Rozdział 23
Severus objął mocniej Harry'ego, patrząc, jak drugi chłopiec wybiega ze skrzydła szpitalnego. Wysłał po niego Nelli, nie chcąc, żeby ten coś sobie zrobił. Gdyby stało się coś jeszcze, Lucjusz z pewnością by go zabił.
— Nie mogę uwierzyć... — powiedziała Poppy stojąca po jego prawej stronie —... że właśnie usłyszałam takie słowa wychodzące z twoich ust, Severusie Snapie. I to skierowane do twojego chrześniaka!
Zaskoczony jej tonem, którego rzadko używała wobec niego, odwrócił się do uzdrowicielki i od razu skulił się, widząc wściekłość w jej oczach.
— Poppy, ja...
— I nawet nie miałam szansy sprawdzić jego stanu! — wycedziła. Jej głos był cichy ze względu na Harry'ego, ale Snape wyobrażał sobie, że krzyczała na niego, ponieważ wyglądała, jakby miała na to ochotę. — Nie sądzisz, że czuł się wystarczająco źle? Potrzebował pocieszenia, a nie... cokolwiek to było!
— Poppy, ja... — zaczął ponownie, tylko po to, by znów mu przerwano.
— Nie chcę tego słuchać. Zadbam o Harry'ego, a ty znajdziesz swojego chrześniaka i go przeprosisz!
Uniósł dłoń, niemal w błagalnym geście. Chciał coś powiedzieć, do cholery! Miał prawo powiedzieć Draco ostre słowa, zwłaszcza w takiej sytuacji. To dlaczego czuł się tak, jakby miał ponownie siedem lat?
— I nawet nie myśl o powrocie tutaj, dopóki tego nie zrobisz! Tak okropne rzeczy nie będą mówione w moim skrzydle szpitalnym! — Z tymi oto słowami Poppy skierowała na niego różdżkę i wycedziła: — Teraz, Severusie!
— Ale, Harry...
— Będzie z nim wszystko w porządku, gdy odpocznie, a Draco nie.
Jej różdżka nie poruszyła się i po raz pierwszy odkąd spotkał ją prawie szesnaście lat temu, gdy opiekun jego domu przysłał go tutaj w pierwszym dniu Hogwartu, niedożywionego, pokrytego siniakami i ze złamanym ramieniem, dzięki uprzejmości ojca, rzeczywiście obawiał się, że Poppy wyrządzi mu krzywdę. Mocno wstrząśnięty przez wspomnienie z tamtego dnia, gdy ojciec swoimi czynami sprawił na zawsze, że się go bał i czuł nienawiść, Severus oparł się ciężko o nagłówek łóżka. Zawstydzony, skinął głową i zsunął z siebie syna, kładąc go delikatnie na poduszkach.
— Jeśli się obudzi...
— Będę tu i powiem mu, że wrócisz. — Ton Poppy złagodniał, gdy tylko dostrzegła, że robi to, co powiedziała, a może domyśliła się przyczyny jego rumieńców.
Wiedziała, kim był. Nigdy nie chciał być kimś takim jak ojciec, a jednak przy pierwszej trudnej sytuacji...
Jak niby dam radę uczyć w tej szkole? — Zastanawiał się, udając do drzwi skrzydła medycznego. Uczniowie będą niesforni – przynajmniej tacy byli w jego czasach—czy będzie ich traktować tak, jak na to zasłużyli?
Co gorsza, jak mógłby być kiedykolwiek dobrym ojcem dla Harry'ego, gdy pierwsze co robił, mając do czynienia z dziecięcą, bezmyślną głupotą to wybuch wściekłości? Co jeśli to Harry byłby tym, kto zdecydował wziąć miotły? Miałby wykrzykiwać bezlitosne oskarżenia do własnego syna?Okropne uczucie wewnątrz niego powiedziało mu więcej niż chciał o jego własnej naturze. Wątpliwości o nim, jako o rodzicu, ponownie się w nim pojawiły. Odepchnął je bezwzględnie na bok. To nie był czas, by rozpamiętywać swoje niedoskonałości. Teraz musiał płaszczyć się przed chłopcem, by ten mu wybaczył.
OoO
— Draco — powiedział Severus najłagodniejszym tonem, jaki potrafił z siebie wydobyć. Nadal był zły na chłopca, ale jego zdenerwowanie zostało złagodzone przez wiedzę, że jego chrześniak nie zasługiwał na wszystko, co mu wcześniej powiedział.
Draco, skulony na łóżku w pokoju, który dzielił z Harrym, nie dawał żadnego znaku, że słyszał mężczyznę. Dlatego też Severus zawołał go ponownie, dodając tym razem:
— Spójrz na mnie, proszę.
Chłopiec otarł twarz ramieniem, zanim odwrócił się, by wykonać polecenie. Z tego jednego prostego gestu Severus zrozumiał, bardziej niż za pomocą jakichkolwiek słów, jak bardzo zawiódł. Nawet teraz Draco starał się jawić jako silny i pozbawiony uczuć, tak jak przystało na dziedzica rodu Malfoyów. Snape miał nadzieję, że chłopiec nie będzie czuł takiej potrzeby. Teraz miał szansę, by tak się stało.
Draco był brudny. Jego twarz znaczyły cięcia, wokół których zaczynały pojawiać się zasinienia. Przynajmniej jednak już nie krwawiły. Włosy — na ogół staranie ułożone — były rozwichrzone od lotu na miotle i biegu korytarzami zamku. Ale chłopiec nie płakał, nie odwracał wzroku, choć w jego oczach była widoczna ostrożność, jakby spodziewał się więcej wzgardy swojej osoby. Sama myśl o czymś takim sprawiała, że serce Severusa krwawiło.
— Ja... chciałbym cofnąć swoje wcześniejsze słowa — powiedział do chłopca. — Byłem... zdenerwowany faktem, że Harry został ranny i wyładowałem się na tobie.
Draco wpatrywał się w niego, mrużąc oczy, ale wciąż nic nie mówiąc.
Severus westchnął. Nie ma wątpliwości, że Poppy będzie wiedziała, jeśli nie przeprosi, dlatego też powiedział:
— Przepraszam. Nie powinienem w ten sposób dawać upustu swojej wściekłości, zwłaszcza gdy nadal potrzebowałeś opieki medycznej.
Jasne brwi uniosły się nad oczami w kolorze letniej burzy.
— Czy z Harrym będzie wszystko okej?
— Tak. Ty... dobrze się sprawiłeś, przybiegając po mnie. Jeszcze trochę i być może nie byłbym w stanie przywrócić mu oddechu. Wyzdrowieje jednak. Teraz śpi.
Draco przełknął.
— Naprawdę nie chciałem, by coś mu się stało — wyszeptał.
— Wiem — powiedział równie cicho Severus. Skinął na zajmowane przez chłopca łóżko. — Czy mogę usiąść?
— Tak, proszę pana.
Draco przesunął się na łóżku, tak że jego plecy dotykały ściany i patrzył na siadającego Severusa z mieszanką zdziwienia i strachu widoczną na twarzy. Snape wiedział, że taka otwartość zniknie w ciągu najbliższych lat. Lucjusz nie pozwoli, by emocje jego syna były tak łatwe do odczytania.
— Ty i ja musimy odbyć szczerą dyskusję na temat tego, co się dzisiaj wydarzyło... — zaczął, ale widząc zmartwiony wyraz Draco, kontynuował: — ...ale sądzę, że może to poczekać, aż Harry również będzie zdolny do uczestniczenia w tej rozmowie. Mimo wszystko, jest odpowiedzialny za swoje działania, a ja nie będę niedbały w wymierzaniu kary dla niego tak jak i dla ciebie. — Zwracając szczególną uwagę na szeroko otwarte oczy chrześniaka, skinął głową. — Harry jest zdolny do podejmowania własnych wyborów i mógł zdecydować się nie iść z tobą. — Nawet gdy mówił te słowa, nie był do końca pewny czy to prawda. Zwłaszcza po tym, co chłopak przeszedł u tych mugoli. A jeśli Harry nie jest zdolny do podejmowania własnych decyzji, nauczy się to robić, tak szybko, jak tylko Severus będzie mógł coś z tym zrobić. — Jednakże... — ciągnął —... przeszedł przez wiele, w wyniku czego może czasami zgadzać się na coś, na co nie ma ochoty, bo nie chce cię stracić jako przyjaciela. A ponieważ wierzę, że Harry podziwia cię i chce, żebyś myślał o nim jak najlepiej, muszę cię o coś poprosić, Draco. Jeśli Harry będzie szczególnie niechętny do zrobienia czegoś, tak jak w przypadku latania nad dużym, wodnym zbiornikiem, proszę to uszanować i nie naciskać go nadmiernie. — Patrzył wprost w oczy chłopca, mając nadzieję, że ten odpowie dorośle i z pełną odpowiedzialnością. — Czy rozumiesz?
Po dłuższej chwili Draco skinął głową.
— Tak, wujku Sevie. — Spojrzał na swoje dłonie, a później szybko podniósł wzrok. — Bał się, ale ja... Myślałem, że to dlatego, że tak naprawdę nie wiedział, jak się lata czy coś. — Wziął głęboki oddech i przybrał tak dorosły wyraz zrozumienia, jakiego Severus nie widział u żadnego innego dziecka... może z wyjątkiem Harry'ego. — Było tam źle, prawda? W miejscu gdzie był, zanim go zabrałeś.
Severus przyglądał się chłopcu przez dłuższy czas, zanim odpowiedział. W końcu zdał sobie sprawę, że Draco, mimo wad, nie był swoim ojcem. Chętnie zaoferował Harry'emu swoją przyjaźń. Bycie teraz uczciwym nie zaszkodzi w niczym, co zaszło między chłopcami.
— Tak, Draco. Było tam bardzo źle.
OoO
Harry budził się powoli, czując znajomy zapach środka odkażającego. Pachniało tak, jak czasami w jego schowku po otwarciu nowej butelki z płynem do czyszczenia. Na chwilę wpadł w panikę. — Znów tam był! Ojciec wysłał go z powrotem! — Uspokoił się dopiero, gdy otworzył oczy i zobaczył niewyraźnie, z powodu braku okularów, promienie słoneczne wpadające przez wysokie okna. Przełknął ślinę i wypuścił powoli powietrze. Był w łóżku. W skrzydle szpitalnym. W Hogwarcie.
Nie jestem w komórce.
Potem przypomniał sobie resztę. Głęboką wodę, ciemność i krzyk, gdy woda wypełniała mu usta i nos, tak jak wtedy w wannie, gdy ciocia Petunia z beznamiętnym wzrokiem trzymała go za ramiona pod wodą, gdy z całych sił próbował się wynurzyć...
Musiał wstać i uciec stąd! Znaleźć ojca i Draco! Spanikowany, oparł się na łokciach, ale ból przeszył jego klatkę piersiową. Złapał łapczywie oddech. Bolało, gdy wydychał powietrze, ale zacisnął zęby i oddychał dalej powoli przez nos.
Madame Pomfrey, jako duża biała plama, pojawiła się w następnej sekundzie przy jego łóżku. Pochyliwszy się, uśmiechnęła się do niego.
— Harry, kochanie. Dobrze widzieć, że już nie śpisz. Nie ruszaj się, twoje żebra nie potrzebują dalszej szkody. — Poprawiając jego poduszki, udało się jej usadzić Harry'ego tak, że nie czuł żadnego bólu.
— Dziękuję, proszę pani — powiedział. Jego głos brzmiał zabawnie. Był szorstki, tak jakby najadł się piasku.
— Spokojnie, kochanie — powiedziała i poklepała go lekko w policzek. Wzdrygnął się, nie mogąc powstrzymać tego odruchu. Kobieta zabrała swoją dłoń. — Jak się czujesz? — spytała. — Boli cię gdzieś w klatce piersiowej?
— Nie, proszę pani — powiedział Harry. Mógł powiedzieć ojcu, że jest ranny, ale pielęgniarkom szkolnym nie mógł poskarżyć się na ból. Wiedział o tym.
— A twoje ramię? —– Madame Pomfrey nacisnęła je i trzymając patyk — różdżkę — machnęła nią nad jego ręką.
— Nie, proszę pani.
Rozpaczliwie pragnął zapytać, gdzie jest ojciec i czy Draco jest w porządku, ale nie mógł tego zrobić. Mógł zadawać pytania Hagridowi, bo ojciec mu o nim opowiedział i wiedział, że gajowy lubi rozmawiać. Ale nie wiedział nic o madame Pomfrey.
— Pozwól mi zobaczyć swoje gardło, Harry. Połknąłeś dużą ilość wody, co wiąże się z podrażnieniem przełyku.
— Jest dobrze, proszę pani. Jestem w porządku, dziękuję. — Ponownie zmienił położenie na łóżku, gotowy do wstania i ucieczki, ale kobieta stanęła bezpośrednio przed nim z rękoma położonymi na biodrach.
— Gdzie się wybierasz, młody człowieku? — zapytała. Jej głos był nadal miły, więc Harry wzdrygnął się tylko lekko. — Twoje ramię dalej jest w trakcie uzdrawiania, tak jak i żebra. Jeśli mam cokolwiek do powiedzenia w tej sprawie, to będziesz odpoczywać tutaj przez całą noc, a dopiero rankiem będziesz mógł wrócić do domu.
Harry czuł suchość w ustach. To była jego odpowiedź na pytanie, gdzie jest jego ojciec. Mężczyzna musiał być zły. Prawdopodobnie Draco został ranny przez niego. Ojciec go teraz odeśle. Nawet nie powie mu tego wprost. Po prostu zostawił go z tą kobietą. Nagle nie mając gdzie pójść, skinął w zgodzie głową i umieścił z powrotem nogi na łóżku. Łzy pojawiły mu się w oczach. Zamrugał szybko, pozbywając się ich. Łzy nie były dozwolone. O tym również wiedział.
— Tak, proszę pani.
— Dobry, chłopiec. Odpocznij — powiedziała i zostawiła go samego.
Bardzo głęboko dziura otworzyła się pod nim. Jego żołądek wpadł do niej pierwszy, a później klatka piersiowa i cała reszta. Był ponownie sam i nie było żadnej nadziei na to, że wydostanie się z tej otchłani.
OoO
Pierwszą rzeczą jaką Severus zauważył po wejściu z Draco do skrzydła szpitalnego, było to, że Harry nie spał. Drugą rzeczą jaką dostrzegł, gdy podszedł do chłopca, było to, że nie widział tak pustego wyrazu twarzy u Harry'ego, odkąd zabrał go od Dursleyów. Skrzywił się, gdy zatrzymał się koło łóżka, a chłopiec nie odwrócił się w jego stronę. Być może było to z powodu brakujących okularów.
— Harry? — powiedział cicho.
Siedmiolatek zamrugał, ale nie spojrzał na niego. Jego twarz wyglądała na jeszcze drobniejszą bez okularów, a jego oczy... nie były zamglone, ale wyglądały tak, jakby Harry patrzył na coś odległego, czego Severus nie mógł dostrzec. Snape usiadł na brzegu łóżka i chwycił jedną z jego dłoni.
— Harry, spójrz na mnie, proszę.
Przez chwilę uderzyło go to, że pół godziny temu użył tej samej frazy, zwracając się do Draco. Obaj chłopcy muszą być traktowani ze szczególną ostrożnością — pomyślał, gdy poczuł ponownie w sobie pustkę. Kiedy jego syn dalej miał to odległe spojrzenie, Severus poczuł pierwsze drgnięcie strachu. Ścisnął dłoń Harry'ego, mówiąc bardziej stanowczo:
— Harry. Spójrz na mnie.
Draco zrobił krok do przodu.
— Harry? — powiedział. — Wszystko w porządku? Naprawdę przepraszam za jezioro. Nie sądziłem, że kałamarnica... — Zerknął na Severusa. — Mam na myśli, że jest mi przykro.
Harry zamrugał ponownie i obrócił głowę jakby w półśnie, ale jego wzrok był skierowany na Draco, którego twarz była ściągnięta ze zmartwienia.
— Draco?
— Tak, Harry. Wciąż jesteś śpiący?
Harry potrząsnął głową.
— Wszystko z tobą okej?
— Czuję się dobrze. Martwiłem się o ciebie. — Draco uśmiechnął się lekko. — Wszyscy się martwili, nawet Nelli.
— Nelli?
Severus spoglądał co i rusz między swoim chrześniakiem a Harrym, zastanawiając się, czy Poppy nie dała chłopakowi za dużo eliksiru nasennego. Siedmiolatek wydawał się półprzytomny i wciąż nie uznawał obecności Severusa, nawet jeśli był tuż obok. Nienawidził tego przyznać, ale taka obojętność bardzo go bolała.
— Skrzatka, która nas pilnowała. Wyciągnęła cię z wody, a ja poszedłem po twojego ojca. Pamiętasz?
— Mój ojciec nie żyje — wymamrotał Harry. Te słowa uderzyły Severusa niczym kopnięcie centaura. — Wypadek samochodowy...
— Nie! Harry... — zaczął Draco, ale Severus mu przerwał.
— Draco, czy byłbyś taki miły — powiedział, wskazując głową na krzesła stojące w pobliżu drzwi. Chłopiec spojrzał na niego nieprzychylnie, ale odsunął się, tak jak mu kazano. Tymczasem Severus położył dłonie na ramionach Harry'ego i spojrzał w te zielone oczy, które tak bardzo kochał u Lily. — Harry, jestem twoim ojcem i jestem tutaj.
— Odsyłasz mnie — wymamrotał, wciąż z nieobecnym wzrokiem.
— Nie zrobię czegoś takiego! — Chciał potrząsnąć chłopcem, lecz jedynie zacisnął dłonie na kościstych ramionach siedmiolatka. — Jesteś moim synem i nigdy cię nie odeślę.
— Zamoczyłem rękę. Byłem nieposłuszny. Wrócę tam, jeśli będę nieposłuszny.
— Nie, Harry. Nie. — Merlinie, czy to było to, co myślał chłopak? Że był tutaj tymczasowo, że najmniejsze złamanie zasad spowoduje, iż Severus odeśle go z powrotem do tych okropnych ludzi? Jak mógł sprawić, by Harry zaczął myśleć inaczej? Głos Severusa był szorstki, gdy powiedział: — Posłuchaj mnie dobrze, Harry. Nie obchodzi mnie, co zrobisz. Możesz zrobić cokolwiek, ale nic nie sprawi, że cię odeślę. Nigdy nie wyślę cię z powrotem do tych ludzi. Jesteś moim synem i zawsze nim będziesz. Rozumiesz mnie?
Blask pojawił się z powrotem w tych zielonych oczach i Severus naprawdę się ucieszył, gdy Harry napotkał w końcu jego spojrzenie. Wciąż było w nim tyle zaufania i nadziei, i Snape obiecał stać się godnym tych uczuć lub umrzeć, próbując.
— Nigdy mnie nie odeślesz?
— Nigdy — zgodził się cicho Severus, przyciągając do siebie chłopaka.
Harry owinął cienkie ręce wokół szyi ojca i ukrył twarz w jego ramieniu. Łzy uronione w ciszy spadały na szyję Severusa, który przycisnął policzek do głowy syna. Uścisk wokół jego klatki piersiowej złagodniał lekko.
Ach, ileż cierpień przysparza miłość.
