Rozdział dwunasty: Ostatnie słowa


Bogini Idun uśmiechnęła się łagodnie do córki, stając u jej boku.

- Już jestem przy tobie, dziecko. – powiedziała, kładąc dłoń na ramieniu Ainy. – Wybacz, że aż tyle mi to zajęło.

- Jak to możliwe?! – wykrzyknęła nagle Cora, kompletnie już nad sobą nie panując. – Trzymałam cię przecież w zamknięciu! Nałożyłam na tę celę mnóstwo zaklęć! Nie było szansy, abyś się stamtąd wydostała.

- Ale jednak zdołałam to zrobić. – Idun przeniosła swoją całą uwagę na czarownicę znajdującą się przed nią. – Terroryzowałaś moją rodzinę przez te wszystkie wieki tylko i wyłącznie z powodu tego, że zobaczyłaś w jednej ze swoich wizji, jak moja córka zakochuje się w śmiertelniku? Tylko dlatego?

- Ten śmiertelnik miał mnie zgładzić. – odparła Cora. Naiwnie liczyła na to, że przez takie wyjaśnienie zyska nieco więcej szansy na to, aby przeżyć to starcie z boginią. O ile bowiem nie bała się Ainy, która była młoda i niedoświadczona jak na kilkusetletnią boginię, o tyle licząca sobie ponad sześć tysięcy lat bogini życia nie była osobą, z jaką chciała zadrzeć, kiedy ta była u szczytu swoich mocy. A Idun znajdowała się teraz w takim właśnie stanie.

- A jednak przez twoje czyny ten śmiertelnik stał się taki jak my, a do tego i tak zapałał wielkim uczuciem do mojej córki. – Idun zerknęła przelotnie na Gabriela, który w milczeniu przysłuchiwał się tej rozmowie. – Choć żałuję, że tak długo zajęło mu wyjawienie tych uczuć mojej córce. Może wtedy nie doszłoby do tych wszystkich tragedii.

- Proszę, nie zabijaj mnie. – błagała Cora. Już nie była taka waleczna jak przed chwilą. Bogini, która stała przed nią, była jeszcze do niedawna jej więźniem. Teraz była wolna, a do tego była gotowa do dokonania zemsty na czarownicy. Cora wiedziała, że tylko istny cud może ją ocalić. Przeniosła szybko spojrzenie na Lokiego w nadziei, że ten się za nią wstawi. On jednak odwrócił od niej spojrzenie, gdy tylko się na niego spojrzała.

- Nie zabiję cię. – odpowiedziała Idun. Aina uniosła wysoko brwi w zdumieniu. Spodziewała się, że matka naprawdę ukaże tę wiedźmę za to, co zrobiła. Nie liczyła na to, że ją zabije własnoręcznie. Idun, tak jak Aina, nie należała do miłośników przemocy i rozlewu krwi. – Ale to nie oznacza, że zamierzam ci to wszystko darować. – dodała następnie. Spojrzenia wszystkich tu obecnych zwróciły się na osobę Idun. Wszyscy czekali w napięciu na jej ostateczną decyzję na temat losu Cory. – Trafisz do Helheim, do najgorszej jego części. Hel już tam na ciebie czeka.

Cora wrzasnęła głośno. Rzuciła się jeszcze w stronę Idun, ale ta tylko odepchnęła ją swoimi mocami. Następnie wyszeptała kilka słów w starożytnym języku. Wtem Corę objęło jasne, oślepiające światło. Czarownica wrzasnęła ponownie, tym razem z bólu. Nie minęła jednak chwila, a światło zniknęło. Cora zniknęła wraz z nim.

Jeden problem z głowy. – pomyślała z zadowoleniem Aina, oddychając głęboko z ulgą. – Teraz został nam jeszcze Loki.

Bóg kłamstw zdawał sobie bardzo dobrze sprawę z tego, że teraz nadeszła jego kolej na sąd. Nie zamierzał jednak na to biernie czekać. Gdy tylko wyczuł, że ucisk Bragiego poluzował się nieznacznie, odepchnął od siebie boga z całej siły, po czym ruszył przed siebie z nadludzką szybkością, nie odwracając się za siebie.

Bragi chciał za nim ruszyć. Ten zdrajca przysporzył jego rodzinie mnóstwa problemów. Idun jednak powstrzymała go przed pościgiem, stając obok niego i kładąc mu delikatnie dłoń na ramieniu.

- Jeszcze go złapiemy i osądzimy. – zapewniła go, uśmiechając się łagodnie. – Odyn tego dopilnuje. Może i jest zapatrzony w siebie, ale ma z Lokim sporo do obgadania. Na pewno nie przepuści okazji, aby ukarać tego nikczemnika za jego występki.

Bragi niechętnie przystał na to. Chciał rozprawić się z Lokim teraz i zaraz. Wiedział jednak, że go nie doścignie – Loki mimo wszystko wciąż był wystarczająco silny, aby dać sobie z nim radę, gdy po raz kolejny przyjdzie do ich starcia. Zadowolił się zatem obietnicą ukarania Lokiego w niedalekiej przyszłości.

Idun tymczasem skierowała się w stronę Ainy, Floriana i Gabriela, którzy stali teraz blisko siebie w małym kręgu. Gabriel w końcu mógł przywitać się ze swoim starym przyjacielem – wcześniej nie mógł tego zrobić przez podejrzenia, że Florian jest szpiegiem i marionetką Cory.

- Aino… chciałabym z tobą porozmawiać na osobności. – Idun zwróciła się do swojej córki.

- Nie ma takiej potrzeby, mamo. – zapewniła ją Aina. – Gabriel i Florian znają już moje stanowisko w tej sprawie. Możemy o tym porozmawiać otwarcie w ich obecności.

Idun przyjrzała się uważnie obydwu mężczyznom, nim nie odpowiedziała córce.

- Dobrze, skoro tak uważasz. – odparła. Stanęła naprzeciwko trójki dawnych przyjaciół, po czym jeszcze raz przyjrzała się każdemu z nich, nim się ponownie nie odezwała. – Wiesz, co teraz musi się stać, dziecko. Musisz podjąć decyzję, to zrobimy z duszą Floriana. – tu Idun spojrzała się znacząco na blondyna, który tylko skinął nieznacznie głową na znak, że wszystko rozumie. – Musisz podjąć decyzję, czy zostaje tutaj, czy wraca do zaświatów.

- Wiesz już, jaka jest moja decyzja, matko. I wiesz też, że decyzja Floriana jest taka sama. – odpowiedziała Aina z iście stoickim spokojem.

- Wiem… ale mimo to chcę ci dać jeszcze chwilę do namysłu. Jeśli tylko tego zapragniesz, to mogę go w pełni przywrócić do życia.

- Ale tego nie chcę. – przerwała jej Aina. – Florian również nie chce zostawać w tym świecie. Wie, że to nie jest już jego miejsce. Bardzo bym tego chciała, uwierz mi. – dodała po chwili, widząc zdziwienie w oczach swojej matki. – Nic jednak nie dzieje się bez powodu. Było mi dane go spotkać i nacieszyć się z nim tymi chwilami, które zostały mi dane przez los. Złamałabym prawa natury, gdybym pozwoliła ci go wskrzesić. A w jego miejsce musiałaby zginąć inna dusza, której nie jest pisane teraz odejść. Nie chcę mieć na rękach krwi niewinnego. Florian również by tego nie chciał. To zbyt wysoka cena.

- Dobrze… skoro taka jest twoja decyzja. – Idun spojrzała się jeszcze raz na Floriana, jakby w nadziei, że zobaczy w jego oczach wahanie. Młodzieniec jednak tylko kiwnął jeszcze raz głową na znak, że wszystko rozumie, i że zgadza się ze wszystkim, co właśnie powiedziała Aina. – Bragi…

- Już idę, moja droga. – Bragi podszedł do Idun i ujął jej wyciągniętą dłoń. Razem otworzyli portal do Valhalli, przez który zamierzali zabrać Floriana ze sobą.

- Żegnaj, Aina. – powiedział Florian, podchodząc do dziewczyny i obejmując ją mocno. Następnie zrobił to samo z Gabrielem.

- Żegnaj, Florian. – Aina otarła łzy, jakie pojawiły się w kącikach jej oczu. – Mam nadzieję, że dane będzie nam się jeszcze kiedyś spotkać.

- Też mam taką nadzieję. – odparł Florian. – Ale mam nadzieję, że nie nastąpi to za szybko. Liczę na to, że czeka was jeszcze długie i szczęśliwe życie.

Idun ujęła pewnie rękę młodzieńca. Florian odsunął się w stronę portalu razem z dwójką bogów, po czym bez wahania przeszedł przez niego. Po chwili portal zniknął, a Aina na powrót została sama z Gabrielem i pozostałymi rezydentami Domu.

- Czas już wrócić. – powiedziała po chwili, oddychając głęboko. Spojrzała się z uśmiechem na Gabriela, który przyglądał jej się uważnie przez cały ten czas. – Świat przecież się sam nie uratuje, czyż nie?


Gdy tylko dotarli do Domu, Gabriel wziął Ainę za rękę i zaprowadził ją do swojego gabinetu. Chciał z nią koniecznie porozmawiać o wszystkim, przez co ostatnio przeszli. I chciał mieć pewność, że to wszystko to nie był tylko jeden długi sen.

- Jesteś pewna wszystkiego, co powiedziałaś? – spytał się, gdy tylko zamknął za sobą drzwi do gabinetu. – Tego, co powiedziałaś Florianowi i swojej matce?

- Jestem wszystkiego pewna. – odpowiedziała Aina z uśmiechem. – Mówiłam to na poważnie wtedy, gdy rozmawiałam z tobą, i mówię na poważnie teraz. Naprawdę wybrałam ciebie. I nikogo innego. – dodała po chwili widząc, że Gabriel wciąż nie wierzy w to wszystko. – Mogłam przecież poprosić matkę, aby przywróciła Floriana do życia. Sam to słyszałeś; była gotowa to dla mnie zrobić.

- I przez moment byłem pewien, że się na to zgodzisz. – przyznał po chwili Gabriel.

Aina westchnęła przeciągle, z trudem powstrzymując się od wywrócenia oczami. Ile jeszcze będę musiała go przekonywać, że to wszystko dzieje się naprawdę, i że naprawdę mam to na myśli? Że naprawdę wybrałam jego, a nie Floriana?

- To jest epizod, który pozostawiłam za sobą już dawno temu. – odparła bogini. – Już od ponad czterystu lat zbierałam się do tego, aby tu wrócić. – powiedziała po chwili. Nigdy o tym nikomu nie mówiła, ale doszła do wniosku, że nadeszła pora, aby wyjawić całą prawdę. Gabriel na to zasługiwał. – Chciałam położyć te wszystkie niesnaski daleko za nami i zakopać ten przysłowiowy topór pokoju. Bałam się jednak, że będziesz mnie obwiniać o śmierć Floriana. – Gabriel w tej chwili aż zdusił w sobie okrzyk zdumienia, tak słowa Ainy go zaskoczyły. – Jakby nie patrzeć, gdybym się z nim wtedy nie związała i nie doprowadziła do tego, że stał się naszym drogim przyjacielem, to nie wyruszyłby z tobą na krucjatę.

- Aina… nie możesz się obwiniać o takie coś. Toż to jest kompletnie irracjonalne. – Gabriel ujął ramiona Ainy i obrócił ją przodem ku sobie, tak że dziewczyna spojrzała się mu prosto w oczy.

- Tak samo irracjonalne jest twoje przekonanie na temat tego, że moje uczucia w stosunku do siebie są tylko iluzją. – Strzał w dziesiątkę, pomyślała dziewczyna, widząc nagłą zmianę, jaka zaszła na twarzy Gabriela. Wreszcie zrozumiał, co Aina chciała mu przekazać przez cały ten czas. Wreszcie jej uwierzył.

- Naprawdę mnie kochasz? – spytał się rozedrganym od emocji głosem, ujmując twarz dziewczyny w swoje dłonie.

- Oczywiście, że tak, głuptasie. – zaśmiała się Aina. – Kochałam cię od samego początku. Po prostu nie od razu zdałam sobie z tego sprawę.

Tyle Gabrielowi wystarczyło. Z uśmiechem na ustach nachylił się ku Ainie, po czym pocałował ją. Bogini bez wahania odpowiedziała na ten pocałunek, obejmując Gabriela i przysuwając go bliżej siebie. Trwali w tym pocałunku jeszcze przez chwilę, nim nie zabrakło im tchu.

- Przysięgam, że już nigdy cię nie zostawię. – powiedział po chwili Gabriel. Trzymał Ainę w swoich objęciach blisko siebie. – Już na zawsze będziemy razem.

Aina uśmiechnęła się łagodnie, wtulając się z radością w Gabriela.

- O czym innym nie marzę.


No i nastał koniec kolejnego opowiadania :) Zakończenie wyszło nieco słodkawe, ale taki był właśnie mój zamiar od samego początku.

Zamierzam się teraz zająć zakończeniem „Deux Ex Machina: Witch Hunt" oraz „Black Swan". Następne w kolejności jest „Lux Aeterna". A potem zajmę się – najpewniej – „Someone Stronger", „Hunter" i być może jeszcze „Behind Blue Eyes". W międzyczasie opublikuję też zapewne przynajmniej dwa nowe opowiadania. A tymczasem… dziękuję tej małej (ale jednak istniejącej) grupce osób, która czytała to opowiadanie, i tradycyjnie zapraszam do zapoznania się z innymi opowiadaniami mojego autorstwa.