Rozdział jedenasty: Właściwy wybór
Bragi ledwie nad sobą panował. Wciąż trzymał Ainę za sobą, osłaniając ją przed bogiem kłamstw i czarnoksięstwa.
- Zdradziłeś nas. Zdradziłeś nas wszystkich. – zarzucił stojącemu przed nim Lokiemu. – Zdradziłeś całą nację bogów swoimi działaniami. I zapłacisz za to.
Ku zaskoczeniu Ainy, Loki na te słowa zareagował jedynie śmiechem. Widać spodziewał się usłyszeć takie oskarżenia i groźby. I wcale nie brał ich do siebie.
- Nie zapominasz przypadkiem, drogi Bragi, że nie jestem przecież czystej krwi bogiem? – odciął się Loki, wciąż wyraźnie zadowolony z tego, jaki obrót przybrała ta sytuacja. – No i, jakby nie patrzeć, jestem bogiem kłamstw i oszustw, czyż nie? Powinniście chyba na tym etapie nauczyć się już, żeby nie ufać niczemu, co mówię i co robię.
- Czyli to ty dałeś jej tą moc do wskrzeszania zmarłych? – spytała się Aina, mimo iż znała już odpowiedź na to pytanie. Chciała jednak ją usłyszeć prosto z ust Lokiego.
- Oczywiście, że ja. A kto inny mógłby to zrobić? – Loki niemalże roześmiał się z własnych słów. – Z wszystkich bogów liczy się teraz tylko twoja rodzina. No i ja, naturalnie. Cała reszta wyemigrowała z powrotem do Asgardu, bo potracili swoje moce.
- I co? Czyżbyś planował z jej pomocą rozpętać Ragnarök? – dociekała dalej Aina. Nie bała się Lokiego. Była wściekła; i to szalenie wściekła. Jedno niewłaściwe ze strony boga kłamstw i Aina kompletnie zapomni o tym, że z natury jest pacyfistką, i jak nic rozniesie tego zdrajcę w drobny mak. – Chcesz nas wszystkich zniszczyć, Loki? Czy o to ci właśnie chodzi?
- Dobrze wiesz, że do Ragnaröku jeszcze nam trochę brakuje. – odparł bóg oschłym tonem głosu. – A mi się jeszcze jakoś nie uśmiecha umierać z ręki Heimdalla. O ile w ogóle będzie on w stanie choćby raz sparować mój atak. – dodał po chwili, uśmiechając się krzywo.
- Oj, na pewno da sobie radę. – powiedziała Aina, mrożąc nienawistnym spojrzeniem Lokiego. – Jest silniejszy od ciebie. I prawy. Nie to co ty.
Loki powoli spojrzał się na nią. Uśmiech na jego wąskich ustach poszerzył się, gdy nagle wpadł na genialny pomysł.
- Jak tam twoje relacje ze wskrzeszonym ukochanym, co, Aina? – spytał się bogini. Aina aż zbladła ze złości, gdy to usłyszała. – Moja ty biedaczko… musisz znów przechodzić przez to wszystko. Tak mi cię szkoda.
Aina bardzo dobrze wiedziała, że nie mówi on tego na poważnie. Kpił sobie z niej i żartował. Jej tragedia w chory, nienormalny sposób bawiła go. Te słowa rozwścieczyły ją bardziej, niż cokolwiek innego. Już chciała ruszyć na niego, ale Bragi powstrzymał ją w samą porę. W chwilę potem coś trzasnęło i obok Lokiego zmaterializowała się Cora. I nie była sama.
- Florian! – zawołała Aina. Znów chciała się wyrwać ojcu i pobiec w stronę Lokiego, który trzymał teraz za sobą Floriana, ale ponownie nie było to jej dane.
- Nie atakuj ich, moje dziecko. – nakazał jej Bragi, robiąc wszystko, co w jego mocy, aby utrzymać Ainę przy sobie. – Nie marnuj swoich sił. To z pewnością jest pułapka. Chcą go wykorzystać, aby ciebie złapać. A wtedy nigdy nie wygramy tego starcia.
Aina niechętnie pozostała na swoim miejscu. Chciała uwolnić Floriana z łapsk Cory i ocalić jego duszę, która musiała teraz przechodzić nieopisane katusze. Wzięła jednak głęboki wdech, przymknęła na moment powieki i przejęła kontrolę nad swoimi emocjami.
Musi być silna – powtarzała sobie w myślach, skupiając się na odsunięciu gwałtownych i trudnych do okiełznania emocji na bok. Czekało ich teraz finałowe starcie z Corą i Lokim. Jeśli popełni jakiś błąd, będzie tego żałować do końca swych dni.
- Chcę go zabić. – wyszeptała w końcu Aina, gdy w końcu stanęła wyprostowana, nie planując już żadnego nieprzemyślanego ataku na Lokiego. – Za to, do czego doprowadził. Chcę, by cierpiał najgorsze męki.
- I tak się stanie. – odpowiedział Bragi. – Ale nie zginie on z twojej ręki. Nie jest mu to pisane. Co nie oznacza, że puścimy go wolno. – dodał po chwili, odsuwając się nieco od córki. Aina obserwowała go uważnie, gdy stanął naprzeciwko Lokiego, gotowy do ataku. – To walka pomiędzy mną a tobą, Loki. – Bragi zwrócił się cichym, chłodnym tonem głosu do boga kłamstw. – Jeśli wygram, twoja wiedźma wypuści duszę tego śmiertelnika wolno, a także odda się w nasze ręce.
- A jeśli ja wygram? – spytał się Loki. Bragi uśmiechnął się gorzko kątem ust, kręcąc z rozbawieniem głową.
- Nie wygrasz, Loki. – odparł mężczyzna. – Prędzej zginę, niż do tego dopuszczę.
- To można załatwić.
W jednej sekundzie walka się rozpoczęła. Loki rzucił się na Bragiego, licząc zapewne na to, że taki niezapowiedziany atak zdezorientuje przeciwnika i da mu nad nim przewagę. Nie docenił jednak umiejętności Bragiego. Nim Loki zdołał zadać mu cios, Bragi znalazł się za jego plecami, po czym cisnął w mężczyznę kulą energii. Loki odleciał daleko w tył, porażony mocą starszego i bardziej doświadczonego boga. Gdy tylko się podniósł, spróbował swojego ataku jeszcze raz. I tym razem zawiódł. Bragi z zaskakującą łatwością powalił go na ziemię, przygniatając go do niej ciężarem swojego ciała.
- Przegrałeś, Loki. – wycedził Bragi przez zaciśnięte zęby. Docisnął Lokiego mocniej do ziemi, gdy ten tylko spróbował się wyrwać bogowi. – Nie jesteś taki silny, za jakiego się podajesz. A teraz niech twoja wiedźma odda mojej córce jej ukochanego.
Aina powoli przeniosła spojrzenie z bogów na Corę. Czarownica wpatrywała się z całą tę scenę z mieszaniną złości i strachu. Wiedziała, że przegrała, ale mimo to Aina przeczuwała, że Cora jeszcze się nie podda. Nie leżało to w jej naturze.
I, jak się okazało, bogini miała rację. Cora złapała nagle Floriana, przyciągnęła go do siebie, po czym położyła na jego czole swoją dłoń i wyszeptała kilka słów w starym, zapomnianym już języku. Aina nie zdążyła zrobić nic, aby ją powstrzymać.
- On jest mój. – powiedziała, uśmiechając się okrutnie. Następnie popchnęła Floriana w stronę Ainy, która stała w miejscu jak sparaliżowana, wpatrując się z rosnącym przerażeniem w puste, pozbawione jakiegokolwiek wyrazu oczy swojego dawnego ukochanego. – A teraz jest na mój każdy rozkaz. – Cora przeniosła spojrzenie na Floriana, który wciąż stał nieruchomo, jak gdyby czekając na jakąś komendę ze strony czarownicy. – Zabij ją, mój drogi.
Aina zadziałała instynktownie. Gdy tylko Florian zrobił krok w jej stronę, ta stanęła przed nim, trzymając ręce wyciągnięte przed sobą, jak gdyby w ten sposób mogła go powstrzymać przed tym, do czego został zmuszony.
- Florian, otrząśnij się z tego. – powiedziała, patrząc się młodemu mężczyźnie prosto w oczy. Nie była pewna, czy jej słowa docierają do niego, ale była gotowa podjąć to ryzyko. – To nie jesteś ty. To ta wiedźma cię kontroluje. – W tej samej chwili Florian zrobił kolejny krok w stronę Ainy. Bragi już chciał puścić Lokiego i ruszyć na pomoc swojej córce, ale Aina powstrzymała go przed tym stanowczym, znaczącym gestem dłoni. – Jesteś w stanie się z tego otrząsnąć i przejąć na powrót kontrolę nad sobą. Przypomnij sobie wszystko, przez co przeszliśmy. – Aina uśmiechnęła się słabo. Wspomnienia, które miała na myśli, same do niej powróciły. Szybko jednak przejęła kontrolę nad emocjami, nim te do reszty nią nie zawładnęły. – Przypomnij sobie te wszystkie chwile, jakie razem dane nam było spędzić. Jak poznaliśmy się na balu, jak zacząłeś od tamtego dnia odwiedzać naszą rezydencję niemalże co tydzień… jak się zaręczyliśmy. – Aina wzięła głęboki wdech, nim nie podjęła się dalszej perswazji opętanego przez Corę Floriana. – Wierzę w ciebie, Florian. I wierzę, że potrafisz przezwyciężyć czar, jaki na ciebie rzucono. Twoja dusza jest silna. Byłeś wojownikiem i zwycięzcą. Nigdy nie poddałeś się bez walki. Poległeś jako bohater, i za to wynagrodzono cię wiecznością w Valhalli. Nie zaprzepaść tego teraz.
Spojrzenie Floriana nieco się zmieniło. Aina odetchnęła z ulgą, gdy mężczyzna zamrugał kilkakrotnie, próbując się wyrwać spod zaklęcia Cory.
To działa. – pomyślała z radością, z trudem już teraz nie skacząc ze szczęścia. – To naprawdę działa.
- Chciałem do ciebie wrócić. – wyszeptał po chwili Florian. Stojąca za nim Cora praktycznie kipiała z wściekłości, ale nie mogła już nic na to poradzić. Drugi raz zaklęcia nie mogła rzucić. Mogła teraz jedynie liczyć na to, że jej moc okaże się silniejsza od uczuć mężczyzny. – Liczyłem na to, że dane nam będzie być razem, jeśli powrócę.
- Ja też bym tego bardzo chciała. – odpowiedziała Aina, siląc się na spokój. Serce bolało ją niemiłosiernie, ale wiedziała, że to, co zamierza powiedzieć, nie może zwlekać dłużej. Podjęła już decyzję na temat swojej przyszłości. I nie chciała, aby Florian przez nią cierpiał jeszcze bardziej. – Ale nie można mieć wszystkiego, Florian. Nawet bogom nie jest dane mieć wszystkiego, mimo iż wielu sądzi, że tak właśnie jest. – Cora w tym momencie zmarszczyła nieznacznie brwi, nie rozumiejąc do końca, co Aina miała przez to na myśli. Loki natomiast zrozumiał to od razu, i z trudem się nie roześmiał na głos. Był pewien, że decyzja Ainy zrujnuje ją i jej towarzyszy. – Nawet nie masz pojęcia, jak cieszę się, mogąc cię znów widzieć wśród nas. Ale wszystko ma swój cel i znaczenie. – dodała po chwili, biorąc tuż przed tym głęboki, rozedrgany wdech. – Od twojej śmierci minęły wieki, Florian. Głupotą byłoby oczekiwać po nas, że będziemy tacy sami, jacy byliśmy wtedy. Ruszyłam do przodu ze swoim życiem, i nic nie można już zrobić, aby to powstrzymać. Nie ma sensu rozgrzebywać starych, zasklepionych ran. Przyniosłoby to jedynie jeszcze więcej niepotrzebnego cierpienia.
Aina niepewnie zerknęła w stronę Gabriela, który stał w oddali z innymi, czekając w napięciu na dalszy rozwój tej sytuacji. Wiedziała, że doskonale zrozumiał, co miała na myśli. Słaby uśmiech pojawił się na jego ustach, gdy udało mu się przez chwilę złapać jej spojrzenie.
Florian spojrzał się najpierw na Ainę, a potem przeniósł spojrzenie na osobę Gabriela. Przez dość długi czas milczał, zastanawiając się nad czymś intensywnie. Aina widziała, że odzyskał już kontrolę nad swoimi działaniami. Widziała też jednak, że i on zrozumiał w końcu, co tu się dzieje. I bała się tego, jak na to wszystko zareaguje.
- Rozumiem. – powiedział w końcu. Aina wstrzymała oddech, czekając na dalszy ciąg jego wypowiedzi. To jedno słowo nie znaczyło jeszcze nic dobrego. Pełen sens tego słowa przyjdzie dopiero razem z kolejnymi słowami Floriana. – Rozumiem wszystko, Aina. I akceptuję twoją decyzję. I tak nie sądziłem, że dane mi będzie zaznać szczęścia u twojego boku. – dodał po chwili, patrząc się dziewczynie prosto w oczy i uśmiechając się przy tym słabo. – Od chwili, gdy dowiedziałem się, że nie jesteście prawdziwym rodzeństwem podejrzewałem, że pomiędzy wami jest coś więcej. A przynajmniej ze strony Gabriela. – tu zerknął przelotnie w stronę starego przyjaciela, któremu również posłał nikły uśmiech. – Ja jestem już tylko widmem przeszłości; niczym więcej. Wy natomiast wciąż żyjecie. I macie pełne prawo odnaleźć szczęście, jakie się wam należy.
Aina nie mogła już dłużej wytrzymać. Po policzkach pociekły jej łzy szczęścia i smutku. Była szczęśliwa, bo Florian zaakceptował swój los oraz jej decyzję. Była też smutna, bo jego słowa mimo wszystko w pewien sposób ją ubodły. Nie chciała go zranić, ale nie miała innego wyjścia. Miał prawo wiedzieć o wszystkim.
- Co?! – wybuchła nagle Cora. Aina dopiero teraz przypomniała sobie o jej obecności. Podczas przemowy Floriana na moment kompletnie o niej zapomniała. – To niemożliwe! – Cora przeniosła nagle spojrzenie na Ainę. – To twoja wina, ty mała wywłoko! Zniszczyłaś cały mój plan! Od samego początku wszystko szło po twojej myśli. Najpierw zdobyłaś serce tego śmiertelnego książątka, a potem ocaliłaś go przed śmiercią… a teraz jeszcze obróciłaś przeciwko mnie swojego tragicznego kochanka!
- Czego ty ode mnie chcesz? – Aina nie wytrzymała. Chciała wiedzieć, dlaczego Cora tak się na niej uwzięła. – Co takiego ja lub moi rodzice ci zrobiliśmy, że zdecydowałaś się wypowiedzieć wojnę nam oraz wszystkim, którzy stoją po naszej stronie?
- Mieliście być moją zgubą. – odpowiedziała jej Cora. – Zobaczyłam, że ten mały książę – tu wskazała skinieniem głowy na Gabriela, który po jej słowach poruszył się niespokojnie. – zakochuje się w tobie. Mieliście mnie razem obalić. Nie mogłam na to pozwolić. Więc przeklęłam go, aby umarł. Ale ty go uzdrowiłaś. Ty i ta twoja matka zrujnowałyście wszystko. Ale to już nie ma znaczenia. – dodała po chwili. Podniosła rękę i skierowała ją na Floriana. – Wyślę twojego ukochanego prosto do Hel, skąd nie ma już powrotu.
Aina bez wahania rzuciła się do przodu. Chciała ocalić duszę Floriana za wszelką cenę – nawet jeśli miała zapłacić za to najwyższą cenę.
Dobiegła do niego i zasłoniła go swoim ciałem w tej samej chwili, w której Cora posłała na nią swoją klątwę. Aina zdołała jeszcze usłyszeć krzyki Gabriela i swojego ojca, nim nie zamknęła oczu, gotując się na najgorsze.
Tyle, że to nic się właściwie nie stało.
Aina niepewnie otworzyła oczy, oczekując tego, że zobaczy przed sobą królestwo bogini Hel. Okazało się jednak, że wciąż znajduje się w dziczy, a wszyscy dalej są w tych samych miejscach, w których byli.
Cora, która stała przed Ainą, nagle zbladła nienaturalnie. Cofnęła się gwałtownie o kilka kroków, z przerażenia upadając na ziemię. Aina zmarszczyła brwi w dezorientacji.
Przecież nic nie zrobiłam. – pomyślała, rozglądając się po zebranych, ale żaden z nich również nie wydawał się mieć pojęcia, co tu się dzieje. – To co w takim razie się tu stało?
- Nie będziesz podnosić ręki na moją córkę. – powiedział nagle ktoś za Ainą. Dziewczyna wstrzymała oddech z wrażenia, otwierając szeroko oczy. – Ani na któregokolwiek z jej bliskich. Czas rządów twojego terroru dobiegł końca.
Aina powoli obróciła się w stronę, z której dochodził głos. Uśmiechnęła się przez łzy szczęścia, gdy po chwili napotkała na swojej drodze znajomą twarz.
- Mama?
