Rozdział 6

Wszystko go bolało. Ręce, dłonie, plecy i ramiona. Jego szyja… o Boże. I jego kostka, ta na której stanął przyjaciel Dudleya, pulsowała bólem. Nie pierwszy raz chłopiec rozważał, czy warto się budzić. Śnił jednak o palącym słońcu i wężu, który szeptał do niego w ciemności. Zwinął się on dookoła jego szyi i zacieśniał swój uścisk mocniej i mocniej, aż siedmiolatek nie mógł oddychać.

Nie chciał już śnić, a i tak był już przyzwyczajony do bólu. Zdecydował się stanąć naprzeciwko tego, co go czeka. Obudził się, czując delikatny uścisk na ramieniu i usłyszał delikatne oraz zachęcające słowa. Gdy otworzył oczy, ujrzał siedzącego przy nim mężczyznę. Chłopiec ledwo mógł dostrzec jego twarz, wciąż na wpół ukrytą za kurtyną sięgających do ramion czarnych włosów. Człowiek wyglądał na zmęczonego, a jego usta były zaciśnięte w wąską linię.

Chłopiec pośpiesznie odwrócił wzrok i spojrzał na chmury na suficie.

Chwilę później mężczyzna pomógł mu usiąść, kładąc duże poduszki pod jego plecy. Bardzo go bolało – kości ocierały się o siebie, a stłuczenia piekły. Wiedział jednak, że nie może wydać z siebie żadnego dźwięku. Wuj Vernon nie lubił narzekania, nawet najdrobniejszego. Zanim zdążył złapać oddech, mężczyzna przytknął mu do ust cienką, szklaną butelkę.

— Pij — powiedział mężczyzna. Jego głos był łagodny i cichy, podobny do tego, którego użył wcześniej. — Pomoże ci na ból.

Chłopak zacisnął usta i pokręcił głową, nim całkowicie ją obrócił. Znał grę.

— Otwórz usta — powiedział. W jego głosie pojawił się ślad irytacji.

Dreszcz strachu przeszył chłopca, ale wiedział, że lepiej nie pić żadnych oferowanych mu napojów, gdy źle się czuł. Ostatni raz, gdy ciocia Petunia kazała mu coś wypić, dała mu żółty płyn, który pachniał cytrynami i sprawił, że paliło go gardło i żołądek. Był chory przez kilka dni, ale nie pozwolono mu zostać w domu. Zasłużyłem na to — tak myślał. Ciotka również tak twierdziła. Ponownie pokręcił głową, mając nadzieję, że człowiek nie uderzy go za jego impertynencję, ale mimo tego skulił ramiona, oczekując na cios.

Mężczyzna przez dłuższy czas milczał, by następnie zabrać butelkę.

— Wezmę pierwszy łyk, dobrze?

Harry zaskoczony spojrzał na niego i powoli skinął głową. Patrzył, jak mężczyzna przystawia butelkę do ust i wypija duży łyk gęstego, błękitnego płynu. Po połknięciu podniósł naczynie, by chłopiec zobaczył dokładnie, że poziom cieczy był zdecydowanie niższy.

— W porządku?

Harry skinął głową, wciąż spoglądając na butelkę, i człowiek ponownie przytknął ją mu do ust. Tym razem przed wypiciem zerknął na twarz mężczyzny. Wyraz, który się na niej jawił nie był mu znany, przynajmniej nigdy nie był on skierowany do niego. Ciotka Petunia spoglądała tak na Dudleya, gdy jej „Dudziaczek" spadł z roweru, a ona opatrywała mu otarte kolana.

Harry nie był pewny, czy dobrze interpretuje to spojrzenie, ale gdy mężczyzna przechylił naczynie, żeby mógł się napić, wziął łyk. Lekarstwo miało smak kredy, a jednocześnie było w pewien sposób gorzkie. Przełknął je szybko i wzdrygnął się na smak, ale nie paliło go ani w żaden inny sposób mu nie zaszkodziło, więc wziął kolejny łyk, nim odsunął butelkę. W jednej chwili ból zniknął z większości jego ciała, chociaż żołądek wciąż był obolały z głodu.

Zaskoczony jeszcze raz spojrzał na człowieka. Zrobił to w odpowiednim momencie, by ujrzeć cień uśmiechu na jego wargach.

— Lepiej? — zapytał mężczyzna.

— Tak, proszę pana. Dziękuję, proszę pana — powiedział Harry, opuszczając głowę. Jednak spoglądał na niego spod grzywki, by widzieć, co człowiek zrobi następnie.

Mężczyzna odłożył lekarstwo i podniósł kubek z czymś, co wyglądało jak mleko.

— Mogę sobie wyobrazić, że czujesz się lepiej — powiedział. — To jest mleko z niewielką ilością wody. To pomoże usunąć smak mikstury. Rozumiesz?

— Tak, proszę pana.

Harry sięgnął po naczynie, ale jego ręka się trzęsła. Człowiek przytrzymał kubek, choć nie sprzeciwił się, gdy dłonie chłopca również go dosięgły. Mleko było zimne i kojące, gdy je przełknął. Najprawdopodobniej było najlepszą rzeczą, jaką kiedykolwiek skosztował. Pił je tak szybko, jak mógł, bojąc się, że mężczyzna spróbuje mu je odebrać. Jego ręce zaciskały się na kubku przy każdym łyku.

— Spokojnie, Harry. Nie tak szybko, bo później zwymiotujesz.

Harry. Nazywał się Harry. Spojrzał na człowieka spod wpół przymkniętych powiek, mrużąc odrobinę oczy, by zobaczyć wyraźniej jego twarz. Mężczyzna nie wyglądał na niezadowolonego, ani nie wyglądało na to, że ma zamiar zabrać mu mleko, jednak Harry nie poluzował uścisku na kubku. Wkrótce był on pusty.

— Dobrze — powiedział mężczyzna. Kubek dołączył do butelki po „eliksirze" na szafce przy łóżku. — Dajmy twojemu żołądkowi kilka minut na przyzwyczajenie się, nim dostaniesz coś więcej.

— Tak, proszę pana.

Harry skubał kołdrę, która zsunęła mu się na kolana. Zauważył, że jego ręce były wyjątkowo czyste. Nie były tak czyste od dłuższego czasu. Koszula nocna, którą miał na sobie, była bardzo miękka i nie miała żadnych dziur ani rozdarć. Zastanawiał się, kto z niej wyrósł. Musiał rosnąć naprawdę szybko, by zostawić ją w tak dobrym stanie dla użytku Harry'ego. Czyżby człowiek miał syna takiego jak Dudley?

Mężczyzna obserwował go. Harry zawsze mógł stwierdzić, kiedy jest obserwowany, ponieważ czuł dokuczliwe kłucie na karku. Nie lubił tego, ale wiedział, że najlepszą rzeczą jaką mógł zrobić było udawanie, że nic nie zauważył. Przebiegł palcami po szwach kołdry i zaczął liczyć kolorowe kawałki materiałów, z których się składała. Doliczył się ośmiu trójkątów w różnych kolorach i sześciu kwadratów, nim człowiek podniósł coś nowego ze stolika. Harry kątem oka zauważył, że tym razem była to miska.

— Rosół — wyjaśnił mężczyzna, trzymając naczynie bliżej twarzy Harry'ego. Zanurzył w nim łyżkę i podsunął ją do ust chłopca.

Harry cofnął się, w jego oczach było widać przerażenie.

— Proszę pana?

Kącik ust mężczyzny drgnął.

— Zatem nie potrzebujesz pomocy przy jedzeniu?

— Tak, proszę pana!

— Bardzo dobrze. — W oczach mężczyzny pojawił się błysk, gdy odwrócił się na chwilę, mówiąc: — Dappin.

Pop!

Mała, pomarszczona istota pojawiła się nie wiadomo skąd. Harry sapnął, wpatrując się w jej zwisające uszy i duże, wyłupiaste oczy w kolorze błękitu. Dappin był całkowicie łysy i nosił niebieską tkaninę wykończoną srebrnym wzorem. Była zawiązana na jednym ramieniu i sięgała mu do kolan.

Czy to jego piżamę dostałem? Jest ładniejsza niż ta, którą nosi Dappin — pomyślał Harry.

— Przelej rosół do kubka — powiedział mężczyzna — tak byśmy mieli mniejsze szanse na rozlanie go.

Uszy istoty klapnęły o siebie, gdy ta energicznie pokiwała głową. Gdy mówiła, można było ujrzeć jej spiczaste zęby.

— Tak, panie Snape. Dappin przyniesie kubek, panie. — Dappin wziął miskę z rąk „pana Snape'a" i zniknął z kolejnym cichym pyknięciem.

— Co…? — Harry przerwał swoje pytanie i skulił się z grymasem. Nie wolno było mu zadawać pytań.

Wydawało się, że człowiek doskonale wie, o co chciał zapytać i nie jest zły na niego za to, że próbował się czegoś dowiedzieć. Czasami nawet wuj Vernon darował mu jeden błąd.

— Dappin jest moim skrzatem domowym. Sprząta, gotuje i zajmuje się domem.

Harry przygryzł wargę. Domyślał się, że był teraz skrzatem domowym mistrza Snape'a. Zanim mógł się upewnić, Dappin wrócił do pokoju z dużym, zielonym kubkiem w swoich długich palcach. Podał naczynie mistrzowi Snape'owi, który przystawił je do ust Harry'ego, pozwalając, by ten je objął. Rosół ogrzał kubek, ale nie na tyle, by poparzył dłonie chłopca. Z pomocą mistrza Snape'a z wdzięcznością pił zupę.

Słony bulion o smaku kurczaka uśmierzył ból gardła i jeszcze bardziej rozgrzał mu brzuch. Po niedługim czasie jego żołądek był nieprzyjemnie pełny i musiał odsunąć kubek.

— Dziękuję, panie Snape — powiedział, sądząc, że tak samo odpowiedziałby Dappin na jego miejscu.

Znowu był senny. Jego powieki były ciężkie i po każdym mrugnięciu zmuszał się, by ponownie otworzyć oczy.

Pan Snape zabrał mu kubek. Jego głos był łagodny, gdy przemawiał:

— Dobrze się sprawiłeś, Harry. Wracaj teraz do snu.

Harry'emu nie trzeba było powtarzać dwa razy. Obrócił się na bok w ciepłym, miękkim łóżku i przycisnął kolana do klatki piersiowej. Natychmiast po tym zapadł w sen. Lubił być skrzatem domowym pana Snape'a.

OoO

Po tym jak chłopiec zapadł w sen, Severus obserwował go przez chwilę, upewniając się, czy jest mu wygodnie i czy dobrze się czuje. Odsunął zbłąkany kosmyk włosów z czoła chłopca, który opadał mu na oczy. Westchnął, gdy twarz Harry'ego ściągnęła się tak, jakby krzywił się z powodu dotyku. Oczywiście, był maltretowany i nie dostrzegał w kontakcie fizycznym komfortu. Po tym, jak Harry z nieufnością przyjmował oferowane napoje i zwracał się do niego z pełnym szacunkiem, nawet gdy cierpiał, Severus miał ogólne pojęcie, jak wyglądało życie chłopca u Dursleyów. Niestety okoliczności takiego znęcania się nie były mu obce.

Czym więcej myślał o dziecku i o tym, co zaobserwował, tym bardziej jego wściekłość na Dursleyów była hamowana przez to, że Dumbledore musiał o wszystkim wiedzieć. Czyż nie powiedział, że chłopiec jest obserwowany przez zaufanych ludzi, którzy składają mu raport? Kim byli ci obserwatorzy? – zastanawiał się Severus. Ilu z nich zdążyłbym udusić, zanim trafiłbym do Azkabanu?

On i jego nowy pracodawca przeprowadzą na ten temat poważną rozmowę. A jeśli odpowiedzi dyrektora nie będą zadowalające… Cóż, wtedy zdecyduje, co zrobić, ale jego związek z Dumbledore'em będzie co najmniej napięty.

Chłopiec nie pytał, gdzie się znajduje i był mało zainteresowany swoim otoczeniem. Wyjątkiem była zawartość oferowanej butelki i kubka oraz pojawienie się skrzata. Jeśli miał być szczery, taka apatia go martwiła. Chłopiec nadal był w szoku? Czy może skutki znęcania się były tak poważne, że nawet Severus nie mógł sobie z nimi poradzić?

Tak czy inaczej, były one bardzo poważne.

Teraz, kiedy najgorsze urazy Harry'ego zostały opatrzone, powinien przenieść chłopca do Hogwartu. Zakładał, że jego rozmowa z Dumbledore'em nie pójdzie tak łatwo. Następnie pani Pomfrey może zająć się dzieckiem, a dyrektor zaoferuje mu swoje mądrości, jeśli Harry w ogóle będzie ich potrzebował. Severus będzie zaś przygotowywać się do swojej pierwszej kadencji jako profesor.

Być może.

Po poinformowaniu Dappina, by pilnował chłopca i rzuceniu zaklęcia, które poinformuje go, jeśli Harry się obudzi, ruszył do salonu, aby połączyć się z Albusem za pomocą sieci Fiuu.