Rozdział 17

Severus siedział przy prostokątnym stole — niewielkim, według rozumienia Malfoyów, co oznaczało, że można było przy nim posadzić dwanaście osób — na świeżym powietrzu w ogrodzie swoich gospodarzy, pijąc napój przygotowany dla gości przed prawidłową herbatą. Szum spadającej wody z pobliskiej fontanny był przerywany jedynie przez brzdęk łyżeczki o porcelanę i trel ptaków siedzących na drzewach tworzących zachodnią ścianę ogrodu.

Narcyza obserwowała go z chłodną obojętnością, ale jej powściągliwość kompensowała szczególna uwaga ze strony Lucjusza. Patriarcha rodu Malfoyów prezentował postawę spokoju. Ubrany był w szatę w kolorze głębokiej zieleni, wręcz czarnej, ale bez żadnych wymyślnych obszyć albo wstążek, które często nosił na wieczorne przyjęcia. I, o cudzie, nigdzie w zasięgu wzroku nie było jego srebrnej laski, co oznaczało, że prawdopodobnie różdżkę miał ukrytą w rękawie, tak jak i Severus.

Lucjusz, siedząc na krześle, obrócił swoją filiżankę na spodku, jak to robił już trzykrotnie — Severus był niczym nałogowiec, który obserwuje cudze nawyki nerwowe — potem niechętnie puścił filiżankę i uśmiechnął się porozumiewawczo do drugiego czarodzieja.

— Słyszałem, że przyjąłeś posadę w Hogwarcie.

Chociaż nazwa szkoły została wymieniona obojętnie, Severus wiedział, że Lucjusz lubi wojnę podjazdową i będzie bardzo dokładnie słuchał jego odpowiedzi, by doszukać się jakichkolwiek uczuć, które mógł wyrazić. Snape nie przejmował się tym za bardzo. Lucjusz był okropnym legilimentą, a Severus najlepszym oklumentą w Brytanii. Wciąż jednak... lepiej nie być głupcem.

— Rzeczywiście — powiedział uprzejmie. — Jako mistrz eliksirów.

— Ach, w końcu zdobyłeś mistrzostwo?

— Tak — odpowiedział Severus, starając się, by ten przytyk go nie dotknął.

Potrzeba było o wiele więcej pieniędzy, niż kiedykolwiek widział na oczy, aby wykonać niezbędne zajęcia praktyczne, dlatego musiał poświęcić na to kilka lat. Niemal mógł zrobić niezbędne mikstury we śnie, gdy był jeszcze uczniem, ale każdą z nich musiał wykonać przed komisją. Oczywiście, Lucjusz o tym wiedział. Pieniądze były dla niego jedynie kolejnym narzędziem służącym do pozyskiwania tego, czego pragnął. A od Severusa nie chciał niczego. Przynajmniej w tamtym czasie.

— Otrzymałem je rok temu.

— Z pewnością o tym słyszałeś, kochany Luc. — Narcyza uśmiechnęła się chłodno do męża znad swojej filiżanki. — Było to ogłoszone zeszłej jesieni, w urodziny Draco.

— Ach, tak. — Lucjusz uśmiechnął się. — Rzeczywiście. W takim razie moje gratulacje. — Severus pochylił głowę. — I syn! Musiałeś być bardzo zajęty.

Obnażając zęby w swoim charakterystycznym, drwiącym uśmiechu, Severus powiedział:

— Harry jest przyjęty przez rytuał krwi.

Brwi Lucjusza w kolorze białego złota uniosły się, a jego ręce objęły filiżankę.

— Naprawdę? Wyobrażam sobie, że musiałeś zrobić wszelkiego rodzaju rzeczy, by zabezpieczyć swoją pozycję w Hogwarcie.

— To prawda — przyznał Severus. Niech Lucjusz myśli, jeśli chce, że zaadoptował chłopca pod przymusem. W ten sposób Harry będzie bezpieczniejszy.

— Oraz że Dumbledore okaże się... interesującym panem.

Już jest — pomyślał Severus. Lucjuszu, żebyś wiedział, że jest tak samo manipulujący jak Czarny Pan, ale nie tak szalony.

— Nie mam wątpliwości.

Lucjusz zaszczycił go krótkim, basowym śmiechem. Chwilę później pojawiła się para skrzatów z małymi półmiskami wypełnionymi ogórkami, kanapeczkami z rzeżuchą, herbatnikami i pokrojonymi na kawałki owocami. Podały one talerze i więcej herbaty, zabierając wcześniej użyte naczynia i uporządkowały stół z szybkością, która zadziwiłaby dobrze wyszkolonych pracowników.

— Zgredek — powiedział Lucjusz. — Poinformuj chłopców, że herbata jest gotowa.

Skrzat domowy zniknął, kłaniając się i piszcząc:

— Natychmiast, mistrzu Malfoy!

Inne skrzaty po rozłożeniu sztućców również zniknęły.

Severus był zadowolony, że chłopcy do nich dołączą, pomimo tego że choć Draco był jedynie dzieckiem, był również synem Lucjusza. Snape chciał mieć pewność, że jego syn jest bezpieczny. Ostrzegł Harry'ego, by nie mówił pewnych rzeczy i żeby miał się na baczności, ale cóż... chłopiec miał tylko siedem lat. Wszystko może się zdarzyć. I gdy czekali i czekali na to, by ich synowie się pokazali, Severus był coraz bardziej przekonany, że coś poszło bardzo źle.

OoO

Marszcząc brwi nad szachownicą, Harry zapytał ponownie:

— Jak się poruszają rycerze?

Od razu również tego pożałował.

Figury — nie tylko rycerze, ale królowe i połowa pionków — zaczęły na niego krzyczeć: „Użyj mnie!" i „Dwa pola w przód i jedno w bok!" oraz „Och, pozwól mi to zrobić! Proszę, zawsze chciałem zbić króla!" Draco po raz kolejny wywrócił oczami na te pokrzykiwania.

Harry nienawidził tego.

— Przepraszam — wyszeptał.

Na szachownicy zostało niewiele jego figur, a sam zbił niewielką część tych należących do Draco. Wiedział, że już po nim. Przynajmniej teraz był tego świadomy. Na początku nawet podobał mu się sposób, w jaki figury się rozbijały i niszczyły inne na kawałki. Sam celowo podsuwał je do zbicia, dopóki Draco go na tym nie przyłapał i powstrzymał, mówiąc odrobinę marudnie: „Twoim zadaniem jest zniszczenie moich figur. A ty nawet się nie starasz."

Harry naprawdę się starał, po prostu... nie starał się wygrać. A teraz nie było sensu tego robić. Oparł brodę na dłoni i spojrzał spod grzywki na Draco.

— Czy nie możemy ich ponownie porozbijać? Tak było zabawniej. — Z niemal chytrym uśmieszkiem dodał: — I tak wygrałeś. Możesz zniszczyć mojego króla, jeśli chcesz.

Draco patrzył na niego przez chwilę i gdy Harry myślał, że drugi chłopak może odmówić, ten skinął głową.

— Dobrze. I tak już wygrałem.

Po tym, jak Draco zniszczył króla Harry'ego w satysfakcjonującej eksplozji, chłopcy spędzili następną chwilę na wzajemnych zbijaniu figur, aż wszystkie zaczęły na nich narzekać, gdy dopingowali je nad stołem usianym kawałkami pokonanych figur.

Wtedy pojawił się skrzat domowy, który oznajmił:

— Mistrz Malfoy powiedział, że herbata jest już podana, paniczowie. Macie się udać do północnego ogrodu.

— Dziękuję — powiedział Harry, wstając i zaczynając sprzątać ze stołu.

Oczy skrzata — duże, zielone kule przypominające piłki od tenisa — wytrzeszczyły się bardziej, niż Harry mógł sobie wyobrazić, że jest to w ogóle możliwe, nim istota zamrugała powoli. Oczy Draco były również szeroko otwarte, gdy wycedził:

— Nie powinieneś dziękować skrzatom domowym.

— Dlaczego nie? — zapytał Harry, przygryzając w zamyśleniu dolną wargę.

Dappin nie lubił tego na początku, ale nigdy nie powiedział mu, że nie może tego robić. Nelli wcale to nie przeszkadzało. Poza tym Harry chciał, by ktoś, chociaż raz, podziękował mu, gdy był skrzatem domowym u Dursleyów.

Draco skrzywił się.

— Bo to nie wypada. Tak mówi mój ojciec.

Mój ojciec mówi, że mam być uprzejmy — odpowiedział Harry. — I to jest uprzejme, żeby dziękować osobom, które coś dla ciebie zrobiły.

— Ale skrzaty nie są osobami.

— Są! — krzyknął Harry.

Skrzat obracał głowę od jednego chłopca do drugiego, obserwując wymianę zdań z przerażonym wyrazem twarzy.

— Nie są tacy jak my! Są regulowani!

— Co to znaczy?

Twarz Draco poczerwieniała. Stanowiło to spory kontrast z jego ulizanymi blond włosami.

— Nie wiem! Ale to jest złe, cokolwiek to znaczy, i oni tacy.

Harry nie mógł się powstrzymać. Roześmiał się.

I jakby zdając sobie sprawę z głupoty swojego argumentu, Draco również roześmiał się chwilę później.

— Panicze... — odważył się odezwać skrzat po dłuższym momencie, gdy nic nie świadczyło o tym, że się uspokoją. — Mistrz Malfoy... herbata...

Draco, trzymając się za boki po tym, jak niemal toczył się ze śmiechu po podłodze, uśmiechnął się do Harry'ego, nim zwrócił się z wielką uprzejmością do skrzata:

— Dziękuję, Zgredku. Proszę, powiedz mu, że zaraz przyjdziemy.

Zgredek wpatrywał się w nich przed dłuższą chwilę, zanim ukłonił się gwałtownie przed zniknięciem. Po tym, Harry i jego nowy przyjaciel ścigali się na dół po schodach.

OoO

Kiedy skrzat zwany Zgredkiem pojawił się zamiast chłopców, ale za to z lekkim szaleństwem w oczach, Severus spojrzał na niego ostro. Nie poderwał się od razu ze swojego miejsca i nie zaczął go przesłuchiwać, jak tego pragnął.

— Gdzie oni są? — zapytał Lucjusz, który był najwyraźniej zirytowany opieszałością syna, ale nie wyglądał na szczególnie zaniepokojonego.

— O... Oni... są... w... d... drodze, m... mistrzu Ma... Malfoy.

Lucjusz zmrużył oczy, patrząc na Zgredka. Zachowanie małego skrzata było niezwykłe. Drżał i jego oczy, jeśli w ogóle jest to możliwe, były bardziej wytrzeszczone niż wcześniej.

— Co chcesz jeszcze mi powiedzieć? — zapytał chłodno.

— N... nic, mistrzu Malfoy! Zgredek prz... przekazał wiadomość od... od paniczów, mistrzu Malfoy i panicze są teraz w drodze. Tak, oni są!

— Bardzo dobrze — powiedział Lucjusz, wcale nie wyglądając na ułagodzonego. — Możesz odejść.

— Tak, mistrzu Malfoy!

Słowa skrzata okazały się prawdą, gdy chłopcy, zdyszani, spoceni i odrobinę wymiętoszeni, wpadli chwilę później do ogrodu. Byli jednak uśmiechnięci, co natychmiast sprawiło, że Severus się zrelaksował.

Jednakże Lucjusz spojrzał surowo na swojego syna.

— Co to ma znaczyć, Draco?

Draco stanął prosto i poprawił ubranie, które przekrzywiło się podczas biegu lub innej czynności, jakiej się oddawali. Chłopiec następnie złączył dłonie za plecami i wysunął lekko podbródek.

— Wybacz mi, ojcze. Harry i ja kończyliśmy partię czarodziejskich szachów.

Severus dostrzegł spojrzenie, które Harry posłał w stronę Draco, gdy kopiował jego postawę, ale nie był pewien, czy Lucjusz to zauważył. Coś było tutaj nie tak...

Lucjusz wstał i ruszył w stronę chłopców. Jego laska pojawiła się znikąd i stukała o ziemię przy każdym kroku.

— Kiedy jesteś wołany na herbatę, czy oznacza to, że masz najpierw skończyć grę i przyjść, kiedy ci się podoba?

Draco spojrzał szybko w dół, a później z powrotem na ojca, przełykając ciężko ślinę.

— Nie, proszę pana.

Lucjusz, gładząc jedną dłonią srebrną gałkę laski, przyglądał się od góry do dołu obu chłopcom. Żołądek Severusa zacisnął się, ale siłą woli zmusił się do nie interweniowania... dopóki starszy Malfoy nie poczynił żadnego ruchu w stronę Harry'ego. Co do chłopca, Harry wpatrywał się w laskę i z miejsca, w którym siedział, Severus mógł dostrzec, że chłopiec lekko drżał. Snape chwycił swoją różdżkę.

Ale po kolejnej napiętej chwili, Lucjusz powiedział tylko:

— Nie zmuszaj mnie, abym dziś przypomniał ci ponownie o dobrych manierach.

Draco, uspokajając się, odetchnął i powiedział:

— Tak, proszę pana. To nie będzie konieczne.

— Dobry chłopiec. Chodź usiąść. Opowiesz nam wszystko o swojej grze.

Lucjusz uśmiechał się teraz, gdy jego kontrola nad sytuacją została potwierdzona przez potomka.

Przez sekundę Harry wyglądał, jakby miał przewrócić się z ulgi, ale później dzielnie pomaszerował za Draco do stołu. Severus, nie chcąc zwracać zbytniej uwagi Malfoyów na Harry'ego, nie zrobił nic, by pomóc mu wdrapać się na zbyt wysokie krzesło. Po zajęciu miejsca Harry posłał w jego stronę delikatny i ukradkowy uśmiech, który mężczyzna odwzajemnił.

— Całkowicie pokonałem Harry'ego, ojcze — pochwalił się Draco. — Zbiłem prawie wszystkie jego figury i króla.

Severus powstrzymał parsknięcie. Jak chłopak mógł nie pokonać Harry'ego, jeśli ten nigdy wcześniej nie grał w szachy? Lucjusz jednak tylko stwierdził:

— Bardzo dobrze. Gratuluję. — Później spojrzał na Harry'ego, który spoglądał z ukosa na Draco, czekając, by inni się obsłużyli, nim zrobi to sam. — Strategia nie jest twoją najmocniejszą stroną, czyż nie, Harry?

Brwi Harry'ego zmarszczyły się na chwilę i Severus zastanawiał się, czy w ogóle wie, co oznacza strategia, ale wtedy chłopiec odezwał się:

— Tak, proszę pana.

Snape był pewien, że Harry udzielił takiej odpowiedzi, jaką uważał za najlepszą do powiedzenia dorosłym.

— Przypuszczam, że nie wszyscy mogą być tak utalentowani — Lucjusz mruknął z uśmiechem do Severusa.

Snape zastanawiał się przez chwilę, jak daleko mógłby się posunąć, gdyby chciał na stałe zetrzeć ten wyraz z twarzy Malfoya. Ale uśmiechnął się tylko lekko w odpowiedzi, biorąc kolejny łyk herbaty. Skinął głową Harry'emu, przypominając mu bez słów, że może zjeść wszystko, na co ma ochotę. Był rozbawiony, gdy zobaczył, że jego syn również przy stole stara się jak najdokładniej skopiować maniery Draco.

Być może, mimo wszystko, wyjdzie z tego coś dobrego.

OoO

Zaraz po powrocie do domu — do tego w Hogwarcie, a nie w Spinner's End — Harry został zaskoczony przez pytanie ojca.

— Jaki był prawdziwy powód twojego spóźnienia na herbatę?

Harry nie kłopotał się zastanawianiem, skąd ojciec wiedział, że Draco kłamał. Zastanawiał się za to, jak najlepiej przeprosić za nie poprawienie Draco tamtym momencie. Przygryzając wargi, starał się wymyślić odpowiedź, ale jego wahanie musiało spowodować prawdziwą wściekłość u Snape'a, ponieważ głos mężczyzny był o wiele ostrzejszy niż kilka sekund wcześniej.

— To jest proste pytanie, Harry! Nie pozwolę na żadną impertynencję.

— Przepraszam, proszę pana — powiedział prędko Harry, stając pewniej na ziemi. — Nie chciałem kłamać.

— Nie oskarżyłem cię o kłamstwo. Zapytałem, co robiłeś. — Wzrok ojca był tak samo ostry jak jego głos i Harry prawie wzdrygnął się pod jego wpływem.

— Tak, proszę pana. Graliśmy w czarodziejskie szachy. Początkowo. A potem pokłóciliśmy się o skrzata.

Ojciec zmarszczył brwi.

— Dlaczego kłóciliście się o coś takiego?

— Noooo... — Harry starał się dokładnie przypomnieć sobie powód, patrząc na swoje buty.

— Harry...

Siedmiolatek podniósł głowę, by spojrzeć ponownie na Severusa. Wiedział, że ojciec nie lubi, gdy nie może widzieć jego twarzy podczas rozmowy. Czasami jednak trudno było nie łamać tej reguły, zwłaszcza gdy ojciec był tak wściekły. Wziął głęboki oddech.

— Tak, proszę pana. Przepraszam. Eeee, no... powiedziałem „dziękuję" do Zgredka, gdy ten powiedział nam, że herbata jest gotowa, a Draco nie powiedział „dziękuję" i zapytałem, dlaczego tego nie zrobił. Powiedział, że skrzaty nie są osobami, ale oni . Potem powiedział, że są regulowani, ale nie wiedział, co to znaczy, więc się z tego śmialiśmy, bo to jest głupie nie dziękować komuś, nie wiedząc nawet dlaczego. Śmiał się i ja także, i wtedy byliśmy spóźnieni.

Kiedy Harry skończył i wziął kolejny oddech, zauważył, że ojciec nie marszczy już brwi, ale wciąż ma zmrużone oczy.

— I nie skorygowałeś powodu waszego spóźnienia, ponieważ...

— Nie chciałem, żeby go uderzono, proszę pana — Harry odpowiedział bardzo cicho. Przełknął ponownie, nie spuszczając wzroku z niezgłębionych oczu ojca. — Uderzenie laską boli.

Ojciec westchnął i spojrzał na Harry'ego. Wyglądał na niemal smutnego — czasami przybierał taką minę.

— Tak. Myślę, że może to być bolesne. Muszę cię przeprosić, Harry. Martwiłem się, że stało się coś, o czym boisz się mi powiedzieć. W swoim niepokoju dałem ci kolejny powód, żebyś się mnie obawiał.

— Nie, ojcze. Naprawdę, nie jestem...

— Wszystko w porządku — powiedział Snape. — Posiadam... temperament. Wiem o tym. Będę w przyszłości pracować ciężej nad tonem mego głosu.

Harry uśmiechnął się do ojca, który odwzajemnił uśmiech, chociaż był wciąż bardzo smutny. Severus przykucnął i otworzył ramiona, jak to robił kilka razy wcześniej. Tym razem, po raz pierwszy, Harry przyjął oferowany uścisk i gdy mężczyzna położył dłoń na jego plecach, a drugą na głowie, nawet nie drgnął. Oparł głowę na piersi ojca, słuchając bicia jego serca. Ramiona zacisnęły się trochę mocniej wokół niego, dzięki czemu wszystkie ostre słowa zostały zapomniane.

— Być może moglibyśmy zaprosić tutaj Draco na pewien czas — powiedział ojciec po kilku minutach. — Chcesz tego?

Jego przyjaciel w Hogwarcie! I to bez żadnej srebrnej laski w pobliżu. Nadal będzie musiał zachować czujność przy panu Filchu, ale z Draco tutaj będzie miał kogoś do gry smokami i razem, w międzyczasie, będą mogli uważać na mężczyznę.

— Tak, proszę pana. Chciałbym tego.

— W porządku. Jutro wyślę wiadomość i zobaczymy, czy może do nas dołączyć w następnym tygodniu na kilka dni.

Harry odchylił się i spojrzał na twarz ojca.

— Dziękuję!

— Proszę bardzo. Teraz przebierz się w coś odpowiedniejszego na dwór i weź ze sobą miotłę. Polatamy razem, dobrze?

Ściskając mocno ojca w podekscytowanym uścisku, krzyknął:

— Tak, proszę pana!

Pobiegł do swojego pokoju, by się przygotować.

Notka od autorki: Każdy kto chce wiedzieć jak wyglądała kara Filcha: Severus przeklął go, usuwając mu ramiona. Zaklęcie będzie trwało przez miesiąc, chyba że Snape je odwróci.

PS: Szukam bety do Syreniego Śpiewu