Rozdział 22
Może gdyby ojciec był w pokoju i powstrzymał ich przed zabraniem mioteł lub gdyby Nelli nie była przekonana, że „to, że nie możemy iść na boisko, nie oznacza, że nie możemy polatać" jest prawdą, to może nic by im się nie stało.
Jednak nic takiego się nie wydarzyło i pół godziny później Harry wraz z Draco znaleźli się nad brzegiem jeziora z miotłami w ręku. Nelli przyszła wraz z nimi. Trzymała swoją dużą głowę w dłoniach. Dobiegały od niej ciche dźwięki pociągania nosem, ale przyznała w końcu, że to co robili nie było zabronione. Mimo to, Harry czuł się źle wobec niej i miał nadzieję, że nie wpakują się w żadne kłopoty.
— Boisz się — powiedział Draco. Siedział już okrakiem na swojej miotle i czekał, żeby Harry zrobił to samo.
— Nieprawda. — Ale rzeczywiście się bał. Nie podobała mu się perspektywa wpadnięcia do wody, gdyby spadł z miotły. Nie potrafił pływać i to było zbyt... cóż, nie podobało mu się to.
— A właśnie, że tak. — Draco spojrzał na jezioro. — Nie chcesz zobaczyć kałamarnicy?
— Taaa — powiedział Harry. Nigdy jeszcze nie spadł z miotły, więc dlaczego dzisiaj miałby być ten pierwszy raz? Biorąc głęboki oddech, przerzucił nogę przez miotłę. — W górę! — krzyknął i wzbił się w powietrze, choć znajdował się jedynie dwa metry nad ziemią. Jego miotła nie mogła wznieść się wyżej, dopóki miała na sobie zaklęcie zabezpieczające. Ojciec powiedział, że nie zdejmie ich jeszcze przez rok lub dwa.
Draco z uśmiechem odepchnął się od ziemi. Unosił się trochę ponad poziomem Harry'ego.
— Gotowy?
Harry przytaknął i polecieli!
Draco przeleciał obok niego, a później się z nim zrównał, tak że znajdowali się na tym samym poziomie. Lecieli obok siebie, tuż nad powierzchnią wody. Mimo letniego słońca, powietrze tuż nad taflą jeziora było chłodne. Ponadto wiatr wiał im prosto w twarze. Spowodowało to, że w dość krótkim czasie Harry zaczął drżeć z zimna.
Draco nie leciał z pełną prędkością, ponieważ miotła Harry'ego miała zaklęcia w celu ochronienia dziecka przed zranieniem. Lecieli razem, kilkakrotnie skręcając gwałtownie, wbijając się w górę i nurkując. Wszystkie obawy Harry'ego na temat eskapady zniknęły szybko. Naprawdę kochał latać. Wykrzyczał to do Draco, gdy ich kolana otarły się o siebie podczas jednego z ostrych manewrów. Zgrabnie odbił w bok, by uniknąć upadku do wody.
Draco zaśmiał się i odkrzyknął:
— Ja także!
Właśnie wtedy coś wynurzyło się gwałtownie z jeziora, zbyt blisko nich, by mogli to ominąć. Fala wody uderzyła w Harry'ego, który pociągnął gwałtownie trzonek miotły, aby uniknąć ogromnej, pokrytej różowymi przyssawkami macki, zmierzającej w jego stronę. Zanurkował pod jednym z „ramion" kałamarnicy, ale jego miotła nie reagowała wystarczająco szybko, by uniknąć następnego, które znajdowało się tuż przed nim. Macka owinęła się wokół niego, zaciskając uścisk na klatce piersiowej. Jedną rękę – tę zdrową – miał przyciśniętą do boku, a ta zraniona pulsowała bólem.
Nie mógł oddychać!
— Harry! — krzyknął Draco.
Harry wiercił się i odwracał w uścisku kałamarnicy, ale nie mógł znaleźć swojego przyjaciela. Macka owinęła się wokół niego mocniej, a jego pierś była miażdżona. Kałamarnica bujała nim wysoko w powietrzu w jedną i w drugą stronę. Jego żołądek zacisnął się i chłopiec ledwo mógł zobaczyć cokolwiek. Był pewien, że usłyszał, jak coś pękło. Ramię? Żebra? Draco krzyknął ponownie.
Nie! Muszę się dostać do Draco! Puść! PUŚĆ MNIE!
Seria trzasków rozbrzmiała mu w uszach, zanim został rzucony daleko w powietrze i uderzył w taflę jeziora. Nie zdążył zaczerpnąć oddechu, nim woda zamknęła się nad jego głową, a on zaczął opadać w dół i w dół, wprost w ciemność...
OoO
— Wujku Sevie! — krzyczał Draco, pędząc korytarzami zamku. — Wujku Sevie!
Severus niemal go stratował, gdy biegł z pełną prędkością w kierunku głównego wejścia. Zaledwie kilka chwil temu, po raz kolejny został zaskoczony przez błysk jasnego światła w postaci skrzydlatego węża — przypadkowo przywołanego patronusa Harry'ego — i wybiegł z lochów, by zmierzyć się z tym, co przeskrobał jego syn.
Draco zatrzymał się przed nim, przytrzymując się ściany i ociekając wodą. Zadrapanie na jego policzku było świeże i krwawiło. Drżąc, chwycił ramię Severusa i pociągnął go w kierunku wyjścia. Łapiąc oddech, wysapał:
— Harry... spadł... kałamarnica... jezioro.
Merlinie, nie...
Strząsając luźny uchwyt Draco, Severus zbiegł schodami i rozejrzał się po całych błoniach. Każdy możliwy scenariusz przemknął przez jego głowę: Harry nie żyje. Kałamarnica go zjadła. Utonął. Został porwany przez druzgotki i rozerwany na strzępy...
Zbliżając się do jeziora, ujrzał dwie małe postacie, z których tylko jedna wydawała się poruszać. Skręcił w ich stronę i pomimo kłucia w boku oraz trudności w oddychaniu, zaczął biec szybciej. Będąc bliżej nich, ujrzał, że poruszająca się postać to Nelli, która obróciła drugą osobę, klepiąc ją po plecach.
Harry.
Proszę, nie.
Severus dopadł do swojego syna i opadł na kolana. Nelli załamywała bezradnie ręce, gdy Snape sprawdzał stan chłopca. Po raz kolejny usta siedmiolatka były niebieskie z braku tlenu. Severus natychmiast wyciągnął różdżkę i zaczął nią wymachiwać nad Harrym. Z desperacją krzyknął zaklęcie:
— Respiro Coactum!
Tym razem zaklęcie zadziałało. Harry odetchnął, kaszląc chrapliwie. Severus niemal zemdlał z ulgi. Kolejny napad kaszlu spowodował, że chłopiec wypluł wodę zabarwioną krwią. Jego wzrok był zamglony — stracił okulary — i był blady niczym śmierć. Drżał cały i wykaszliwał coraz więcej wody. Łzy i smarki spływały po jego twarzy.
Kiedy próbował wstać, Severus delikatnie popchnął go w dół, zmuszając, by położył się, tym razem na plecach.
— Nie, Harry. Leż jeszcze przez chwilę.
Severus przeprowadził diagnostykę za pomocą różdżki i nie był zaskoczony, gdy odnalazł dwa złamane żebra, pęknięty obojczyk, więcej wody w płucach oraz liczne stłuczenia. Wyjął z kieszeni eliksir tłumiący ból i przytrzymał głowę chłopca podczas aplikowania go, uważając na zranione ramię Harry'ego.
— Dra... Draco? — powiedział cicho, zacinając się, pomiędzy atakami kaszlu.
— Nic mu nie jest, Harry. Nic nie mów. — Rozejrzał się i zobaczył, że Draco stoi tuż za nim, bledszy niż zwykle.
Łzy spływały po policzkach starszego chłopca.
— Prze... Przepraszam, wujku Sevie. Nie mogłem go dosięgnąć. Próbowałem, ale kałamarnica była wszędzie!
Harry ponownie zemdlał, ale przynajmniej tym razem oddychał, gdy Severus wziął go w ramiona. Snape spojrzał na jezioro. Smugi niebieskiego, gęstego śluzu pływały na powierzchni wody wraz z kawałkami czegoś, co wyglądało jak macka. Będzie musiał się dowiedzieć, co tu się stało. Czy to było więcej przypadkowej, ale potężnej magii Harry'ego? Nie było to jednak teraz ważne. Musiał zabrać Harry'ego do środka w ciepłe i suche miejsce. Stając na nogi, zaniósł chłopca z powrotem do zamku. Nelli truchtała obok nich, będąc jednocześnie przerażona i zszokowana.
— Nelli, czy to ty wyciągnęłaś go z wody? — zapytał ją Severus, gdy zbliżali się do zamku.
— Nelli to zrobiła, mistrzu. Mistrz Harry iść w dół. Pod wodą. Krzyczy, a woda dostaje się do ust. Nelli zabrała go z jeziora. Tak, mistrzu.
— Dobrze się sprawiłaś. — Będzie musiał poważnie porozmawiać ze skrzatką na temat pozwalania chłopcom na zbliżanie się do jeziora, ale teraz był jej winien podziękowanie za uratowanie Harry'ego przed utonięciem. Co oni w ogóle tam robili? — Idź poinformować madame Pomfrey, że do niej idziemy.
— Tak, mistrzu Snape.
Kiedy weszli po pierwszych schodach prowadzących do skrzydła szpitalnego, Draco wciąż spoglądał na niego ukradkowo. W końcu Severus zapytał:
— O co chodzi?
— Nie... Nie powiesz o tym mojemu ojcu, prawda?
Nie znając całej historii, nie mógł nic obiecać.
— Zobaczymy, Draco. — Gdy Nelli ponownie pojawiła się u jego boku, powiedział do niej: — Zabierz Draco do moich komnat i pomóż mu się przebrać w suche ubrania. Przynieś również jakieś dla Harry'ego. Kiedy skończysz, wróć tutaj.
— Tak, mistrzu Snape. — Skrzatka pochyliła się nisko, aż uszy jej się zakołysały i zaprowadziła Draco schodami w dół, do komnat mistrza eliksirów.
Severus pchnął drzwi do skrzydła szpitalnego, gdzie Poppy szykowała łóżko dla Harry'ego.
— Co się stało? — spytała, gdy Severus położył chłopca na łóżku. Zdjęła mokre ubrania z Harry'ego, a także jego przemoczony bandaż i opatrunek, który miał na ręku. Plecy i klatka piersiowa siedmiolatka były pokryte siniakami. Poppy zmarszczyła brwi. — Skrzatka powiedziała, że wpadł do jeziora.
— Sądzę, że to było coś poważniejszego niż zwykłe wpadniecie do jeziora. — Patrzył, jak Poppy sprawdza stan chłopca, tak jak on to zrobił wcześniej, a następnie udała się po fiolkę Szkiele-Wzro. — Jakiś wypadek z kałamarnicą.
— Kałamarnica! No to się nie dziwię.— Rzuciła zaklęcie, by ubrać Harry'ego w szpitalną piżamę, ale chłopiec był tak mały, że wręcz w niej tonął. Po skurczeniu jej tak, by pasowała na niego, powiedziała: — Nie budziłabym go przy podawaniu leków. To ramię sprawi mu podczas leczenia wiele bólu. Będzie potrzebował również sporo odpoczynku.
— Rozumiem.
Severus wsunął się za Harrym na łóżko i podciągnął syna do góry, tak by ten pół leżał, pół opierał się o jego klatkę piersiową. W ten sposób Poppy mogła poddawać chłopcu różne eliksiry i za pomocą Severusa sprawić, by je połknął.
— Wiesz, Severusie — zaczęła rozmowę Poppy, gdy odłożyła trzecią pustą fiolkę po eliksirze i zaczęła bandażować uszkodzoną rękę chłopca — chciałabym, żeby nadszedł taki dzień, w którym Harry nie skończy w szpitalu.
Severus poczuł piekący rumieniec na twarzy. Rzeczywiście nie pilnował Harry'ego tak, jak powinien.
— Ma talent do wpadania w kłopoty — powiedział cicho.
— Mmm.
Poppy właśnie skończyła, gdy do pokoju wszedł Draco z Nelli u boku. Chłopiec wciąż pociągał nosem, ale jedno spojrzenie Severusa sprawiło, że przynajmniej stanął prosto.
— Czy on... Czy Harry będzie porządku, wujku Sevie?
— Tym razem tak. — Skinął w kierunku stojącego w pobliżu krzesła. — Usiądź i powiedz mi, co się stało.
Draco wdrapał się na krzesło i usiadł na nim sztywno, z rękami zaplecionymi na kolanach.
— Hagrid powiedział nam o kałamarnicy i chcieliśmy ją zobaczyć. Nie mogliśmy tego zrobić z brzegu... więc użyliśmy naszych mioteł, by latać nad...
— Co?! — Draco wzdrygnął się na swoim miejscu. Nawet Harry, który spał, drgnął na krzyk Severusa. Snape zacisnął zęby. Jego głos był o wiele spokojniejszy, ale groźniejszy, gdy kontynuował: — Co zrobiliście?
— Le... lecieliśmy na na... naszych miotłach nad je...jeziorem, tak aby zo... zobaczyć kałamarnicę. Ja... Nie wiedzieliśmy, że ona się tak pojawi!
— Tak pojawi?
Severus czuł się jak papuga, ale to było wszystko, co mógł zrobić, aby nie potrząsnąć chłopcem. Zamiast tego zacisnął ręce wokół swojego syna.
— Po prostu wyskoczyła i chwyciła Harry'ego w powietrzu. Jego miotła... Nie wiem, gdzie się podziała. Był ściskany mocniej i mocniej. Starałem się podlecieć i go chwycić, ale wtedy pojawiło się jasne światło i kałamarnica po prostu... wybuchła. Kawałki macek były wszędzie i Harry wpadł do jeziora. — Draco wziął głęboki oddech i spojrzał na Harry'ego. Po jego policzkach spływały łzy. — Nie widziałem go. Patrzyłem wszędzie, ale nie mogłem go znaleźć. Dlatego pobiegłem cię znaleźć, wujku Sevie. Nigdy nie chciałem go skrzywdzić!
Severus wymienił spojrzenia z Poppy, która uniosła brwi. Wiedział, o czym myśli, że to Harry wysadził kałamarnicę. Obeznany był z tym, że chłopak jest potężny, ale to był pierwszy przypadek, gdy użył ofensywnej magii. Magia Harry'ego będzie musiała zostać ograniczona lub będzie musiał się nauczyć pewnej kontroli.
Pozwalając sobie na głębokie westchnięcie, Severus pocałował czubek głowy Harry'ego, a potem oparł policzek o wciąż mokre włosy syna. Chłopiec naprawdę wpakowywał się w najróżniejsze, niebezpieczne sytuacje. Co oni sobie myśleli, by latać nad jeziorem? Sądził, że Harry boi się wody.
Spojrzał na Draco.
— Czyj był ten genialny pomysł?
Draco przygryzł wargę i odwrócił wzrok. To była wystarczająca odpowiedź dla Severusa, chociaż miał nadzieję, że chłopiec powie mu prawdę.
— Czy nękałeś go, by się na to zgodził?
— Co?! Nie, wujku Sevie! Zgodził się na to, bo także chciał zobaczyć kałamarnicę! — Zdając sobie sprawę, że tym wybuchem potwierdził, kto był prowokatorem tej ekscytującej przygody, Draco zacisnął mocno usta.
— I nie wyraził żadnych zastrzeżeń? Nie powiedziałeś lub nie zrobiłeś czegoś, co go do tego przekonało?
Draco zarumienił się. Severus również miał już odpowiedź na to pytanie. Będąc owładnięty wściekłością, wywarczał do chłopca:
— Czy go zawstydziłeś? Czy wiesz, że się bał? Zejdź mi z oczu! Harry mógł umrzeć przez ciebie! Wynoś się! WYNOCHA!
Spoglądając na Harry'ego ostatni raz, ze łzami w oczach Draco zsunął się z krzesła i uciekł.
