy szybko znaleźli kilku wpływowych i możnych ludzi, z którymi się zaprzyjaźnili, a także wybudowali sobie nieduży zamek niedaleko Paryża, gdzie obecnie miał miejsce ów bal.
- Naprawdę cieszę się, że mogłem was poznać. – powiedział hrabia, odwzajemniając uśmiech Ainy. – Z wielką chęcią przedstawiłbym wam mojego syna… ale chyba gdzieś mi uciekł. Znając jego ukrywa się pewnie przed swoją przyszłą wybranką.
- A która z tych młodych tam to jego przyszła żona, jeśli wolno spytać? – wtrącił się Gabriel, podchodząc nieco bliżej hrabiego.
- Och, to żadna z tych młódek. – hrabia machnął ręką, śmiejąc się przy tym cicho. – Nie… postanowiłem wydać go za diuszesę Sevigny. – Aina mimowolnie wydała z siebie zduszony okrzyk zaskoczenia. Nie uszło to uwadze hrabiego, który zaraz potem zwrócił się w jej stronę. – Czy coś nie tak, pani?
- Nie, to nic takiego. – zapewniła go Aina, wywołując na twarzy słaby, w miarę szczery uśmiech. – Po prostu… diuszesa Sevigny ma już ponad trzydzieści lat. Twój syn, z tego co pamiętam, niedawno obchodził osiemnaste urodziny. Czy nie lepiej byłoby dla niego, aby wziął ślub z osobą nieco bliższą mu wiekiem?
- Diuszesa jest z kolei bogata. – odparł natychmiast hrabia. Aina momentalnie uniosła wysoko ciemne brwi, przyglądając się mu z mieszaniną zdumienia i ledwie skrywanego obrzydzenia. – Posiada spory majątek po zmarłym tragicznie pierwszym mężu. Wiem, że to dość niestosowne, wydawać swoje dziecko tylko z takiego powodu, ale… takie już mamy czasy, droga księżno. Ty sama także preferowałabyś chyba bogatego i sytuowanego męża od biednego i pozbawionego tytułów i ziem, czyż nie?
Aina nie odpowiedziała na to pytanie. Skinęła tylko nieznacznie głową, wymuszając na ustach kolejny fałszywy uśmiech. Hrabia d'Aon naprawdę zaczynał działać jej na nerwy. Był bogatym i wpływowym przyjacielem, jakiego Gabrielowi udało się zyskać, ale nie można było zaprzeczyć, że dla pieniędzy ten człowiek zrobiłby wszystko.
- A może to z tobą, pani, powinienem zeswatać swojego syna? – Pytanie hrabiego skutecznie przywróciło Ainę do świata żywych.
- Co proszę? – wymamrotała, wracając gwałtownie do rzeczywistości. – Ze… ze mną? Pana syn miałby poślubić… mnie? – Aina dla pewności zerknęła jeszcze raz na Gabriela. Była bowiem pewna, że się przesłyszała. Hrabia d'Aon raczej nie zaoferowałby im czegoś takiego. Owszem, może i mieli ze sobą sporo pieniędzy, ale w porównaniu z diuszesą Sevigny wypadali naprawdę blado i miernie.
- Jesteś przecież tylko nieco ponad rok starsza od mojego syna. – zauważył hrabia, uśmiechając się szeroko z zadowolenia. Według niego bowiem plan, na jaki właśnie wpadł, był wręcz idealny. – No i z pewnością będzie on raczej o wiele bardziej wolał twoje towarzystwo niż spędzenie najbliższych kilkudziesięciu lat z tą starzejącą się prukwą. – Aina z trudem powstrzymała się od wykrzywienia na samo słowo „starzejąca się". Ciągle zapominała, że dla ludzi osoba w wieku trzydziestu paru lat w wielu kulturach była już osobą w „sile wieku" i była uważana za osobę raczej starszą. Wielu ludzi nie dożywało bowiem pięćdziesiątego roku życia. Dożyć zatem prawie czterdziestu lat było w niektórych miejscach istnym wyczynem i szczęściem. – To jak, pani? Czy mam go znaleźć i przyprowadzić go tu, abyście go poznali?
- Czemu nie? – odpowiedziała bez wahania Aina, starając się zachować spokój, mimo iż w środku cała się buzowała. – I tak mieliśmy go wkrótce poznać. Im prędzej, tym lepiej.
Hrabia oddalił się od nich szybko, zadowolony jak nigdy. Gdy jednak tylko zniknął w tłumie gości, Aina momentalnie obróciła się ku Gabrielowi, odsuwając go nieco od tłumu.
- Co z tym robimy? – spytała się konspiracyjnym półszeptem, zerkając ostrożnie za siebie, w razie gdyby hrabia już jakimś cudem zdołał znaleźć swojego jedynego syna. – Wiem, że umawialiśmy się, żeby nie mieszać się do spraw śmiertelników, ale jeśli będziemy ciągle odrzucać propozycje małżeństw od nich, mogą w końcu zacząć coś podejrzewać. Podajemy się przecież za ludzi w takim wieku, którzy powinni mieć już za sobą przynajmniej jedno małżeństwo, jak ta nieszczęsna diuszesa Sevigny.
- Sam nie wiem. – przyznał szczerze Gabriel. – Decyzja powinna należeć do ciebie, Aina. To w końcu w razie czego będzie twoje małżeństwo, nie moje.
- Ale jesteśmy przyjaciółmi, Gabriel. – przypomniała mu Aina. Wzięła w swoje szczupłe, delikatne dłonie ręce Gabriela. – Takie decyzje powinniśmy podejmować razem. Wiem, że ta sytuacja pojawiła się tak nagle, ale nie powiesz mi, że nie powinniśmy z niej choć odrobinę skorzystać? W razie czego zapewnimy sobie miejsce wśród tutejszej szlachty i staniemy się częścią czyjegoś rodu.
- Ale Cora może wtedy zechcieć ich dopaść. – zauważył Gabriel. – Może zapragnąć zniszczyć tych, których pokochaliśmy.
- Nie zrobi tego. – powiedziała Aina, kręcąc z przekonaniem głową. – Jest teraz zbyt zajęta ściganiem mojej matki. Dopóki nie wymyśli sposobu, jak zdobyć jedno z jej złotych jabłek, jesteśmy bezpieczni. A nawet jeśli pofatyguje się tutaj, aby namieszać w naszych życiach… wtedy użyję na niej swoich mocy. Może i jest ona potężną czarownicą, ale ja jestem córką nordyckich bogów. Moje moce kilkakrotnie przewyższają jej własne. I wie ona o tym bardzo dobrze. – Aina ujęła podbródek Gabriela i uniosła go nieco, tak aby mężczyzna musiał się na nią spojrzeć. – Nie jesteśmy już małymi, przestraszonymi dziećmi, Gabriel. Dorośliśmy. I Cora ma tego pełną świadomość. Nie odważy się nas zaatakować, o ile sami nie damy jej sposobności ku temu.
Gabriel wreszcie się uśmiechnął. Nie był to szeroki, wesoły uśmiech, na jaki Aina czekała, ale i tak powitała go z radością.
Zaraz potem jednak musieli przerwać swoją małą „naradę"; hrabia d'Aon wrócił już bowiem, ciągnąc za sobą swojego syna.
- Księżno Mayenne, książę Mayenne… przedstawiam wam swojego pierworodnego, Floriana d'Aon. – blondwłosy młodzieniec stojący obok hrabiego ukłonił się nisko, niemalże zginając się wpół.
- Wystarczy. – poprosiła go Aina, podchodząc do niego i prostując go. – Niepotrzebne są tu te wszystkie ukłony.
Dziewczyna nie była pewna, co właściwie powinna teraz powiedzieć. Biorąc pod uwagę wygląd hrabiego – dość niski, korpulentny i łysiejący ciemny brunet – spodziewała się też raczej niezbyt wysokiego, ciemnowłosego nastolatka. Zamiast tego jednak stał przed nią wysoki, jasnowłosy młodzieniec o intensywnie niebieskich oczach, łagodnych, symetrycznych rysach twarzy oraz szczupłej posturze.
Aina uśmiechnęła się do niego przyjaźnie, odsuwając się o mały krok, aby lepiej mu się przyjrzeć. Tak… z pewnością całą swoją urodę odziedziczył po matce. I, biorąc pod uwagę to, jak w chwilę później ujął delikatnie jej dłoń i ucałował ją, charakter i maniery także przejął od niej.
To było ich pierwsze spotkanie. Aina niemalże od razu zadurzyła się w tym niewinnie wyglądającym nastolatku. Spędzała z nim praktycznie każdą wolną chwilę, chcąc poznać go lepiej. Hrabia d'Aon kilkakrotnie pytał się jej o decyzję w sprawie ożenku – chciał wydać swojego syna możliwie jak najszybciej, tym bardziej, że według jego słów coraz więcej zalotników zaczęło krążyć wokół diuszesy Sevigny. Nie chciał on później zostać „wystawionym" przez Ainę, gdy ta nie zdecyduje się jednak poślubić jego syna, a diuszesa Sevigny okaże się już zajęta.
Aina nie chciała się jednak spieszyć. Wiedziała, że Florian jest kimś naprawdę wyjątkowym. Każda chwila spędzona z nim była dla niej czystą przyjemnością. Łączyło ich tak wiele: miłość do literatury i muzyki, przejażdżki konne, spędzanie ciepłych i słonecznych dni na dworze… dla innych mogłoby się to wydawać niczym, ale dla Ainy znalezienie kogoś takiego w świecie śmiertelników graniczyło wręcz z niemożliwym. Do tego bardzo chciała pomóc Florianowi uwolnić się od diuszesy, tym bardziej, że ona sama po odkryciu, że Aina zainteresowała się jedynym synem hrabiego d'Aon nagle zaczęła zwracać na niego uwagę.
I tak minęły dwa miesiące – dwa długie miesiące, podczas których Aina upewniła się do reszty, że Florian d'Aon będzie najlepszym możliwym dla niej wyborem. I jeśli miała jeszcze jakiekolwiek obiekcje na temat tego, czy powinna za niego wyjść, to owe obawy rozwiał sam Florian pewnego pięknego, słonecznego dnia, gdy zabrał Ainę na długi spacer po wzgórzach roztaczających się wokół jej zamku.
Spacerowali wówczas przez wiele godzin, rozmawiając o błahych, nieważnych sprawach. Aina przeczuwała jednak, że dzisiejsze spotkanie będzie inne niż te poprzednie. Mogła to bez problemu wyczuć w zachowaniu Floriana.
- Aina… chciałbym cię o coś prosić. – zaczął w pewnej chwili Florian. Zatrzymał Ainę w miejscu, a następnie obrócił ją delikatnie ku sobie.
Młoda bogini bardzo dobrze wiedziała, na co się zanosi. Milczała jednak jak zaklęta, czekając na to, aż Florian zbierze się w końcu na odwagę i powie to, co miał powiedzieć.
- Chciałbym… chciałbym cię prosić o… – Florian miał naprawdę spore trudności z wypowiedzeniem tego jednego, z pozoru prostego pytania. – Chciałbym… och, nawet nie wiesz, jakie to trudne.
- Florian. – Aina ujęła jego dłoń w swoją, uśmiechając się łagodnie. – Po prostu spytaj. Nic bój się odpowiedzi.
Młodzieniec przytaknął skinieniem głowy, oddychając głęboko. Nastepnie ujął obie dłonie Ainy w swoje i przysunął się nieco bliżej niej.
- Aina… – zaczął, patrząc się prosto w te duże, brązowo-zielone oczy dziewczyny. – Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Aina uśmiechnęła się szeroko, szczęśliwa jak nigdy wcześniej.
- Oczywiście. – odpowiedziała, nie mogąc przestać się uśmiechać. – Oczywiście, że zostanę twoją żoną.
