Rozdział betowała partofforever

Rozdział 10

Severus wrócił na parter i przeszedł przez jadalnię. W tym samym czasie starał się ponownie odzyskać kontrolę nad swoimi emocjami. Nie był zły na chłopca, tylko na siebie. Co sobie wyobrażał, górując tak nad siedmiolatkiem, gdy oczywiste było, że ten boi się większych i potężniejszych od siebie? I to przerażenie w oczach Harry'ego, gdy Severus do niego podszedł… To uderzyło go najbardziej.

Po tym wydarzeniu wątpliwości powiększyły się jeszcze bardziej. Spędził niespokojną noc, rozmyślając nad wszystkimi rzeczami, które mogą sprawić, że ta adopcja będzie jedną wielką katastrofą. Po raz kolejny przypominał sobie, że nie ma pojęcia, jak wychowywać dziecko, szczególnie z taką przeszłością, jaką miał Chłopiec, Który Przeżył. Dręczył się tym, czy naprawdę może odłożyć na bok swój wstręt do biologicznego ojca chłopca i traktować Harry'ego jak własnego syna. Czy zacząłby żywić do niego urazę tak jak jego wujostwo? I co z samym Harrym? Chłopak nie miał pojęcia, w co się pakuje. Skąd miałby wiedzieć, skoro miał tylko siedem lat? Był taki cichy, przestraszony, a jednocześnie niemal stoicki i zrezygnowany. To było niepokojące.

Ale im więcej miał wątpliwości, tym bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że Albus ma rację. Nie mógł pozwolić, by dziecko wróciło do swoich krewnych, nawet jeśli nienawidził manipulacji starego czarodzieja, które zmusiły go do podjęcia takiej decyzji. Zastanawiał się jednak, o czym tak naprawdę myślał Dumbledore? Co by się stało, gdyby nie kochał Lily wystarczająco, by przysposobić jej syna? Czy wszystko sprowadzało się do tego, że był śmierciożercą i szpiegiem?

Żadna z tych myśli nie pomagała mu się uspokoić, więc Severus spędził kilka minut na tym, by opróżnić swój umysł. Następnie wezwał Dappina i kazał mu przynieść śniadanie na górę do pokoju Harry'ego.

— Idź później do Madam Malkin na Pokątną — powiedział do skrzata. — Harry potrzebuje odpowiednich ubrań na dzisiejszą ceremonię. Kup niebieską szatę. Niech krawcowa rzuci na nią Zaklęcie Wielkości i podejmie zapłatę z mojej skrytki w Gringocie.

— Tak, mistrzu Snape. — Malutki skrzat skłonił się i z pyknięciem aportował z kuchni.

Po kolejnej minucie chodzenia w kółko Severus nie mógł się już dłużej usprawiedliwiać przed trzymaniem się z dala od chłopca — albo śniadania — i udał się z powrotem na górę.

Harry ponownie znajdował się w łóżku, patrząc w dół na swoje dłonie, ułożone sztywno na kolanach. Wyglądał na kogoś, kto pogodził się ze szczególnie nieprzyjemnym losem. Nie uniósł nawet wzroku, gdy Severus wszedł do pokoju.

— Harry?

Chłopiec wciąż wpatrywał się w swoje dłonie, ale zgarbił się bardziej, jakby chciał się stać jeszcze mniejszy, niż był w rzeczywistości. Severus powoli podszedł do łóżka, pilnując jednak, aby nie zbliżać się na odległość mniejszą niż długość ramienia.

— Czemu na mnie nie patrzysz?

— Nie wolno mi — wyszeptał.

— Tutaj masz do tego prawo. Szczerze powiedziawszy, wolałbym, żebyś na mnie patrzył, zwłaszcza wtedy, gdy do ciebie mówię.

Ręce Harry'ego drżały, ale potem zacisnął je w pięści, by nie ujawniać strachu. A dlaczego nie miałby się ciebie bać? — pomyślał Severus. — Zwłaszcza że już na niego krzyczałeś.

— Harry, proszę. Spójrz na mnie.

Siedmiolatek niepewnie podniósł wzrok, choć jego głowa wciąż była lekko opuszczona. Jasne, zielone oczy spoglądały na niego spod niesfornej grzywki. Oczy Lily, uświadomił sobie z bólem. Oczy Lily, które nawet w najgorszych chwilach nie wyglądały na tak zmęczone. Przez co musiał przejść chłopiec, co oprócz okrutnego traktowania pozostawiło na nim takie piętno?

— Dziękuję — powiedział dziecku, a potem dodał: — Harry, przepraszam, że przestraszyłem cię wcześniej.

— Ja nie… — Chłopiec uciął swój protest i uciekł spojrzeniem. Severus poczuł przypływ gniewu na krewnych Harry'ego, którzy doprowadzili zbawiciela czarodziejskiego świata do takiego stanu.

— W porządku, Harry. — Starał się panować nad głosem, by był jak najłagodniejszy. Siedmiolatek skinął głową, ale już na niego nie spojrzał. Nerwowo zaciskał dłonie na kolanach.

Mężczyzna został uratowany przed powiedzeniem czegoś więcej przez Dappina, który pojawił się ze śniadaniem na tacy. Skrzat położył ją na stoliku przy łóżku, skąd Severus wziął jedzenie dla siebie i chłopca. Obaj dostali porcję owsianki, ale Harry miał połowę tego co on. Starszy czarodziej miał do wypicia kawę, młodszy - sok. Był również półmisek z tostami posmarowanymi cienką warstwą masła, którymi się dzielili. Świeże truskawki i jeżyny uzupełniały posiłek.

Harry pod bacznym spojrzeniem czarodzieja uniósł trzymaną oburącz szklankę z sokiem do ust. Smak musiał go zaskoczyć, ponieważ nagle spojrzał na Severusa, a później pochylił głowę.

— Co się stało? — zapytał chłopca po przełknięciu owsianki.

— Nigdy wcześniej nie piłem takiego soku, proszę pana.

— To sok z dyni — wyjaśnił. — Nie sądzę, by wielu mugoli go piło.

— Mugole, proszę pana? — Jego głos był niepewny, gdy zadawał pytania i Severus był przekonany, że to jedna z piekielnych zasad ze starego domu.

— Masz prawo do zadawania pytań, Harry — powiedział cicho. — Wolę, żebyś to robił niż żył w niewiedzy. Co do twojego pytania - mugole to osoby, które nie znają magii. Tacy ludzie jak twoi krewni, lecz także wielu innych, którzy nie wiedzą, że czarodziejski świat istnieje. Czy teraz rozumiesz?

— Tak, proszę pana. Ummm… ojcze — odpowiedział chłopiec i wypił kolejny łyk soku. Jego twarz była zupełnie bez wyrazu, ale Severus wiedział, że coś czai się pod powierzchnią.

— Czy masz jeszcze jakieś pytania?

— Tak, proszę pana. — Chłopczyk zerknął na niego. — Czy wszyscy mugole… — Knykcie Harry'ego zbielały, gdy chwycił mocniej szklankę, ale jego twarz nadal spowijała maska obojętności. Severus mógł wyczuć napięcie w maleńkim ciele dziecka.

— Co oni wszyscy, Harry? — zapytał dziecko, chociaż był pewien, co ten chce powiedzieć… albo przynajmniej tak mu się wydawało. Uważał, że siedmiolatkowi pomogłoby, gdyby wyraził swoje uczucia wobec krewnych. Gdy jednak Harry wciąż milczał i oczywiste było, że jest strapiony, kontynuował: — W pewnym sensie mugole są jak czarodzieje — powiedział. — Jedną ze wspólnych cech jest to, że nie wszyscy jesteśmy tacy sami. Niektórzy są dobrzy, inni są źli. Napotkałeś tych z drugiej kategorii. — Nie powiedział nic o swoich własnych nikczemnych wyborach dokonanych w przeszłości ani o skrajnych opiniach, jakie istniały w magicznym świecie w kwestii mugoli i czarodziei mugolskiego pochodzenia. W tej chwili nie było to istotne.

— Jeszcze jakieś pytania?

— Tak, proszę pana. — Chłopak zawahał się, walcząc sam ze sobą. Severus widział to, ale nie odzywał się. Czekał z większą cierpliwością, niż mu była dana, ale w końcu został nagrodzony: — Co to jest czarodziej?

OoO

Harry pochylił głowę, domyślając się, że nie było to odpowiednie pytanie. Jego ojciec wyglądał na zszokowanego! I nic dziwnego. Nie powinien pytać o czarodziejów. Czyż nie wiedział, że „magia" jest najgorszym słowem, jakiego można użyć? Czy wujek raz za razem nie przypominał mu, że magia jest zakazana, wynaturzona i zła, bardzo zła, niewłaściwa!

Chwilę później jego ojciec odchrząknął.

— Czarodziej to ktoś, kto może używać magii. Tak jak ja czy ty.

— Nie! — Harry podskoczył, wypuszczając szklankę i zrzucając miskę z owsianką. Podniósł się z łóżka, wciąż będąc poza zasięgiem mężczyzny. — Nie jestem! Nie mogę być. To dziwacy używają magii.

— CO?! — Ojciec również wstał i podszedł do drzwi. Harry skulił się przy wezgłowiu. Kiedy mężczyzna się odwrócił, jego twarz była czerwona, tak jak u wuja Vernona zanim zaczął bić. Dźgnął palcem w kierunku chłopca. — Nie jesteś… dziwakiem. Ja nie jestem dziwakiem. Możemy używać magii tak jak wielu innych ludzi. Czarodzieje, czarownice, nawet Dappin i inne skrzaty domowe mogą z niej korzystać. Nie wiem, co ci powiedziała… twoja rodzina, ale nie chcę już więcej słyszeć tych słów z twoich ust!

Harry skinął gwałtownie głową. Przynajmniej jedna z zasad była taka sama. „Magia" to wciąż złe słowo.

Minęło kilka minut zanim ojciec Harry'ego usiadł z powrotem, wskazując gwałtownie na rozlany sok i owsiankę. Zniknęły one w mgnieniu oka! Wszystko zostało wyczyszczone. Siedmiolatek wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilą był bałagan, po czym zamknął oczy i pochylił głowę. Nie powinien tego zobaczyć, nie powinien o tym wiedzieć. Teraz czekał ze strachem na to, co ma nadejść.

Nikt go jednak nie uderzył.

Nikt również nie krzyknął. Po chwili Harry przestać drżeć i otworzył oczy. Usiadł z powrotem po turecku na łóżku, tuż przed zagłówkiem i obserwując uważnie dłonie, ścisnął je mocno, by się nie trzęsły.

— Jedz — powiedział Severus po dłuższym milczeniu. Jego głos był ponownie cichy i kojący niczym chłodny wiaterek na pustyni. — Skończy się jeszcze na tym, że przez całą ceremonię będziesz głodny. Nie chcę, by ktoś usłyszał burczenie twojego żołądka podczas tak ważnej uroczystości.

Zerkając szybko w górę, Harry porwał grzankę z półmiska i wgryzł się w nią. Miał zamiar poczekać, aż ojciec pierwszy się poczęstuje, ale ten przesunął talerz w jego stronę i kazał mu jeść, mimo że miał już jedną kanapkę. Jego brzuch był przyjemnie pełny i wiedział, że nie powinien już nic spożywać po owsiance i soku, ale nie chciał również, by jedzenie się zmarnowało. Nie było niczego gorszego!

Ojciec często na niego spoglądał, przez co Harry czuł się niezręcznie, jakby czarodziej go egzaminował. Mężczyzna nie wymuszał już na chłopcu żadnych pytań o magię czy o wujostwo, ale wydawał się dziwnie smutny. Harry nie wiedział, dlaczego tak jest, ale podejrzewał, że magia ma z tym coś wspólnego.

Po kolejnym gryzie lub dwóch, chłopiec przesunął się nieco bliżej i położył jedną ze swoich małych dłoni na ciemnej tkaninie na nadgarstku ojca. Mężczyzna spojrzał na niego. Jego czarne oczy były szeroko otwarte ze zdumienia. Żołądek chłopca ścisnął się ze strachu, ale udało mu się wykrztusić:

— Przepraszam, ojcze.

— Za co?

— Jesteś przeze mnie smutny. Przepraszam za to, co powiedziałem. Przepraszam, ja… nie jestem dobrym synem.

— Och, dziecko — powiedział łagodnie mężczyzna i przykrył jego dłoń swoją. Chyba tylko dzięki silnej woli Harry jej nie odtrącił. Severus ścisnął delikatnie jego rękę, wiedząc, ile kosztowało chłopca pozwolenie na ten dotyk. Poklepał też smukłymi i długimi palcami wierzch dłoni siedmiolatka i było to całkiem przyjemne. Harry pomyślał, że nawet mógłby to polubić. — Będziesz dobrym synem. Jesteś dobrym synem.

Obsydianowe oczy były surowe, ale jednocześnie szczere. Siedmiolatek musiał ponownie odwrócić wzrok. Pod powiekami pojawiły się piekące łzy, ale powstrzymał je intensywnym mruganiem.

— Dziękuję, proszę pana — wyszeptał. Jego gardło było boleśnie ściśnięte.

— Postaraj się zjeść trochę więcej — powiedział Severus, przerywając milczenie. Brzmiał dziwnie, tak jak Harry, jakby coś utkwiło mu w gardle. — Potem sprawdzimy twoją kostkę.

— Tak, proszę pana — odpowiedział chłopiec i podniósł ponownie tost. — Dziękuję, proszę pana.

OoO

Severus uśpił chłopca, nim zajął się jego kostką. Widząc reakcję dziecka na możliwość posiadania magii, nie chciał go ponownie przestraszyć. I tak już złamał kruche zaufanie, jakie między nimi powstało, gdy stracił nad sobą kontrolę przez tych piekielnych mugoli, z którymi musiał mieszkać Harry. Wiedział, że to, co mówił siedmiolatek o magii nie jest jego słowami. Powtarzał niczym papuga to, co usłyszał od swojego wujostwa. To kolejna rzecz, nad którą będą w przyszłości musieli popracować.

Tymczasem jednak pozwolił sobie na chwilę uspokojenia, pracując nad delikatnymi ścięgnami i mięśniami w nodze chłopca. Było dużo uszkodzeń wokół kości, ale po rzuceniu kilku czarów redukujących opuchliznę i rozluźniających mięśnie, zrozumiał, że wyleczenie kostki nie będzie tak trudne, jak przypuszczał. Z pewnością będzie ona osłabiona przez następny tydzień lub dwa i Severus będzie musiał się upewnić, że Harry jej nie nadwyręża, ale i tak był zadowolony z tego, co osiągnął.

Zostawił śpiącego chłopca — cienie pod oczami Harry'ego jasno mówiły, że siedmiolatek nie spał zbyt wiele w nocy — i poszedł wziąć prysznic i przebrać się w lekki strój, który nosił pod wierzchnimi szatami. Pod strumieniami ciepłej wody rozmyślał wciąż o fiasku, jakim był dzisiejszy poranek. Będzie musiał zapanować nad swoim temperamentem podczas kontaktów z dzieckiem. Nie ma innej możliwości.

Przydałaby mu się chwila oddechu.

Dappin zdążył już wrócić z ubraniem. Severus wysłał go do pokoju chłopca wraz z instrukcjami dotyczącymi przygotowania Harry'ego do ceremonii. Siedmiolatek potrzebował porządnej kąpieli i odpowiedniego szamponu, który być może ujarzmi te niesforne włosy. Mężczyzna przypuszczał, że skrzat sam będzie wiedział, co jest potrzebne.

Pięć minut później, siedząc nad dokumentami niezbędnymi do adopcji, które Albus wysłał mu wczorajszej nocy przez sowę, usłyszał aportującego się skrzata. Severus przeniósł swój wzrok na Dappina.

— Mistrzu Snape, mistrz Harry nie chce się wykąpać.

Severus zmarszczył brwi.

— Powiedział, dlaczego?

— Twierdził, że jest za duży na kąpiel. Że to tylko dla dzieci.

Z westchnieniem mistrz eliksirów powiedział:

— Niech skorzysta z prysznica. Powiadom mnie, jeśli któryś z was będzie potrzebować pomocy.

— Tak, mistrzu Snape. — Aportował się z powrotem.

Severus na chwilę przycisnął palce do czoła, nim powrócił do dokumentów. Nie był do tego stworzony.

W końcu oboje byli umyci i przebrani. Harry zszedł na dół do salonu wraz z Dappinem. Chłopiec wyglądał dość dobrze w swoich dziecięcych szatach w błękitnym kolorze ze srebrnymi wykończeniami. Srebrne guziki z literą „S" symbolizującą nazwisko Snape elegancko kontrastowały z ciemniejszym materiałem. Na nogach miał czarne buty. Włosy Harry'ego wciąż były wilgotne po prysznicu, a twarz nareszcie zdrowo się zarumieniła od ciepłej wody, co zakryło wcześniejszą niezdrową opaleniznę.

Harry, zaciskając ręce na swojej szacie, ofiarował Severusowi krótki uśmiech, który mężczyzna odwzajemnił ze swojego miejsca przy wejściu do jadalni. Jego strój również był w kolorze błękitnym, ale kilka tonów ciemniejszych niż szaty chłopca, a wykończenia nie były srebrne, lecz złote. Wskazywały jego pozycję głowy rodziny. Pod koniec dnia Harry będzie jego spadkobiercą.

— Wyglądasz jak przystojny, młody mężczyzna — zauważył Albus, siedzący na krześle tuż przed rozpalonym kominkiem.

Harry podskoczył i cofnął się o krok. Potem spojrzał na Severusa, jakby się pytał, czy nowa osoba nie stanowi zagrożenia. Serce mężczyzny wzrosło na ten dowód zaufania i skinął głową. Siedmiolatek zrelaksował się trochę i odwrócił w stronę Albusa.

— Dziękuję, proszę pana — odpowiedział, patrząc na swoje buty.

Albus uśmiechnął się do Severusa, by następnie poprosić:

— Pokaż mi swoje oczy, dziecko. Słyszałem, że są zupełnie jak twojej matki.

Harry podniósł głowę i otworzył usta. Spojrzał szybko na Severusa, który kiwnął mu ponownie głową. Wkrótce będą musieli popracować nad tym, by chłopiec nie prosił o pozwolenie za każdym razem, gdy chce się odezwać.

— Naprawdę? Tak jak mojej mamy?

— Są identyczne — potwierdził Albus. Jego szaty były zielone, niczym letnia łąka, z jasnymi żółtymi kwiatami wyszytymi na rękawach.

Pukanie do drzwi spowodowało kolejny podskok Harry'ego. Albus obserwował chłopca znad swoich okularów-połówek, ale jego słowa były skierowane do Severusa.

— To Enid Collin. Mój kontakt w Departamencie Opieki nad Dziećmi. Ma kilka pytań do ciebie i Harry'ego.

— Bardzo dobrze — powiedział Severus i podszedł otworzyć drzwi.

Enid Collin była czarownicą przed sześćdziesiątką, a przynajmniej Snape tyle jej dawał. Jej ciemnobrązowe robocze szaty z beżowym wzorem uderzały w jego estetykę. Włosy miała zebrane w niski kok, a na jej ustach widniał spokojny uśmiech. Severus zaprosił ją do środka i przedstawił chłopcu.

Harry zbliżył się do Severusa, kiedy ten wszedł ponownie do pokoju i ukrył się niemal w całości za jego szatami. Snape delikatnie dotknął ramienia chłopca, starając się nakłonić go, by przeszedł do przodu.

— Chodź, Harry. Pani Collin nie gryzie.

Na szczupłej twarzy chłopca widniało tak wielkie zaniepokojenie, że Severusa z tego powodu aż zabolała pierś.

— Będę z tobą — obiecał. — Nikt cię nie skrzywdzi.

Chłopak przygryzł wargę i skinął głową. Stanął przed Severusem, ale wciąż był na tyle blisko, że mężczyzna nawet przez szaty mógł poczuć, że drży. Ostrożnie położył rękę na ramieniu Harry'ego i był zaskoczony, gdy ten wyprostował się pod wpływem jego dotyku. W dodatku nie trząsł się już tak bardzo. Siedmiolatek spojrzał na niego inaczej niż wcześniej i uśmiechnął się lekko. Severus delikatnie ścisnął jego ramię.

— Zazwyczaj rozmawiam z uczestnikami rytuału na osobności — powiedziała Collin. — Tak, by każdy z nich mógł powiedzieć, co czuje, bez żadnych następstw. Wszystko po to, aby wybrać jak najlepszego opiekuna dla dziecka.

Severus otworzył usta, by zaprotestować, ale Albus go ubiegł.

— Już o tym rozmawialiśmy, Enid — powiedział cicho dyrektor.

Czarownica spojrzała na niego.

— Tak, oczywiście. Rozumiem, że to jedyny możliwy opiekun, ale chciałabym wiedzieć… — zbliżyła się do miejsca, gdzie Severus stał z Harrym opartym o jego nogi i kucnęła przed chłopcem — …czy ty również tego pragniesz?

Harry skinął głową.

— Tak, proszę pani.

— Zdajesz sobie sprawę, że po zakończeniu ceremonii Severus Snape stanie się twoim ojcem? Staniesz się jego spadkobiercą. Będzie miał prawo podejmować decyzje dotyczące ciebie aż nie osiągniesz pełnoletności.

— Tak, proszę pani.

— Harry, dlaczego chcesz odprawić rytuał?

— Ja… — Spojrzał ponownie na Severusa i przygryzł dolną wargę, po czym odwrócił się do kobiety. — Podoba mi się tutaj. Jest dla mnie miły. Chcę, żeby był moim ojcem.

— Bardzo dobrze. A pan, panie Snape?

Profesorze Snape — Albus poprawił ją swobodnie.

— Dobrze, zatem profesor. Dlaczego chcesz wykonać ten rytuał?

Palce Severusa zacisnęły się na ramieniu Harry'ego.

— Cieszę się z obecności dziecka tutaj. Stanie się moim spadkobiercą. Chcę go wychować jak własnego syna.

Pani Collin skinęła głową.

— Bardzo dobrze. Jeśli zechcielibyście stanąć przed kominkiem…

Spędziła kilka następnych minut nad przygotowaniami do rytuału. Potem skinęła na Severusa i nakazała, by stanął naprzeciwko Harry'ego. Kiedy to zrobił, stanęła obok, jak najbliżej ognia i otworzyła małą książkę. Albus podniósł się ze swojego miejsca i stanął przed nią, by uczestniczyć w ceremonii jako świadek.

— Severusie Tobiaszu Snapie, czy przyjmujesz zaszczyt i obowiązek bycia rodzicem dla tego dziecka? Związujesz się z nim swoją miłością i magią? Czy przysięgasz go kształcić, prowadzić i pielęgnować, przez wszystkie swoje dni na tym świecie? Czy dziecko twojego serca stanie się teraz dzieckiem twojej krwi?

Severus spojrzał na małego chłopca, który ledwo sięgał mu do pasa i zobaczył w zielonych oczach Lily nadzieję. Przełknął z trudnością gulę, która powstała mu w gardle.

— Tak, przysięgam.

— Harry Jamesie Potterze, czy przyjmujesz zaszczyt i obowiązek bycia dzieckiem tego oto mężczyzny? Związujesz się z nim swoją miłością i magią? Czy przysięgasz kształcić się pod jego okiem, pozwolisz mu się prowadzić i pielęgnować, przez wszystkie jego dni na tym świecie? Czy ojciec twego serca stanie się teraz ojcem twojej krwi?

Chłopiec przytaknął gwałtownie głową i spoglądając na Severusa, powiedział cienkim głosem:

— Tak, proszę pani, przysięgam.

Pani Collin uśmiechnęła się. Z niskiego stołu, stojącego przy niej, wzięła długą i ostrą szpilkę. Trzymając ją, wyciągnęła drugą dłoń, tak by igła znalazła się między nimi. Severus położył swoją rękę wierzchem do góry. Harry chwilę później poszedł za jego przykładem. Albus podniósł kielich, wypełniony do połowy ciemnokrwistym winem i trzymał go nieco poniżej ich połączonymi dłońmi. Pani Collin ukłuła szpilką wskazujący palec Harry'ego, a później Severusa. Krople ich krwi spadły do kielicha. Albus podał go czarownicy, która zmieszała razem krew i wino.

— Pij — powiedziała, podając Severusowi kielich. — Krew twojego syna powinna być w twoich żyłach.

Severus wziął jeden, duży łyk. Napój rozgrzał mu żołądek. Ciepło rozeszło się stamtąd do jego pleców, nóg, ramion, dłoni i do każdego palca. Nawet jego twarz była rozgrzana, jakby miał gorączkę. Ciepło ogarnęło go niczym ogień, wzbudzając tęsknotę. Pragnął spłonąć. Oszołomiony, starał się oddychać powoli, ale nie był w stanie. Zachłysnął się powietrzem. Kiedy doszedł do siebie, podał kielich Harry'emu, który chwycił go obiema dłońmi.

— Pij — powiedziała ponownie pani Collin. — Krew twojego ojca powinna być w twoich żyłach.

Zerkając na Severusa, chłopiec zastosował się do polecenia, chociaż jego łyk był o wiele mniejszy. Natychmiast twarz Harry'ego poczerwieniała, a kielich zadrżał w jego dłoniach. Jeśli odczuwał to samo, co Snape, musiało nim porządnie wstrząsnąć. Severus pochylił się i zabrał od niego naczynie, uniemożliwiając rozlanie się zawartości. Kiedy usunął kielich z rąk Harry'ego — swojego syna — ten spojrzał na niego i niespodziewanie uśmiechnął się promiennie. To było niczym słońce wyglądające spoza chmur.

— Jestem twoim synem — wykrztusił Harry.

Snape pośpiesznie odstawił kielich, gdy chłopiec rzucił się w jego ramiona.

— Tak, jesteś moim synem — zgodził się Severus i poczuł wilgoć na policzkach.

Notka od tłumaczki: Okazało się niedawno, że skrzat Snape'a to osobnik płci żeńskiej, ale we wcześniejszych rozdziałach określałam go w formie męskiej, więc już tak zostanie. Nie zmienia to zbytnio opowiadania i mam nadzieję, że wybaczycie mi taką małą zmianę.