Rozdział 12

Krzyk ucichł, zanim Severus wstał ze swojego krzesła. Pobiegł na górę niemal szalony z niepokoju. Chłopiec z pewnością nie żyje albo jest ranny lub… Popędził do drzwi sypialni Harry'ego i zatrzymał się w miejscu. Usta siedmiolatka były otwarte w krzyku. Jego ciało było sztywne, oczy szczelnie zamknięte, a dłonie zaciśnięte w pięści po obu bokach, ale Severus nic nie słyszał. Panowała absolutna cisza.

Ktoś rzucił zaklęcie tłumiące na … chłopca?

Postanawiając zostawić tą myśl do późniejszego rozważenia, Severus anulował zaklęcie. Skrzywił się natychmiast, gdy krzyk agonii syna dotarł do jego uszu. Podbiegł do łóżka i starał się wziąć Harry'ego w ramiona, ale ten zaczął z nim walczyć. Kiedy zaś Severus zaniósł go na dół, malec zaczął szarpać się mocniej, używając tym razem pięści, paznokci i zębów.

— Ciiii, Harry. — Starał się go uspokoić, ale na chłopca nie miało to żadnego wpływu. Wciąż uderzał pięściami i kopał tak, jakby jego życie zależało od tego, czy się uwolni. — Harry, przestań. Jesteś bezpieczny. Dalej Harry, cicho. Harry!

Przy tym słowie, wypowiedzianym ostrym tonem, oczy chłopca otworzyły się gwałtownie i spotkały jego spojrzenie. W jednej chwili Harry zapadł się w sobie jak marionetka, której odcięto sznurki. Cała jego wcześniejsza waleczność została zredukowana do miękkiego kwilenia i czkawki. W niesamowicie zielonych oczach pojawiły się łzy, ale nigdy nie popłynęły. Chłopiec starł je brutalnie pięścią.

— Co się stało, Harry? — zapytał Severus, sadowiąc wygodniej chłopca na swoich kolanach. — Miałeś zły sen?

Siedmiolatek pokręcił szybko głową, ale wyszeptał:

— Przepraszam. Przepraszam, proszę pana.

Marszcząc brwi, Severus przyglądał się chłopcu. Harry wydawał się wystraszony, tak jakby oczekiwał bicia.

— To nic złego, jeśli miałbyś zły sen, dziecko. Nie zranię cię. Jestem tutaj, by ci pomóc — powiedział wolno.

Harry wpatrywał się w niego, by później uciec wzrokiem i pokręcić głową. Severus stłumił westchnięcie.

— Jeśli nie był to koszmar, to co się stało? Czy coś cię boli?

Wahając się, Harry skinął głową.

— Wszystko w moich kościach, proszę pana. Wszystko.

Przyglądając się bliżej dziecku, Severus próbował się dowiedzieć, co mogło go zranić. Wiedział, że przyjęcie krwi dokona pewnych zmian w wyglądzie chłopca na poziomie komórkowym, ale ta zmiana powinna dokonywać się w czasie i nie w jednym momencie. Nie miała być również bolesna. Nie dostrzegał jednak żadnych zmian w siedmiolatku. Nos Harry'ego wciąż był niewielki, podobnie jak u Lily. Cienkie łukowate brwi znajdowały się nad wyrazistymi oczami. Wydatne kości policzkowe odznaczały się na wychudzonej twarzy, która zostanie przywrócona do normalności za pomocą odpowiedniej diety. Chociaż jego ciemne włosy przypominały bardziej te u Severusa niż u Jamesa czy Lily. Zatem co się zmieniło?

— Czy wciąż cię boli, Harry? — zapytał w końcu.

— Nie, proszę pana.

— Czy jesteś pewny? — Wiedział, że jest mało prawdopodobne, że chłopiec powie mu prawdę w tym przypadku. W rzeczywistości Harry był w niektórych momentach zbyt obojętny.

— Tak, proszę pana.

Z głośnym, niepowstrzymywanym już westchnięciem Severus pomógł chłopcu dostać się z powrotem do łóżka. Sam usadowił się tak, by być blisko Harry'ego i jednocześnie móc widzieć jego twarz, ale siedmiolatek wpatrywał się w swoje dłonie.

— Czy pamiętasz, że mówiłem ci, że nie musisz się do mnie zwracać „proszę pana"?

— Tak, proszę pa… Tak, ojcze.

— I o tym jak mówiłem, że wolę, gdy na mnie patrzysz, kiedy rozmawiamy?

— Tak, ojcze. — Szeroko otwarte, przerażone oczy Harry'ego napotkały jego, gdy chłopiec mrugnął szybko.

— Dobrze. Teraz chcę, żebyś mi powiedział, jak sprawiłeś, że byłeś bardzo cicho, przez co nie mogłem usłyszeć, kiedy cię bolało.

— Proszę, ojcze. Ja… nic nie zrobiłem!

Harry na oślep starał się wycofać, ale Severus trzymał ramię wokół jego chudych ramion. Chłopiec ponownie zaczął się szarpać. Mistrz eliksirów próbował do niego dotrzeć, używając najspokojniejszego i najłagodniejszego głosu, na jaki tylko mógł się zdobyć.

— Harry, wszystko w porządku. Nie jestem zły. Chcę tylko wiedzieć, jak to zrobiłeś.

Nic nie zrobiłem! Przepraszam, proszę pana. To już się nie powtórzy, przysięgam! Proszę

Och, Merlinie. Co te potwory zrobiły, żeby to dziecko tak bało się swojej magii?

— Wszystko w porządku, Harry — powtórzył. — Nie jestem zły. Nie zostaniesz ukarany.

Chłopiec zassał powietrze, przez co dostał czkawki. Severus poklepał lekko jego plecy.

— Nie? — Głos Harry'ego był bardzo cichy. — Naprawdę?

— Tak. Teraz powiedz mi, jak stworzyłeś ciszę wokół siebie.

Pomimo zgarbionych ramion wydawało się, że chłopak zrelaksował się odrobinę.

— Ja… nie wiem, proszę pana. To się dzieje, bo jestem dziwakiem.

— Harry… — powiedział Severus, pozwalając, by w jego głosie rozbrzmiała delikatna nuta rozczarowania — …prosiłem cię, byś nie używał tego słowa.

Cienkie brwi zmarszczyły się nad oczami, w których można było dostrzec zaintrygowanie.

— Masz na myśli „proszę pana"?

Severus przymknął na chwilę oczy, czując początek migreny. Jednakże chłopiec był taki poważny, zadając to pytanie.

— Nie. Nadejdzie czas, gdy będziesz do mnie lub do innych osób zwracać się „proszę pana". Miałem na myśli słowo „dziwak". Jeszcze raz proszę, byś nie używał tego słowa w tym domu.

— Ale ja…

— Nie, Harry. Nie ugnę się w tej sprawie. Powiedziałem ci wcześniej, twoi krewni cię okłamywali. To, że możesz korzystać z magii, nie oznacza od razu, że jesteś maniakiem. Jesteś czarodziejem.

Magia to złe słowo, proszę pana — szepnął chłopiec. — Powiedziałeś… — Jego twarz skrzywiła się w konsternacji. — Powiedziałeś tak?

— Nie. Musiałeś mnie źle zrozumieć.

Severus używał bardzo miękkiego i delikatnego głosu, wiedząc, że każda oznaka gniewu przestraszyłaby chłopca i zniszczyła bezpowrotnie kruche zaufanie zbudowane między nimi. Nieważne, że czuł rosnącą ponownie wściekłość na myśl o dziecku czarodziejów uważającym magię za złe słowo i sądzące, że nigdy nie powinien nawet o tym mówić! Wizyta u Dursleyów w tym przypadku i z powodu wielu innych naruszeń była uzasadniona.

— Magia nie jest zła. Ani słowo, ani jej czynienie.

— Naprawdę?

— Tak, dziecko. Jestem bardzo szczęśliwy, że jesteś czarodziejem. Jestem wręcz bardzo zadowolony.

Posyłając Severusowi jeden ze swoich nielicznych uśmiechów, Harry pochylił się w jego stronę i szepnął:

— Ja także.

OoO

Jakiś czas później, tego samego wieczoru, Severus umieścił Harry'ego w bibliotece z zastrzeżeniem, że może oglądać, ale nie dotykać żadnych książek, chyba że będzie tam razem z nim. Upewniając się, że Dappin wie o nakarmieniu chłopca w przypadku, gdyby nie wrócił przed kolacją, Severus aportował się na Privet Drive.

Słońce zbliżało się do horyzontu tak jak dwa dni temu, kiedy po raz pierwszy spotkał chłopca na podwórku. Tym razem jednak samochód, identyczny jak u najbliższego sąsiada, stał na podjeździe.

Dobrze, nie będę musiał na nich czekać.

Z szatą przemienioną w odpowiednie mugolskie ubranie i z różdżką wyglądającą jak laska, Severus ruszył do drzwi i zastukał w nie.

— Chłopcze! — Krzyk zagrzmiał w środku domu, a tuż po nim następny:

— Chłopiec odszedł, pamiętasz, tato?

Trzeci głos, tym razem należący do kobiety, zabrzmiał głośno za drzwiami:

— Dudziaczku, otwórz drzwi. Dobrze, kochanie?

— Mamuś, gram w moją nową grę!

Chwilę później drzwi się otworzyły, ukazując skrzywioną kobietę o końskiej twarzy, długiej szyi i chudych ramionach. Przyjrzała się Severusowi od góry do dołu i powiedziała ostro:

— Nic nie kupujemy.

— Nie szkodzi — odpowiedział Severus. — Nie mam nic do sprzedania.

— Czego więc chcesz?

— Przyszedłem… — powiedział, stawiając stopę między drzwiami a framugą —… omówić to, co zrobiliście Harry'emu.

Twarz kobiety straciła jakikolwiek kolor, ale mimo tego zaprzeczyła:

— Nie wiem, o czym mówisz. Jaki Harry?

— Harry Potter, chociaż już się tak nie nazywa. Twój siostrzenic. Dziecko twojej siostry Lily. Jesteś Petunia Dursley, czyż nie?

— Ja… Ja… — Odwróciła się i krzyknęła: — Vernon! Jest tu mężczyzna pytający się o chłopca Lily!

Najgrubszy mężczyzna, jakiego Severus kiedykolwiek widział, wyszedł z salonu. Jego twarz była czerwona i przybierała jeszcze bardziej intensywną barwę z każdą mijającą sekundą. Krzaczaste wąsy zwisały nad jego wystającymi wargami, a w oczach miał maniakalny błysk.

— Nic o nim nie wiemy. A teraz wynoś się z mojego domu!

— Obawiam się, że w to nie wierzę, panie Dursley — powiedział gładko Severus, odpychając Petunię na bok i wchodząc do środka. Trzymał różdżkę w pewnym uchwycie. — Znalazłem chłopca przywiązanego na twoim podwórku zaledwie dwa dni temu.

— Ty! Jak… — Mężczyzna najwyraźniej zdał sobie sprawę z tego, co mówi, ponieważ nie dokończył wypowiedzi. — Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Absolutnego żadnego!

— Wciąż ci nie wierzę. — Severus użył jednego ze swoich najgroźniejszych spojrzeń, ciesząc się widokiem blednącej w przerażeniu twarzy mugola. — Przyszedłem w imieniu chłopca, by wymierzyć wam karę.

— Przyszedłeś… kara… co? — Wściekła czerwień wróciła na twarz mężczyzny i Vernon Dursley ruszył do przodu w oczywistej intencji zastraszenia przybysza. To nie działało.

Kątem oka Severus dostrzegł wielorybiego chłopca poznanego kilka dni wcześniej, skradającego się na szczycie schodów, by obejrzeć konfrontację.

— Twój syn powiedział mi, co zrobiłeś Harry'emu — zadrwił. — Powiedział mi, gdzie się znajdował.

— Nie zrobiłem tego! — krzyknął chłopiec, Dziudziak albo Dudziaczek lub jak go tam nazywali. — To Piers powiedział mu o „przywiązanym psie". — Vernon spojrzał na piętro i Dudziaczek zakrył usta dłonią, ale było już za późno.

— Posłuchaj — zaczął Vernon, rozkładając ręce i cofając się o krok — ten szczeniak jest niebezpieczny. Powinieneś zobaczyć, jakie rzeczy wyczyniał. Zrobiłem to dla jego własnego dobra!

— Dla jego dobra. — Głos Snape'a stał się niższy, przybrał najbardziej niebezpieczne tony. Czerwona twarz Vernona zbladła. — Nigdy nie spotkałem osoby, którą chciałbym zniszczyć bardziej niż ciebie. Nawet Czarnego Pana, który torturował i zabił wszystkich, których kiedykolwiek kochałem. Ale ty! Głodziłeś dziecko, biłeś je, przywiązałeś łańcuchem jak psa. Masz szczęście, że chłopiec ma dobre serce, ponieważ istnieje wiele czarodziejów, którzy zniszczyliby takich mugoli jak ty za pierwszym razem, w którym odważyłbyś się położyć na nich rękę. Tak, uchodziło ci to wszystko płazem przez bardzo długi czas. Ale to już się skończyło.

Stający przed nim Dursley drżał na całym ciele, ale Severus nie był w pacyfistycznym nastroju. Wycelował laską w ogromnego człowieka i zdjął urok glamour, dzięki czemu końcówka jego różdżki znajdowała się zaledwie centymetry od tłustego czoła mężczyzny. Pot spływał po jego różowej skórze w dół obwisłych policzków.

Severus warknął:

Legilimens!

Zanurzył się we wspomnieniach mężczyzny, wyszukując te, które były związane z Harrym. To, co zobaczył, spowodowało u niego mdłości i wzniosło wściekłość na nowe wyżyny. Nic dziwnego, że chłopak boi się własnej magii i gwałtownych ruchów. Severus zrozumiał również, czemu siedmiolatek ograniczał się tylko to dwóch zdań: „Tak, proszę pana", „Nie proszę pana" i czemu myślał o sobie jak o skrzacie domowym — życie Harry'ego właśnie tak tutaj wyglądało. Obawa chłopca co do posiadania własnego pokoju również stała się teraz zrozumiała.

Severus przerwał gwałtownie zaklęcie, nie zważając na ból, który pojawiał się przy takim wyjściu ze wspomnień u drugiej osoby. Uśmiechnął się ponuro, gdy Dursley opadł na podłogę, trzymając się za głowę. Podniósł różdżkę, kierując ją na następny cel. Nie wiedząc, czego się spodziewać, ale przygotowując się na najgorsze, powtórzył zaklęcie:

Legilimens!

Zdziwiło go, że siostra Lily ustawiła bariery wokół swego umysłu, ale były one tak słabe, że bez żadnego problemu rozdarł je na strzępy w poszukiwaniu wspomnień o chłopcu. Kobieta skuliła się na podłodze, kiedy przeglądał jej umysł. Szybko dowiedział się, dlaczego Harry był tak wychudzony i unikał kontaktu oraz dlaczego prysznic był dla niego znacznie lepszy niż kąpiel. Gula wzrosła mu w gardle, kiedy przeglądał mijane lata, patrząc na to wszystko. Nie było żadnego wspomnienia, które złagodziłyby okropności, które wyrządzili Harry'emu.

Mojemu synowi.

Nie znalazł nic, co przemawiałoby za mugolami.

Nawet gdy skierował różdżkę na ich syna, grubego Dziudziaczka, jedyne, co widział, to seria bolesnych żartów, prześladowań i wręcz przemocy wobec małego chłopca, który znalazł drogę do serca Severusa. Ten sadystyczny kuzyn złamał rękę Harry'ego i był odpowiedzialny za zranienie jego kostki oraz wiele siniaków, tysiące mniejszych urazów i szyderstw.

Dość!

Trójka Dursleyów znajdowała się na podłodze. Byli bladzi, trzęśli się ze łzami skruchy i słowami usprawiedliwienia, których Severus nie przyjmował.

Czarodziej był niewzruszony, gdy wymierzał im karę:

— Każda przebiegłość, krzywda, niemiłe słowo albo czyn, który wymierzyliście mojemu synowi wróci do was trzykrotnie. Nie odpoczniecie tak jak on. Nie będziecie jeść, bo on nie mógł tego zrobić. Będziecie cierpieć i nie doznacie ani odrobiny komfortu, ponieważ wy też nie ofiarowaliście mu żadnego. Nie będzie tu wytchnienia i łaski. Priori Malum Res, Redeo!

Krzyki wewnątrz domu, po tym jak Severus zamknął drzwi, były niczym miód na każdy kawałeczek jego zemsty. Czuł się o wiele lepiej, gdy wracał do domu i do swojego syna.