Rozdział 15
Severus patrzył na Harry'ego, który poznawał swój nowy pokój. Albus odwalił kawał naprawdę dobrej roboty; pomieszczenie było przyzwoitych rozmiarów. Przestronne, z dużym, magicznym oknem na jednej ze ścian z widokiem na błonia Hogwartu. Harry patrzył na nie przez dłuższy moment, po czym się odwrócił.
— Ojcze, to jest…? Myślałem, że szliśmy bardzo długo w dół.
— Tak, znajdujemy się pod ziemią. To magiczne okno. Możesz przez nie zobaczyć boisko quidditcha.
— Grają tutaj w quidditcha? Na dorosłych miotłach, proszę pana?
Ku przerażeniu Severusa, czytali wspólnie co wieczór książki o quidditchu (prezent od Albusa, tego wścibskiego starca) i, o ile Snape mógł stwierdzić, chłopiec nie myślał o niczym innym, odkąd nauczył się latać na miotle. Wydawało się, że Harry'ego opanowała fascynacja lataniem, która wykraczała poza cokolwiek, o czym Severus słyszał, i tracił nadzieję na utrzymanie chłopca na ziemi.
Ale teraz Severus skinął głową i uśmiechnął się, gdy chłopiec powrócił do rozglądania się. W szafie wisiały już jego ubrania, a duże łóżko było przykryte niebiesko-złotą kołdrą. U nóg mebla był położony dodatkowy koc. Harry użył półki na ścianie, by ułożyć na niej swoją kolekcję smoków i szklanych kulek, którymi nauczył go grać Dappin. Skrzat bardzo polubił siedmiolatka i Severus zdawał sobie sprawę, że Dappin był bardzo zdenerwowany, że zostawili go na Spinner's End.
Pokój miał nawet własną łazienkę. Nie tak dużą jak główna, ale wystarczającą, by umieścić w niej wannę, umywalkę i toaletę. Jednakże Harry nie wyglądał na zadowolonego, gdy stanął na progu, zaglądając do środka. Jego dolna warga lekko drżała.
Severus z dezaprobatą przyjrzał się pomieszczeniu i chłopcu, nim zdał sobie sprawę, co się stało.
— Odsuń się, Harry — powiedział.
Siedmiolatek podskoczył ze strachu, ale zrobił, co mu kazano. Severus wyciągnął różdżkę i po kilku słowach i jednym machnięciu przekształcił wannę w duży prysznic ze szklanymi ścianami ozdobionymi złotymi smugami.
— Dziękuję — odetchnął z ulgą Harry.
Severus skinął ponownie głową. Któregoś dnia będą musieli porozmawiać o tym konkretnym strachu Harry'ego. Ale nie dziś. Teraz mieli inne problemy do rozwiązania. Jeden, odkładany od jakiegoś czasu na dalszy plan i drugi, który niedawno powstał.
— Przejdźmy do salonu. Musimy porozmawiać — powiedział Severus. Chłopiec go posłuchał, wyglądając nagle na przerażonego. By go uspokoić, dodał: — Nie jesteś w tarapatach. Musimy tylko... Jest kilka rzeczy, które powinienem z tobą omówić.
Mniej zdenerwowany, ale wcale nie do końca uspokojony, Harry stanął w salonie przed fotelem, w którym usadowił się Severus. Mężczyzna wskazał mu miejsce naprzeciwko siebie. Rzucił zaklęcie prywatności, by nie dopuścić do jakiegokolwiek podsłuchiwania przez wtrącających się staruchów. Rozejrzał się kolejny raz po pomieszczeniu.
Przydzielone im pokoje były naprawdę komfortowe. Meble w neutralnych kolorach i z odpowiednią ilością pluszu. Ściany z wbudowanymi regałami i z wystarczającym miejscem na kolejne półki, których prawdopodobnie będzie potrzebował. Małe prywatne laboratorium eliksirów znajdowało się na końcu korytarza naprzeciwko jego sypialni, która była obok pokoju Harry'ego. W kwaterach był również gabinet i salon oraz niewielka kuchnia. Oczywiście przeważnie będą korzystać z posiłków przygotowanych przez skrzaty domowe, ale raz na jakiś czas mogą przecież sami przyszykować herbatę.
Jego wzrok powrócił do Harry'ego, siedzącego z rękami starannie złożonymi na kolanach, tak jakby oczekiwał, że cały świat go ukarze. Westchnął delikatnie.
— Harry, proszę, spójrz na mnie.
Chłopiec uniósł wzrok, ale nie głowę. Severus napotkał oczy Lily ukryte za bujną grzywką w kolorze czystego węgla. Severus był bardzo zadowolony, że Harry wciąż ma jej oczy po rytuale przyjęcia. Nawet jeśli za każdym razem, gdy je widział, czuł ból z powodu utraconej wiele lat temu szansy.
Severus, starannie dobierając słowa, powiedział:
— Wcześniej odbyliśmy krótką rozmowę o twoich rodzicach i o tym, jak umarli, pamiętasz?
Harry przytaknął.
— Mówiłeś, że moja ciocia i wujek kłamali. Mama i tata nie mieli tak naprawdę wypadku samochodowego.
— Dokładnie. — Severus rozluźnił dłonie i wziął głęboki oddech. Jeśli to było tak trudne dla niego, to mógł tylko sobie wyobrazić, jakie to musiało być dla Harry'ego. — Sny, które masz... Pani, którą w nich widzisz, to Lily. Twoja matka.
Twarz Harry'ego zbladła, tak jakby Severus go uderzył.
— Słyszę jej krzyk...
— Tak, dziecko. Twoi rodzice, James i Lily, zmarli, gdy byłeś jeszcze dzieckiem. Zielone światło, które widzisz we śnie, to klątwa zabijająca. Jest to magia, ale najgorsza z najgorszych rodzajów. Czarnoksiężnicy używają jej do zabijania.
Usta siedmiolatka utworzyły idealne o. Harry spojrzał na niego tak, jakby nigdy wcześniej go nie widział. Severus czekał, gdy brwi chłopca zmarszczyły się w sposób przypominający jego własny grymas. Kilka minut później powiedział powoli:
— Ciocia Petunia zawsze mówiła, że ja... Ja miałem zginąć z nimi. Czy... czarnoksiężnik również mnie próbował zabić?
Tak delikatnie jak tylko mógł, Severus oznajmił:
— Tak, Harry. Ale mu się nie udało. Zamiast tego zniknął, a ty skończyłeś z blizną na czole.
Harry dotknął blizny.
— Myślałem, że mam ją po...
— Wypadku samochodowym? — Severus starał się nie szydzić na samą myśl o takim pomyśle, ale Harry tylko przytaknął, dlatego też mówił dalej: — Nie. To blizna po przekleństwie i prawdopodobnie nigdy nie zniknie. Wiele osób z czarodziejskiego świata wie, że przeżyłeś klątwę zabijającą. Oni znają cię z powodu tej blizny.
Chłopiec wyglądał na zdezorientowanego. Severus ustąpił:
— Wiem, że to wiele informacji jak na jeden raz, ale, Harry, musisz sobie uświadomić, że nikt jeszcze nigdy nie przeżył klątwy zabijającej. Również fakt, że nie widziano Czarnego Pana od nocy, podczas której próbował cię zabić, sprawia, że jesteś dość znany w naszym świecie. Istnieją tacy, którzy będą się do ciebie przymilać i inni, którzy będą oczekiwać od ciebie o wiele więcej, niż od kogoś innego i tacy, którzy nie uwierzą, że nie jesteś zdolny do używania potężnej magii i będą żywić do ciebie urazę z tego powodu.
Przerwał i rozważył, czy powiedzieć coś więcej, a jeśli tak, to musiał dokładnie dobrać kolejne słowa.
— Są też tacy, którzy podążali za Czarnym Panem. Oni są... mniej entuzjastycznie nastawieni do tego, że pozbyłeś się ich Pana. Będziesz musiał na nich uważać. Oczywiście będę cię chronić, jak najlepiej potrafię. Ale ty również musisz być czujny.
— Czujny?
— Ostrożny. Obawiam się, że nawet tutaj w Hogwarcie. Niektóre dzieci posiadają rodziców, którzy byli w służbie Czarnego Pana. Oczywiście wielu z nich twierdzi, że zostali do tego zmuszeni wbrew własnej woli, ale... — Westchnął i zamilkł.
Nie było powodu, by rozstrzygać to, czemu niektórzy śmierciożercy trafili do Azkabanu, a inni nie. Wystarczyło, a może nawet było to za dużo, że chłopiec wiedział, iż śmierciożercy wciąż żyli.
— Czy oni będą próbowali mnie zabić?
To szczere i poważne pytanie zadane przez kogoś tak młodego i z tak niewinną twarzą sprawiło, że Severus miał ochotę krzyczeć z niesprawiedliwości tego wszystkiego. Ten chłopak przeżył tak wiele w swoim krótkim życiu. Niekochany, zapomniany tuż po pierwszych urodzinach. Wykorzystywany, zaniedbany, a następnie wyrwany ze świata, który znał, by dowiedzieć się, że jego rodzice zostali zamordowani...
Severus był mu jednak winny prawdę.
— Mogą próbować — powiedział cicho. — Musisz być przy nich bardzo ostrożny i prawdopodobnie nie stanie ci się żadna krzywda. Ale jesteś również pod moją opieką — przypomniał mu. — Będę cię chronił.
Harry skinął głową, ale widać było po jego twarzy, że nie do końca w to wierzy. I to z jakiegoś powodu sprawiło, że Severus był jeszcze bardziej wściekły na Dursleyów niż w noc, w którą ich przeklął. Te ich sześć lat jako opiekunów chłopca nie nauczyły Harry'ego niczego z wyjątkiem tego, by nie wierzyć, że ktoś go ochroni i że nie może oczekiwać od świata niczego oprócz bólu. Nienawidził ich za to i szkoda, że nie użył na nich klątwy zabijającej lub nie wysłał ich do Azkabanu, gdzie każdy ich strach nękałby ich przez wieki w uściskach dementorów.
Jednakże pomimo tego, że jego status prawny był teraz pewny, ministerstwo dalej uważało go za śmierciożercę, którego nie może umieścić w więzieniu, jednak skwapliwie skorzystałoby z możliwości naprawienia tego błędu przy najbliższej sposobności. Zbyt wielki rozgłos w sprawie mugoli, z którymi żył Chłopiec, Który Przeżył, mógłby sprowadzić na Harry'ego niebezpieczeństwo. Tak, musiał się zadowolić wiedzą, że przynajmniej przez kilka lat Dursleyowie nie będą mieć nawet chwili wytchnienia — tak jak wcześniej Harry — od przeżywania tego, co zgotowali chłopcu. Przynajmniej w swoich umysłach.
— Czy masz jeszcze jakieś pytania? — spytał, chociaż podejrzewał, że Harry przytłoczony nowymi informacjami mógł go nie usłyszeć.
Zgodnie z oczekiwaniami chłopiec zaprzeczył:
— Nie, ojcze.
— Mamy jeszcze jeden problem do przedyskutowania. Zostaliśmy zaproszeni jutro na herbatę przez mojego starego... przyjaciela. Ma syna w twoim wieku, Draco, który jest również moim chrześniakiem. Malfoyowie to stara czarodziejska rodzina. Bardzo wpływowa w niektórych kręgach. I pragną cię poznać.
Harry był cicho, gdy ojciec mówił. Severus był bardzo zadowolony, że chłopiec wydawał się rozumieć konsekwencje wynikające z tego, o czym mówił.
— Czy muszę być przy nich ostrożny?
— Tak, ale Lucjusz Malfoy jest teraz bardzo poważany w ministerstwie i mało prawdopodobne jest, by zrobił coś, co zagroziłoby jego pozycji.
— Ok.
— Dobrze. — Severus wstał. — Już prawie pora lunchu. Idź umyć ręce, a ja zamówię posiłek u skrzatów.
— Tak, ojcze!
Severus obserwował idącego do łazienki chłopca, który był tak samo podekscytowany perspektywą posiłku, jak tydzień temu. Miał nadzieję, że pewnego dnia Harry przyjmie takie rzeczy jak posiłek i bezpieczeństwo za pewnik.
OoO
Po obiedzie Severus oddalił Harry'ego pod opieką Nelli, by zająć się przygotowaniami do swoich obowiązków nauczyciela. Siedmiolatkowi to nie przeszkadzało, ponieważ skrzatka chciała go oprowadzić po Hogwarcie, ale jak powiedziała, nie mogła go zabrać na boisko quidditcha bez wyraźnego pozwolenia ojca. Pokazała mu, gdzie znajdują się kuchnie i niektóre z pobliskich łazienek szkolnych, które były ogromne i wspaniałe, marmurowe z dziwnymi rzeźbami wyglądającymi z kątów. Na korytarzach mijali setki zbroi i tysiące posągów. Według słów Nelli były to same czarownice i czarodzieje. Harry próbował odczytać tabliczki umieszczone na postumentach, ale nie rozumiał wielu słów i niektórych liter. Nelli pokazała mu również kilka klas szkolnych. Zwiedzili nawet piękny, letni ogród, nim udali się do Wielkiej Sali.
Harry stanął w progu ogromnej sali, gapiąc się w niebo. Byli w pomieszczeniu, a jednak... niebo! Podobnie jak w jego sypialni na Spinner's End, ale to było takie wielkie!
— Zmienia się wraz z pogodą na zewnątrz, mistrzu Harry — powiedziała Nelli.
— Jest genialne! Czy to magia?
Nelli skinęła szczęśliwie.
— Tak, mistrzu Harry. Hogwart posiada magię w ścianach, wszystkich pokojach i wszędzie indziej.
— Naprawdę? I to wszystko jest dobrą magią?
— Tak, mistrzu Harry. Magia Hogwartu jest najlepszym rodzajem magii. Skrzaty domowe, takie jak Nelli, bardzo lubią tutaj pracować.
Harry uśmiechnął się do niej.
— Mi również się tutaj podoba.
— Co my tu mamy? – Zabrzmiał za nimi przeciągły głos.
Harry podskoczył i obrócił się. Bardzo brzydki mężczyzna z włosami jak strąki i o świdrującym spojrzeniu, mierzył go groźniejszym wzrokiem niż ojciec podczas swego najgorszego humoru. Bury kot krążył wokół jego nóg, mrużąc żółte ślepia.
— Przepraszam, proszę pana! Tylko patrzyłem.
Mężczyzna skrzywił się, gdy dostrzegł ziemię z ogrodu na butach Harry'ego.
— Zakradłeś się tutaj, czy tak? Wystarczy, że muszę marnować swój czas, by sprzątać po bachorach w czasie szkoły, to teraz jeszcze chcesz zrujnować moją pracę w czasie wakacji? Nie pozwolę na to! — Mężczyzna chwycił Harry'ego za kołnierz. — Zabieram cię do dyrektora, chłopcze!
Chociaż Harry zazwyczaj reagował bardzo prędko, teraz był zbyt zaskoczony, by uniknąć schwytania przez mężczyznę. Ledwo co znalazł się w powietrzu, podniesiony za własny kołnierz, niemal nie dotykając palcami u nóg podłogi, gdy nieznajomy już ciągnął go z powrotem w głąb korytarza. Oddech Harry'ego przyśpieszył. Złapał framugę drzwi, ale mężczyzna był zbyt silny i szarpnął go brutalnie. Nieoszlifowane drewno otarło się nieprzyjemnie o dłonie chłopca.
— Nelli! — zawołał, ale skrzat zniknął z cichym pyknięciem. Mężczyzna nie zwolnił kroku i Harry podejrzewał, że znalazł się w poważych tarapatach. Możliwe, że nawet zostanie pobity. — Proszę, proszę pana! Przepraszam. Nie wiedziałem, że nie powinienem tam wchodzić...
— Cisza, szczeniaku! Dyrektor będzie tego słuchać. Zanim ten dzień się skończy, będziesz skuty moimi łańcuchami. Wspomnisz te słowa.
Nie! Och, nie. Tylko nie znowu łańcuch. Tym razem nie wytrzymam...
Harry ledwo oddychał. Myślał tylko o tym, że jeśli dostałby się do ojca, to mógłby uciec w trymiga... Starał się schwytać rękę mężczyzny, która przytrzymywała jego ubranie. Drapał paznokciami dłoń dorosłego, ale chociaż ten przeklinał oraz potrząsał nim mocno, nie puścił go.
Nie. Proszę.
Harry chciał krzyczeć, ale przez potrząsanie prawie nie mógł zaczerpnąć powietrza do płuc. Nie mógł w ogóle oddychać.
Ojcze, pomocy!
Na ułamek sekundy jasne, białe światło rozbłysło wokół Harry'ego, a następnie uformowało się w kulkę i odleciało w dal, w kierunku masywnych schodów, przez drzwi do lochów. Mężczyzna, który wlókł go za sobą, nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, tylko pociągnął chłopca na schody. Stopy Harry'ego uderzały o stopnie, gdy dorosły nim kołysał. Siedmiolatek zaczął drapać rozpaczliwie kołnierz koszuli, która zacisnęła się mocno wokół jego szyi. Ujrzał jeszcze plamki światła, nim cały świat pogrążył się w ciemności.
— CO TY ROBISZ?! NATYCHMIAST PUŚĆ MOJEGO SYNA!
Powietrze było naelektryzowane tak jak przed burzą, ale Harry się nie bał. Jego ojciec tu był.
Zemdlał.
