Rozdział 19
Severus siedział w gabinecie dyrektora, z głową schowaną w dłoniach, starając się utrzymać emocje na wodzy. Kiedy uznał, że jest w stanie mówić bez żadnego drżenia w głosie, powiedział:
— Nie sądzę, że jestem do tego stworzony. Myślę, że popełniłem błąd.
— Powiedz mi, proszę, co się stało, mój drogi chłopcze.
— Harry miał koszmar.
Albus pokiwał głową, uśmiechając się ze zrozumieniem.
— Z pewnością to nie pierwszy raz.
— Tak — przyznał Severus. — Ale to pierwszy raz, gdy nie mogłem go obudzić. A wcześniej także piłem.
Albus, marszcząc brwi, zapytał:
— Czy te dwie rzeczy są ze sobą powiązane?
— Nie wiem! Może. Prawdopodobnie. Powinienem był o tym pamiętać. Widziałem to w jego wspomnieniach. Vernon — wywarczał to imię — zawsze był bardziej brutalny, kiedy wypił. Oczywiście chłopiec również bardzo dobrze o tym pamięta. Rozlałem alkohol, a on płakał i gryzł swoją rękę tak, jakby nie miał prawa wydawać żadnego dźwięku i krew...
Zanim się zorientował, Albus był tuż obok, kładąc mu dłoń na ramieniu i mówiąc do niego, ale chwilę to trwało, aby usłyszeć jego słowa, które były wszystkim oprócz potępienia.
— Spokojnie, Severusie. Weź głęboki oddech. Harry'emu nic nie będzie, jestem tego pewien.
— Nie będzie? — Severus strząsnął dłoń dyrektora i wstał gwałtownie. Uderzył się pięścią w pierś. — Przypomniałem mu o tym strasznym miejscu, o okropnym wuju. Przestraszyłem go do tego stopnia, że rozszarpał zębami swoją dłoń, żeby nie płakać! Nie mogę tego zrobić, nie mogę go już więcej zranić, Albusie!
— Severusie, proszę, uspokój się.
— Do cholery, nie uspokoję się! Chcę wrócić do tego pełnego nienawiści i podłości domu. Chcę ich zabić. Oddać ich w ręce dementorów i patrzeć, jak tracą swoje dusze!
— A czego pragniesz dla Harry'ego?
Severus podczas swego monologu przeniósł się blisko kominka i oparł się o niego ciężko.
— Chcę, żeby był bezpieczny.
— Jest bezpieczny z tobą.
Severus pokręcił głową.
— Nie, nie jest. Myślę, że uzdrowiłem jego dłoń wystarczająco dobrze, ale tylko czas pokaże. A co jeśli nigdy nie odzyska pełnej sprawności? Nie chce mi powiedzieć, kiedy cierpi. Mówi jedynie, że jest w porządku. Nie jestem dla niego odpowiedni, chociaż się staram. Mój temperament... musi być ktoś inny, kto się nim zaopiekuje.
— Nie. Severusie, jesteś jedynym, który może to zrobić. Jesteś jedynym, dla którego ochronne bariery będą działać.
— Albusie, musi istnieć ktoś, kto kochał Lily i może się nim zająć. Ktoś bardziej stabilny, towarzyski... ktoś mniej jak ja.
Nie mógł znieść myśli o oddaniu chłopca, ale pragnął bardziej niż czegokolwiek innego, by Harry był bezpieczny... by nie czuł się zagrożony.
— Obawiam się, że nie jest to takie proste — odpowiedział cicho Albus. — Rytuał...
Severus odwrócił się, by spojrzeć na dyrektora.
— Był wadliwy! Ja o tym wiem i ty o tym wiesz. Co do cholery stało się z Harrym? Rytuał powinien go zmienić stopniowo, ale on jest... — Severus opuścił głowę. — Nie wiem, kim on jest.
— Jest twoim synem.
Wzdychając, Snape odpowiedział:
— Tak, wiem. Rytuał... — Spojrzał na Albusa, który nie spuścił wzroku, i wiedza uderzyła go niczym tłuczek. — Ty nie masz na myśli, że stał się nim przez przyjęcie.
— Tak. On był już twoim synem.
— To niemożliwe! Policzyłem tygodnie. Lily...
— Była geniuszem w zaklęciach. — Albus uśmiechnął się łagodnie. — Sądzę, że powinna zostać przydzielona do Slytherinu. Lily dopasowała termin do Jamesa.
— Na litość Merlina, dlaczego?
— Czy naprawdę musisz o to pytać?
Nie. Nie musiał. To było tak dawno, że trudno było przywołać to konkretne wspomnienie, ale pamiętał, jak bardzo czuł się samotny po nocy spędzonej z Lily. W tamtym czasie pracował niemal rok dla Zakonu jako szpieg Albusa. Nie miał z kim o tym porozmawiać oprócz Dumbledore'a, który miał dla niego mało czasu poza raportami.
Wiedział, że Lily spotykała się wtedy z Jamesem, ale wydawało się, że ich związek przeżywał kryzys. Pamiętał, że Lily wydawała się smutna w tą wrześniową noc, kiedy się spotkali. Była załamana i wypłakiwała mu się w ramię, jakim to palantem jest James — dobrze o tym wiedział! — i jak nie mogła uwierzyć, że potrafi powiedzieć takie rzeczy do niej lub o innych ludziach. W trakcie tego wieczoru rozmawiali jak za szkolnych czasów, szczerze i otwarcie. I kiedy scałowywał jej łzy z policzków... cóż. Jedno prowadzi do drugiego.
Jednak w ciągu następnych dwóch tygodni oznajmiła, że zaręczyła się z Jamesem, a miesiąc później odbył się ślub. Harry urodził się w lipcu, dobre dziesięć miesięcy po ich jedynej wspólnej nocy.
— Nie. To było dziesięć miesięcy. Nie mogłaby...
— Severusie, zaufaj trochę staremu człowiekowi. Lily widziała, że jeśli okazałoby się, że dziecko jest twoje, to twoja pozycja w szeregach Voldemorta byłaby zagrożona. Przyszła do mnie z pytaniem, czy znam jakiś sposób, aby opóźnić narodziny dziecka, oczywiście bez żadnych szkód dla niego.
— Ty... ty jej pomogłeś? Trzymałeś to w sekrecie przede mną przez cały ten czas?
— Przepraszam — powiedział Albus. W jego głosie brzmiała jedynie szczerość. Severus nienawidził go za to.
— Przepraszasz?! Wystarczy pomyśleć, jakie życie dałbym mu, gdybym tylko o tym wiedział! Po pierwsze, nigdy nie trafiłby do tych Dursleyów!
— A twoje mistrzostwo z eliksirów?
— Do diabła z moimi eliksirami! Dlaczego mi nie powiedziałeś? Jeśli nie na początku, to dlaczego nie wtedy, gdy Czarny Pan zniknął?
— Z tego samego powodu, dla którego Lily ukrywała to przed tobą. — Nie było iskierek w jasnoniebieskich oczach Albusa. — Severusie, słudzy Voldemorta wciąż pozostają na wolności. Zrobią co w ich mocy, by zaszkodzić chłopcu. Wiesz o tym lepiej niż ktokolwiek inny. Sądziłem, że lepiej dla niego będzie, jeśli pozostanie chroniony przez zaklęcia jakie pozostawiła Lily, dzięki czemu mógłbyś swobodnie kontynuować swoją pracę dla Zakonu.
— I wszyscy widzimy, jak dobrze się to skończyło. — Severus opadł na krzesło z głową schowaną z powrotem w dłoniach. Nie mógł w to uwierzyć. Harry był naprawdę jego synem. — W takim razie, co z rytuałem? Dlaczego w ogóle zadziałał?
— Rozmawiałem wcześniej z Enid i dyskutowaliśmy o tym, co byłoby najlepsze. Ona nie zna prawdy — dodał szybko Albus. — Powiedziałem jej tylko, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda.
Severus nie mógł się powstrzymać, zachichotał nisko, niemal rozpaczliwie się śmiejąc.
— Widzę przez jej uroki. Dlatego Harry wygląda dla mnie tak jak powinien od samego początku, mimo że przeszedł przez cały ten ból?
Albus ponownie zasiadł na swoim miejscu, spoglądając na Severusa ponad swoimi złączonymi dłońmi.
— Tak, uroki Lily zostały zniwelowane w rytuale, ale ty widziałeś go takim, jakim był, bo od początku był twoim synem przez krew.
— Po co ten podstęp, Albusie? Dlaczego nie powiedziałeś mi po prostu, że to mój syn, kiedy poprosiłeś, bym się nim zajął?
— Musiałem się upewnić, że naprawdę chcesz to zrobić, a nie że chcesz jedynie wypełnić obowiązek. To był jedyny sposób, żeby bariery ochronne zostały przeniesione.
Severus westchnął, czując się zmęczony i chory przez te manipulacje. Ale nie było w tym ani odrobiny winy ze strony Harry'ego. I jeśli był jedyną osobą — oprócz Dursleyów — która może zaopiekować się chłopcem, zrobi to więc. Miał tylko nadzieję, że nie skrzywdzi Harry'ego swoją niewiedzą i niedbalstwem.
— Być może trzeba go zabrać do mugolskiego szpitala, ze względu na jego zranioną rękę.
— Cokolwiek chcesz, mój drogi chłopcze. Wiem, że to wielki ciężar do uniesienia. Być może powinieneś spędzić resztę dnia z Harrym. Nie martw się o popołudniowe spotkanie personelu. W każdym razie i tak głównym punktem będzie ustalanie harmonogramów czyszczenia dormitoriów.
Severus, wiedząc, kiedy jest oddalony, wstał.
— Dziękuję, Albusie — powiedział z lekkim pochyleniem głowy.
— Nie ma za co — odpowiedział dyrektor, ale Severus był już na schodach w celu znalezienia Harry'ego.
OoO
W chatce Hagrida Harry zajął swoje miejsce po tym, jak po wskazaniu przez mężczyznę krzesła wspiął się na nie jak po drabinkach na szkolnym placu zabaw. Podczas gdy Hagrid napełniał gigantyczny czajnik wodą z wielkiej beczki, Harry skinął w stronę Nelli, która stała za nim w progu chatki, chcąc, by do niego dołączyła. Nelli pokręciła głową, ale Harry przywołał ją ponownie.
— Dalej, Nelli. Ojciec powiedział, że Hagrid jest miły.
— Och, nie, mistrzu Harry. Nelli nie powinna być w innych domach — powiedziała, marszcząc z niepokojem brwi. — Nie, jeśli nie została zaproszona.
— Cóż, Hagrid może cię zaprosić, prawda? — Harry podniósł głos: — Panie Hagridzie? Możesz także zaprosić Nelli na herbatę?
Mężczyzna odwrócił się plecami do paleniska nad którym właśnie zawieszał czajnik i uśmiechnął się szeroko.
— Oczywiście, Arry. Chodź tutaj, mała Nelli. Zawsze znajdzie się miejsce dla kogoś jeszcze.
— Widzisz? — Harry uśmiechnął się do Nelli, która przesunęła się bliżej i wskoczyła na krzesło tuż obok niego. Było wystarczająco dużo miejsca dla nich obojga. — Dziękuję, panie Hagridzie.
— Ach, Arry, wystarczy Hagrid.
Harry uśmiechnął się do niego.
— To jest Nelli. Jest skrzatem domowym tak jak ja.
Nelli obróciła głowę tak szybko, że Harry pomyślał, że usłyszał jak chrupnęło jej w kręgach. Jej oczy były szeroko otwarte.
— Nie jesteś skrzatem domowym, mistrzu Harry.
— Byłem. U Dursleyów. Ojciec powiedział, że już nie muszę nim być.
Hagrid umieścił talerz z okrągłymi ciastkami na stole. Były one pokryte cukrem i pokruszonymi orzechami.
— Harry, ludzie nie mogą być skrzatami domowymi. To zupełnie inne stworzenia.
— Ale byłem nim. — Łzy frustracji pojawiły się w jego oczach, ale starł je swoją zdrową ręką. — Sprzątałem, gotowałem, zajmowałem się ogrodem i wszystkim. Jeśli nie byłem skrzatem, to po co mnie trzymali?
— Ech, cóż Harry. Nie wiedziałem o tym. Ale mamy ciastka . Sam je zrobiłem!
Po chwili, Harry wziął jeden kawałek ciastka i nagryzł je z brzegu. Były bardzo twarde i słodkie, ale nie odłożył go. Jedzenie, mimo wszystko, nie powinno być marnowane.
— Dziękuję.
Stawiając na stół duże kubki i cukiernicę, Hagrid usiadł na innym krześle, które zaskrzypiało pod jego ciężarem.
— A teraz powiedz mi jak ci się układa z nowym tatą? Dobrze cię traktuje?
— Och, on jest super! — krzyknął Harry, ożywiając się ponownie. — Dał mi wszystkie nowe ubrania, moją miotłę, zabawki i mam własny pokój i wszystko.
— Cóż, to świetnie. A co stało się z twoją ręką?
Harry spojrzał na bandaż, na którym było odrobinę psiej śliny i jakiegoś brudu po otrzepaniu przez niego spodni, ale poza tym był nienaruszony.
— Ja... Ojciec powiedział, że ją ugryzłem. We śnie. — Wzruszył ramionami i skubnął drugi brzeg ciastka. — Jest ok.
Hagrid mruknął coś pod nosem i chwilę później wstał, by zdjąć czajnik z zagotowaną wodą. Przygotował herbatę w każdym z kubków i pchnął cukiernicę w stronę Harry'ego.
— Ostrożnie. Jest gorąca.
— Tak, proszę pana! — Harry dodał odrobinę cukru (nigdy nie pozwolono mu słodzić u Dursleyów) i zamieszał herbatę, dmuchając na nią. Obok niego Nelli patrzyła na swój kubek jakby był wypełniony trucizną. — Nie pijesz herbaty? — zapytał ją.
Jej duże błękitne oczy skierowały się na Harry'ego napotykając jego spojrzenie.
— N... Nie. Dzi... Dziękuję, m... mistrzu Harry. Nelli jest w porządku, panowie.
Coś było nie tak, bo jąkała się jak Zgredek, kiedy był zdenerwowany. Ale nie miał zamiaru zmuszać ją do wypicia herbaty, jeśli tego nie chciała.
— Czy masz jeszcze Toksyczki? — zapytał Hagrida.
— Nie, oczywiście że nie. Wszystkie je oddałem. — Hagrid potarł dłonią brodę i wyjął z niej coś, co wyglądało jak kawałek starego ciastka, które szybko zniknęło w jego ustach. — Żadnego, przepraszam. Brak Toksyczków. Chociaż natknąłem się na Kudłonia. Przeniosłem go dobre miejsce w lesie. Wiesz, by uczniowie go nie dręczyli.
— Co to jest Kudłoń? — zapytał Harry.
Wtedy właśnie Nelli wydała z siebie cichy pisk i zniknęła z pyknięciem. Harry wpatrywał się w zwolnione przez nią miejsce, a później przeniósł wzrok na Hagrida.
— Myślisz, że boi się Kudłonia?
— Nieee. Pewnie ktoś z zamku ją wezwał. Czy skrzaty domowe nie są zawsze wzywane?
Harry pokiwał głową. Nie potrafił tak znikać, ale on również był wołany, gdy była robota do wykonania. Próbował podnieść kubek i stwierdził, że potrzebuje do tego dwóch rąk, ale jego lewa dłoń była tak opuchnięta, że nie mógł prawidłowo chwycić naczynia. Dlatego użył jej do balansowania i rozłożył cały ciężar kubka na zdrowej ręce, podnosząc go do ust. Herbata była znacznie lepsza niż ciastko. Przyjemnie słodka.
— To nie wygląda dobrze — powiedział Hagrid. — Ta ręka musi zostać opatrzona.
— Ojciec zadbał o to — odpowiedział Harry. — I jest w porządku.
— Hmm — mruknął Hagrid, gdy pojawiła się Nelli.
— Mistrz Snape szuka cię, mistrzu Harry. Czeka na twój powrót w waszych kwaterach. Nelli odprowadzi cię teraz, mistrzu Harry.
Harry, z lekkim westchnięciem — wciąż nie wiedział czym jest Kudłoń — powiedział:
— Dobrze, Nelli. Dziękuję Hagridzie za herbatę!
— Możesz przyjść w każdej chwili, Harry. Jutro zrobię więcej ciastek, ok?
— Świetnie, dzięki!
Harry pogłaskał głowę Kła, kiedy przechodził nad psem, który nadal ślinił się na ganku. Następnie udał się za Nelli na górę zbocza, do zamku. Nie sądził, że nadeszła pora na lunch i zastanawiał się, dlaczego ojciec wezwał go tak szybko. Może był wściekły za rękę Harry'ego i chciał go skarcić. A może był zmęczony tym, że koszmary chłopca go budzą i chciał go odesłać!
To musiało być właśnie to! Dlatego rozmawiał z dyrektorem! Będzie musiał odejść, wrócić do Dursleyów. Nikt nie będzie go przytulał, gdy będzie krzyczał w nocy. Harry tak się spieszył z powrotem, że potknął się o króliczą norę i poleciał głową do przodu. Niestety, nieświadomie wyciągnął dłonie przed siebie, amortyzując upadek. Paraliżujący ból przeszedł przez jego zranioną rękę. Harry krzyknął i przewrócił się na bok, zwijając się w kłębek, chroniąc rękę, brzuch i głowę.
Nelli natychmiast pojawiła się koło niego. Coś do niego mówiła, ale ciężko było ją usłyszeć przez dudnienie krwi w uszach.
— Przepraszam — wyszeptał. — Przepraszam.
Nelli przeskakiwała z nogi na nogę, a jemu robiło się niedobrze, kiedy na nią patrzył. Zacisnął mocno powieki, oddychając przez usta, kiedy herbata zagroziła zwróceniem i zadławieniem go. Nie był pewien jak długo tam leżał, ale kiedy nudności wreszcie przeszły, obrócił się i z trudem wstał.
Nelli odeszła.
Harry zrobił kilka chwiejnych kroków, zanim musiał się zatrzymać, by odetchnąć. Po chwili udało mu się przejść kolejne metry. Kiedy dotarł do głównego wejścia zamku był przerażony, zapłakany i trząsł się. Był również gotów zrobić cokolwiek, aby ojciec go zatrzymał, nawet jeśli tylko na jeden dzień.
OoO
Severus przemierzył salon i spojrzał na zegar. Gdzie był ten piekielny chłopak? Wysłał Nelli po niego ponad pół godziny temu. Harry z pewnością nie mógł zawędrować tak daleko. Powinien rano przekazać skrzatowi wytyczne, by chłopiec został dzisiaj w zamku, najlepiej w ich komnatach. Ale nie myślał jasno po wydarzeniach z ostatniej nocy.
Gdzie on był?
— Nelli! — zawołał.
Skrzatka pojawiła się, wyglądając na zrozpaczoną.
— Gdzie jest mój syn?!
— Mistrzu Snape, mistrz Harry upadł na zewnątrz i boli go ręka!
— Zaprowadź mnie do niego.
Severus pobiegł korytarzem za skrzatem. Jego czarne szaty powiewały za nim. Był prawie przy głównym wejściu, gdy jedno ze skrzydeł otworzyło się z kliknięciem i Harry, słaniając się na nogach, wpadł do środka, uderzając o podłogę z głuchym odgłosem.
Jego twarz była blada i ziemista. Dreszcze targały jego drobnym ciałem. Przez bandaż na lewej ręce przesączyła się krew. Severus chwycił chłopca w ramiona i pobiegł z nim z powrotem w dół zbocza.
