Rozdział 3
Rankiem czwartego dnia obudził się jedynie z wypełniającą żołądek wodą i kilkoma znalezionymi obierkami. Myśl o drugiej misce, tej z psim jedzeniem, była prawie kusząca. Prawie. Nie zamierzał tego nawet tknąć.
Harry źle spał. Zwinięty w kulkę w miejscu, gdzie tylna strona ogrodzenia była osłonięta przed wiatrem, przyciągnął kolana do klatki piersiowej i oplótł się ciasno ramionami. Jego lewe ramię wciąż bolało, jakby zostało przypalone, a kostka była fioletowa i spuchnięta, tak jak i palce. Nie mógł ich zgiąć. Bolała go również głowa i żałował, że nie może wejść na chwilę do środka i się rozgrzać. Jednak noc minęła i nie było żadnego znaku, iż wujostwo pamięta, że jest tutaj, na dworze.
Kiedy słońce wzeszło, pokuśtykał do misek, gdzie wypił wodę, którą wycisnął w nocy ze swojej koszulki. Mrówki przypełzły do drugiego naczynia i pokryły brejowatą masę czarnym rojem. Odwrócił szybko wzrok, nie chcąc zwymiotować. Ta odrobina wody, którą zaoszczędził, niezbyt dobrze wpływała na jego żołądek - nie była wystarczająco czysta. Był głodny, zmęczony i bardziej samotny, niż kiedykolwiek w swoim życiu.
oOoOo
Późnym popołudniem tego samego dnia w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart Albus Dumbledore siedział za biurkiem i spoglądał znad krawędzi swoich okularów na najnowszy nabytek kadry nauczycielskiej. Severus Snape oddał mu spojrzenie z miną, która wyrażała jedynie niezadowolenie. Miał skłonność do przybierania jej, gdy czuł się niepewny, a także gdy był poirytowany lub znudzony.
— Jesteś najnowszym członkiem elitarnej grupy — powiedział mu Dumbledore tak, jakby jeszcze o tym nie wiedział. — Tutejszy personel jest niezrównany i ośmielę się uważać, że dobrze się w nim odnajdziesz. Bardzo doceniam fakt, że zgodziłeś się przyjąć stanowisko mistrza eliksirów, Severusie.
— Oczywiście, Dyrektorze. — odpowiedział, zachowując neutralny ton.
W rzeczywistości nie miał wyboru. Mimo uniewinnienia z wszelkich zarzutów lata temu, nadal mu zbytnio nie ufano i ciężko było mu znaleźć pracę, w której mógłby wykorzystać swoje umiejętności. Co prawda mógłby sprzedawać eliksiry własnego wyrobu i zrobić na tym niezły biznes, ale w tym momencie nie byłoby to zbytnio lukratywne. Nie będzie to dochodowe, dopóki nie zdobędzie pewnej renomy. Renomy, którą mógłby zdobyć w Hogwarcie.
Dumbledore uśmiechnął się.
— Proszę, nazywaj mnie Albusem. Oczywiście będziesz miał prywatny apartament i dostęp do każdego skrzata domowego, jakiego będziesz potrzebował. Teren wokół zamku jest do twojej dyspozycji, jak i wszystkie jego udogodnienia. Jak już wspominałem, oprócz nauczania będziesz pełnił funkcję opiekuna Slytherinu. Myślę, że nie będzie to wymagało od ciebie zbyt wielkiego wysiłku. Istnieje harmonogram dyżurów weekendowych w okresie szkolnym. Możesz opracować ze swoimi kolegami, jak najlepiej wdrożyć go w życie — przerwał, a jego błękitne oczy zaiskrzyły za szkłami okularów.
Severus powstrzymał westchnienie. Znał tego człowieka zbyt dobrze, a iskrzenie tego rodzaju nigdy nie wróżyło niczego dobrego.
— Tak?
Z czułym uśmiechem, Dumbledore kontynuował:
— Stwierdzisz, że żądam niewiele za twoje wynagrodzenie. Dobrze zarządzanej klasy, umieszczenia wiedzy w głowach uczniów, zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim mieszkańcom zamku… i jednej, małej rzeczy.
Spojrzenie Severusa stało się jeszcze groźniejsze. I oto przeszli do meritum. Ta „jedna mała rzecz" będzie prawdopodobnie całkowitą zmorą jego istnienia. Cóż, jeśli będzie to coś ponad jego siły, odmówi. Po chwili, którą dał sobie na przygotowanie, zapytał:
— Co to jest, Albusie?
— Harry Potter.
— Co? — Severus potrząsnął głową zdezorientowany. — O czym ty mówisz? Co ja niby mam z nim wspólnego? On nie może mieć więcej niż sześć, siedem lat. Nie jest uczniem.
— Właśnie skończył siedem lat, Severusie.
Prawdę mówiąc, mężczyzna wiedział dokładnie, ile chłopiec miał lat. Mógłby to obliczyć nawet co do godziny, jeśli byłoby to potrzebne. Miał na to czas w doprowadzających do szału miesiącach pomiędzy jego krótkim spotkaniem z Lily i jej późniejszym małżeństwem, zawartym w tempie ekspresowym z tym idiotą Jamesem. Jednak nieważne jak policzył lub obliczył, wynik zawsze był ten sam. Szczeniak był Jamesa, nie jego.
Dyrektor kontynuował:
— Żyje ze swoimi krewnymi. Z siostrą Lily, która jest mugolką oraz z jej mężem i ich synem. — Dumbledore przerwał jeszcze raz. — Znasz ich?
— Niezbyt dobrze — przyznał Severus. Chociaż znał Lily, odkąd byli dziećmi, nie obchodziła go wtedy jej siostra i był pewny, że uczucie było odwzajemnione. — Nie sądzę, by pasowali do naszego świata.
— Masz rację. Wszystko jest w porządku, jednak mam na miejscu kilka zaufanych osób, które mają oko na podejrzaną działalność w okolicy. Informują mnie, jak chłopiec sobie radzi.
— To wszystko jest bardzo interesujące — powiedział z szyderczym uśmieszkiem Severus, zakładając ręce.— Sądzisz, że możemy przejść do „jednej, małej rzeczy", o którą chcesz mnie poprosić?
— Tak, oczywiście. — Dumbledore wziął cukierek z wypełnionego nimi, stojącego na samym środku biurka naczynia, i ssał go przez moment. Severus odmówił przyjęcia jakichkolwiek łakoci. — Każdego lata strażnicy są obecni na miejscu przez tydzień lub dwa, czasem dłużej. Jako najmłodszego członka zespołu proszę cię, żebyś sprawdził, co u Harry'ego, czy bariery, które umieściłem, są aktywne i czy chłopiec dobrze się czuję.
— Chcesz, żebym sprawdził, co się dzieje z Harrym Potterem.
— Tak.
— Bym upewnił się, że czuje się dobrze.
— Tak — Dumbledore uśmiechnął się do niego ciepło.
Severus nie zrewanżował się tym samym. Westchnął za to, nie fatygując się, by ukryć irytację.
— I co ja niby mam zrobić, gdyby okazało się, że nie jest z nim „dobrze" lub bariery zostały naruszone?
— Zostawię to twojej decyzji, mój chłopcze.
— Cudownie — powiedział z innym dramatycznym westchnięciem. — Kiedy warta w pilnowaniu chłopca ma się rozpocząć?
— Jutro. — Na widok miny młodszego czarodzieja, dodał pośpiesznie: — Nie musisz go sprawdzać codziennie, Severusie. Raz czy dwa razy w tygodniu w zupełności wystarczy.
— Mimo tego nie będzie wiele do zgłoszenia.
— Zrozumiem. Jednak proszę, byś zaczął przed końcem tygodnia.
Severus nie widział chłopca, odkąd ujrzał go jako dziecko w ramionach matki. Nie chciał go zobaczyć. Przypływ zazdrości przy ich pierwszym spotkaniu, gdy wstrząśnięty ujrzał czarne włosy Jamesa nad cudownymi, zielonymi oczami Lily, było czymś więcej niż mógł znieść. To powinno być jego dziecko. Lily powinna być z nim, a nie z tym… aroganckim, zadzierającym nosa głupcem! Automatycznie powstrzymał swój gniew i skinął głową.
— Oczywiście. Zobaczę, co u niego, jeszcze przed końcem tygodnia.
