Rozdział 25

— Irytek! — krzyk Severusa odbił się od ścian korytarza na trzecim piętrze.

Nagolenica poleciała w jego stronę i uderzyła go w klatkę piersiową. Severus przeklął i ruszył za poltergeistem, który był wielką zmorą uczniów tak jak i jego, odkąd stał się profesorem.

— Cha, cha! Mam cię, oschły Wycierusie! — zarechotał Irytek.

Kawałki zbroi walały się po całym korytarzu. Severus musiał się odsunąć, by uniknąć uderzenia przyłbicą. Potknął się o nadbiodrnik i ledwo uniknął upadku na twarz pośrodku korytarza.

— Wynoś się, Irytku albo przysięgam, że Baron zostanie o tym powiadomiony, gdy tylko stąd odejdę!

Poltergeist natychmiast się uspokoił i uciekł, przemykając przy zamkniętej pawęży. Westchnienie rozbrzmiało kilka metrów od miejsca, gdzie stał Severus opierający się o ścianę, która uchroniła go przed upadkiem. Snape spojrzał szybko na otwarte drzwi. Jedna blond głowa i druga, pokryta ciemną masą nieuporządkowanych loków, wyjrzały zza framugi. Obaj chłopcy mieli zmartwiony wzrok.

— Harry, Draco, podejdźcie.

Zaczerwienieni podeszli, ciągnąc nogę za nogą.

— Natychmiast!

Harry od razu spełnił ten rozkaz, podbiegając do ojca, chociaż jego drobne ramiona drżały, gdy zatrzymał się z poślizgiem. Draco był następny, podchodząc tylko odrobinę wolniej niż drugi chłopiec. Severus wyciągnął dłoń w stronę syna, by go uspokoić, ale Harry skulił się, unosząc ręce w celu ochrony głowy.

Severus zaklął cicho. Zamiast komentowania całej sytuacji, wskazał jedynie na pusty piedestał, gdzie stała kiedyś zbroja.

— Wyjaśnijcie.

Wpatrując się w swoje stopy, Harry cofnął się poza zasięg ramion ojca. Stał sztywno, najwyraźniej zakłopotany swoją reakcją.

— Przewróciłem go, proszę pana. Przepraszam.

Zaskoczony Severus spojrzał na chłopca. Harry miał wszelkie znamiona winy z powodu wypadku, o którym kilka chwil temu powiadomiła go Nelli. Mężczyzna ocenił, że będzie potrzebne tylko kilka pytań, aby uzyskać prawdziwą historię zdarzenia prosto z ust siedmiolatka. Ale jego cierpliwość była na granicy i miał dużo papierkowej pracy do wykonania po długim, porannym spotkaniu personelu. W związku z tym, jego ton był ostrzejszy niżby chciał, gdy rozkazał:

— Powiedz mi prawdę, Harry.

Harry jedynie ponownie drgnął i skulił ramiona.

Severus spojrzał na Draco, unosząc pytająco brwi i zachęcając go, by podzielił się własną historią, ale chłopiec uciekł spojrzeniem na bok i ignorował sytuację.

Harry, spoglądając w górę, powtórzył:

— Przewróciłem go, proszę pana. To była moja wina.

Zaciskając zęby, Severus zmusił się do zachowania spokoju. Wiedział, że Harry robi to, by nie obciążać swojego przyjaciela, ale wiedział również, że syn będzie zraniony brakiem rewanżu ze strony drugiego chłopca. Snape chciał dać Draco szansę na odkupienie się, ale ten nie skorzystał z sytuacji.

— Bawiłeś się koło niej? Biegałeś po korytarzu? W jaki sposób ją przewróciłeś? — warknął Severus.

— Ja... — Harry spojrzał na swojego przyjaciela, a następnie z powrotem w dół na swoje stopy.

Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię.

Harry przełknął.

— Tak, proszę pana. — Przygryzł dolną wargę, torturując ją zębami. — Biegłem.

— Dlaczego?

— Ja... — Spojrzał na koniec korytarza, gdzie Severus znalazł pozostałości tego, co według słów Nelli było dość dużym workiem kompostu rzuconego na chłopców przez Irytka.

— Mówże, chłopcze!

Harry gwałtownie obrócił głowę. Jego oczy były szeroko otwarte.

— Tak, proszę pana! Przepraszam, proszę pana. Widziałem... Draco powiedział, że to duch? Irytek, proszę pana? Biegłem, nie patrząc pod nogi i wtedy się potknąłem i uderzyłem w żelaznego żołnierza.

— Czy chciałbyś coś jeszcze dodać?

Proszę, odezwij się, Draco — pomyślał Severus. Pokaż Harry'emu, że jesteś godzien bycia jego przyjacielem.

Ale tylko Harry zareagował, kręcąc po prostu głową.

— Nie, proszę pana.

Severus musiał być bezpośredni.

— Draco?

Draco drgnął, jakby został uderzony, a potem uniósł głowę. Jego oczy były szeroko otwarte i niewinne.

— Wujku Sevie?

Masz coś do dodania?

Chłopiec spojrzał szybko kątem oka na Harry'ego, który potrząsnął głową. Tak lekko, że Severus by tego nie zauważył, gdyby nie obserwował ich bacznie.

— Nie, proszę pana. To był wypadek.

— Dobrze, Draco. Harry, proszę, idź do swojego pokoju. Natychmiast.

— Tak, proszę pana.

Harry, ponownie patrząc na swoje nogi, oddalił się pośpiesznym krokiem. Severus westchnął. Bolała go głowa. Ścisnął nasadę nosa, myśląc o tym, że nie zacznie dzisiaj warzyć eliksirów dla skrzydła szpitalnego.

— Wujku Sevie?

Wściekłość zapłonęła w nim tak mocno, że gdyby dał się jej pochłonąć, z pewnością powiedziałby coś, czego by później żałował, a już przeprosił chłopca za swoje poprzednie słowa. Nie patrząc na siedmiolatka, powiedział:

— Draco, wróć do naszych pokojów. Nawet nie myśl o ucieczce.

— Tak, proszę pana.

Severus słyszał zdziwienie w głosie Draco, ale go to nie obchodziło.

— Powiedziałem coś!

Draco podskoczył i pobiegł za swoim przyjacielem. Severus wezwał Nelli i kazał jej przypilnować chłopców i nie pozwolić im opuścić komnat. Potem, używając zaklęcia, naprawił zbroję i udał się bezpośrednio do gabinetu dyrektora.

Będąc w gabinecie, podziękował za herbatę jak i za dropsy, spacerując przed biurkiem Albusa.

— To nie działa.

— O czym mówisz, mój drogi chłopcze?

— Nie jestem dobrym ojcem.

— Rozmawialiśmy o tym wcześniej. Domyślam się jednak, że dalej będziesz tak twierdzić, dopóki nie poczujesz się bardziej komfortowo w tej roli. Z drugiej strony, gdzie chłopiec pójdzie, jeśli go odtrącisz?

To było jedno z pytań, które nękały Severusa. Innym było to:

— Powiedz mi, jak mam postępować, by go nie zranić? Za każdym razem jak podnoszę głos, widzę, że się mnie boi. Nie jestem przyzwyczajony do bycia miłym przez cały czas.

Albus uśmiechnął się życzliwie.

— Nie oczekuję tego po tobie. Ale powtarzam, jesteś jedyną nadzieją Harry'ego, by był bezpieczny.

— Albusie, ja...

— Jeszcze nie skończyłem. Chociaż jesteś jedyną osobą, która może go ochronić przed zwolennikami Voldemorta... — Severus drgnął, słysząc, z jaką niedbałością Dumbledore używa tego imienia —... nie jesteś w żadnym wypadku jedyną osobą odpowiedzialną za dbanie o niego. Nie jesteś sam, mój drogi chłopcze. Pozwoliłem sobie przydzielić do waszych komnat dwoje skrzatów domowych, które pomogą Nelli. Poprosiłem również pewną osobę, by tu przyjechała. Uważam, że może zaoferować porady w kwestii rodzicielstwa. Będzie tu jutro w celu poznania was. Ustalimy, kiedy będzie najlepsza pora, aby przyjechała i spędziła z wami tydzień lub dwa.

— Naprawdę? — Severus poczuł ulgę, nie tylko przez wzgląd na siebie, ale także dla Nelli. Dodatkowe skrzaty były potrzebne. Pogoń za chłopcami była zbyt wielkim zadaniem dla jednej skrzatki, która stawała się coraz bardziej wykończona, tak jak i on sam. Mentalnie przebiegł przez listę możliwych „mentorów" i nie spodobały mu się potencjalne opcje. Nawet nie mógł zaprotestować, chociaż naprawdę nie lubił tego typu manipulacji. — Kto to jest?

— Oczywiste, że jest to Molly Weasley. Jest członkiem Zakonu i ma rzeczywiście duże doświadczenie w tych sprawach. Jestem pewny, że zgodzisz się ze mną na ten temat. — Albus zaśmiał się, widząc minę Severusa. — Nie martw się. Ma syna w wieku Harry'ego i Draco. Również zabierze go ze sobą.

Severus zamknął oczy. Jego ból głowy osiągnął apogeum.

— Świetnie.

OoO

— Wujek Sev nie powiedział, że musimy siedzieć w oddzielnych pokojach — stwierdził Draco, gdy wszedł do środka i usiadł na łóżku. — Powiedział tylko, że mamy zostać w komnatach.

Harry, przykucając na piętach w kącie pokoju, gdzie czekał na karę, starał się uśmiechnąć, ale był naprawdę przerażony. Okłamał swego ojca, a co gorsze, on o tym wiedział. To Draco przewrócił zbroję, ale Harry nie chciał, żeby został odesłany do domu. Nie chciał, by jego przyjacielowi stała się krzywda, dlatego wziął winę na siebie. Ale kiedy spojrzał w oczy ojca, wiedział, że ten jest świadomy tego, co uczynił.

Przygryzając wargę, zastanawiał się, czy tym razem ojciec go uderzy. Wuj Vernon nienawidził kłamstwa, ale wydawało się, że lubi, gdy Harry przeprasza nawet wtedy, gdy nie zawinił. Ciężko jednak było stwierdzić, co lubi ojciec.

— Chodź — powiedział Draco. — Zagrajmy w szachy. — Wyciągnął planszę z kufra i zaczął ustawiać figury.

Harry, pomimo nerwowego uścisku żołądka, wstał i podszedł do łóżka Draco.

— Możemy jeszcze raz pobawić się w bitwę?

Draco przytaknął.

— Dobrze, ale najpierw spróbujmy zagrać. Potem możemy powalczyć.

— Okej.

Harry dołączył do swojego przyjaciela w ustawianiu figur i zaczął zachęcać je do zrobienia tego, co chciał. Po kilkunastu ruchach stało się oczywiste, że Draco ma przewagę, ale Harry radził sobie lepiej niż ostatnio. Widać było, że tym razem nie ustawia swoich figur wprost do zbicia.

Jeden z rycerzy Draco zbił wieżę Harry'ego i kiedy jej rozbite kawałki zostały usunięte z planszy, starszy z chłopców powiedział:

— To było głupie.

Harry skrzywił się, zarówno z powodu wieży, jak i tych słów.

— Co?

— Powiedzenie swojemu ojcu, że to ty przewróciłeś zbroję. Dlaczego to zrobiłeś?

— Nie chciałem, żebyś był w kłopotach. Chcę, żebyś tu został. Nie chcę, byś został odesłany.

Czy ojciec odeśle Harry'ego? Czy kłamstwo było gorsze niż kałamarnica?

Harry, spoglądając na planszę, zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy ustawić inną figurę na drodze rycerza Draco, tylko po to, by zobaczyć, jak zostaje zniszczona, ale zamiast tego westchnął.

— Cóż, dziękuję. — Draco uśmiechnął się ponownie. — Na pewno cię nie odeśle. Jest twoim ojcem. Nie może tego zrobić.

Draco mało wiedział. Harry stracił już mamę i tatę. Wuja Vernona i ciotkę Petunię. Chcieli się go pozbyć przez dłuższy czas i wreszcie to zrobili. Łatwo było się pozbyć ludzi, gdy się tego chciało.

OoO

Dopiero po kolacji — podczas której ojciec nie odzywał się, z wyjątkiem prośby do Harry'ego, by umieścił swój brudny widelec na talerzu zamiast na stole — Harry został wezwany do gabinetu ojca. Drzwi zamknęły się za Harrym, zostawiając Draco w salonie z surowym nakazem: „Przeczytaj coś lub siedź spokojnie. Twój wybór. Masz jednak zostać na kanapie".

Snape wskazał na krzesło przy biurku, na które Harry się wdrapał. Celując różdżką w drzwi, wymamrotał pod nosem zaklęcie.

Harry zadrżał. Jego ręce były spocone. Bolała go zraniona ręka. Przetarł ją z niepokojem.

— Boli cię dłoń?

— Nie, proszę pana.

— Dlaczego więc ją pocierasz?

Harry przyciągnął do siebie ramię.

— Trochę boli.

— Nie zauważyłeś, że boli?

Zaskoczony Harry zmarszczył brwi, wpatrując się w swoje dłonie.

— Nie, proszę pana.

Westchnienie.

— Harry, spójrz na mnie.

Przygryzając wargę, zrobił to. Ojciec siedział na swoim krześle. Jego różdżka była odłożona, a czoło zmarszczone.

— Przepraszam, proszę... ojcze.

— Dobrze, że o tym pamiętasz.

Ojciec pozostawał spokojny, nawet wtedy, gdy mówił. Jego oczy były zmęczone. Nie wydawał się zły, po prostu... rozczarowany. Ponownie.

— Przepraszam, ojcze.

Snape milczał przez dłuższy czas, zanim otworzył szufladę biurka i wyjął z niej gładką butelkę z szerokim dnem i smukłą górą. Odkorkował ją i podał Harry'emu.

— Proszę, wypij to.

Harry chwycił ją mocno. Chłodne szkło w jego dłoni było śliskie. Wpatrywał się w jasnoróżowy płyn znajdujący się w środku, a później uniósł wzrok i spojrzał na ojca. Skłamał. Czy teraz dostanie lekcję, że musi uważać na swoje słowa? Potrząsnął butelką, zamieszał jej zawartość. Nie chciał tego pić. Nie chciał znowu czuć bólu. Po wczorajszym i jeziorze jego gardło dopiero zaczęło dochodzić do siebie. Czy eliksir sprawi, że zwymiotuje lub zacznie go palić? Sprawi, że jego wnętrzności zwiną się jak kłębowisko węży?

Ale ojciec powiedział, że nigdy go nie skrzywdzi, prawda? Powiedział tak.

— Harry...

Ostrzeżenie w głosie mężczyzny spowodowało u niego załamanie.

— Proszę, ojcze! Przepraszam! Nie będę już kłamać, obiecuję! Przepraszam, proszę, nie każ mi tego pić!

Severus skrzywił się i zakrył oczy dłonią.

— Och, Harry. — Snape potrząsnął głową i zabrał butelkę. Z patrzącym na niego Harrym wziął z niej jeden łyk, tak jak to czynił na Spinner's End przy pierwszych napojach oferowanych siedmiolatkowi. Oddając z powrotem naczynie, powiedział: — To na ból. Proszę, wypij eliksir.

Z wciąż trzęsącymi się rękami, Harry posłuchał ojca, nie odrywając od niego wzroku. W ciągu sekundy ręka przestała go boleć, a także bok, który posiniaczyła mu kałamarnica. Jego klatka piersiowa wciąż bolała, ale to było z powodu strachu, jak się zorientował Harry.

— Dziękuję — wyszeptał, zawstydzony swoją głupotą. Przecież to oczywiste, że ojciec nie zaszkodziłby mu w ten sposób.

Snape z powrotem wziął od niego butelkę i postawił ją na biurku.

Dziękuję, Harry. Wiem, że życie tutaj jest inne niż to, do którego przywykłeś, a także ja jestem inny niż ludzie, z którymi wcześniej mieszkałeś. Ale musisz zrozumieć. Nie uderzę cię ani też nigdy nie dodam ci nic do jedzenia czy picia, by sprawić ci ból. Nie odmówię ci jedzenia lub nie zamknę cię w schowku. Nie umieszczę cię na podwórku na łańcuchu ani cię nie odeślę. — Zamilkł i poruszył się tak, jakby chciał chwycić rękę Harry'ego, ale zamiast tego oparł dłoń na biurku.

Harry przytaknął.

— Tak, ojcze.

Pewne uczucie pojawiło się w oczach Snape'a, ale szybko zniknęło.

— Spodziewam się, że będę musiał powtórzyć to raz za razem. Mam nadzieję, że pewnego dnia uwierzysz mi.

Część napięcia opuściła ciało Harry'ego. Wciąż jednak nie wiedział, jak ma zostać ukarany.

Snape patrzył jak chłopiec, czując dyskomfort, wierci się pod jego spojrzeniem. Jednak wciąż spoglądał na twarz Severusa. Nastąpiła kolejna długa chwila milczenia, podczas której Harry przygryzał dolną wargę. Wreszcie, mężczyzna bardzo powoli podniósł rękę i położył dłoń na policzku syna. Kciukiem uwolnił wargę chłopca spomiędzy jego zębów. Harry opuścił głowę.

— Wiem, że spodziewasz się kary za kłamstwo dotyczące tego, kto przewrócił zbroję, ale zostałeś już wystarczająco ukarany poprzez zostanie w swoim pokoju przez całe popołudnie, bez możliwości swobodnego poruszania się.

Harry poderwał głowę.

— Naprawdę?

— Tak. — Severus zmarszczył nos, nie do końca zadowolony z reakcji syna. — Ponadto chcę, żebyś wiedział, że rozumiem, czemu wziąłeś na siebie winę. Bałeś się, że coś się stanie Draco, gdy wróci do domu. — Harry otworzył usta, by zaprotestować, ale wtedy po prostu skinął głową. Ojciec wiedział. Nie było potrzeby, by kłamać dalej. — Przyznaję... — kontynuował Snape — ...że cieszę się, iż nie powiedziałeś mi, że to Draco był tym, kto przewrócił zbroję. Skarżypyctwo nie jest sposobem, by zachować przy sobie przyjaciół. Byłeś wierny swojemu przyjacielowi, a ja nie mam z tym problemu, z wyjątkiem, gdy taka lojalność nie jest odwzajemniona.

Harry zmarszczył brwi, nie za bardzo rozumiejąc.

— Nie jesteś w tarapatach, Harry — powiedział Severus, obserwując jego twarz. — Nie jestem zły ani rozczarowany tobą.

Grymas siedmiolatka pogłębił się.

— Ojcze?

— Jestem rozczarowany Draco, że nie pokazał takiej samej lojalności, jaką ty mu ukazałeś. Pamiętaj, Harry, o czym rozmawialiśmy dyskutując o Malfoyach.

Ponownie poczuł uścisk w klatce piersiowej. Ojciec nie mógł mieć tego na myśli!

— Że musimy być przy nich ostrożni, ale ojcze, Draco to mój przyjaciel.

— Wiem, że nim jest, ale nie zawsze ma na uwadze twój interes. Gdy sprawa dotyczy również jego, tak jak to było dzisiaj po południu, będzie myślał o sobie, nie o tobie.

— Nie! Nie zrobiłby czegoś takiego!

Ale w małym zakamarku swojego umysłu wiedział, co ojciec ma na myśli i rozumiał, czemu uważał, że Draco o niego nie dba, ponieważ ten nie przyznał się do przewrócenia zbroi. Ale to nie było tak. Po prostu Harry nie chciał, by stała się mu krzywda, nie wtedy, gdy mógł coś na to poradzić.

Severus potrząsnął głową i dziwny ton pojawił się w jego głosie, gdy ponownie się odezwał:

— Sądzę, że twoje ideały przyjaźni są bardziej wyidealizowane niż u innych ludzi. Jesteś wciąż tak ufny. Merlin tylko wie, jak to jest możliwe, po wszystkim co przeszedłeś. Wiem, że chcesz zaufać Draco, ale proszę, Harry, bądź ostrożny.

Wyraz twarzy ojca bardziej niż cokolwiek innego powstrzymało Harry'ego przed dalszą dyskusją. Wyglądał tak smutno. Widok tak wyglądającego Severusa spowodował u siedmiolatka większy ból w piersi niż obawa o Draco. Harry zsunął się z krzesła i ruszył, by stanąć przed mężczyzną. Poklepał go po ramieniu w takim samym geście, jakim obdarzał go ojciec.

— Nie smuć się, tato — wyszeptał. — Będę ostrożny.

Oczy Snape'a błyszczały od wilgoci. Płakał? Otworzył ramiona i Harry dał mu się uścisnąć. Zamknął oczy, gdy ojciec pocałował go w czoło i oparł policzek na jego głowie. Nie wiedział, co myśleć o Draco. Teraz po prostu czerpał siłę i poczucie bezpieczeństwa w ramionach ojca.

OoO

Tej nocy, gdy Harry miał koszmary, udało mu się użyć Uciszenia, by nie obudzić Draco. Wysłał również świetlistą wiadomość do ojca, który przyszedł szybko, więc mógł przylgnąć do jego szyi i płakać cicho na ramieniu. W tym czasie Severus trzymał go i kołysał, szepcząc w kółko, że wszystko będzie dobrze i jak dumny jest, że Harry wreszcie poprosił go o pomoc.

Rano podczas śniadania Snape poinformował ich, że będą mieć innego chłopca do zabawy. Oczekiwano jego przybycia wraz z matką późnym rankiem.

— Kolejny chłopiec? Kto to, ojcze?

— Ma na imię Ron. Jest w waszym wieku. Oczekuję, że miło go przywitacie.

— Tak, proszę pana!

Severus uśmiechnął się do Harry'ego i spojrzał na drugiego chłopca, który wpatrywał się naburmuszony w swoje jajka.

— Draco?

— W szachy mogą grać tylko dwie osoby, wujku Sevie.

— Tak, ale ja również posiadam zestaw szachów. Zmieniając się lub znajdując czwartego gracza, będziecie mogli razem zagrać.

Draco odpowiedział z niezadowoleniem:

— W porządku.

— Możemy odwiedzić Hagrida!

Severus uniósł dłoń.

— Pod warunkiem, że będziecie się trzymać z dala od jeziora. Ponadto, gdy będziecie na zewnątrz, Nelli lub inny skrzat domowy będzie was pilnował, a wy będziecie słuchać jego poleceń. Czy to jasne?

— Tak, proszę pana! — odpowiedzieli razem.

OoO

Ron wraz z matką przeszedł przez sieć Fiuu do gabinetu dyrektora. Tuż po nich przybył kolejny chłopiec. Cała trójka miała takie same rude włosy, ale Ron miał dodatkowo piegi na całej twarzy i ramionach. Drugi chłopiec był odrobinę wyższy od Rona, który górował kilka centymetrów nad Draco.

Harry westchnął. Wszyscy byli wyżsi od niego. Starał się nadrobić miną, zwłaszcza gdy został przedstawiony pani Weasley, która próbowała go uściskać.

— Harry, kochanie!

Harry, umykając jej ramionom, schował się za ojcem, ciesząc się, że ten nie ma nic przeciwko temu.

— Severusie Snape! Co zrobiłeś z tym dzieckiem? — Jej głos był łagodniejszy niż ciotki Petunii i nie wyglądała na tak rozwścieczoną jak czasami była krewna Harry'ego, ale oczywiste było, że jest z jakiegoś powodu zła. — To sama skóra i kości! Spójrz, jaki jest blady i przerażony!

Snape skrzyżował ramiona na piersi — Harry również chciał to zrobić.

— Co zrobiłem z moim synem? Uratowałem go i stworzyłem mu dom. Czy to chciałaś powiedzieć? — Zwrócił się do dyrektora: — Zapewniam cię, Albusie, nie potrzebuję takiego rodzaju pomocy.

— Spokojnie, Severusie...

— Nie zgadzam się, by od samego początku posądzać mnie o zaniedbanie. Pozwól, że powiem tej pani kilka rzeczy wprost — powiedział Severus i zwrócił się ponownie do pani Weasley: — Zgodziłem się wysłuchać twoich opinii w sprawie wychowywania dzieci, ale pod żadnym pozorem nie będę tolerował wtrącania się w to, jak wychowuję syna.

Z miejsca, z którego Harry wyjrzał zza nóg Snape'a, zobaczył, że pani Weasley przygląda się bacznie jego ojcu. Jej twarz była zaróżowiona, ale nie tak czerwona jak u wuja Vernona. Nagle uśmiechnęła się i niemal złośliwy błysk pojawił się w jej oczach.

— Oczywiście, Severusie. Zrobię wszystko, by ci pomóc.

Snape ruszył w jej stronę, ale Harry złapał go za szaty, nie chcąc puścić. Chłopiec nie chciał, by walczyli z jego powodu, lub o niego albo w ogóle. Ojciec spojrzał na niego i dotknął jego ramienia w zrozumieniu, ale to pani Weasley ukucnęła przed nim. Ku zaskoczeniu Harry'ego jej uśmiech był o wiele cieplejszy, gdy znajdowała się na poziomie jego oczu. W rzeczywistości był miły. Odwzajemnił go niepewnie.

— Co za grzeczny chłopiec — powiedziała, nie starając się go dotknąć ponownie. Następnie skinęła głową w stronę rudowłosych chłopców. — Harry, to dwóch z moich synów. Ron, mój najmłodszy. — Wskazała na chłopca z dużą ilością piegów. — Tak jak ty, ma siedem lat. A to jest Charlie. Jest nieco starszy niż ty i uczęszcza już do Hogwartu. Jest w drużynie quidditcha, a także...

— Mamo, przestań — jęknął, zarumieniony po czubki uszu Charlie, opuszczając głowę.

— Nie ma się czego wstydzić, kochanie. — Potargała starszemu chłopcu włosy. – Będzie miał dzisiaj waszą trójkę na oku wraz z, jak jej tam było, Nelli.

Dyrektor skinął głową.

— Zgadza się. Jeśli chłopcy chcą iść się pobawić, to Nelli czeka na dole.

Harry spojrzał na ojca, którego usta wciąż były skrzywione z irytacji przez panią Weasley. Jednakże Severus skinął w zgodzie głową. Harry uśmiechnął się do Draco, który stał przez ten cały czas w pobliżu drzwi.

— Chodźmy zatem! Draco, wszyscy możemy iść do Hagrida! — Pobiegł w kierunku schodów, prowadząc pozostałych chłopców na dół.

Za sobą usłyszał, jak pani Weasley mówi:

— Niech idą, Severusie. Nic się im nie stanie.