Rozdział ósmy: Królowie zamierzchłych czasów


Wkrótce potem ostateczne przygotowania ruszyły pełną parą.

- Powinniśmy zacząć poszukiwania mojego ojca od ruin najstarszych zamków. – powiedziała wszystkim Aina, gdy tylko zebrali się w głównym salonie Domu. – Na Półwyspie Skandynawskim jest ich całkiem sporo. Są zwykle ukryte w niedostępnych dla śmiertelników kotlinach górskich czy blisko szczytów gór. Większość z nich chroni potężna magia starych bogów, której nawet Cora nie mogłaby złamać. Normalny śmiertelnik nie dałby rady tam wejść. Ale że macie przy sobie mnie, dlatego nie powinniśmy mieć żadnych kłopotów z dostaniem się do któregokolwiek z nich.

- Od którego zamku sądzisz, że powinniśmy zacząć? – spytał się jej Gabriel. Wciąż był nad wyraz szczęśliwy po tym, jak Aina w końcu wszystko mu wybaczyła i na dodatek powiedziała, że chce, aby spróbowali być ze sobą razem. Starał się jednak nie okazywać tego zbytnio. Mieli teraz inny, o wiele ważniejszy problem na głowie. Praca nad swoim własnym szczęśliwym zakończeniem będzie musiała jeszcze trochę poczekać.

- Sądzę, że najlepiej będzie zacząć od zamku Thora i jego żony Sif. – odpowiedziała Aina. – To jeden z pierwszych zamków, które zostały opuszczone przez bogów. Thor i Sif wrócili do Asgardu już kilkaset lat temu, i od tamtej pory zamek stał opuszczony. Jeśli mój ojciec chce ukrywać się przed Corą, to takie miejsce będzie do tego najodpowiedniejsze. Czarownica nigdy nie pomyśli, aby szukać boga w takim miejscu. A i nawet gdyby chciała go tam szukać, nie da rady tam wejść. Thor przed odejściem nałożył na ten zamek bardzo potężne zaklęcia ochronne. Tylko ktoś taki jak ja lub mój ojciec, kto jest z nim powiązany więzami krwi, zdoła się tam dostać.

- No i świetnie. – mruknął Simon, przyglądając się mapie rozłożonej na stoliku przed nimi, na której Aina zaznaczyła lokalizacje wszystkich zamków, które powinni przeszukać. – Nie traćmy zatem więcej czasu. Polećmy tam i sprawdźmy, czy Bragi tam się ukrywa. A jeśli go tam nie znajdziemy, to od razu polecimy do następnego miejsca.

Wszyscy jednogłośnie zaakceptowali ten plan. Gabriel włączył mechanizm Domu, który od razu, kierowany myślami i pragnieniami swoich mieszkańców, skierował się w odpowiednie miejsce.

Przeniesienie Domu w okolice zamku Thora trwało zaledwie kilka minut. Gdy Dom wylądował w odpowiednim miejscu, Gabriel, Aina i pozostali wyszli z niego wprost na dziedziniec zamku.

- Od razu do środka zamczyska… nieźle. – stwierdził Rafael, rozglądając się uważnie dookoła. Zamek Thora wydawał się w o wiele lepszym stanie, niż się spodziewali. Fakt, wiele fragmentów murów było ukruszonych czy porośniętych dziką roślinnością, ale poza tym nie wyglądał on tak tragicznie. Trochę pracy i zaangażowania, i dałoby się go doprowadzić do pierwotnego stanu.

- Wyczuwasz tu gdzieś swojego ojca? – spytał się po chwili Gabriel, podchodząc do Ainy.

Dziewczyna pokręciła przecząco głową, wzdychając przeciągle.

- Niestety, chyba go tu nie ma. – odpowiedziała po chwili. – Ale możliwe, że tu się zatrzymał na jakiś czas. Niestety, było to zbyt dawno temu, abym mogła stwierdzić, gdzie udał się dalej. – nagle bogini obróciła się gwałtownie w przeciwną stronę, rozglądając się gorączkowo na wszystkie strony. – Niemożliwe. – mruknęła pod nosem, idąc nagle w sobie tylko znanym kierunku. Gabriel od razu ruszył za nią, zastanawiając się, co też Aina mogła wyczuć, że tak ją to poruszyło.

- Co się dzieje? – spytała się Kate, gdy tylko dostrzegła oddalających się od nich Gabriela i Ainę. – Znaleźliście coś?

- Niezupełnie. – odpowiedziała jej Aina, wciąż za czymś się rozglądać. – Ale ta aura… niech to… jestem pewna, że to jest…

- Moja aura? – odezwał się nagle ktoś tuż obok nich. Gabriel aż podskoczył, zaskoczony nagłym pojawieniem się nieznajomego. Na Ainie nie zrobiło to jednak większego wrażenia. Uśmiechnęła się tylko pod nosem, wyraźnie zadowolona z tego, że jej zmysły jednak jej nie zawiodły.

- A więc miałam rację. – powiedziała, tracąc nagle swój triumfalny uśmiech. – Miło cię znów widzieć, Loki.

- Loki? – Kate i Simon spojrzały się po sobie z dezorientacją. Chloe z kolei tylko westchnęła przeciągle, aby zaraz potem zacząć rozmasowywać swoje skronie.

- Znów on. – jęknęła cicho, przysiadając na niskim stopniu schodów wiodących do wnętrza zamku. – Los jest naprawdę okrutny i przewrotny…

- Znasz go? – spytała się Kate, siadając pospiesznie obok kobiety. – Znasz Lokiego?

- Słabo, ale niestety… tak, znam go. – odpowiedziała jej Chloe. – Poznałam go dawno temu, gdy na jakiś czas opuściłam Dom i dołączyłam do Ainy. To nie jest najlepszy kompan, szczególnie w sytuacji takiej jak ta. To oszust i łgarz. Zobacz zresztą sama, jak Aina na niego reaguje. – dodała nagle, wskazując skinieniem głowy rozmawiających ze sobą Lokiego i Ainę. Widać było już na pierwszy rzut oka, że bogini nie darzy Lokiego sympatią. Patrzyła się na niego z chłodem i dystansem, co jednak wyraźnie go bawiło. Widać musiał przywyknąć do takiego traktowania. I, jak Kate od razu pomyślała, pewnie na takie traktowanie sobie zasłużył. Wszak nie był nazywany „bogiem kłamstw" bez powodu.

- Też szukacie Bragiego, prawda? – spytał się Loki, wodząc spojrzeniem po zebranych tu sojusznikach dziewczyny. – Widzę, że wciągnęłaś w to nawet swojego drogiego Gabriela… oj, Cora będzie miała z tego niezłą frajdę.

- A co, spotkałeś już ją? – odcięła się momentalnie Aina. Loki tylko roześmiał się na te słowa.

- Dobrze wiesz, że ja zawsze jestem na bieżąco z takimi wydarzeniami. Oczywiście, że ją widziałem. – szeroki uśmiech pojawił się na twarzy boga kłamstw. – Zawzięta mała bestyjka, nie powiem. Ciekawe, dlaczego tak się na was uwzięła. Może zdradzisz mi rąbek swojej rodzinnej tajemnicy, co, Aina?

- Nie jestem psychopatą, więc nie potrafię myśleć jak oni. – odparła oschle dziewczyna. – Sam się jej spytaj, skoro taki jesteś tego ciekawy.

- No dobrze, dobrze… odpuszczę sobie ten temat. Na razie. – Loki znów się roześmiał, a Aina z trudem powstrzymała się od wywrócenia oczami. Nie ufała mu i nie bała się tego okazywać. Loki był mistrzem wszelkiego rodzaju magii. Mógł zatem użyczyć nieco swojej mocy Corze. Uwielbiał przecież tworzyć chaos i zamęt. I dlatego właśnie Aina nie chciała mu zaufać.

Ale nie miała w sumie innego wyjścia. Większość bogów znajdowała się już od wieków w Asgardzie, a ci, którzy pozostali wśród śmiertelników, znacząco osłabli. Loki był jednym z nielicznych, który zachował większość swojej oryginalnej mocy. Jeśli zatem chciała pokonać Corę, to musiała się z nim sprzymierzyć – przynajmniej na razie. Gdy już odnajdą jej ojca, wtedy razem zadecydują, co z tą sytuacją zrobić.

- Twojego ojca tu nie ma. – odezwał się po chwili milczenia Loki. – Przeszukałem już ten zamek bardzo dokładnie. Bragi już dawno temu opuścił to miejsce.

- Już się tego zdołałam domyśleć. – odparła Aina. – Wyczułam jego aurę, ale była za słaba, aby wciąż mógł tu być. A to oznacza, że pewnie udał się gdzieś indziej.

- Najpewniej do starej siedziby Baldura. – przerwał jej Loki. Aina zmrużyła nieufnie oczy, przyglądając mu się podejrzliwie. – Kochana, ja też chcę go znaleźć. Masz na to moje słowo. Połączmy swoje siły, a pomogę ci go znaleźć. Wierz mi lub nie, ale ja też chcę się pozbyć tej przeklętej wiedźmy. Za dużo mąci.

Aina rozważyła szybko jego słowa. Wciąż mu nie ufała, ale był on jej jedyną nadzieją na odszukanie jej ojca, nim zrobi to Cora. Nie miała zatem innego wyjścia; musiała wejść z nim w ten nieszczęsny sojusz.

- No to chodź zatem. – powiedziała, kierując się jednocześnie w stronę wejścia do Domu. Gabriel i reszta od razu ruszyli za nią, nie kwestionując jej decyzji. – Lecimy zatem do zamku Baldura.