Rozdział 13
Siedząc samotnie w bibliotece, Harry czekał na powrót ojca do domu. Skulił się nieruchomo w jednym z dużych, skórzanych foteli i bardzo starał się nie wiercić, bo z pewnością było to niedozwolone. Dappin pokazał się tylko raz, mówiąc mu, że może patrzeć na książki, ale ma ich nie dotykać. Harry doskonale o tym wiedział. Nigdy nie wolno mu było niczego dotykać. Szczeniaki, dziwacy i brudni chłopcy potrafili przecież tylko niszczyć.
Z dłońmi na kolanach Harry koncentrował się na tym, by nie machać nogami w tył i w przód, ale niezbyt mu to szło. Wsłuchiwał się w tykanie zegara znajdującego się tuż obok i starał się po jego biciu ustalić, która jest godzina, jednak nie potrafił tego zrobić. Dźwięki różniły się od wszystkich innych, jakie kiedykolwiek słyszał, a ze swojego miejsca nie widział tarczy zegara.
Poza półkami i książkami w pokoju znajdowały się trzy fotele — w jednym z nich aktualnie siedział Harry — biurko zarzucone masą rozmaitych papierów, dwie lampy stojące na niskich stolikach i kilka gablotek, w których znajdowały się bardzo ciekawe rzeczy. Chłopiec ze swojego miejsca mógł rozpoznać niektóre z nich: zbiór lornetek z wyjątkowo małymi rączkami, srebrny sztylet z falistym ostrzem i zielonym kamieniem w rękojeści oraz broszkę podobną do tej, jaką ciotka Petunia nosiła w niedziele, gdy na obiad przychodzili goście. Jednak w tym przypadku broszka była srebrna z dużą, zieloną literą „S" zamiast głowy kobiety. W gablocie znajdowało się jeszcze wiele innych rzeczy, ale nie mógł ich zobaczyć bez wstawania… a on nigdy by tego nie zrobił. Nie stawał nogami na meblach, choć Dudley zawsze twierdził inaczej.
Nie licząc tego, że musiał siedzieć bez ruchu, Harry polubił cichą bibliotekę. Pomieszczenie było dobrze osłonięte przed słońcem, dzięki czemu było chłodniejsze niż jego sypialnia — jego sypialnia! — chociaż skóra fotela rozgrzała się pod jego ciałem. Chłopiec miał na sobie nowe, ładne ubranie, które dostał poprzedniego dnia od swojego ojca. Harry był bardzo zadowolony, że niczym nie zabrudził stroju podczas obiadu. Nawet ciastem z kremem, pierwszym prawdziwym ciastem z kremem, jakie kiedykolwiek jadł! Był naprawdę ostrożny.
Ponownie powrócił myślami do ceremonii. Nie mógł o niej zapomnieć! Po skosztowaniu wina czuł się niesamowicie! Zastanawiał się krótko, czy wuj Vernon odczuwał to samo, co on, kiedy pił. Ale jeśli tak by było, to raczej nie ograniczałby się w spożywaniu alkoholu, prawda? Zaledwie jeden łyk wina sprawił, że Harry czuł się bardzo, bardzo dobrze - tak jakby leciał i był otoczony chmurą szczęścia. Nie, wuj Vernon z pewnością się tak nie czuł.
Harry spojrzał na czubki swoich nowych butów, przenosząc ręce na oparcie fotela. Ojciec ofiarował mu tak wiele — tak samo jak Dappin. Jednakże kiedy siedmiolatek podziękował skrzatowi za pomoc przy sznurowaniu butów, ten niemal się rozpłakał, a następnie próbował go przytulić. Harry nie lubił jednak, gdy inni chwytali go w objęcia, nawet jeśli byli tak mali jak Dappin. Z drugiej strony mógł zrozumieć reakcję stworzenia. Harry'emu również nikt nigdy nie podziękował, gdy był skrzatem domowym. Miał być cicho, nie wchodzić nikomu w drogę i nie robić zamieszania. Najlepiej byłoby, gdyby był niedostrzegalny. Ale chłopiec wiedział również, że trzeba powiedzieć „dziękuję", gdy ktoś lub coś mu pomogło. Nie żeby te obie rzeczy zdarzały się często, zanim przybył do nowego domu.
By powstrzymać się przed kręceniem, skupił się na wydarzeniach obecnego dnia. Jego nowy ojciec powiedział mu, że magia nie jest zła oraz może wypowiadać to słowo i nie zostanie ukarany. Mógł nawet robić magię i nikt go za to nie uderzy. Ale Harry nie mógł tak naprawdę czarować, prawda? Miał tylko takie wypadki jak ten, gdy Dudley i jego koledzy ścigali go, a on znalazł się na dachu szkoły. Albo wtedy gdy włosy nauczyciela stały się niebieskie, gdy na niego krzyczał, żeby w końcu skupił się na lekcji, w czasie gdy ledwo mógł usiedzieć z powodu bolących pośladków i ud.
I Uciszenie. Dursleyowie nie znosili hałasu. Szczególnie nienawidzili, kiedy to on był jego źródłem. Ale kiedy miał paskudne koszmary, te ze świecącymi, czerwonymi oczami, ciężko było mu nie krzyczeć o pomoc. Wuj Vernon wyperswadował mu hałasowanie w nocy i o każdej innej porze. Dlatego też uciszał się, ale wiedział w jaki sposób. Po prostu wiedział, że musi być cicho, nawet jeśli bolało go całe ciało, tak jak to było dzisiaj. Wszystko stałoby się gorsze, gdyby nie był cicho.
Ale czy to była magia? I pozwolono mi to robić?
Zastanawiał się, czy może zrobić jakąś magię rozmyślnie.
Czy będzie wiedział jak? Nie miał nawet pojęcia, jak udało mu się to zrobić wcześniej. Być może gdyby intensywnie myślał o jakimś magicznym zdarzeniu takim jak… pojawienie się szklanki z mlekiem na stojącym obok niego stoliku z powodu tego, że jest bardzo spragniony, to może potrafiłby to zrobić?
Zezując, zacisnął powieki i skupił się mocno na tym, jak wyglądałoby mleko i jak by smakowało. Byłoby w wysokiej szklance z bezbarwnego szkła. Nie byłby to dziecinny kubek, z którego Petunia kazała mu czasami pić. Ale kiedy w końcu otworzył oczy, nic się nie stało. Rozczarowanie zaległo mu w żołądku. Czuł się tak, jakby spadł z ostatniego schodka, którego nie zauważył, lecz był przyzwyczajony do tego uczucia. Przybrał więc nieprzenikniony wyraz twarzy — „Żadnego krzywienia się, chłopcze!" — który preferował Vernon i czekał jeszcze kilka chwil.
Być może nie był w rzeczywistości czarodziejem i jego nowy ojciec nie będzie go chciał, ponieważ nie potrafi celowo używać czarów. Jeśli to była prawda, to musi się upewnić, że mężczyzna nigdy się nie dowie.
Gdy tylko o tym pomyślał, usłyszał świst. W pokoju obok, a dokładnie w salonie, rozbrzmiało tupnięcie. Harry chwycił z niepokojem poręcz fotela. Brzmiało to tak, jakby ktoś upadł, ktoś tak duży jak… wujek Vernon. Z tym wnioskiem szybko zsunął się z fotela na podłogę. Wuj zawsze mu powtarzał: „Nie ma żadnych powodów, by pozwalać brudnym dziwakom siedzieć na meblach".
Ale tym, kto wszedł do pokoju, nie był wujek Vernon. To był jego nowy ojciec! Wstał, gdy Snape spojrzał na niego z marsową miną.
— Co robisz na podłodze? — zapytał go Severus.
Harry, czując się lekko zaniepokojony — Już zrobiłem coś nieprawidłowo. Jak głupi muszę być? — przygryzł dolną wargę i zerknął na fotel.
— Ja… Nie wolno mi, proszę pana?
— Jak najbardziej masz pozwolenie na siedzenie w fotelu. W którymkolwiek zechcesz. — Mina ojca stała się surowsza. — Z wyjątkiem fotela znajdującego się w moim gabinecie. Tamten pokój jest dla ciebie niedostępny.
— Tak, proszę pana.
— Harry…
— To znaczy... Tak, ojcze. Dziękuję.
— Proszę bardzo. — Twarz ojca złagodniała, gdy wyciągnął w jego stronę rękę. — Chodź tu, Harry.
Siedmiolatek przełknął głośno ślinę. Nigdy nic dobrego nie wydarzyło się po usłyszeniu przez niego słów „chodź tu", ale podszedł do mężczyzny, ponieważ ten tak kazał. Jednak Harry nie został przerzucony przez kolano lub zamknięty w komórce. Zamiast tego jego ojciec uścisnął delikatnie jego dłoń.
Ojciec wyprowadził go z biblioteki do salonu, gdzie oboje usiedli na kanapie. Snape obrócił się i spojrzał na niego.
— To jest twój dom, Harry i możesz do woli korzystać ze znajdujących się tutaj pomieszczeń. Z wyjątkiem jakiego pokoju?
— Twojego gabinetu, proszę pana, hmmm… ojcze.
— Zgadza się. Mam również inne zasady, o których już częściowo rozmawialiśmy. Pamiętasz, jak one brzmiały?
— Nie mówić słowa „dziwak" — wyrecytował posłusznie Harry. — Mam być grzeczny i posłuszny. Nie mówić do ciebie „mistrz Snape", ale „ojciec". Mogę na ciebie patrzeć, gdy mówisz. Korzystać z toalety, gdy muszę bez… — przełknął ponownie ślinę, nie mogąc w to do końca uwierzyć —… mówienia "dziękuję". Mam używać widelca i noża przy stole i czekać, aż wszyscy dostaną swoje jedzenie. — Zastanowił się przez chwilę. — Mogę zadawać pytania i mówić słowo „magia". I Uciszenie nie jest złe.
Ojciec spojrzał na niego. Jego usta utworzyły idealne „O".
Musiałem powiedzieć coś źle. Och, nie. Pomyliłem którąś regułę! Ale którą z nich?
Próbował sobie przypomnieć, gdzie się pomylił, ale ojciec mógł zmienić którąś z zasad i mu o tym nie powiedzieć! Siedmiolatek przyszykował się na karę, gdy Snape, przyglądając mu się, zamrugał intensywnie, tak jakby dopiero się obudził.
— Bardzo... bardzo dobrze, Harry. Cieszę się, że zapamiętałeś te wszystkie zasady. Mogę mieć jedynie zastrzeżenie, że nie do końca zrozumiałeś reguły dotyczące Uciszenia, jak ty to nazywasz.
Żołądek Harry'ego zacisnął się jeszcze bardziej. Starał się mocno, by utrzymywać wzrok na ojcu, ponieważ była to jedna z zasad. Jednocześnie wiedział, że mężczyzna jest zły, ponieważ zrobił jedną z tych dziwnych rzeczy i przez to chęć, by opuścić wzrok, była jeszcze cięższa do powstrzymania.
— Tak, proszę pana. Nie zrobię tego ponownie.
— Dobrze. — Snape zamilkł i zmrużył oczy. — Uważasz, że nie chcę, żebyś wykonywał jakkolwiek magię?
— Tak, pros… ojcze. Wiem, że to jest złe.
Severus westchnął.
— Nie to miałem na myśli. Życzę sobie jedynie, byś nie wykorzystywał Uciszenia, gdy coś cię boli. Pamiętasz, o czym wcześniej rozmawialiśmy?
Harry uniósł raz ramiona, ale natychmiast je opuścił.
— Och! By nie wzruszać ramionami!
Kąciki ust ojca uniosły się lekko do góry, tworząc coś, co Harry sklasyfikował jako uśmiech.
— Zgadza się. Żadnego wzruszania ramionami. Ale rozmawialiśmy o Uciszeniu. Pamiętasz, dlaczego nie chcę, żebyś to robił, gdy odczuwasz ból?
— N… Nie, proszę pana.
— Ponieważ chcę wiedzieć, gdy cierpisz. Jeśli jesteś ranny albo masz koszmar, chcę o tym wiedzieć, by móc ci pomóc.
Zdezorientowany Harry zmarszczył brwi. Postanowił zadać pytanie, chociaż ta perspektywa go przerażała i sprawiała, że jego żołądek nieprzyjemnie się zaciskał. Wziął głęboki oddech.
— Pomóc mi w czym, proszę pana?
Twarz ojca skrzywiła się odrobinę, tak jakby był smutny albo zmartwiony.
— W poczuciu się lepiej — powiedział cicho. Coś wewnątrz Harry'ego zamarło na te słowa i na smutek w nich pobrzmiewający.
Chłopiec wpatrywał się w swoje dłonie, które po raz kolejny złożył na kolanach.
— Nikt… Nie wiem… Dlaczego, proszę pana? — Spojrzał na ojca, czując się dziwnie zagubiony. Nie rozumiał, jak się znalazł w tej sytuacji.
— Bo jesteś moim synem i to właśnie robią ojcowie.
Harry zastanowił się przez moment i przypomniał sobie, że Dudleyowi wolno było wczołgiwać się do łóżka rodziców, gdy miał zły sen, i jak ciotka Petunia zawsze go rozpieszczała, gdy obtarł sobie kolano lub spadł z roweru.
Siedmiolatek skinął głową.
— Mamy także to robią?
Snape parsknął miękkim śmiechem.
— Mamy również. — Kolejna pauza. — Harry, twoja mama była… moją dobrą przyjaciółką w szkole. Ja… bardzo ją kochałem. I obiecuję ci, że będę dbać o ciebie jak najlepiej potrafię. Jestem jej to winien… i tobie. — Mistrz eliksirów machnął dłonią w geście, który Harry zaczynał pojmować jako koniec rozmowy i chęć przejścia do innego tematu. — Istnieją jeszcze inne zasady — powiedział surowo Snape. — Żadnego Uciszania, rozumiesz?
— Tak, ojcze.
Snape obdarował go jednym ze swoich delikatnych uśmiechów. To był pierwszy raz, gdy Harry nie zająknął się, nazywając go w ten sposób.
Chłopiec prędko uśmiechnął się w odpowiedzi. Lubił uszczęśliwiać ojca, nawet jeśli nie mógł zrobić prawdziwej magii.
— Dobrze. Będziesz odpowiedzialny za utrzymanie porządku w swoim pokoju. Żadnych zabawek czy ubrań na podłodze.
— Ale ojcze, nie mam…
— Zabawek czy ubrań. Wiem o tym. Będziesz je miał do końca tygodnia.
— Naprawdę? Moje własne?
— Tak, dziecko. Twoje własne. Wracając do reguł, nie wolno ci się spóźniać na posiłki. Jeśli nie potrafisz jeszcze określić, która jest godzina, Dappin albo ja cię na nie zawołamy.
— Potrafię! Tylko nie wtedy, gdy nie widzę zegara.
— To może być pewnym problemem. — Snape postukał jednym, smukłym palcem o swoje wargi. — Być może na początku będziemy cię wołać na posiłki, ale tylko do czasu, gdy nie dowiesz się, gdzie znajdują się wszystkie zegary.
— Dziękuję, proszę pana.
— Będziesz co wieczór brać kąpiel…. lub prysznic — dodał Snape, gdy dostrzegł, że Harry chce zaprotestować. Siedmiolatek powiedział Dappinowi, że kąpiele są dla małych dzieci, ale tak naprawdę po prostu nie lubił tego, co mogło się podczas nich wydarzyć. Prysznice były o wiele bezpieczniejsze. I szybsze. Harry poczuł ulgę, gdy ojciec pozwolił mu na prysznic zamiast kąpieli. — Będziesz zakładać każdego ranka czyste ubrania. Dappin pomoże ci w ich wyborze.
— Tak, ojcze.
— Masz pozwolenie na spędzanie poranków w ogrodzie, ale popołudniami jest tam raczej gorąco, dlatego wolałbym, żebyś później znalazł się w domu. Dappin pokaże ci jutro ogród.
Ogród z tyłu domu? To musi być miejsce, gdzie będę wykonywał swoje domowe prace.
Harry skinął entuzjastycznie głową. Nie cierpiał pracować na dworze, gdy robiło się bardzo gorąco, zwłaszcza gdy nie pozwolono mu pić ani schować się w cieniu.
— Dziękuję, ojcze — powiedział.
Snape wyciągnął dłoń i poklepał go po kolanie. Harry pomyślał, że było to trochę dziwne, ale ponieważ nie bolało, nie cofnął się. Przynajmniej nie za bardzo.
— Myślę, że to na razie wystarczy. Może teraz poszedłbyś się umyć przed kolacją i za jakieś dziesięć minut spotkamy się w jadalni?
— Tak, proszę pana!
Będę miał jeszcze kolację! To naprawdę udany dzień.
OoO
Severus obserwował biegnącego w stronę schodów chłopca i stłumił westchnięcie. Chwila czystej radości, którą doświadczył podczas wymierzania kary Dursleyom za cierpienia, które wyrządzili Harry'emu przez minione lata, zniknęła kompletnie, gdy stanął twarzą w twarz z rzeczywistością. Z chłopcem, który myślał, że nie wolno mu mieć własnych mebli i który nie pamiętał, by ktokolwiek go kiedyś pocieszał, gdy został ranny. Snape po raz kolejny zastanawiał się, jak mógł pomyśleć, iż nadaje się do opieki nad chłopcem. Co on w ogóle wiedział o maltretowanych dzieciach? Sam był jednym z nich! Nie była to zbyt dobra rekomendacja.
Miał jednak jeszcze coś do załatwienia przed kolacją. Wszedł do gabinetu i zamykając za sobą drzwi, rzucił proszek Fiuu do paleniska. Gdy zielone płomienie buchnęły do góry, zawołał:
— Albus Dumbledore!
Chwilę później głowa Albusa pojawiła się w kominku.
— Dobry wieczór, Severusie. Jak tam? Jakieś problemy?
— Nie. Nie bardzo — westchnął czarodziej. — Mogę do ciebie przyjść?
— Oczywiście, drogi chłopcze. — Głowa Dumbledore'a szybko zniknęła.
Severus rzucił nieco więcej proszku w płomienie i wymawiając nazwę gabinetu dyrektora, wszedł do kominka. Po wymówieniu wyraźnie docelowego miejsca podróży i szalonym wirowaniu wokół własnej osi, Snape prześlizgnął się z gracją przez połączenie sieci Fiuu do okrągłego gabinetu Dumbledore'a.
— Dziękuję — powiedział, oczyszczając swoją szatę jednym machnięciem dłoni.
— Przyjemność po mojej stronie. Proszę, usiądź. Cytrynowego dropsa? — Dyrektor zaoferował mu opakowanie słodyczy.
— Nie, dziękuję — odpowiedział Severus, siadając. — Odwiedziłem Dursleyów — powiedział, omijając wszystkie irytujące gadki-szmatki, które musieliby przejść. — I rzuciłem na nich Priori Malum Res.
— Ach. — Albus złączył dłonie przed twarzą i spojrzał między palcami na drugiego czarodzieja.
— Nie przepraszam za to. Uznałem tylko, że powinieneś o tym wiedzieć.
Dyrektor skinął głową.
— Minęło wiele czasu, od kiedy ta klątwa została po raz ostatni użyta.
— To nie jest Czarna Magia, Albusie! — Severus wstał ze swojego miejsca i zaczął przemierzać pokój. — W każdym razie zasłużyli na to. Miałem prawo to zrobić!
— I zrobiłeś to. Ale ta kara jest trochę zbyt… surowa jak dla mugoli, nie sądzisz?
— Jeśli widziałbyś… — Równie dobrze mógł teraz wyznać wszystko. Lepiej szybciej niż później. — W pierwszej kolejności użyłem na nich Legilimencji.
— Na każdego z nich?
Cholerny Albus i jego miękki, nie całkiem oskarżający ton.
— Tak — warknął. — Nawet na chłopca. Ma siedem lat, a jest większym tyranem niż kiedykolwiek był Black. Pokazywał Harry'ego, którego nazywał psem, swoim kolegom, a później namawiał ich do pobicia go.
Dumbledore westchnął ciężko. Jego niebieskie oczy były zmęczone i bez życia, ale spoglądały wprost do wnętrza Severusa, do jego sumienia.
— Jak długo będzie trwała klątwa?
Severus też spoglądał prosto w oczy swojego mentora, domyślając się, że prawdopodobnie ten stosuje na nim Legilimencję.
— Sześć lat, tak podejrzewam. Tak długo jak mieli nad nim pieczę. Nie umrą od tego, ale możliwe, że będą chcieli.
— Bardzo dobrze. — Albus umieścił opakowanie dropsów w szufladzie. — Czy jest coś jeszcze, Severusie?
— Tak, ale to mało istotne sprawy — powiedział dość sztywno Severus. Był wdzięczny dyrektorowi za pomoc, zwłaszcza związaną z „prawnymi problemami", które miał z ministerstwem. Z drugiej strony Albus był czasami prawdziwym wrzodem na tyłku. — Harry obudził się ze swojej popołudniowej drzemki z krzykiem. Nie mogłem znaleźć żadnej przyczyny jego stanu, ale twierdził, że wszystko go boli, nawet kości. Jednakże nie zaszła żadna zmiana w jego wyglądzie. W dodatku sądziłem, że przyjęcie krwi będzie wpływać na jego organizm przez miesiące.
— Bo tak jest — potwierdził Albus.
— Drugą sprawą jest to, że rzucił wokół siebie perfekcyjne zaklęcie Silencio podczas snu. Powiedział, że musiał to robić u Dursleyów, ponieważ nie wolno mu było hałasować nawet, gdy śnił.
— W tym wieku... Musi być bardzo utalentowany.
Severus spiorunował go wzrokiem.
— Nawet mnie nie słuchasz. Chłopiec nauczył się magii, by chronić się przed tymi cholernymi potworami! Nawet mi nie powiedział, że cierpi! Do diabła, chcę wiedzieć, co poszło nie tak z rytuałem. Jakiego nowego bólu mogę się spodziewać dla mojego syna, bo on mi sam o tym nie powie?
— Podejrzewam, że żadnego — powiedział spokojnie Albus. Jego oczy odzyskały swój blask, ale Severus nie ufał ani odrobinę tym słowom. — Przynajmniej nie od jakiekolwiek zewnętrznej magii. Z pewnością będzie potrzebował czasu do przystosowania się do życia z prawdziwym rodzicem.
— Ty coś wiesz —warknął Severus. Nie podobały mu się ogniki w oczach Albusa i jego dobrotliwy ton. — Co ukrywasz?
— Ja? Severusie, powinieneś znać mnie lepiej.
— Znam cię wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że prosta odpowiedź nie jest tym, co masz na myśli. — Severus rozluźnił pięści i po raz setny zastanowił się, czy właściwie postępuje, zostając pod egidą1 tego starca. Ale jaki właściwie miał wybór?
— Zawsze mówię ci wszystko, co musisz wiedzieć.
— I nie jest to nawet jedna dziesiąta z tego, co chcę wiedzieć — mruknął Severus. Chwycił pojemnik z proszkiem Fiuu i zerwał z niego przykrywkę.
— Zatem do zobaczenia w piątek. Razem z chłopcem.
Z niemal oficjalnym ukłonem Severus rzucił proszek w ogień i ruszył z powrotem do domu.
1"pod egidą" — związek frazeologiczny oznaczający pod opieką, przewodnictwem, patronatem.
