Rozdział 14

Tej nocy Harry ponownie krzyczał przez sen. Nawet nie był świadomy, że rzucił na siebie zaklęcie uciszające, ale Severus użył uroku, który miał go obudzić, jeśli sen Harry'ego zostałby w ogóle zakłócony, a także ostrzec, gdyby koszmary chłopca przybrały naprawdę zły obrót. Severus, który w swoim pokoju po drugiej stronie korytarza przewrócił się właśnie na łóżku, słyszał nieustający, buczący dźwięk. Dopiero po dziesięciu czy piętnastu sekundach zrozumiał, co to jest. Wyskoczył prędko z łóżka i pobiegł do sypialni chłopca. Znalazł Harry'ego rzucającego się na posłaniu, zaplątanego w kołdrę i prześcieradło, które ograniczało jego ruchy. Siedmiolatek praktycznie hiperwentylował się, ale to wszystko odbywało się... w ciszy.

Severus anulował zaklęcie tłumiące, przygotowując się na krzyki, które miały nadejść, i chwycił chłopca w ramiona. Jeszcze przez kilka minut walczył z rękoma i nogami siedmiolatka, gdy ten starał się od niego uwolnić. Kiedy Harry w końcu się obudził, jego oczy były szeroko otwarte i Severus wiedział, że nigdy nie mógłby zabronić temu dziecku niekontrolowanego korzystania z magii, bez względu na to, jak bardzo go to niepokoiło. Chłopiec był sztywny ze strachu. Miał zaczerwienioną i spoconą od wysiłku skórę.

Severus przemawiał do niego łagodnie:

— Cicho, Harry… W porządku… Trzymam cię…

— Tatuś — szepnął chłopiec, z trudem łapiąc oddech. Opadł bezwładnie i ukrył twarz w ramieniu Severusa, po czym objął jego szyję swoimi maleńkimi, chudymi rękoma.

Zaskoczony Severus poklepał dość niezręcznie tył głowy Harry'ego. Tatuś?

— Czy chcesz mi o tym opowiedzieć? — zapytał. — Czy miałeś zły sen?

Harry przytaknął, lecz nadal wtulał się w ramię Severusa. Jego oddech zmienił się w sapanie.

— Był okropny. Ona krzyczała.

— Kto krzyczał, Harry?

— Pani z czerwonymi włosami. Potem było zielone światło, a ona nie żyła.

Severus poczuł falę zimna i przytulił mocniej chłopca.

Lily. Śnił o śmierci matki.

— Wszystko w porządku — mruknął.

— Nie jest w porządku — zaprzeczył chłopiec. — Ona nie żyje, nigdy jej nie poznałem.

— Tak — odpowiedział Severus. — Nigdy nie miałeś okazji.

Potem nastąpiło jeszcze trochę klepania po plecach, a Dappin przyniósł im po kubku kakao. Chłopiec powiedział, że jeszcze nigdy do tej pory nie próbował czegoś takiego, ale stwierdził że jest genialne i wsunął się z powrotem pod kołdrę. Severus zostawił mu małą kulkę światła o wielkości przypominajki na szafce nocnej, żeby Harry mógł obserwować zmieniające się kolory, jeśli tylko miałby na to ochotę.

— Spróbuj ponownie zasnąć — powiedział mężczyzna do syna, zamykając drzwi. — Jutrzejszy dzień będzie wykańczający.

— Ojcze! — krzyknął chłopiec. — Proszę… zostawisz drzwi otwarte?

Severus skinął głową i spełnił prośbę chłopca. Upewnił się także po powrocie do swojej sypialni, że jego drzwi również są uchylone na wypadek, gdyby Harry chciał go poszukać. Reszta nocy przeminęła bez żadnych problemów, chociaż Severus wstawał kilka razy, by upewnić się, że z chłopcem jest wszystko dobrze. Raz musiał go ponownie przykryć, ponieważ cała pościel była skopana i przesunęła się w nogi łóżka.

Rano Severus — nadal zmęczony po nocnych przeżyciach — usiadł na łóżku i przetarł oczy nadgarstkami. W ciągu bardzo krótkiego czasu poczuł się bardzo komfortowo z myślą, że Harry został jego synem. Uśmiechając się lekko, wykonał poranne ablucje i spotkał chłopca na wąskich schodach prowadzących do salonu. Siedmiolatek był ubrany we wczorajsze ubrania, ale nie miał na sobie szaty. Jego wizytowe buty stukały głośno na stopniach.

— Dziś idziemy kupić ubrania — poinformował Snape, mierząc chłopca od czubka głowy po koniuszki palców. — Wyruszamy zaraz po śniadaniu.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się, ale powiedział tylko:

— Tak, proszę pana.

Severus zacisnął usta i skinął głową, po czym zaprowadził chłopca do jadalni, gdzie śniadanie już na nich czekało. Gdy Harry usadowił się na krześle, Severus podniósł je tak, jak to zrobił wczoraj. Tym razem chłopiec nie przeraził się, ale roześmiał radośnie, gdy mebel wystrzelił do góry, choć jego dłonie zacisnęły się kurczowo na oparciu krzesła. Po raz pierwszy Snape usłyszał śmiech dziecka i uznał, że chce go słyszeć częściej.

Harry spojrzał na stół i w oczach miał dziki głód, ale po nic nie sięgnął. Severus podniósł półmisek z jajkami i obsłużył się, podczas gdy siedmiolatek go obserwował. Jego wzrok prześlizgiwał się od łyżki, którą Snape nakładał jedzenie, do swojego talerza i z powrotem w nerwowym oczekiwaniu.

— Czy masz ochotę na jajka, Harry?

Chłopak przygryzł wargę, lecz nie odpowiedział od razu. Severus przeklął się natychmiast. Dzięki inwazji na umysły mugoli — które były podobne do owadzich — wiedział, że odpowiedź na to pytanie, zwłaszcza, gdy było twierdzące, niemal zawsze kończyło się szyderstwami krewnych Harry'ego. „To źle, ponieważ byłeś niegrzecznym chłopcem i nie dostaniesz niczego" — tak mówiła jego ciotka, a jego kuzyn dodawał: „Dostaniesz coś tylko wtedy, gdy zostanie, kiedy skończę, prawda, mamo?".

Dlatego też…

— Weź trochę jajek, Harry — powiedział Severus, przełamując niezręczną ciszę i nakładając hojną porcję na talerz chłopca.

Siedmiolatek spojrzał na niego z takim uwielbieniem, że aż poczuł szarpnięcie serca.

— Dziękuję, proszę pana.

— I boczek. — Położył trzy paski mięsa na talerzu Harry'ego. — Tost też. — Dwie kromki chleba posmarowane masłem wypełniły po brzegi talerz chłopca.

— Dziękuję, proszę pana — powiedział po raz kolejny Harry.

Uniósł widelec — ponownie trzymając go w pięści, co nasunęło Severusowi myśl, że będą musieli popracować nad etykietą przy stole — ale czekał cierpliwie, aż ojciec obsłużył się do końca i podniósł własne sztućce.

— Wszystko w porządku, Harry. Możesz już zacząć jeść.

Chłopiec błyskawicznie wepchnął do ust boczek, nabierając drugą porcję na widelec, dzięki czemu jedzenie znikało szybciej, niż Severus byłby sobie w stanie kiedykolwiek wyobrazić. Wydawało się, że Harry nie jest pewien, czy ktoś nie zabierze mu posiłku. Mężczyzna ze wspomnień krewnych siedmiolatka wiedział, że to się zdarzało, mimo to…

— Zwolnij, dziecko. Jedzenie nigdzie nie ucieknie.

Skruszony Harry zatrzymał rękę z drugim kęsem jajek kilka centymetrów od ust. Widelec zadrżał mu w dłoni, gdy spojrzał na Severusa, jakby czekał na sygnał, że może ponownie jeść.

— Po prostu nie chcę, byś zachorował, Harry — powiedział Severus. — Jeśli będziesz jadł zbyt szybko, tak właśnie się stanie.

— Tak, proszę pana — odpowiedział siedmiolatek. Jadł teraz swoje jajka, przeżuwając je przed połknięciem.

Severus stłumił westchnięcie. Przypuszczał, że maniery chłopca poprawią się, gdy ten nie będzie tak przestraszony możliwością, że nie będzie mógł zjeść. Do tego czasu nie musi patrzeć na Harry'ego, gdy ten je.

Po śniadaniu Snape pokazał chłopcu resztę domu, w tym kuchnię, gdzie ku przerażeniu mężczyzny, Harry wydawał się raczej szczęśliwy, patrząc na garnki, patelnie oraz na środki czystości, które były tam przechowywane. W ogrodzie musiał przypomnieć ponownie dziecku, że nie jest skrzatem domowym i spodziewa się, że na dworze będzie się bawił, a nie uprawiał ogrodnictwo.

Severus wiedział, że obraz chłopca przekrzywiającego na bok głowę, jakby użył nieznanego słowa, mówiąc „bawił się", zostanie z nim na zawsze. Przypomniało mu to własne dzieciństwo. Nie były to miłe wspomnienia, niezależnie od dość przyjemnych przecież okoliczności, w których je przywoływał. Były niemal całkowicie ponure i beznadziejne. Niemal… To dziecko… Dla niego pojęcie „bawić się" było obce, ale Severus przysiągł sobie, że nie zawsze tak będzie.

Dlatego też bezpośrednio po odwiedzeniu sklepu odzieżowego, w którym zakupili przymierzone przez Harry'ego koszule, spodnie, spodenki, bieliznę, skarpetki, piżamę, buty i szaty w różnych kolorach i na każdą okoliczność, skierowali się wprost do pobliskiego sklepu z zabawkami. Severus powiedział chłopcu, by wybrał kilka rzeczy i obserwował jego twarz, gdy szli między półkami. Oblicze dziecka, na którym malowało się zdumienie, gdy został otoczony przez te wszystkie magiczne zabawki, dźwięki przez nie wydawane, machanie skrzydłami i nawoływanie „Pobaw się ze mną!" było czystą ambrozją.

Harry nie dotknął niczego, ale jego wzrok zatrzymał na kilku zabawkach, kiedy jednak wybierał jakieś dla siebie, sięgał po te, które były niewielkie i niedrogie — oraz tandetnie zrobione, jeśli Severus miał być szczery — z oczywistą nadzieją, że gdy nie poprosi o dużo, otrzyma chociaż trochę. Severus potrząsnął głową i zaprowadził chłopca z powrotem do półek, każąc Harry'emu wziąć jaskrowo pomalowany, ziejący ogniem komplet figurek długoroga rumuńskiego, worek niebieskich i zielonych szklanych kulek, a na koniec dziecięcą miotłę.

Severus sądził, że do końca tygodnia prawdopodobnie pożałuję tych wszystkich zakupów, ale w tym momencie widok czystej, niepohamowanej radości Harry'ego był nagrodą samą w sobie.

Severus skurczył zabawki, tak jak wcześniej ubrania, i schował je do kieszeni z obietnicą przekazania ich chłopcu, jak tylko dotrą do domu. Po tym udali się na spotkanie z optykiem, by dobrać odpowiednie okulary dla Harry'ego. Wywołało to u chłopca większe podniecenie niż zabawki. W końcu zatrzymali się w Dziurawym Kotle, gdzie Harry trzymał niezgrabnie w dłoniach menu blisko swojej twarzy, ale wydawało się, że w rzeczywistości go nie czyta. Wpatrywał się w stół i wymotał niezrozumiałą odpowiedź, gdy został zapytany, co chce zjeść.

Severus zmarszczył brwi.

— Nie jesteś głodny?

— Nie, proszę pana, ojcze. — Nowe okulary sprawiły, że oczy Harry'ego były jaśniejsze i większe, a w dodatku już ich nie mrużył, co było zdecydowaną poprawą.

Inny pomysł przyszedł mężczyźnie do głowy.

— Nie potrafisz przeczytać menu? — Rumieniec pojawił się na policzkach chłopca, zanim odwrócił wzrok i wzruszył ramionami. — Harry…

— Przepraszam, proszę pana! — Odłożył menu i złożył ręce na kolanach, spoglądając na nie żałośnie.

— Harry, nie jestem zły za wzruszenie ramionami, które zrobiłeś wcześniej. Jestem zaniepokojony twoją nieumiejętnością czytania. Nie nauczyłeś się tego w szkole? — Chłopak przełknął ślinę i skinął głową. — Dlaczego nie? — Harry nie wyglądał na opóźnionego.

Z niewyjaśnionych przyczyn oczy Harry'ego wypełniły się łzami. Przetarł je brutalnie swoimi małymi piąstkami.

— Ponieważ jestem głupi.

— Nie. Nie jesteś głupi. Każdy, kto potrafił zapamiętać wszystkie zasady mojego domu, jest obdarzony przynajmniej doskonałą pamięcią.

Jestem. — Upierał się chłopak. — Ciocia Petunia powiedziała…

— Jestem pewien… — oświadczył spokojnie Severus, gdy Harry nie dokończył zdania — ... że twoja ciotka powiedziała ci wiele rzeczy w ciągu minionych lat, które są po prostu nieprawdą. Wspominałem ci o tym wcześniej, czyż nie?

Harry wciąż na niego nie patrzył, ale skinął lekko głową.

— Właśnie. A teraz powiedz mi, czy były w szkole jakieś przedmioty, które lubiłeś?

— Tak, proszę pana. Matma.

— Dobrze. Czemu ją lubisz?

— Potrafię szybko liczyć i liczby są łatwe do pisania. Jest ich tylko dziesięć.

Severus skinął głową. Tom podszedł do ich stolika, by przyjąć zamówienie, ale Snape z irytacją odprawił go machnięciem ręki. Kiedy mężczyzna odszedł, powiedział:

— Widzisz, wszystko jest z tobą dobrze. Czemu więc masz problemy z czytaniem? Pamiętaj, że nie zaakceptuję odpowiedzi, którą dałeś mi wcześniej.

Ramiona Harry'ego uniosły się.

— Trudno jest myśleć tylko o tym.

— A istnieje jakiś powód?

Kręcąc głową, Harry powiedział:

— Nie, proszę pana. Na lekcjach często było mi trudno myśleć.

— Dlaczego? — zapytał Severus, chociaż miał kilka pomysłów.

— Łatwo się rozpraszam — powiedział Harry, tak jakby kogoś cytował. — I po przerwie śniadaniowej byłem często kapryśny i nieprzewidywalny.

— Naprawdę? Kto tak powiedział?

— Ciocia Petunia.

Severus w głowie powiedział te same słowa wraz z chłopcem. Pokręcił głową.

— Kiedy ci powiedziała, że jesteś kapryśny i nieprzewidywalny?

— Kiedy dostałem moje oceny na koniec pierwszej klasy. Powiedziała, że nauczyciel jej to powiedział. I że jej Dudziaczek to wspaniały uczeń i to wstyd, że musi chodzić do szkoły z kimś takim jak ja.

— Czy… Dudziaczek był razem z tobą w jednej klasie? — Prawie się zakrztusił, wypowiadając to zdrobnienie.

Na gacie Merlina.

— Tak, proszę pana.

— A kiedy był z tobą w klasie, odrywał cię od twojej pracy?

Harry, wyraźnie zdziwiony, w końcu na niego spojrzał.

— Przepraszam, proszę pana?

— Czy był kiedykolwiek głośny lub nieuprzejmy w twojej obecności, do tego stopnia, że trudno było ci utrzymać koncentrację nad zadaniem? — Do licha, doskonale wiedział, że Dudziaczek to robił, ale chciał, by Harry sam to dostrzegł. — Czy on kiedykolwiek świadomie zabierał twoją pracę i niszczył ją lub nakłaniał innych do zrobienia czegoś takiego?

Harry bardzo cicho potwierdził:

— Tak, proszę pana. Czasami.

Severus skinął głową.

— A po porannej przerwie, po której byłeś kapryśny i nieprzewidywalny, czy twój kuzyn nigdy cię nie zaatakował lub nie przekonał do tego innych?

— Czasami, proszę pana. — Chłopiec wyglądał na zupełnie nieszczęśliwego i Severus w końcu ustąpił.

— Czy uważasz, że gdybyś nie był ścigany przez swego niemiłego kuzyna w każdej minucie szkolnego dnia, byłbyś w stanie skoncentrować się na nauce czytania? A może byłbyś nawet lepszy w matematyce?

— Być może — przyznał chłopiec.

— Hmmm… — zgodził się Severus, dając sygnał Tomowi, że są gotowi do złożenia zamówienia. — Zobaczymy.

OoO

Kolejne dni przeminęły Harry'emu z prędkością światła. Towarzyszył on Dappinowi i pomagał mu w obowiązkach domowych nawet wtedy, gdy skrzat twierdził, że nie potrzebuje pomocy. Doprowadziło to do tego, że Dappin zawsze piszczał radośnie, gdy zobaczył małego mieszkańca domu. W ogrodzie Harry nauczył się wszystkich nazw kwiatów i innych roślin, które później recytował swojemu ojcu podczas obiadu, sprawiając, że wargi mężczyzny drgały, gdy mówił, że jest z niego zadowolony. W ciągu dnia ojciec często był zajęty swoją pracą na rzecz szkoły — tak powiedział Harry'emu — przez co siedmiolatek bawił się sam w ogrodzie lub w swoim pokoju nowymi zabawkami, które podarował mu ojciec. Najbardziej lubił swoją miotłę!

Kochał latanie i chciał wznieść się wyżej niż na to pozwalała dziecięca zabawka. Mógł latać jedynie kilka metrów nad ziemią, ale ojciec powiedział, że kiedy będzie starszy, będzie mógł latać na miotle dla dorosłych, na której sięgnie nieba. Ojciec obiecał mu, że zobaczy je w Hogwarcie, gdy zakwaterują się w szkole.

Ojciec wiele mu opowiadał o szkole.

Najlepszym momentem dnia był czas po kolacji, gdy ojciec siadał z Harrym na kolanach w przytulnym fotelu w bibliotece i razem czytali książkę. Severus sprawił, że uczenie się liter i układanie ich w słowa było zabawą i co wieczór przed pójściem do łóżka powtarzał Harry'emu, jaki jest mądry i że wkrótce będzie mógł samodzielnie czytać. A przed zaśnięciem opowiadał chłopcu historie o świecie czarodziejów, czasami o Hogwarcie i o rzeczach, których może się w nim spodziewać — były tam prawdziwe duchy! Czasami opowieści brzmiały jak bajki, takie jak czasami czytała im pani Egglestrom w szkole; były o smokach, olbrzymach i trollach!

Harry wciąż jednak śnił koszmary, te okropne o wężowym człowieku z czerwonymi oczami i zielonym światłem, które zabijało panią. I inne, w których miał obrożę na szyi, a Dudley wpychał go do klatki i szturchał patykami, gdy Piers skandował: „Psi oddech, psi oddech", a wuj Vernon szarpał za smycz, aż stawała się coraz bardziej i bardziej napięta, że aż nie mógł oddychać.

Ojciec nigdy ponownie nie zabronił mu używania Uciszenia, chociaż Harry skorzystał z niego, ale to był przypadek. Nic nie mógł na to poradzić — zrobił to przecież w czasie snu. Snape zawsze go budził, gdy miał koszmary, i przytulał mocno, mówiąc pocieszające słowa, dopóki Harry nie był gotowy do powtórnego zaśnięcia. Zdarzało się, że Severus zostawał w jego sypialni dłużej. Siadał na łóżku, kiedy chłopiec kładł się i delikatnie, okrężnymi ruchami głaskał mu plecy lub bawił się jego włosami. Harry niemal w ogóle nie wzdrygał się, gdy ojciec to robił.

Harry znalazł nawet w ogrodzie przyjaciela. Wąż z czerwonymi paskami przypełznął do niego, gdy bawił się w smoczą wojnę! Jego język połaskotał go w kostkę. Harry spytał ojca, co wie o wężach i czemu ich języki tak się wysuwają i poruszają. Severus wyjaśnił mu, że to pewnego rodzaju degustacja, dlatego też Harry zapytał węża:

Czym sssmakuję?

Wąż uniósł lekko głowę i spojrzał na niego z zaskoczeniem, tak jak wąż, którego spotkał u Dursleyów.

Ty mówissssz?

Harry nie obraził się tym razem, tylko odpowiedział:

Tak. Czy sssą inni, którzy to potrafią?

Teraz już nie — odpowiedział wąż.

Przykro mi. Umm… Mam na imię Harry. A ty?

Imię? To ludzka rzecz. — Wąż prześlizgnął się po jednej z jego nowych tenisówek, które mógł nosić tylko, gdy bawił się na dworze i dotknął ponownie językiem gołą kostkę. — Ale możesz mnie nazywać Hassseth.

Miło mi cię poznać, Hassseth — powiedział Harry, pamiętając, że ojciec uczył go witać ludzi.

Mi również, Harry. — Wąż wsunął się pod nogawkę spodni chłopca i owinął się dookoła jego nogi. — Jesteśśś ciepły, Harry. I sssmakujesz jak późne lato.

Harry nie wiedział, czy to dobrze, czy źle, ale uznał, że jeśli Haseth się to podobało, to musi być w porządku.

Możesz tam zossstać, jeśśśli chcesssz, i utrzymać sssię w cieple — powiedział do węża. — Ale nie wiem, czy mogę cię zabrać do śśśrodka.

Nie chcę iśśść do miejsssca należącego do mężczyzny, Harry. Ale tak, zossstanę. Jesteśśś ciepły. Dziękuję.

Harry, uśmiechając się, wrócił do gry, od czasu do czasu rozmawiając z Haseth. Opowiedział jej także wszystko o Hogwarcie.

Szybciej niż się spodziewał, nadszedł czas pójścia do szkoły.

Skorzystali z sieci Fiuu — ojciec powiedział mu, że to nie jest dokładnie jak lot na jego miotle, chociaż dźwięk wydawał się podobny do tego, który Harry słyszał, gdy bawił się nią w ogrodzie* — tak jak wtedy, gdy udali się na Pokątną, do miejsca, gdzie czarodzieje robili zakupy. Harry'emu nie podobało się wchodzenie do kominka. Bał się, że się poparzy, tak jak to miało miejsce kilka razy, gdy ciocia Petunia ukarała go za upuszczenie garnków w kuchni. Ale ojciec twierdził, że ogień nie jest gorący po wrzuceniu magicznego proszku i jest to najszybszy środek lokomocji czarodziejów.

Harry nie powiedział ojcu, że nie jest czarodziejem i nie może w rzeczywistości czarować, ponieważ nie chciał ujrzeć, jak ten mruży oczy w sposób, który jasno mówił, że jest smutny lub zdenerwowany. Wziął ojca za rękę i fiuknęli razem do Hogwartu. Tak jak ostatnim razem Harry nałykał się sadzy, a Severus usunął brud z jego ubrania za pomocą patyka, który trzymał zwykle przy sobie i z niewiadomych powodów nazywał go różdżką.

Znajdowali się w dużym pomieszczeniu, a wokół nich pełno było błyszczących i wirujących srebrnych przedmiotów. Za biurkiem siedział dyrektor Dumbledore. Harry schował się za nogami ojca, ale Severus nie pozwolił mu na to. Położył dłoń na ramieniu chłopca, popychając go do przodu.

— Dzień dobry, Harry — przywitał go dyrektor.

Ojciec ścisnął trochę mocniej jego ramię, więc chłopiec spojrzał na starca w dziwnej szacie i spiczastym kapeluszu, odpowiadając:

— Dzień dobry, dyrektorze Dumbledore, proszę pana.

Mężczyzna uśmiechnął się, a jego jasnoniebieskie oczy świeciły niczym gwiazdy, gdy wyciągnął opakowanie słodyczy.

— Cytrynowego dropsa, Harry?

Harry przygryzł wargę i spojrzał na ojca, który skinął głową. Dopiero wtedy chłopiec wyciągnął dłoń, by przyjąć jeden z cukierków.

Dyrektor spojrzał na Snape'a znad swoich okularów, a jego uśmiech stał się szerszy.

— Przyprowadziłeś nam bardzo wytwornego młodzieńca.

— Oczywiście — powiedział ojciec, klepiąc Harry'ego po ramieniu. — Jest moim synem.

Chłopiec poczuł, jak klatka piersiowa zaciska się mu ze szczęścia. Ssał radośnie cukierka, gdy dwaj mężczyźni ze sobą rozmawiali.

— Jeden ze skrzatów domowych pokaże wam wasze pokoje. Możesz je nieco rozszerzyć, aby odpowiadały zmienionym okolicznościom. Pozwoliłem sobie również wybrać jednego ze skrzatów, by pomógł ci się opiekować dzieckiem, gdy będziesz miał zajęcia, o ile to zaakceptujesz.

Harry ożywił się, wiedząc, co znaczy słowo „akceptacja", ale był cicho, tak jak powinien być. Ojciec spojrzał na niego.

— To rozsądne rozwiązanie — powiedział. — Dziękuję.

— Nie ma za co, Severusie. Mieliśmy już tu wcześniej nauczycieli, którzy byli rodzicami i śmiem twierdzić, że będzie tak ponownie. — Spojrzał po raz kolejny na Harry'ego, który nie potrafił się nie skręcać pod tym spojrzeniem. — Bardzo przypomina ojca, nie sądzisz?

Teraz Severus się w niego wpatrywał i Harry starał się trzymać prosto głowę, choć było to trudne, ponieważ tak naprawdę chciał stać się jak najmniejszy, a najlepiej niewidoczny.

— Tak — mruknął ojciec. — I to coraz szybciej.

Dyrektor zaśmiał się, a ojciec, słysząc to, poderwał głowę, spoglądając na starszego czarodzieja. Snape wyglądał na wściekłego. Harry pochylił szybko szyję. Ale ojciec nic nie powiedział na ten temat, ani nikogo nie uderzył i niczym nie rzucał, choć jego uścisk na ramieniu chłopca zacisnął się nieznacznie.

— Wszystko w porządku, Harry — powiedział cicho. — Nie jestem zły.

Harry spojrzał na niego szybko, nie bardzo mu wierząc, i Snape zmienił swoją wypowiedź.

— Nie jestem zły na ciebie.

Dopiero wtedy Harry nieco się zrelaksował.

Kilka minut później znaleźli się na schodach, które się poruszały! Zeszli na dół do długiego korytarza z wysokim sufitem i z błyszczącymi, drewnianymi posadzkami. Harry pomyślał, że mógłby spróbować tu latać na swojej miotle. U podnóża schodów stały dwa brzydkie posągi i ktoś, kto wyglądał jak Dappin, był jednak mniejszy i z żółtymi, a nie zielonymi oczami.

— Jestem Nelli, proszę panów — powiedział skrzat. — Pokażę państwu wasze komnaty, mistrzu Snape, mistrzu Harry.

— Dziękuję, Nelli — powiedział ojciec, a Harry powtórzył za nim.

Skrzat skłonił się i poprowadził ich korytarzem do szerokich, kamiennych schodów z poręczami, które były wręcz stworzone do zjeżdżania. Nad ich głowami znajdowało się więcej schodów i nawet wtedy, gdy Harry patrzył, niektóre z nich się przesunęły, zamykając jedno przejście i tworząc nowe.

— Ojcze, widziałeś? — spytał Harry, wskazując na nie.

— Tak, Harry. Opowiadałem ci o schodach.

To była prawda, ale chłopiec nie do końca zrozumiał, co Snape miał na myśli. Schody ot tak się nie poruszają.

— Tak, proszę pana, ale czy widział pan to?!

Wargi Snape'a uniosły się w niepełnym uśmiechu. Skinąwszy głową, chwycił dłoń Harry'ego. Podążając za skrzatem, przeszli przez główne schody do niewielkiego korytarza opadającego w dół. Idąc długim tunelem, ominęli wiele drzwi i inne schody, aż dotarli do ślepego zaułka.

Nelli zatrzymała się i wskazała na mur.

— Tu są wasze pokoje, mistrzu Snape, mistrzu Harry. Mistrz Dumbledore powiedział, że możecie zmienić hasło, na jakie tylko pragniecie. Aktualne hasło brzmi „Czekoladowe żaby".

Po jej słowach ściana się przesunęła, tak jak schody sama z siebie, tworząc przejście. Ukryty pokój! Harry klasnął w dłonie.

— Ojcze, one…

— Widziałem, Harry — powiedział ojciec, ale nie wyglądał na zirytowanego, tylko na szczęśliwego, gdy wprowadził ich do nowego domu.

*floo i flow — w języku angielskim fiuu i lot brzmią podobnie. Nieprzetłumaczalna gra słów.