Rozdział 20

Szpital mugoli był pełen bieli, czysty i straszny. Severus siedział w poczekalni ostrego dyżuru, tuląc ostrożnie syna do piersi. W rozpaczy chciał rzucić na kogoś Imperiusa, by ściągnąć na siebie uwagę. Wszyscy wokół niego byli równie zdesperowani. Niektórzy mieli rany spowodowane mugolską bronią. Inni cierpieli z powodu upadków lub obrażeń nabytych w pracy. Był również jeden mały chłopiec, niewiele starszy od Harry'ego, który z trudem oddychał przez atak astmy. Jego matka była lekko zatroskana jego stanem, ale wyglądało na to, że pogodziła się z perspektywą długiego oczekiwania.

Severus nie miał żadnych niezbędnych dokumentów, by móc zostać tutaj przyjęty, ale lekkie zaklęcie przymusu rzucone na recepcjonistkę sprawiło, że znalazł się na liście oczekujących.

Minęły niemal dwie godziny, odkąd przybyli na izbę przyjęć. Severus robił wszystko, co w jego mocy, by Harry'emu było wygodnie. Karmił go kawałkami lodu, wycierał czoło chłodną, zwilżoną szmatką i trzymał jego zranioną rękę nieruchomo. Mówił do niego miękko i łagodnie, obiecując, że wszystko wkrótce będzie dobrze.

Wreszcie zostali poproszeni o przyjście do zasłoniętego miejsca, podobnego do tego, jakie stosowała madame Pomfrey w skrzydle szpitalnym. Pielęgniarka położyła Harry'ego na łóżku i zmierzyła mu temperaturę, ciśnienie, i tętno. Severus mógł jej powiedzieć, że wszystkie trzy parametry są wysokie, ale nie chciał się martwić wyjaśnianiem, skąd to wie.

Kiedy odwinęła bandaż, który jakimś cudem Harry'emu udało się pokryć w całości brudem i psią sierścią, zbadała z surowym spojrzeniem ranę.

— Jak to się stało?

— Ma koszmary — powiedział Severus, uznając, że w tym przypadku kłamstwo nie będzie użyteczne. — Zwykle krzyczy, ale ostatniej nocy zamiast tego ugryzł swoją dłoń.

Swoim wyjaśnieniem nie przekonał kobiety. Badała jego opatrunek zrobiony z plastrów wyciągniętych z mugolskiej apteczki, którą trzymał w razie nagłych przypadków, takich jak ten. Jej zmarszczone brwi sprawiały, że czuł się coraz bardziej niepewnie.

— Lekarz niedługo przyjdzie — powiedziała w końcu, zostawiając go ponownie sam na sam z synem.

Odgarnął z czoła chłopca włosy, które tak bardzo przypominały jego własne. Gdy nikt nie patrzył, wyczarował szybko nową szmatkę do wytarcia potu. Harry jęknął krótko.

Severus pochylił się, szepcząc:

— Będzie w porządku, Harry. Wszystko będzie dobrze.

— Tatuś? — szepnął Harry. Jego powieki z trudnością lekko się uchyliły. — Proszę, nie odchodź. Nie zostawiaj mnie.

— Nigdy. — Pocałował chłopca w czoło. — Nigdy cię nie zostawię.

OoO

Po kolejnych dwóch godzinach byli gotowi opuścić szpital. Severus otrzymał szczegółowe instrukcje, jak zmieniać opatrunki na ręku Harry'ego. Ile antybiotyków ma mu poddawać i jak często oraz kiedy powinien wrócić na kontrolę i kiedy jest planowana pierwsza operacja z kilku, które czekały chłopca. Harry wgryzł się bezpośrednio w ścięgna wokół kciuka, przez co wymagał fizykoterapii, by dojść do całkowitej sprawności.

Harry również został skierowany do psychologa dziecięcego.

Oprócz stosowania leków i zmian opatrunku, Severus nie miał zamiaru stosować się do „planu". W pełni wykwalifikowany uzdrowiciel może wykonać jakąkolwiek operację. A z pomocą madame Pomfrey i pani Hooch fizjoterapia może odbywać się w Hogwarcie. Psycholog był całkowicie wykluczony, chociaż może warto zobaczyć, co powiedzą na ten temat w świętym Mungo.

Po podziękowaniu lekarzowi i pielęgniarce, która pierwsza się nimi zajęła, Severus rzucił na nich Obliviate i zabrał Harry'ego do domu.

Nelli czekała na nich z obiadem. Wszystko było przygotowane i trzymane pod zaklęciem świeżości. Skrzatka wyglądała na bardzo nieszczęśliwą, a Harry spał jeszcze, tak jak przez większość czasu, odkąd opuścili Hogwart. Głos Nelli był cichy, gdy zapytała:

— Czy z mistrzem Harrym będzie dobrze, mistrzu?

— Tak — odpowiedział cicho Severus. — Ale nie może się przemęczać przez kolejne dni. Żadnych wycieczek na zewnątrz bez nadzoru. Żadnego biegania i będzie musiał bardzo uważać na swoją rękę.

Omawiana rękę została owinięta w kilka warstw mugolskiego bandaża i umieszczona w szynie, tak żeby jak najbardziej ograniczyć jej mobilność. Pomimo tego, warto było zachować ostrożność.

Zabierając dziecko do jego sypialni, Severus pozwolił sobie po raz pierwszy zastanowić się na poważnie nad tym, co omawiali z dyrektorem tego ranka. Harry był synem jego i Lily. Jego i jej, poczętym podczas tej nocy wypełnionej współczuciem, empatią — i czy śmiał o tym pomyśleć? — miłością. Zaraz potem Lily od razu pobiegła do Jamesa. Do tego „palanta". Severus widział ją niewiele razy podczas kolejnego roku. Tylko raz lub dwa po tym, jak Harry się urodził. Starał przypomnieć sobie, czy Lily była szczęśliwa w małżeństwie. Czy były jakieś sygnały, że chciała czegoś — kogoś — innego?

Severus zdjął buty Harry'ego i przykrył go kołdrą po położeniu do łóżka. Chłopak jak zwykle zwinął się w kulkę, tuląc zranioną rękę do piersi. Severus usiadł koło niego, zagrzebując palce w cienkie i miękkie włosy chłopca. Obserwował jego twarz, nawet linie wyryte przez napięcie. Żaden siedmiolatek nie powinien ich mieć. Zwłaszcza jego syn.

— Czy było warto, Lily? — szepnął cicho. — Cały ten ból. Czy to było to, czego chciałaś?

Nie spodziewał się odpowiedzi. Kiedy jednak Harry mruknął przez sen, zaczął opowiadać historię, by go uspokoić. Ta rozpoczęła się od małego chłopca i jego nielicznych przyjaciołach oraz od dziewczynki z zielonymi oczami, która zawładnęła jego sercem.

OoO

Harry obudził się na dźwięk łagodnego głosu ojca. Rozluźnił się na chwilę, słuchając jedynie głosu, nie słysząc tak naprawdę słów. Ale potem wyciągnął swoją zdrową rękę, starając się dotknął ojca. Głos zamilkł. Severus położył swoją dłoń na jego, ściskając ją delikatnie.

— Harry? Obudziłeś się?

— Mmmm... — odpowiedział Harry i zamrugawszy, otworzył z trudnością oczy.

Ziewnął, starając się zakryć usta drugą, ale nie wyszło to tak jak zawsze. Uniósł rękę, tak by była przed jego oczami i spojrzał na bandaż, który był owinięty od jego palców aż do nadgarstka. Próbował zgiąć palce, ale nie mógł tego zrobić. Przeniósł wzrok na ojca, marszcząc brwi, gdy ujrzał wyraz na twarzy mężczyzny.

— Coś nie tak, ojcze?

— Obaj się trochę dzisiaj przestraszyliśmy. — Severus chwycił ranną rękę Harry'ego i położył ją na jego piersi. Wciąż wyglądał na bardzo poważnego, co martwiło siedmiolatka. Nigdy nie chciał przestraszyć ojca, ani nie chciał, żeby był zły lub zdenerwowany tym wszystkim. — Pojechaliśmy do szpitala, żeby ktoś obejrzał twoją dłoń. Trzeba było umieścić ją w szynie. Dali również antybiotyki. Zajmie to trochę czasu, nim twoja ręka wyzdrowieje. Miesiąc lub więcej.

Och. Harry domyślał się tego. Przeszkadzał, sprawiał zbyt wiele problemów. Ojciec odeśle go do Dursleyów tak szybko, jak to możliwe.

— Kiedy...? — Harry przełknął ślinę, zbierając się na odwagę. — Proszę pana? Kiedy będę musiał wrócić?

Ojciec skrzywił się nieznacznie.

— Nigdy, jak sądzę. Tak długo jak będziesz robić to, co ci każą i zachowywać w czystości opatrunek, który będzie zmieniany regularnie, Poppy, a raczej madame Pomfrey powinna być w stanie pomóc nam z tym. Będę również rozmawiać z nią, kiedy można wykonać operacje.

— Ja...

Harry był zdezorientowany. Nic z tego nie miało żadnego sensu. Raczej nie zostanie odesłany do Dursleyów, jeśli będzie słuchać ojca. Mógł to zrobić. Na pewno.

— Co się stało, Harry? Wyglądasz na zmieszanego.

— Przepraszam, proszę pana.

Severus poklepał go po ramieniu, a Harry wzdrygnął się lekko.

— Nie przepraszaj, Harry. Przeprosiny nie są potrzebne, gdy czegoś nie rozumiesz. Co chcesz, żebym wyjaśnił?

— Operacje, proszę pana?

— Operacje na twoją rękę. Ugryzłeś się w... ścięgna proste i trzeba przeprowadzić przynajmniej jedną operację w przyszłym tygodniu, aby to naprawić. W przeciwnym razie możesz nie odzyskać pełnej sprawności w palcach.

— Ach! Dlatego nie mogłem nic podnieść.

Ojciec westchnął.

— Tak. Czy dalej cię boli? Lekarz dał nam niektóre leki na ból, ale mogę ci podać małą dawkę eliksiru, jeśli one nie zadziałają. — Spojrzenie ojca było nieustępliwe. — Chcę prawdy, Harry. Nie mów mi, że jest w porządku, jeśli tak nie jest. To jest poważna sprawa.

Harry odwrócił wzrok.

— Tak, proszę pana.

— I? Czy to boli?

— Nie, proszę pana.

— Jesteś pewny? Ty... Nie sprawisz mi kłopotów, jeśli powiesz mi, że cię boli. Jestem twoim ojcem. To mój obowiązek, by się o ciebie troszczyć. Sprawić, byś się poczuł lepiej, gdy cierpisz.

Harry przygryzł wargę, czując, jak łzy zbierają mu się w oczach, chociaż nie potrafił powiedzieć, czemu chce mu się płakać. Być może dlatego, że nikt nigdy nie dbał o niego w ten sposób.

— Przepraszam — wyszeptał, ocierając ze złością łzy. — Przepraszam, proszę pana.

— Harry. — Głos ojca był cichy, ale w łagodny sposób, nie w cichy i groźny jak to czasami było. — Masz prawo płakać, jeśli czujesz taką potrzebę. Możesz powiedzieć, kiedy cierpisz. Masz prawo poprosić, żebym zostawił cię w spokoju, jeśli czujesz się przytłoczony moją troską. Ale nie wolno ci przepraszać za rzeczy, które nie są twoją winą.

Harry, słysząc to, nie mógł powstrzymać łez, chociaż próbował. Czuł, jak spływają po jego twarzy, gdy rzucił się w ramiona ojca, szlochając rozpaczliwie. Nie potrafił ująć w słowa, co czuł, ale wydawało się, że łzy reprezentują wszystko, co chciał powiedzieć. Opisywały jego komórkę pod schodami, pas wuja Vernona, przykucie go łańcuchem na podwórku, kąpiele w wannie i wszystko inne.

Ojciec głaskał jego plecy, pozwalając mu się wypłakać, mówiąc jedynie takie rzeczy jak:

— Wszystko w porządku. Możesz płakać. Jestem tutaj dla ciebie, Harry. Możesz płakać. Ojciec jest tu dla ciebie.

Życzliwość i kojące słowa sprawiły, że Harry zaczął płakać jeszcze mocniej, ale było coś... dobrego w tym płaczu. Czuł, że wszystkie złe rzeczy, które kumulował w sobie, zostały uwolnione. Szlochając, czuł się czystszy, niemal spokojny.

Kiedy skończył płakać, poczuł się bardzo, ale to bardzo zmęczony i nie sądził, że da radę się przenieść. W każdym razie, podobało mu się uczucie bezpieczeństwa, jakie zapewniały mu ramiona ojca i nie miał ochoty się ruszyć. Ojciec wciąż go trzymał, nie mówiąc nic przez dłuższy czas, po prostu będąc.

I to było dobre.

OoO

Później, po tym jak Harry umył się i zjedli razem posiłek — chociaż był to bardziej podwieczorek, ponieważ było w pół do czwartej, kiedy opuścili pokój Harry'ego — Nelli pojawiła się z trzaskiem w ich komnatach, przynosząc list dla ojca. Severus przeczytał go i przytakując, napisał szybko odpowiedź, po czym wręczył ją skrzatce, by oddała wiadomość odbiorcy.

— Draco chciałby nas odwiedzić — powiedział Severus. — Zgodziłem się, by przyjechał w najbliższą środę.

— Super! — Harry zerwał się z kanapy, na której siedział, oglądając obrazki w książce o quidditchu. — Kiedy jest środa?

— Pojutrze. Draco zostanie z nami przez tydzień. — Mina Severusa stała się sroższa. Było to przeważnie niewielkie zmrużenie oczu przez ojca, ale oznaczało, że Harry musi się upewnić, by zrobić wszystko, co powie mu zaraz ojciec, bo było to naprawdę ważne. — Ustalimy pewne zasady, które będą obowiązywać w czasie pobytu Draco. Wasza dwójka nie będzie biegała wszędzie wokół.

— Tak, proszę pana. To znaczy, nie będziemy, proszę pana. Będziemy grzeczni.

Surowa twarz ojca złagodniała.

— Wiem o tym.

OoO

Środa nie nadeszła wystarczająco szybko dla Harry'ego. Jednakże w trakcie oczekiwania na ten dzień, miał wiele rzeczy do zrobienia, które utrzymywały jego uwagę. Wkrótce po tym, jak ojciec powiedział mu o przyjeździe Draco do Hogwartu, miał swoje pierwsze spotkanie z madame Pomfrey. Była bardzo miła i dała mu czekoladową żabę, której nigdy wcześniej nie widział. Musiał ją gonić, starając się złapać, gdy wyskoczyła z opakowania. Pomfrey powiedziała również ojcu, że potrzebuje większej ilości eliksirów odżywczych. Severus mógł mu również podawać małą dawkę czegoś, co nazywało się Eliksirem Słodkiego Snu, ale jedynie co drugi dzień. Miało to pomóc w przezwyciężeniu jego koszmarów. Potem obejrzała dłoń Harry'ego, kiwając głową i cmokając z niezadowoleniem, by później porozmawiać przez dłuższy czas z Severusem. W tym czasie Harry siedział na krawędzi wąskiego, ale bardzo czystego łóżka szpitalnego, gryząc czekoladową żabę i patrząc na promienie słoneczne, wpadające przez wysokie okna na podłogę.

W końcu ustalili, że Harry powinien mieć operację następnego dnia. Madame Pomfrey ustaliła godzinę zabiegu, kiedy jeszcze byli w skrzydle szpitalnym. Myśl, że ktoś będzie ciął jego rękę sprawiała, że Harry był bardzo nerwowy. Ojciec jednak obiecał mu, że nic nie będzie czuł i prześpi zabieg, a kiedy się obudzi, on będzie przy nim.

Tamtego dnia Harry wziął Eliksir Słodkiego Snu i nie miał żadnych koszmarów. Następnego ranka zjadł skromne śniadanie, ponieważ narkoza mogła sprawić, że poczuje mdłości — tak przynajmniej powiedział mu ojciec. Po posiłku fiuknęli razem do szpitala. Severus pozwolił mu siedzieć na kolanach i bawić się guzikami od jego szaty, aż nadszedł czas, by zasnąć. A kiedy później Harry się obudził, ojciec był przy nim, tak jak obiecał.

Ręka Harry'ego była po tym trochę obolała. Miał założoną nową szynę i zielony bandaż z latającymi żółtymi ptaszkami. Spoglądał na nie zachwycony, aż ojciec kazał mu zasiąść do kolacji. Po posiłku ledwo mógł utrzymać oczy otwarte. Ojciec rzucił na jego rękę zaklęcie, które odpychało wodę, aby mógł wziąć prysznic przed snem, nie narażając opatrunku na zmoczenie. Następnie ojciec opowiedział mu historię, chociaż Harry zasnął tuż po jej rozpoczęciu.

W środę rano Severus zmienił opatrunek na dłoni Harry'ego. Wyglądała ona dziwnie z białymi nićmi przechodzącymi przez skórę i widocznymi śladami zębów po ugryzieniu. Nie była jednak już zaczerwieniona, ani nie bolała tak jak wcześniej. Dlatego też Harry ledwo zwracał uwagę, gdy ojciec dotykał jego dłoni i rozprowadzał na niej specjalną maść.

Po śniadaniu spędzili trochę czasu na dodaniu drugiego łóżka do pokoju Harry'ego, a również półek i szafy przeznaczonych do użytku dla Draco. Harry był tak podekscytowany, że Severus musiał mu trzykrotnie powtarzać, by się uspokoił.

Aż w końcu Draco przyjechał!

Zaraz po obiedzie, przy świście, który sprawił, że Harry uniósł głowę znad książki, pan Malfoy wyszedł z kominka. Chłopiec natychmiast poderwał się na nogi. Nawet Severus wstał od biurka, przy którym miał zamiar ułożyć plan zajęć na rok szkolny.

— Severusie. — Pan Malfoy przekazał mu mały bagaż, który Snape powiększył jednym machnięciem różdżki.

— Lucjuszu. — Snape kiwnął głową na powitanie. — Dobrze cię widzieć.

— Wzajemnie. — Pan Malfoy spojrzał na Harry'ego, który nie mógł się powstrzymać przed cofnięciem się. Jego kolana napotkały kanapę, której użył do utrzymania równowagi. — Spotykamy się ponownie, Harry.

— Dzień dobry, proszę pana. Bardzo miło pana widzieć.

— Z pewnością. — Pan Malfoy odwrócił się, gdy sieć Fiuu wydała z siebie kolejny świszczący dźwięk i Draco wypadł z kominka.

Zamiast upaść, jak to często robił Harry, Draco złapał równowagę i utrzymał się w pionie. Uśmiechnął się do Harry'ego, a gdy zobaczył swojego ojca, wyprostował się jeszcze bardziej, trzymając wysoko głowę.

— Wujku Sevie, dziękuję za zaproszenie.

Severus skinął ponownie głową.

— Nie ma za co. Możesz umieścić swoje rzeczy w pokoju na końcu korytarza. Harry, mógłbyś go pokazać Draco? I pamiętaj o swojej dłoni!

— Tak, ojcze! — Pognał do przodu, okrążając pana Malfoya, i chwycił koniec kufra, by móc go przeciągnąć przez korytarz. — Tędy, Draco!

Draco chwycił drugi koniec bagażu i razem wybiegli z salonu.

— Jest mały — powiedział Draco, wchodząc do pokoju, którego drzwi otworzył Harry.

Harry wzruszył ramionami, czując się lekko zaniepokojony. Czy Draco nie chce być już jego przyjacielem, ponieważ pokój jest za mały? Sypialnia była większa niż jego komórka pod schodami czy też główna sypialnia Dudleya, ale musiał przyznać, że pokój Draco był jeszcze większy.

— Jest dla mnie wystarczająco duży.

— Tak, przypuszczam. — Draco rozejrzał się. — Będziemy tu spać razem?

Harry, zasmucony tonem Draco, pokiwał głową.

— Które łóżko jest moje?

— To — powiedział Harry, wskazując na jedno z łóżek. — Ojciec powiedział, że możesz wybrać inne przyozdobienia, jeśli chcesz.

Draco skinął i rzucił się na łóżko.

— Nie jest złe. Chyba mogę się do tego przyzwyczaić, choć chcę więcej poduszek. — Rozejrzał się jeszcze raz. — Gdzie są twoje zabawki? Masz pokój zabaw?

Harry otworzył i zamknął usta, czując się niekomfortowo, gdyż to pytanie przypomniało mu o Dudleyu i jego dwóch sypialniach. Pokój Draco był wypełniony zabawkami. Czyżby było ich jeszcze więcej w innym pomieszczeniu? Harry z trudem mógł sobie to wyobrazić.

— To moje zabawki. Widzisz, mam smoki.

— Hmmmm. Gdzie jest twoja miotła?

Harry westchnął, wiedząc, że Draco będzie się śmiał, iż jest to dziecinna miotła, ale nie mógł nic na to poradzić. Chciał, żeby Draco go odwiedził, ale nie sądził, że będzie to tak wyglądało. Wskazując na kąt, w którym stała miotła, zamknął oczy, czekając na nieuniknione drwiny.

Ale nic nie usłyszał. Po kolejnej minucie lub dwóch ostrożnie otworzył oczy. Draco stał przy miotle, z dolną wargą między zębami, obserwując Harry'ego.

— Również taką miałem, zanim dostałem nową na urodziny. — Wzruszył ramionami. — Tak naprawdę, to nie jest dziecinna miotła.

Harry uśmiechnął się niepewnie. Być może, mimo wszystkiego, nie będzie tak źle.

— Hej, Draco. Chcesz poznać olbrzyma?

Draco otworzył szeroko oczy. Wszelkie ślady jego niezadowolenia zniknęły.

— Jasne!