Rozdziały będą od tego czasu sprawdzane przez PersianWitch

Rozdział 16

Tatuś przyszedł po mnie — to była pierwsza myśl Harry'ego po obudzeniu. Drugą było to, że boli go głowa i że był w sypialni, a nie przykuty na podwórku. Kiedy otworzył oczy, żeby się rozejrzeć, ujrzał, że jest w swoim pokoju, w tym nowym, znajdującym się w zamku. Jego okulary leżały na szafce nocnej. Sięgnął po nie i założył je na nos.

Wtedy usłyszał głosy. Podniesione. Gniewne. Dobiegały z salonu i należały do ojca oraz... dyrektora.

— ... chcę byś go wyrzucił, Albusie! Sposób w jaki sponiewierał chłopca... niemal go udusił. Nie pozwolę, żeby się zbliżał Harry'ego. Nie pozwolę na to!

— Nie uważasz, że zrobiłeś wystarczająco wiele temu człowiekowi, Severusie? Bądź rozsądny! Wiem, że Argus był szorstki, ale nie wiedział, kim był Harry...

— Na Merlina, dlaczego o tym nie wiedział? Wiedziałeś, że będziemy tu dzisiaj. Dlaczego mu o tym nie powiedziałeś?

— Poinformowałem cały personel. Nie podejrzewałem jednak, że on nie...

— Co „nie"? Nie troszczył się choć odrobinę o dziecko, które tam było i które mogło mieć prawo znajdować się tam? Jeśli Nelli nie przybiegłaby po mnie natychmiast, to nie wiem, do czego mogło dojść.

Nastąpiła długa cisza, ale głos dyrektora był o wiele spokojniejszy, gdy odezwał się ponownie. Harry podkradł się do drzwi i zaczął podsłuchiwać, jak to robił zawsze u Dursleyów, gdy znajdował się w komórce.

— Co z wiadomością przyniesioną przez patronusa?

— Harry go wysłał. Wołanie o pomoc. — Ojciec nagle brzmiał na smutnego. Harry nie mógł sobie przypomnieć, czy wysyłał jakąkolwiek wiadomość. Pamiętał tylko jasne światło, a następnie ojciec tam był, ratując mu życie. — Spóźniłem się. Zemdlał, zanim do niego dotarłem.

Ale uratowałeś mnie, tatusiu — chciał mu powiedzieć Harry. Nie spóźniłeś się.

— Nie sądzę, żeby pozwolił, aby to zaszło za daleko. On już jest potężny...

— Albusie... — Ostrzeżenie pobrzmiewało w głosie ojca. Harry mógł je usłyszeć głośno i wyraźnie, ale rzadko jego ton był tak niski i ostry w tym samym czasie. — Nie masz pojęcia co mu zrobili ci mugole. Zachodziło to tak daleko, a jego magia w żaden sposób się nie ujawniał łkiem możliwe jest to, że Filch mógł go zabić, bez jakiejkolwiek walki ze strony Harry'ego. Zauważ, że jego czary nie były nastawione na to, by go uratować z niekorzystnych sytuacji, tylko na to, aby je złagodzić. Zaklęcie wyciszające, by mógł cierpieć w samotności. Zamiast uderzyć magią tego drania, tak by ten nie żył, wysłał wiadomość.

Harry nie mógł powstrzymać zaskoczonego westchnięcia. Wiedział, że mówili o nim, o jego przypadkowej magii. Nienawidził faktu, że ojciec brzmiał na tak zdenerwowanego z powodu jego zaklęcia uciszającego, gdy myślał, że teraz może już go używać. Ale nie mógłby nikogo zabić, nawet jeśli to byłoby naprawdę konieczne! Nawet czarnoksiężnika, który zabił twoich rodziców? — zastanowił się mały głosik w jego głowie. Harry kazał mu się zamknąć, gdy drzwi otworzyły się szeroko, ukazując ojca, spoglądającego na niego ze zmarszczonymi brwiami.

— Słyszałeś wystarczająco dużo? — zapytał ojciec. Głos miał wciąż zimny i twardy jak stal.

Harry, zmuszając się do stania w miejscu, zamiast rzucić się do kryjówki za łóżkiem, skinął niepewnie głową.

— T...Tak, proszę pana.

Ojciec uniósł brew, chwycił ramię Harry'ego i pociągnął go w stronę salonu. Był zły. A Harry zasłużył na ten gniew, wiedział o tym, za podsłuchiwanie i za to, co się stało w Wielkiej Sali.

— Przepraszam, proszę pana — powiedział. — Przepraszam.

Ale ojciec nie odpowiedział. Wciąż trzymając jedną rękę na ramieniu chłopca, . ?docid=43825665adził go w stronę dyrektora. Tak jak mówił ten mężczyzna o świdrującym spojrzeniu, dyrektor powiesi go na łańcuchach! Harry zaparł się nogami i starał odepchnąć ojca.

— Przepraszam! Przepraszam, proszę pana, nie chciałem patrzeć na niebo! Proszę, nie zakładajcie mi znowu obroży!

Ręka niespodziewanie opuściła ramię Harry'ego, który upadł do tyłu, na ścianę krótkiego korytarza. Siedmiolatek zachłysnął się powietrzem, gdy ból głowy stał się intensywniejszy.

— Co? — zapytał ojciec. — Harry, o czym ty mówisz?

— Ten pan... on... on powiedział, że... dyrektor... zakuje... zakuje mnie w łańcuchy, proszę pana — powiedział Harry, między kolejnymi haustami powietrza. Nie będzie płakać, nie będzie! — Proszę, proszę pana. Będę grzeczny, obiecuję!

— Och, dziecko. — Ojciec przykucnął przed nim, niemal skulonym na podłodze. Kiedy próbował położyć dłoń na głowie siedmiolatka, ten szarpnął się w bok, uciekając od niego. Severus cofnął rękę. — Nigdy więcej nie będzie żadnej obroży. Pan Filch jest... — Zacisnął zęby. Harry słyszał, jak zgrzytają o siebie. — On nie jest miłą osobą. Nigdy nie zrobi ci nic takiego. Dyrektor również.

— Tak, proszę pana — powiedział Harry. Odpowiedział tak, jak myślał, że po nim oczekiwano.

— To prawda. Nie pozwoliłbym na to. — Severus usiadł na piętach i wyciągnął dłoń. — Proszę, wstań, Harry. Nie jestem zły na ciebie.

Harry przygryzł wargę i spojrzał ponownie w ciemne oczy ojca, ale nie chwycił jeszcze jego ręki.

— Nie wiedziałem, że nie mogę patrzeć na niebo, proszę pana. Czy to nowa zasada?

— Nie. To nie jest w ogóle żadna zasada. Pan Filch działał niewłaściwie. — Rzucił spojrzenie nad swoim ramieniem. — Dyrektor ukarze go za położenie rąk na tobie, gdy nie miał do tego prawa. Albo zrobię to sam.

— Naprawdę, proszę pana?

— Tak — odpowiedział Severus. — I jak się miałeś do mnie zwracać?

— Ojcze — wyszeptał Harry.

— Dobrze. Czy chcesz teraz coś do picia lub jedzenia?

— Tak, proszę pana, ale... Ojcze, nie jesteś na mnie zły?

Snape opuścił spojrzenie na swoje dłonie i potrząsnął głową.

— Martwiłem się o ciebie. Gdy zobaczyłem... Jestem bardzo zły na pana Filcha. Ale nie na ciebie, Harry. Nie zrobiłeś nic złego.

— Ale ja podsłuchiwałem. Przy drzwiach. To jest szpiegostwo i tylko podstępne, małe dranie to robią.

Ojciec zbladł i odchylił się gwałtownie do tyłu.

— Gdzie ty... kto ci powiedział coś takiego?

— Ciocia Petunia. Kiedy byłem w mojej komórce, podsłuchiwałem, gdy krzyczeli, bo czasami to było o mnie, a ja... a ja musiałem wiedzieć. — Nie chciał mówić, dlaczego to robił. Gdyby nie wiedział, o co się kłócą lub co zamierzają z nim zrobić, nie mógłby się na to przygotować. Cokolwiek się działo, było mu łatwiej poradzić sobie z tym, gdy był na to przygotowany. — Złapała mnie na tym i powiedziała, że ich szpieguję i robią to tylko podstępne, małe dranie, takie jak ja.

Severus milczał przez dłuższą chwilę, nie patrząc w oczy syna. W końcu spojrzał na niego.

— To jest trudne do wyjaśnienia, Harry — powiedział. — Po pierwsze, nie jesteś „podstępnym, małym draniem". To jeszcze jedno z jej wielu kłamstw. Ale... to prawda, że niegrzecznie jest podsłuchiwać rozmowy, w które nie jest się zaangażowanym. To nie dotyczy tylko ciebie. Czasami jednak... czasami może to być bardzo istotne, by to zrobić. Pamiętasz, jak rozmawialiśmy, że trzeba być ostrożnym przy niektórych ludziach?

Harry skinął głową.

— Tak jak przy Malfoyach.

—Tak. I czasami usłyszenie rzeczy, które nie były przeznaczone dla twoich uszu, może uratować ci życie. Jeśli ci ludzie chcą ci zaszkodzić. Rozumiesz?

— Tak myślę, pro... um... ojcze. Ale jeśli nie ma mnie to chronić, to nie powinienem podsłuchiwać, bo jest to niegrzeczne?

— Tak, dokładnie.

— Okej. Nie zrobię tego ponownie. Przepraszam.

Ojciec kolejny raz wyciągnął do niego dłoń.

— Czy pójdziesz teraz ze mną, Harry? Przepraszam, że cię przestraszyłem.

Zaskoczony usłyszeniem przeprosin skierowanych do niego, Harry wziął go za rękę i, choć nadal drżał trochę, ponownie poszedł z ojcem, bez żadnego wahania, na spotkanie z dyrektorem.

OoO

— Harry, drogi chłopcze. Słyszałem, że miałeś dzisiaj kilka przygód.

Severus prawie parsknął na tupet dyrektora, ale udało mu się powstrzymać, choćby dlatego, że wciąż był na niego wściekły. Nie miał pojęcia, dlaczego Albus sądził, że odwróci przekleństwo, które umieścił na Filchu. Wstrętny człowiek przez miesiąc nie położy, i to dosłownie, rąk na kimkolwiek. Pragnął tylko móc dostać się do niego ponownie, by uszkodzić mu również nogi.

Harry spojrzał na niego, nadal przestraszony i potrzebujący otuchy. Severus przysiągł sobie, że jego zemsta się jeszcze nie skończyła.

— Wszystko w porządku — powiedział do chłopca. — Dyrektor jest nieco zwariowany.

Siedmiolatek uśmiechnął się lekko, a wzrok Severusa złagodniał. Nawet Albus zaśmiał się na ten przytyk.

— Tak, proszę pana — powiedział do Dumbledore'a. Severus uścisnął jego dłoń.

— Nie powinieneś przez to przechodzić ponownie. Upewnimy się co do tego, dobrze?

— Proszę pana?

— Będziemy dzisiaj mieli wspólną kolację i będziesz mógł spotkać resztę personelu.

— Nie. Absolutnie nie — odpowiedział mu Severus. — Nie pozwolę ci go pokazywać jak jakiegoś cennego szczeniaka. Będzie jadł tutaj ze mną, dopóki nie uznam, że jest gotowy na spotkanie innych.

Albus nie spuszczał wzroku przez dłuższą chwilę, ale i Severus nie wahał się w najmniejszym stopniu. Dwóch może grać w tę grę, starcze — pomyślał bez miłosierdzia.

Dyrektor zgodził się z westchnięciem.

— Bardzo dobrze. Rok szkolny rozpocznie się za trzy tygodnie. Pewnie do tej pory zjecie z nami kolację?

Severus skłonił głowę. Czując się hojnym — ale nie głupim, mimo jego aktualnego rozdrażnienia — poinformował:

— Jutro idziemy na herbatę — powiedział cicho. — Na zaproszenie Lucjusza Malfoya. Wierzę, że jego powiązania w ministerstwie pozwoliły mu uzyskać informację, którą ma zamiar potwierdzić.

— Co zamierzasz mu powiedzieć?

— Prawdę. Po części. Harry jest moim synem poprzez przyjęcie. Nic innego nie musi zostać powiedziane. — I chociaż nie chciałby mówić nic więcej, Lucjusz będzie miał wiele okazji do wyciągnięcia swoich własnych wniosków.

— Bądź ostrożny, Severusie... — Niebieskie oczy Albusa zamigotały lekko. — Chociaż nie sądzę, że muszę ci to mówić.

— Nie — mruknął Severus. — Nigdy nie musiałeś.

OoO

Tej nocy Harry śnił jeden z najgorszych koszmarów, jakie miał, odkąd Severus go uratował. Nie mógł się uspokoić przez ponad godzinę. Tym razem był tam jego wujek i okropna smycz, którą przywiązał go ten drań. Severus niemal płakał, gdy słuchał jęków i błagań Harry'ego, który prosił wujka, by ten go wypuścił. Kołysał chłopca w ramionach, przysięgając każdemu, kto mógł go usłyszeć, że pokaże Harry'emu inne życie. Nigdy nie da swojemu synowi powodu, żeby się go bał. Nie pozwoli również, by kiedykolwiek przydarzyło mu się coś takiego jeszcze raz.

Prawie odwołał wizytę u Malfoyów, ale po wielu rozmyślaniach następnego dnia, zdecydował się tego nie robić. Lucjusz nie przyjąłby łaskawie odmowy, a Severus nie miał takiej pozycji, by móc czuć się bezpiecznie po obrażeniu starszego i bardzo wpływowego czarodzieja. Poza tym, Harry mógł pozyskać towarzysza zabaw i chociaż Draco był trochę zepsutym bachorem, był co najmniej dobrze wychowany. Przez większość czasu.

Było wpół do trzeciej, gdy wziął Harry'ego w kolejną podróż siecią Fiuu, tym razem do Malfoy Manor.

OoO

Harry potknął się, gdy wychodził z kominka, ale ojciec złapał go, zanim upadł. Z szeroko otwartymi oczami, chłopiec rozglądał się po ogromnym pokoju, w jakim wylądowali. Severus machnięciem różdżki oczyścił ich z sadzy, w czasie gdy wysoka blondynka z włosami związanymi w warkocz podeszła do nich i podała swoją dłoń ojcu.

— Severusie, jak miło cię ponownie widzieć. — Chociaż jej słowa były łagodne, twarz miała nieprzystępną, a wargi ledwo co uniosły się w uśmiechu.

Severus wziął jej dłoń i pochylił głowę, dotykając jej ustami.

— Narcyzo, przyjemność, jak zawsze, po mojej stronie. — Wtedy, jego ręka wyszukała ramię Harry'ego, który został popchnięty do przodu, naprzeciw kobiety. — To jest mój syn, Harry. Harry, to jest pani Malfoy.

— Miło mi panią poznać — powiedział Harry, tak jak został poinstruowany.

Twarz kobiety nie wyrażała uczuć, ale iskra czegoś zabłysła w jej oczach.

— Jaki grzeczny — szepnęła. — Możesz mnie nazywać ciocią Cyzią, Harry.

Chłopiec spojrzał na ojca, który skinął głową.

— Dziękuję, proszę pani... eee... ciociu Cyziu.

Odwróciła się i skinęła na kogoś przy drzwiach.

— Draco, podejdź i poznaj syna swojego wujka.

Chłopiec w wieku Harry'ego podszedł do nich. Miał tak samo jasne włosy jak jego matka, pociągłą twarz i jasnoszare oczy. Spojrzał na Harry'ego od góry do dołu, prawie jak czasami robiła to ciotka Petunia, przez co Harry czuł się nieswojo, jakby mu czegoś brakowało. Ale miał na sobie nowe ubrania, które wybrał dla niego ojciec, chociaż Harry skarżył się, że nie będzie mógł dobrze bawić się w ogrodzie, bo inaczej je ubrudzi! Ojciec wyjaśnił, że wybrał je ze względu na podwieczorek i przynajmniej tym razem jest mało prawdopodobne, że będzie bawił się z Draco.

Zamiast wpatrywać się w swoje buty, na co miał największą ochotę, Harry odpowiedział chłopcu spojrzeniem. W końcu wydawało się, że Draco coś postanowił, bo wyciągnął rękę.

— Jestem Draco — powiedział.

Harry uśmiechnął się i uścisnął mu dłoń.

— Miło mi, Draco. Jestem Harry.

Na moment na twarzy Draco zagościł uśmiech.

— Matko, mam zamiar pokazać Harry'emu mój pokój.

— Bardzo dobrze, kochanie. Herbata będzie za pół godziny.

Draco westchnął i przewrócił odrobinę oczami. Harry spojrzał na niego zdumiony.

— Tak, matko. — Złapał Harry'ego za rękę i pociągnął go w stronę drzwi. — Chodź! Musisz zobaczyć moją nową miotłę!

Harry roześmiał się zachwycony, gdy wbiegali po ogromnych schodach, z których Hogwart byłby dumny.

— Lubisz latać?

— Oczywiście! — prychnął Draco, przeskakując co drugi schodek. — Kto nie lubi?

— Mój ojciec. — Harry zmarszczył nos, gdy truchtał za swoim nowym przyjacielem. — Mówi, że jeśli mielibyśmy latać, to posiadalibyśmy skrzydła. Chociaż ja lubię latać — dodał szybko, na wszelki wypadek, żeby nie było żadnych wątpliwości. — Właśnie w tym tygodniu dostałem własną miotłę! — Nie wspomniał, że nigdy nie widział latających mioteł, dopóki nie otrzymał swojej. Z pewnością Draco nie musiał o tym wiedzieć.

— Czy to jedna z dziecinnych mioteł?

Draco poprowadził go wzdłuż szerokiego korytarza do wysokich drzwi z jakiegoś ciemnego drewna, które otworzył, popychając.

Harry zmarszczył brwi.

— Nie...

— Czyli to miotła dla dorosłych? — Draco odwrócił się i posłał mu kolejne taksujące spojrzenie. — Czy możesz latać tak wysoko, jak chcesz?

Harry z westchnięciem przyznał:

— Nie, ale nie jestem dzieckiem. Mam siedem lat!

— Nie wyglądasz na siedem — odpowiedział Draco. — Tutaj. To jest mój pokój.

Wskazał ogromną przestrzeń z mansardowymi oknami, ozdobionymi srebrnymi i zielonymi zasłonami. Przy jednej ze ścian stało łóżko z czterema kolumienkami, które miały po obu stronach kotary, jakie można było zaciągnąć za pomocą ciężkich jedwabnych sznurów. Jedna z trzech szaf była otwarta, ukazując wnętrze pełne ubrań. Półki w pokoju były zapełnione książkami, zabawkami i bibelotami. Harry wpatrywał się w to wszystko z otwartymi ustami.

— Spójrz. — Draco chwycił miotłę z kąta pokoju i pchnął ją w ramiona Harry'ego. — Zmiatacz 400. Najnowszy. Ojciec powiedział: „Będziesz najlepszym graczem, jakiego Hogwart widział." Grasz w quidditcha?

— Jeszcze nie. — Harry przesunął z zachwytem dłonią wzdłuż uchwytu miotły. Była większa od jego własnej i bardzo chciał ją wypróbować. — Ale latam bardziej dobrze.

— Bardzo dobrze. Możesz latać bardzo dobrze — poprawił go Draco i Harry skrzywił się. Ku jego zdziwieniu, drugi chłopak uśmiechnął się. — Matka zawsze mi to powtarza.

Harry uśmiechnął się i wręczył mu niechętnie miotłę.

— Czy masz jakieś gargulki? Mogę w nie zagrać.

— Szklane kulki są dla dzie... — Draco zamilkł, gdy Harry ponownie się skrzywił. — Miałem na myśli, czy nie lepiej zagrać w przyjemną grę, jaką są czarodziejskie szachy?

Szukam bety do Syreniego Śpiewu.