Rozdział dziewiąty: Diabeł wcielony
- No… tu już nie jest tak fajnie. – mruknął Simon, wychodząc z Domu. O mały włos nie potknął się o leżącą tuż przed nim wyłamaną kostkę. Zaklął cicho, po czym przesunął się nieco w bok, dając innym możliwość zejścia ze schodów Domu i wejścia na dziedziniec zamku Baldura.
Zamek młodszego brata Thora nie wyglądał już tak okazale. Mało tego, porośnięty był jeszcze bardziej dziką roślinnością, a w murach ziały liczne dziury. Wiele wież i baszt było zniszczonych. Wszyscy od razu domyślili się, że musiała mieć tu miejsce niegdyś bardzo zaciekła i krwawa bitwa.
- Rozdzielamy się. – zaleciła Aina, gdy tylko wszyscy wyszli z Domu i znaleźli się na dziedzińcu zamku. – Sammy, Amanda i Simon przeszukają zachodnie części. Rafael, Chloe i Kate wezmą na siebie wschodnią część i główną basztę. Ja, Gabriel i Loki zajmiemy się środkiem i lochami.
Wszyscy ruszyli do wskazanych miejsc. Aina poprowadziła Gabriela i Lokiego do wnętrza zamku, gdzie zaczęła sprawdzać każdy zakamarek tak, jakby dokładnie je wszystkie znała.
- Byłaś tu już kiedyś? – spytał się dziewczyny Gabriel, gdy skończyli sprawdzanie trzeciej komnaty sypialnej, jakie były ulokowane na piętrze. Zamek Baldura był ogromny – zniszczony w wielu miejscach, ale wciąż zbyt duży, aby jedna grupa mogła go sprawdzić w tak krótkim czasie. To właśnie dlatego Aina podzieliła ich na trzy mniejsze grupy – dzięki temu mieli większe szanse na znalezienie jakichś śladów po jej ojcu. W każdej grupie umieściła kogoś, kto osobiście znał jej ojca. W jednej był to Simon, w drugiej Chloe, a w trzeciej ona.
- Dawno temu. – przyznała po chwili. Zajrzała przelotnie do garderoby, aby zaraz potem z niej pospiesznie wyjść i ruszyć dalej. – Jeszcze w czasach, gdy Baldur i Thor rezydowali na Ziemi.
- Ja też przecież znam ten zamek. – odezwał się nagle Loki. Aina zerknęła na niego podejrzliwie, zatrzymując się na moment. – Mógłbym sam zająć się sprawdzeniem lochów, podczas gdy wy przejmiecie resztę piętra.
- W żadnym wypadku. – odparła Aina, ruszając wzdłuż długiego korytarza. – Ale powinniśmy się rozdzielić, aby szybciej sprawdzić te pomieszczenia. Ja pójdę tam – tu wskazała na zakręt korytarza widoczny w oddali. – Loki zajmie się resztą sypialni po lewej stronie, a Gabriel weźmie na siebie komnaty z prawej strony. Gdy tylko skończycie, dołączycie do mnie, i razem zejdziemy do lochów.
Polecenie bogini obaj wykonali bez żadnych obiekcji. Aina ruszyła dalej, aż nie natrafiła na zakręt. Tam skręciła w stronę dwóch dużych pomieszczeń, które znajdowały się przy końcu korytarza. Aby dotrzeć do nich, musiała w pewnej chwili przejść obok sporej wyrwy w zewnętrznym murze zamku. Dziewczyna przysunęła się blisko ściany, gdy zbliżyła się do owej wyrwy. Przeszła jakoś koło niej, i gdy w końcu ominęła ją, ruszyła szybkim krokiem dalej.
Chciała mieć to wszystko już daleko za sobą. Wiedziała, że jej ojca również tu nie ma, ale przeczuwała też, że mógł tu zostawić jakieś wskazówki dla niej, gdzie też mógł się udać. Dlatego właśnie poleciła wszystkim, aby przeszukali zamek – bo wierzyła w to, że znajdą tu jakąś wiadomość od Bragiego.
Weszła do pierwszego z pomieszczeń, urządzonego na wzór dużego, przestronnego salonu. Większość mebli znajdujących się tutaj była w opłakanym stanie – zakurzone, okryte warstwami pajęczyn i zniszczone przez wilgoć. Aina ostrożnie stawiała każdy krok, obawiając się, że kamienne podłoże również mogło ulec jakimś zniszczeniom.
W pewnej chwili zauważyła jakichś ruch po swojej lewej stronie. Momentalnie obróciła się w tamtą stronę, gotowa na zaatakowanie tego, kto się czaił w cieniach po drugiej stronie pomieszczenia. Była pewna, że ten ktoś wciąż tu jest – wyczuwała jego aurę przez cały ten czas.
- Kim jesteś? – zawołała, jednocześnie sięgając za pasek, aby wydobyć zza niego krótki sztylet. Jak każda bogini, Aina posiadała szereg nadprzyrodzonych zdolności, ale na tę chwilę nie wiedziała, z kim ma do czynienia. Jeśli to Cora lub któryś z jej sług, to jej magia może okazać się za słaba w walce z tą pokręconą czarownicą.
Intruz powoli wyszedł z cienia. Aina obserwowała go uważnie, gotowa do ataku w każdej chwili. Chciała zawołać Gabriela i Lokiego, ale wiedziała, że jeśli to zrobi, intruz może uciec. A chciała przecież poznać jego tożsamość oraz powód, dla którego się tu znalazł.
- Kim jesteś? – ponowiła swoje pytanie. Nieznajomy zrobił kolejne dwa kroki w jej stronę. Następnie zatrzymał się, po czym powoli ściągnął kaptur zakrywający jego twarz.
Z ust Ainy wydobył się głośny okrzyk zdumienia, gdy tylko zobaczyła jego twarz. Rozpoznała go od razu. I z jego powodu niemalże zemdlała z wrażenia.
- Florian…? – wykrztusiła Aina, z trudem panując nad emocjami. Zrobiło jej się niezwykle słabo. Musiała się aż złapać jednego ze zniszczonych mebli, aby nie upaść.
To nie może być on, pomyślała, próbując doszukać się w twarzy swojego dawnego ukochanego czegoś, co zapewniłoby ją o tym, że jest on niczym więcej jak iluzją. Ale nic takiego nie mogła znaleźć.
- Witaj, Aina. – bogini o mały włos się nie rozpłakała, słysząc ten głos. Teraz nie miała już najmniejszych wątpliwości; to naprawdę był Florian d'Aon. Tylko jakim cudem powrócił on do świata żywych?
Nagle do pomieszczenia wbiegł Gabriel. Zatrzymał się jak wryty w progu, wpatrując się z niedowierzaniem we Floriana, który dopiero po jakimś czasie obrócił się w jego stronę. Przez długi czas żadne z nich nic nie powiedziało. Wymieniali się tylko zdezorientowanymi spojrzeniami, nie wiedząc dokładnie, co też powinni zrobić.
- Moi drodzy, wyjaśnicie mi, co tak długo tam robicie? – rozległo się nagle pytanie Lokiego. Nordycki bóg wszedł do pomieszczenia za Gabrielem, początkowo nie zauważając Floriana.
Blondyn jednak od razu zareagował na obecność Lokiego. Wyciągnął z pochwy miecz, po czym bez wahania ruszył w stronę boga. Ten, gdy to zobaczył, nie czekał na atak. Wyciągnął dłoń przed siebie, po czym zgiął ją nieznacznie. Florian nie zdołał nawet do niego dotrzeć – magia, jakiej użył na nim Loki, posłała go na przeciwległą ścianę. Młodzieniec padł nieprzytomny na ziemię, wypuszczając z rąk miecz.
- Coś ty zrobił, wariacie? – Aina niemalże wrzasnęła. – Masz pojęcie, kto to był?
- Nie, ani trochę. – odparł Loki nieco znużonym tonem głosu. – A kto to jest?
- To… to… – młoda bogini nagle jakby straciła możliwość wysławiania się. To, co chciała powiedzieć, jakoś nie mogło jej przejść przez usta.
- To Florian d'Aon, nasz bliski przyjaciel. – odpowiedział za nią Gabriel. – Zmarły przed wieloma laty. – dodał szybko, gdy Loki już chciał to skomentować. – Najwyraźniej ktoś go wskrzesił, aby z nami w ten sposób poigrać.
- Ale kto to mógł zrobić? – spytał się go Loki, rzucając kpiące spojrzenie Gabrielowi. Spotulniał jednak, gdy tylko natrafił na harde, groźne spojrzenie Ainy.
- A jak sądzisz? – odcięła się bogini. – Cora, a któżby inny? Tylko ona jest zdolna do takich okrucieństw. I tylko ona wie, jak wiele Florian dla mnie znaczył. Jak wiele znaczył dla nas obojga. – dodała na koniec, zerkając znacząco na Gabriela. – Musimy go ze sobą zabrać. Jeśli jest ożywieńcem Cory, to może nam pomóc ją zlokalizować.
- Naprawdę chcesz go zabrać ze sobą? Dobra, dobra, nie było pytania. – Loki szybko wycofał swoje pytanie, gdy znów napotkał nieprzyjazne spojrzenie Ainy. – Dobrze, zabierzemy go ze sobą do Domu. Ale to wy się nim zajmiecie, nie ja.
- O to się nie musisz martwić. – zapewniła go Aina. – Sami z Gabrielem damy sobie z tym radę. Masz na to nasze słowo.
Gdy tylko cała grupa wróciła do Domu, Aina, Gabriel i Loki zamknęli się w głównym gabinecie, aby dokładnie omówić plany związane z Florianem. Młodego mężczyznę na ten czas zamknięto w jednej z sypialń. Czuwali przy nim Simon i Rafael.
- Ani trochę mi się to nie podoba. – powiedział Gabriel, siadając na krześle za biurkiem. – Cora osiągnęła nowe dno, dokonując tak ohydnego czynu. Wskrzesić kogoś, kto zapewne odnalazł już spokój po drugiej stronie… aż nie chce mi się wierzyć, że można być zdolnym do czegoś takiego.
- Trudno mi się do tego przyznać, ale zgadzam się z nim. – odparł Loki. – Czarownica przesadziła, i to zdrowo. Jeśli dusza tego waszego Floriana faktycznie zaznała już spokoju, to ściąganie go tu z powrotem było nie tylko niesmaczne i okrutne, ale również i niezgodne z prawami obowiązującymi wśród nacji nekromantów. Jedynie udręczone dusze mogą być wskrzeszane. Te, które trafiły do zaświatów i znalazły spokój, nie mają prawa być stamtąd zabierane. To wbrew prawom natury.
- Jestem tego jak najbardziej świadoma. – odpowiedziała Aina. Usiadła w wolnym fotelu niedaleko kominka, po czym westchnęła ciężko, przymykając na chwilę powieki. – Potrzebujemy jednak trochę czasu, aby to wszystko sprawdzić. Sama się tym zajmę. – dodała po chwili dziewczyna, otwierając oczy i spoglądając uważnie na stojącego nieopodal niej Lokiego. – Sama udam się do zaświatów i sprawdzę to. No i trzeba też będzie sprawdzić, czy poza wskrzeszeniem go nie zrobiła też z niego swojego bezwolnego sługusa. Jeśli tego nie zrobiła, to istnieje szansa, że Florian będzie skłonny nam pomóc w walce z nią, gdy przyjdzie już do ostatecznej konfrontacji.
- A co, jeśli go zaczarowała? Co wtedy zrobisz? – spytał się jej po chwili Gabriel.
- Nie wiem. – odpowiedziała niepewnie Aina. – Naprawdę nie wiem. – dziewczyna wstała powoli z fotela, po czym skierowała się w stronę drzwi.
- A ty gdzie idziesz? – zapytał się Loki. Aina zatrzymała się dopiero przy drzwiach, trzymając już dłoń na klamce.
- Muszę to wszystko dokładnie przemyśleć. Sama. – dodała, gdy Gabriel już wstawał, aby pójść za nią. – Daj mi trochę czasu, Gabriel. Muszę to wszystko sobie ułożyć. Jak tylko podejmę jakąś decyzję, od razu dam ci o niej znać.
Aina wyszła z gabinetu i udała się do swojej sypialni. Zamknęła się w niej, chcąc w ten sposób odciąć się od wszystkich i wszystkiego, co się ostatnio wydarzyło. Chciała coś na chwilę od tego uciec. Niestety, myśli o Florianie były zbyt silne. Leżąc na szerokim łożu, dziewczyna na powrót przeżywała wszystkie emocje i wspomnienia z nim związane. Wszystko powróciło ze zdwojoną siłą, nie pozwalając Ainie przed tym się w żaden sposób uchronić. Przytłaczało ją to o tyle mocno, że przecież niedawno zdecydowała się dać szansę swojemu związkowi z Gabrielem.
To wszystko jej wina, pomyślała Aina, próbując się uspokoić poprzez branie długich, głębokich wdechów. To wszystko wina Cory. Chce zrujnować nasze życia. Tylko dlaczego tak bardzo chce to zrobić? Co takiego jej zrobiliśmy, że tak nas znienawidziła?
Aina wiedziała, że najpewniej nigdy nie pozna odpowiedzi na to pytanie. Cora nigdy jej tego nie wyjawi.
Nie wiedziała jeszcze, co powinna uczynić w tej sprawie – co zrobić z Florianem, jak i kiedy dowiedzieć się, czy jego dusza znalazła już spokój w zaświatach, czy jest on sługusem Cory… Aina miała pełną świadomość tego, że czas im ucieka, ale nie mogła się jakoś do tego zebrać. Musiała to wszystko na spokojnie przemyśleć. Dopiero wtedy będzie mogła podjąć jakieś sensowniejsze działania. Była pewna tylko dwóch rzeczy.
Pokonanie Cory było teraz ich priorytetem. I po tym, co zrobiła ona duszy Floriana, zasługuje ona tylko na jeden los.
Na śmierć.
