Rozdział dedykowany wszystkim tym co czytają i zostawiają po sobie ślad. Bardzo dziękuję, za wasze opinie.
Rozdział 21
— Ojcze, możemy pójść... — Harry wbiegł do salonu i zatrzymał się gwałtownie, ślizgając się na posadzce, gdy zobaczył, że pan Malfoy wciąż tam jest.
Wysoki mężczyzna o bladej twarzy i srebrzystych włosach stał naprzeciwko jego ojca. Żaden z nich nie wyglądał na zadowolonego. Obaj odwrócili się, by spojrzeć na Harry'ego, który aż się cofnął.
— Co się stało, Harry? — zapytał ojciec. Jego głos był chłodny, ale w jego oczach nie było złości.
— Ja... eee...
— Co się stało? Mówże, chłopcze! — dorzucił ostro pan Malfoy.
Te słowa sprawiły, że Harry'emu zakręciło się w głowie. Potrząsnął nią, starając się pozbyć tego uczucia. Kiedy pan Malfoy zrobił krok w jego stronę, a srebrna gałka jego laski zabłysła w blasku ognia, Harry uciekł korytarzem z powrotem do swojego pokoju.
Był ledwo świadomy, że ojciec woła go po imieniu. Jego oddech stawał się coraz głośniejszy, zakłócając inne dźwięki. W swoim pokoju wskoczył za łóżko i wczołgał się pod nie, czerpiąc poczucie bezpieczeństwa z małej i ciasnej przestrzeni. Było tam niemal jak w jego komórce. Nikt go tutaj nie mógł dostać.
— Harry? — To był nowy głos i zajęło mu chwilę, by uświadomić sobie, że należy on do Draco. Rozpoznał go tylko przez to, że zobaczył pociągłą twarz chłopaka, który przykucnął przy łóżku, zaglądając pod nie. — Co ty tam robisz? Myślałem, że pójdziemy zobaczyć olbrzyma.
Potrząsając głową, Harry skulił się, tworząc jak najmniejszą kulkę.
— Wujku Sevie! — zawołał Draco i jego twarz zniknęła z widoku. — Chodź tutaj! Coś jest nie tak z Harrym.
— Draco, ciszej. Tylko chuligani krzyczą.
Było słychać kroki wchodzących do pokoju osób, ale ten głos należał do pana Malfoya i Harry zadrżał, gdy mężczyzna podszedł bliżej.
— Tak, ojcze. — Draco zamilkł na chwilę, by następnie powiedzieć: — Harry jest pod łóżkiem, wujku Sevie. On chyba się ukrywa. Czy to jakaś gra?
— Tak, Draco... Może poczekasz z ojcem w salonie. Zaraz tam przyjdziemy.
Odgłos kroków oddalił się, ale jedna para zatrzymała się. Harry słyszał, jak pan Malfoy mówi coś bardzo cicho i chociaż nie mógł usłyszeć, co zostało powiedziane, groźny ton mężczyzny sprawił, że drżał i przygryzał wargę, aby nie wydać żadnego dźwięku. Następnie odgłos kroków stał się cichszy, znikając w korytarzu. Po raz kolejny zapanowała cisza.
Harry wciągnął drżący oddech i zakaszlał, gdy do płuc dostały się odrobinki kurzu. Szczypały go oczy i przecierał je, aż poczuł czyjąś obecność. Jego ojciec klęczał przy łóżku.
— Harry — powiedział bardzo cicho. Pochylał się tuż przy podłodze. Jego krzywy nos i ciemne oczy były jedynym, co Harry mógł zobaczyć przez kurtynę czarnych włosów. — Możesz wyjść. Nikt cię nie skrzywdzi.
— La...Laska — wyszeptał chłopiec.
— Pan Malfoy nigdy nie użyje laski na tobie. Nigdy. Nie pozwolę mu na to. Słyszysz mnie?
Harry wziął wdech i skinął głową.
— Tak, proszę pana.
— W porządku. — Severus wyciągnął rękę i Harry po dłuższej chwili chwycił ją, pozwalając ojcu wyciągnąć się spod łóżka. — Dobrze, że masz na sobie swoje ubrania do zabawy. — Snape strzepnął delikatnie kurz, który przylgnął do koszuli Harry'ego.
— Tak, proszę pana — powiedział Harry, wpatrując się w swoje buty.
— Harry — mruknął ojciec. Chłopiec zerknął na niego i ujrzał ból oraz smutek w oczach mężczyzny.
— Przepraszam, proszę pana. To znaczy przepraszam... ojcze.
— Nie zrobiłeś nic, za co miałbyś przepraszać. Pamiętasz, co mówiłem o przepraszaniu za rzeczy, które nie są twoją winą?
Harry skinął głową i potarł oczy, które ponownie go zaszczypały. Był zaskoczony, gdy długie i smukłe palce ojca zostały umieszczone pod jego brodą, podnosząc jego twarz. Starał się odwrócić wzrok, ale ojciec po prostu czekał, aż Harry, wciąż mocno zaciskając zęby na wardze, napotkał jego wzrok. Severus uniósł brew i chłopiec wymamrotał:
— Tak, pro... ojcze. Pamiętam.
— Dobrze. Czy chciałeś mnie o coś zapytać?
— Tak, ojcze. — Nie był pewien, czy chce teraz zadać pytanie, ale ojciec czekał. Szybko wymówił kolejne słowa. — CzyjaiDracomożemypójdźdoHagrida?
— Wolniej i wyraźniej.
— Przepraszam, proszę pana. Czy ja i Draco możemy dzisiaj pójdź do Hagrida?
— Czy możemy pójść do Hagrida? Tak, możecie, ale tylko pod moim lub Nelli nadzorem. Nie chcę, żebyście sami wychodzili na dwór. Zrozumiano?
— Tak, proszę pana! Dziękuję!
Ojciec puścił jego brodę i położył mu dłoń na ramieniu. Jego twarz była bardzo poważna.
— Jeśli miałbyś jakieś problemy... jakiekolwiek problemy z Draco lub z ręką, czy z czymkolwiek innym, przyjdź do mnie. Razem postaramy się je rozwiązać.
— Tak zrobię. Dziękuję, ojcze. — Znów przygryzł wargę i zarumienił się z zażenowania, gdy ojciec, dotykając jej koniuszkami palców, delikatnie wyciągnął mu ją spod zębów. — Czy możesz nas zabrać do Hagrida?
— Niestety, jestem zajęty po południu, ale możecie zapytać Nelli, czy was zabierze. — Wydawało się, że Snape chce powiedzieć coś jeszcze, ale tylko poklepał syna po ramieniu i skierował go w stronę drzwi. — Chodźmy pożegnać pana Malfoya, jak przystało na dobrych gospodarzy.
— T...tak, o... ojcze.
— Wyprostuj się, Harry — powiedział ojciec. W jego oczach było zawarte ostrzeżenie. — Nie pozwól mu zobaczyć, że się boisz. Bądź odważny.
Harry przełknął ślinę, przytakując. Wyprostował się i uniósł brodę, tak jak to robił Draco. Bał się jeszcze, ale ojciec był teraz z nim i nie pozwoli, by stała mu się krzywda — obiecał mu to.
— Dobry chłopiec. Chodźmy zatem.
Pomimo prób Harry'ego, aby zachować się odważnie, zwolnił kroku, gdy zbliżyli się do salonu, gdzie Draco stał obok krzesła pana Malfoya. Dłoń Severusa ponownie wylądowała na jego ramieniu. Pan Malfoy wstał ze swojego miejsca, gdy podeszli. Harry nie odwrócił wzroku, mimo że bardzo tego chciał. Wraz z ojcem weszli głębiej do salonu.
— Dziękuję za przywiezienie Draco, proszę pana — powiedział, jego głos zadrżał jedynie delikatnie. — Miło by... było spotkać pana ponownie.
Snape ścisnął ramię Harry'ego, gdy Malfoy uśmiechnął się nieznacznie.
— Mi również. Severusie. — Skinął głową mężczyźnie, a następnie spojrzał ostro na Draco. — Powiadom mnie, jeśli będziesz miał jakiekolwiek problemy.
— Oczywiście.
Snape również skinął głową, a w następnej chwili pan Malfoy zniknął. Powietrze nagle stało się lżejsze, przez co łatwiej było oddychać.
Kiedy ojciec przeszedł koło nich, zmierzając do gabinetu, Harry zwrócił się do Draco:
— Musimy zapytać Nelli, czy z nami pójdzie. — Draco spojrzał na niego pustym wzrokiem, dlatego też Harry przypomniał mu: — Do Hagrida. No wiesz, olbrzyma.
— Kim jest Nelli?
— Naszym skrzatem domowym!
OoO
Harry, pomimo tego że pamiętał upomnienia ojca, musiał biec w dół zbocza do chatki Hagrida, by nadążyć za Draco. Nogi chłopca były dłuższe od jego i wydawało się, że jest chętny pokazać, jak szybko może biegać bez przewrócenia się.
Nelli truchtała koło Harry'ego, obejmując dłońmi twarz i jęcząc:
— Mistrz Harry będzie w tarapatach. Lepiej nie zranić się ponownie w rękę!
— Nie będę... — próbował ją zapewnić, ale Nelli go nie słuchała, a zaraz potem dotarli do ostatniego wzniesienia i ciemna, rozmyta plama futra, kończyn i śliny zmierzała wprost na nich. — Kieł! — krzyknął radośnie Harry, wyciągając ręce. Kieł wyminął — ledwo — Draco i kilka metrów przed Harrym skoczył, przyszpilając go ponownie do ziemi.
Kieł obwąchał go i zaczął lizać, pocierając językiem po policzkach i uszach chłopca, aż ten zaczął szaleńczo chichotać, próbując zepchnąć z siebie psa. Później pojawił się Hagrid, wykrzykując komendę. Kieł zeskoczył z Harry'ego, jednak pozostawił stróżkę śliny, która ciągnęła się od koszulki siedmiolatka do jego pyska.
— Dobre cię widzieć, Harry.
Harry, wycierając twarz, zmarszczył brwi i powiedział:
— Cześć, panie Hagridzie. To jest Draco. Jest moim przyjacielem. — Wskazał na Draco, który patrzył szeroko otwartymi oczami na Kła, a następnie na Hagrida i z powrotem na psa, jakby nie mógł się zdecydować, który z nich stanowił większe zagrożenie. — Jest okej, Draco — zapewnił go Harry. — Ojciec powiedział, że Hagrid jest sipityczny, to znaczy miły.
— Miło cię poznać, Draco. Nie jesteś chyba Draco Malfoyem? — Hagrid pochylił się nad chłopcami i chociaż się uśmiechał, miał zmrużone oczy.
— Je... Jestem, proszę pana.
— I jesteś przyjacielem tego, o tutaj, Harry'ego?
Draco przytaknął. Harry widział, jak ciężko przełyka i zastanawiał się, czy przyjaciel boi się Hagrida tak bardzo, jak on pana Malfoya.
— W porządeczku. — Hagrid zaśmiał się i klepnął Draco w ramię, prawie zwalając go z nóg. — Chłopcy, chodźmy napić się herbaty. Upiekłem imbirowe ciasteczka, powinny być jeszcze ciepłe. Nic nie jest tak dobre jak imbir. Jest dobry na każde dolegliwości.
Harry uśmiechnął się do mężczyzny.
— Dzięki, Hagridzie! A możesz nam opowiedzieć historie o lesie?
— Lesie? Nie ma tam nic, co by was zainteresowało.
— Jest zakazany — szepnął Harry do Draco, gdy ich trójka, wliczając w to Nelli, weszła po schodach do chatki. — To oznacza, że nie możemy tam chodzić.
— Wiem, co znaczy zakazany — odparł cicho Draco.
Na werandzie ominął szerokim łukiem Kła i rozejrzał się po małej chatce. Harry miał nadzieję, że nie powie nic niemiłego na temat domu Hagrida. Z pewnością był on mały i nie tak czysty jak chciałaby tego ciotka Petunia, ale było w nim pełno ciekawych rzeczy i choć pachniał naprawdę dziwnie, Harry'emu się to podobało.
— Tak więc, Hagrid jest gajowym i strażnikiem kluczy. Zna wszystkie stworzenia takie jak toksyczki, centaury, druzgotki i psidwaki oraz wiele innych. Mój ojciec tak powiedział.
Draco przewrócił oczami.
— Nie ma druzgotków w lesie. One żyją w wodzie.
— Och. Czy są jakieś druzgotki w jeziorze, proszę pana? — Harry zapytał Hagrida, który napełniał ogromny czajnik wodą.
— Taaa, niektóre z nich tam mieszkają. Głównie trzymają się z dala od trytonów. A, i jeszcze od kałamarnicy. — Skinął głową w stronę stołu, na którym leżały ciastka w kształcie gwiazd. — Częstujcie się. Tak jak mówiłem, wciąż są ciepłe.
— Dzięki!
Harry wziął jedno z ciasteczek i nadgryzł je z boku. Tak jak w przypadku kamiennego-ciasta postanowił poczekać na swoją herbatę, żeby mógł zanurzyć w niej wypiek, rozmaczając go, zanim próbowałby przeżuć ciastko.
On, Draco i Nelli spędzili kolejne godziny z Hagridem, który opowiadał im historie, zaczynając od tych o centaurach żyjących w lesie. Podał im ogromne kubki z herbatą i nawet starał się przekonać Nelli, by również się napiła, kiedy odmówiła z powodu ogólnej zasady. Draco spojrzał krzywo na skrzatkę, kiedy po raz pierwszy usiadła obok Harry'ego. Wydawało się jednak, że zapomniał o niej po paru chwilach, gdy słuchał historii i próbował ugryźć ciastka Hagrida bez tracenia przy tym zębów. W pewnym momencie Kieł zdecydował się obślinić Draco, kładąc swój wielki łeb na kolanach chłopaka, ku jego wyraźnemu niezadowoleniu.
Harry rzadko miał tak wspaniałe popołudnie. Było ono naprawdę udane.
Po opuszczeniu chatki Hagrida, chłopcy wraz z Nelli udali się nad brzeg jeziora, by przekonać się, czy kałamarnica jest tak zabawna, jak opowiadał gajowy i czy można połaskotać jej macki. Jednak nie wynurzyła się ani razu przez cały dzień, a woda wyglądała na zimną i nieprzyjemną.
Tak, popołudnie było idealne do momentu, gdy Draco zaproponował, że powinni użyć swoich mioteł i wyruszyć nad jezioro, by przyjrzeć się bliżej kałamarnicy.
