Rozdział 5
Gdy Severus aportował się do salonu w Spinner's End, kilka rzeczy zdarzyło się naraz. Najmniej ważną był na wpół zduszony pisk zaskoczonego skrzata domowego, zajmującego się swoimi obowiązkami. Skrzat — Dappin — zniknął z pokoju, by wrócić z grubym kocem, którym okrył niemal nagie dziecko trzymane przez Snape'a. To nie było takie najgorsze. Złe było jednak to, że Harry przestał oddychać.
Przeklinając w siedmiu językach, Severus wziął koc jedną ręką, a za pomocą drugiej ułożył ostrożnie Harry'ego na kanapie. Wyciągnął szybkim ruchem różdżkę i rzucił skomplikowane zaklęcie nad głową i klatką piersiową chłopca. Niebieskie światło pojawiło się nad ciałem Harry'ego, by następnie zniknąć. Ze strony siedmiolatka nie było żadnego odzewu. Kompletnie żadnej reakcji.
— Accio eliksir Revivifier*! — przywołał miksturę Severus.
Drzwi do gabinetu otworzyły się z trzaskiem i butelka półprzezroczystego, żółtego płynu popędziła w dół do salonu, wprost do wyciągniętej dłoni mężczyzny. Wlał jej zawartość do gardła chłopca, a przynajmniej starał się to zrobić, trzymając delikatnie głowę Harry'ego. Jednak eliksir wypełnił tylko usta i zaczął ściekać kącikami. Żadna jego ilość wlana w gardło chłopca nie spowodowała, że zaczął go połykać.
Severus z paniką spróbował ponownie użyć zaklęcia.
— Respiro Coactum!
Wciąż nic. Wargi Harry'ego były sine. Kontrastowały z zaczerwienioną skórą chłopca, ale w momencie, gdy Severus na niego patrzył, obie te rzeczy straciły swój kolor, przybierając trupioblady odcień. Dotknął szyję chłopca palcami i wyczuł jego słaby puls. Ale jeśli zaraz nie przywróci chłopcu oddechu… Nie przejmując się rozlanym na kanapie eliksirem — bałagan w tym momencie był mu zupełnie obojętny — przechylił ciało Harry'ego w swoją stronę, a następnie zamknął oczy i po raz trzeci uniósł różdżkę. Z najwyższą koncentracją, na jaką było go stać, wycedził przez zęby:
— Respiro Coactum!
Ponownie rozbłysło niebieskie światło, tym razem wyblakłe, ale i tak jak poprzednio nie wywarło to żadnego wpływu na chłopca. Ogromny ciężar winy pociągnął Severusa w dół, w głąb jego mrocznej części duszy. Adrenalina i wściekłość na Dursleyów wypłynęły z niego, pozostawiając go drżącego i wyczerpanego. Przygarnął chłopca do siebie i bujając go w tył i w przód, pochylił głowę nad maleńką, wklęsłą klatką piersiową. Och, gdyby poszedł na Privet Drive, kiedy tylko Dumbledore go o to poprosił! Być może stan chłopca nie byłby wtedy tak okropny. I dlaczego musiał ich aportować? Trzeba było pójść piechotą lub pojechać Błędnym Rycerzem - mógł wybrać cokolwiek innego niż aportację! Powinien wiedzieć, że to zaszkodzi chłopcu!
Merlinie, zabił dziecko.
Ból był intensywny. Nigdy nie spodziewał się, że potrafi odczuwać takie emocje. Przytłaczały go i napełniały głowę milionem samooskarżeń. Szeptał nad biednym i poobijanym ciałem:
— Och, dziecko. Harry, tak mi przykro…
OoO
Ciemność była przyjemna. Nie czuł bólu i po raz pierwszy pragnął, by czas się zatrzymał. Leżał wyczerpany, ale wiedział, że jego męka się skończyła. Nie było już ogrodu jak i znienawidzonej smyczy.
Słońce już zaszło — pomyślał.
Nie odczuwał jednak chłodu. Mógłby zostać na zawsze tu, gdzie panował spokój, a on był otulony miękką i łagodną ciemnością. Sam.
Coś szarpnęło nim raz i drugi, ale uciążliwe uczucie szybko zniknęło, więc nie zaprzątał sobie nim głowy. Tutaj, w tej ciszy, był bezpieczny.
Potem coś pojawiło się na krawędzi ciemności, ale wciąż miało ciemny kolor. Znajdował się on na granicy świadomości, zmierzając do centrum spokoju. Zakłócał ciemność niczym kamień rzucony do wody. Następnie chłopiec usłyszał wyraźnie, jak ktoś szepcze jego imię:
„Harry, tak mi przykro."
Harry, tak się nazywał. Nie szczeniak lub chłopak czy dziwak, i ktoś je wymawiał. Nikt tego nie robił od czasu… gdy pozwolono mu pójść do szkoły i zawołała go tak panna Egglestrom. W pierwszej chwili, gdy nazwała go Harrym, nie wiedział, że mówi do niego do czasu, gdy przykucnęła przy nim i zapytała, czy ma problem ze słuchem. Nie miał, ale powiedziała jego wujkowi i ciotce, że powinni przebadać mu wzrok. Postarała się również, by dostał okulary. Po tym wydarzeniu zerkał na nią cały dzień.
Ten głos w ogóle nie brzmiał jak panna Egglestrom. Był niższy, ochrypły i jakby smutny. Kto mógł wymawiać jego imię?
Chciał otworzyć oczy i zobaczyć, kto go woła, ale nie mógł. Jego powieki były jakby sklejone. Klatka piersiowa zaczęła go boleć i czuł się tak, jakby ktoś na nim siedział. Nie mógł oddychać! Ciemność już go nie pocieszała. Teraz przypominała ona mu krewnych i uczucie duszności, jakie panowało w komórce. Nie było jednak światła dobywającego się spod drzwi. Nie było żadnych drzwi!
Ogarnęła go panika i wiatr niczym huragan przetoczył się po ciemności. Chciał oddychać. Chciał widzieć. Niespodziewanie ogarnęło go ciepło, które wniknęło w mięśnie i w kości. Usłyszał bicie swojego serca i poczuł roztaczającą się w pobliżu woń kulek na mole. Przez jedną boleśnie długą chwilę serce przestało mu bić, a następnie wraz z powrotem ciepła zaczęło ponownie pracować.
Z lekkim westchnięciem otworzył oczy.
Obcy mężczyzna trzymał go owiniętego w koc, od którego było czuć kulki na mole. Człowiek miał zamknięte oczy, niemal przysłonięte przez długie, czarne włosy, tak ciemne jak jego własne. Jego usta wciąż się poruszały i Harry'emu zajęło chwilę, aby zorientować się, że wymawia on w kółko jego imię. Zanim jeszcze skończył tą myśl, mężczyzna otworzył szeroko oczy i popatrzył na niego.
Nie wolno mu było patrzeć na twarze innych osób, więc natychmiast odwrócił wzrok, ale człowiek nie nawrzeszczał na niego za ten występek. Starał się również wyplątać z koca, by móc wrócić na podłogę. Wiedział, że innym ludziom nie wolno go tak dotykać i z pewnością nie uzyskał zgody na to, by siedzieć na kanapie. Jednak każdy ruch sprawiał mu tyle bólu, że zdołał jedynie wziąć głęboki wdech, nim dopadły go zawroty głowy.
Mężczyzna zacisnął uścisk, przez co ból, który odczuwał Harry stał się jeszcze dotkliwszy, ale nie zamierzał płakać! Płacz sprawiłby, że wszystko stałoby się jeszcze gorsze. Wuj Vernon zakazał mu tego robić, chociaż Dudley mógł płakać, kiedy nie otrzymywał swojej trzeciej porcji puddingu. Chłopiec przestał się wyrywać, ponieważ wydawało się, że tego pragnie człowiek.
— Harry? — spytał, łagodnym głosem.
— Tak, proszę pana? — szepnął w odpowiedzi. Wymówił te słowa z trudnością. Jego język był odrętwiały. Nie licząc węża, nie rozmawiał z nikim od wielu dni, od czasu, gdy…
— Chwała Merlinowi. — Człowiek odchylił się do tyłu, kontynuując: — Zamierzam zanieść cię na górę, dobrze? W łóżku będzie ci wygodniej i będziemy mogli zobaczyć tam twoje urazy. Rozumiesz?
— Tak, proszę pana. — Nie wiedział, gdzie jest i nie był do końca pewny, czy to nie sen.
Człowiek wstał i Harry musiał przygryźć dolną wargę, by nie krzyczeć. Poczuł krew — ciepłą i gęstą, tak inną od resztek płynu, który pozostał mu na języku. Przełknął konwulsyjnie, wtedy też jego ciałem targnął kolejny drobny wstrząs. To spowodowało, że do jego oczu napłynęły łzy. Wściekły zamrugał, odganiając je.
— Wszystko w porządku, Harry. To tylko kilka kroków. Jest dobrze — powiedział mężczyzna. Jego głos był teraz łagodniejszy — kojący.
Potem został położony na miękkiej, suchej powierzchni — łóżko? — a nad głową miał coś, co mógł uznać za jasnoniebieski sufit z mglistymi, białymi kształtami, które mogłyby być chmurami, jeśli tylko zmrużył oczy. Wciąż leżał, gdy mężczyzna zabrał mu koc. Nie poruszył się nawet wtedy, gdy jego ubrania zniknęły, utrzymał swój wzrok na suficie. Ledwo przyszło mu do głowy, dlaczego człowiek nie musiał ściągnąć jego koszulki przez głowę, żeby ją usunąć.
Było mu teraz zimno. Zadrżał i spróbował owinąć ramiona wokół siebie. Zapoczątkowało to kolejną falę bólu. Odwrócił głowę w samą porę, aby uniknąć zwymiotowania na siebie. Zamiast tego wymiociny, woda z krwią oraz żółty płyn, wylądowały na łóżku.
— Przepraszam, proszę pana — wychrypiał Harry, gdy złapał na tyle oddechu, by móc to zrobić. — Przepraszam.
— Spokojnie — powiedział mężczyzna. Chwycił chłopca za ramiona i przekręcił go na bok. Wsunął jeden smukły palec do ust siedmiolatka i delikatnie wytarł ich wnętrze, pozbywając się ohydnego posmaku, jaki czuł Harry. — Wszystko jest w porządku.
Harry zamknął oczy, zbyt zmęczony, aby podziękować mężczyźnie.
— Harry — wzywał go mężczyzna. — Nie zasypiaj.
Ale chłopiec był senny i czuł, że spada z powrotem do przytulnej ciemności.
Kiedy Harry ponownie zapadł w sen, Severus zastanawiał się, czy go obudzić za pomocą eliksiru i utrzymywać przytomnego. Pomimo cudownej poprawy stanu zdrowia chłopca, która nastąpiła dzięki jego magii, Severusowi nie podobały się jego szkliste i rozszerzone źrenice ani dreszcze, które dręczyły biednego chłopca mimo tego, że wielokrotnie rzucał zaklęcia rozgrzewające na materac i koce. W końcu zdecydował się go nie budzić. Znacznie łatwiej było mu umyć i opatrzyć chłopca, gdy ten spał.
Severus nie odważył się również użyć mikstur uspokajających i uśmierzających ból, ponieważ nie wiedział, jak wiele eliksiru Reviver zdążyło przeniknąć do organizmu chłopca. W połączeniu z jedną z dwóch pozostałych mikstur, mógł wpłynąć fatalnie na tak małe ciało. Jednym szybkim ruchem różdżki usunął wymiociny.
W ciągu kilku następnych minut, Severus rzucił wiele zaklęć monitorujących, które kontrolowały oddychanie, bicie serca, temperaturę i poziom świadomości, a następnie rozpoczął długi proces leczenia chłopca. Zaczął od czaru diagnostycznego, który spowodował u niego lekkie mdłości, gdy lista urazów i chorób przebytych przez Harry'ego ciągnęła się w nieskończoność… Wtedy też przywołał kolejne dwa eliksiry i poprosił skrzata domowego, by przyniósł mu kuferek z zapasem leczniczych mikstur. Korzystał z niego przez dwa lata, gdy był śmierciożercą i kolejne dwa, gdy szpiegował dla Jasnej Strony, długo przed tym nim Czarny Pan zniknął. Poza zawodowymi uzdrowicielami, złożył więcej kości i wyleczył większą ilość oparzeń, stłuczeń i przekleństw niż dowolnie wybranych sześciu czarodziejów w Wielkiej Brytanii razem wziętych.
Po trzech zaklęciach czyszczących, chłopiec wciąż nie pachniał zbyt przyjemnie, a skórę miał ciemną z brudu, ale przynajmniej jego rany zostały oczyszczone i potraktowane eliksirem przyśpieszającym gojenie. Następnym krokiem było przywołanie miski z ciepłą wodą i stosu miękkich ręczników, by umyć siedmiolatka. Woda stała się szara zaledwie po kilku zanurzeniach materiału i Severus musiał przywołać jej więcej. Szorował miejsca za uszami chłopca — które wyglądały tak, jakby nigdy nie były potraktowane mydłem — i między palcami. Umył również każdy inny zakamarek ciała dziecka. Severus mógł policzyć jego żebra, niezależnie od tego czy chłopiec leżał na plecach, czy brzuchu. Potrząsnął głową na tak oczywistą oznakę długotrwałego niedożywienia i zaniedbania. Nie była to jedyna zbrodnia popełniona na dziecku.
Kiedy skończył, odesłał miskę i ręczniki, zastanawiając się, za co się teraz wziąć. Zmarszczył brwi, patrząc na zgruchotane palce, złamaną rękę i kostkę z zerwanymi wiązadłami. Wszystkie te urazy zaczęły się już goić. Nie były niczym groźnym dla tak młodego człowieka, ale żadne z nich nie zostało odpowiednio opatrzone. Kości musiały zostać ponownie złamane, a kostka… Musiał być z nią ostrożny, bo w innym wypadku chłopiec będzie utykał do końca życia i żadne czary tego nie cofną.
Z miękkim westchnięciem Severus rzucił na chłopca urok, by ten zapadł w głębszy sen. Nie chciał, żeby ten obudził się z powodu bólu, jaki mu zaraz zada. Po tym, jak zastosował na rękę Harry'ego maść znieczulającą, wykonał ruch różdżką i wymamrotał zaklęcie — była to jedna z klątw, których nie używał od czasów, kiedy był śmierciożercą. Kości w palcach chłopca trzasnęły, gdy zostały ponownie złamane, a później przemieszczone, by z powrotem mogły zostać złożone. Zrobił to ostrożnie, krzywiąc się z powodu chudości ręki dziecka. Mógł poczuć każde jego ścięgno, a palce siedmiolatka były niczym wątłe gałązki. Gdy paliczki zostały nastawione, Severus kontynuował metodycznie swoją pracę, rzucając to samo zaklęcie wciąż i wciąż na rękę chłopca. Nadal był niechętny, by zastosować takie eliksiry jak Szkiele-Wzro. Następnie użył maści na oparzenia i innej, na wysypkę, którą miał chłopiec. Kolejna została nałożona na ugryzienia pozostawione przez najróżniejsze insekty i pająki — czerwone punkciki pokrywały całe ciało chłopca. Ostatnią maść nałożył na siniaki znajdujące się na plecach, nogach i twarzy Harry'ego. Jeszcze tylko rzucił trzykrotnie Contagio Inverio, by wyeliminować różne infekcje i w końcu mógł zająć się kostką chłopca. Owinął ją miękkim i elastycznym bandażem, nie chcąc się brać za tak poważne zadanie bez odpoczynku.
Harry oddychał teraz głębiej, a jego powieki drżały. Ciemne rzęsy odcinały się od bladoróżowych policzków. Był tak niewinny, tak mały, jakby miał trzy lub cztery lata zamiast siedmiu. Przy trójkątnej, elfiej twarzy znajdował się okropny łańcuch, który został owinięty na szyi chłopca przez mugola. Musiał zniknąć. Teraz.
Szereg ogniw, każdy wielkości dużego paznokcia, przecięły skórę chłopca i wbiły mu się w ciało. W niektórych miejscach strupy otoczyły metal, uniemożliwiając ściągnięcie obroży bez poważnego pokiereszowania szyi siedmiolatka. Severus zerknął na jego czoło - Harry miał już i tak o jedną bliznę za dużo.
Powoli, z cierpliwością o jaką nigdy by siebie nie posądził, usuwał, ogniwo po ogniwie, obrożę z szyi Harry'ego. Z rany leniwie sączyła się krew. Chłopiec był zbyt odwodniony, by płynęła intensywniej. Po łamaniu kości i wcieraniu maści, Severus był zaskoczony, że ten zabieg powoduje, iż chłopiec jęczy i próbuje odtrącić jego ręce.
Mężczyzna zaczął mówić, cichym, spokojnym tonem, którego mógł użyć w stosunku do rannego ptaka. Łagodne, niemające znaczenia słowa, które miały na celu jedynie uśmierzyć ból. Wydawało się jednak, że chłopiec go słucha i uspakaja się pod ich wpływem.
W końcu zrobił to — usunął ostatnie ogniwo wbite w skórę chłopca. Otworzył zamek i zdjął obrożę, a potem uzdrowił rany, które jeszcze zostały i wytarł pot z czoła, sprawdzając wyniki swojej pracy. Szybkie zaklęcie Tempus ujawniło, że zajmował się chłopcem niemal cztery godziny. Był tak zmęczony, jakby przez ten cały czas prowadził intensywny pojedynek. Usiadł padnięty na krawędzi łóżka, tuż przed tym jak przywołał jedną ze swoich nocnych koszul. Zmniejszył ubranie i założył je ostrożnie na Harry'ego, uważając na jego niedawno uzdrowione kończyny. Nawet zmniejszona koszula wisiała na chłopcu, sprawiając, że wyglądał jak lalka. Severus podczas cichego ślubowania obiecał sobie, że odpłaci się Dursleyom za okazaną dziecku dobroć. Położył ostrożnie siedmiolatka do łóżka i przykrył go jednym z grubszych koców.
Zagłębił się na dłuższy moment w swoich myślach. Chciał zostawić chłopca w tym głębokim śnie przez jeszcze jakiś czas, by mógł zregenerować siły, ale wiedział, że Harry potrzebuje płynów. Na jedzenie przyjdzie jeszcze czas - prawdopodobnie nie jest stanie przyjąć zbyt wielkiej ilości pokarmu, gdyż jego żołądek jest uszkodzony. Mógłby jednak podać mu rozwodnione mleko i jakiś rosół. Minęło również wystarczająco dużo czasu, by eliksir Reviver został usunięty z ciała chłopca, więc porcja eliksiru przeciwbólowego nie powinna stanowić problemu.
Czekając na powrót Dappina, któremu wydał wcześniej polecenia, sprowadził Harry'ego za pomocą zaklęcia z głębokiego snu do granicy świadomości. Położył dłoń na zranionym ramieniu chłopca, by nie dopuścić do żadnych gwałtownych ruchów, gdyby ten obudził się przestraszony.
* Eliksir służący do przywracania świadomości.
** Zastępczy oddech. Działa jak usta-usta.
