Rozdział 26

Severus siedział sztywno w gabinecie Dumbledore'a, gdy tak naprawdę chciał być na zewnątrz i pilnować dzieci, a w szczególności jednego z nich. Nie było wątpliwości, że nawet z wyraźnymi zakazami Harry znajdzie sposób, by znaleźć się w tarapatach, które będą prawdopodobnie skutkowały kolejną wizytą w skrzydle medycznym. A i tak nerwy Severusa były już w strzępkach.

Molly Weasley, która przyjęła propozycję herbaty od dyrektora, sączyła powoli swój napój i obserwowała go znad filiżanki.

— Wyglądasz na zmęczonego — stwierdziła.

Severusowi cudem udało się nie przewrócić oczami.

— W istocie.

— Wysypiasz się?

— Wystarczająco.

Czarownica prychnęła z irytacją.

— Proszę, Severusie. Staram się ci pomóc. Niczego nie osiągniemy, jeśli nie będziesz ze mną szczery.

— Jeśli znasz już odpowiedź, to po co pytasz? — odpowiedział z ironią.

— Na to pytanie to ty powinieneś znać odpowiedź — odparła Molly, śmiejąc się łagodnie.

Odwróciła się do Dumbledore'a i uniosła brwi, jakby pytała go, co ma zrobić z tym krnąbrnym dzieckiem, które zostało oddane pod jej opiekę. Severusowi ani odrobinę się to nie podobało.

— Śpię tak długo, jak jest to możliwe — odpowiedział w końcu. — Harry jest... nękany przez koszmary. Często się budzi.

— Tak jak i ty. — Skinęła głową. — Wiem, jak to jest. Ronnie wciąż ma od czasu do czasu koszmary o pająkach. Kiedy jednak je ma, oboje jesteśmy następnego dnia roztrzęsieni. Jak bardzo złe są jego koszmary?

— Wystarczająco złe. — Pod nagannym spojrzeniem Albusa, sprecyzował: — Bardzo złe. Przerażające. Ma je każdej nocy, z wyjątkiem tej, gdy wraz z madame Pomfrey podaliśmy mu Eliksir Słodkiego Snu. Nie chcę mu go poddawać za często z powodu jego młodego wieku jak i wagi, ale on często krzyczy tak głośno, że jego głos staje się chrapliwy. Kilka dni temu starał się stłumić swój krzyk, gryząc się w rękę. Uszkodził ścięgna wzdłuż kciuka.

Molly sapnęła ze zdziwienia.

— Merlinie. Czy to dlatego...

— Jego lewa ręka była zabandażowana? Tak.

Zamilkła na chwilę, co z kolei Severusowi dało okazję do obserwowania jej. Nie widział jej od sześciu lub więcej lat. Nie od czasu gdy urodziło się jej najmłodsze dziecko, nie od momentu, gdy Potterowie zginęli i nie od czasu, gdy Voldemort zniknął. Faktem było, że miała siedmioro dzieci. Sześcioro z nich to chłopcy. Słyszał od innych profesorów, że Bill był nieco zbuntowany, ale mimo wszystko był dobrym uczniem. Prawdopodobnie będzie prefektem swojego domu. Natomiast Charlie był przyzwoitym uczniem, ale za to o wiele lepszym graczem quidditcha. Według Albusa, to dzięki niemu Gryffindor zdobywał od kilku lat Puchar Quidditcha. Był również zafascynowany smokami. Severus nie był pewny, czy może zaufać temu młodzikowi w sprawie swojego syna, ale widać było, że Molly Weasley dba o swoje potomstwo czułą i troskliwą ręką.

Czy któregoś dnia mógłby powiedzieć, że tak samo dobrze wychowuje syna?

— Byłam zaskoczona, gdy usłyszałam, że wziąłeś Harry'ego pod opiekę — powiedziała nagle Molly.

— Przypuszczam, że wiele osób tak zareaguje.

Uśmiechnęła się lekko.

— Czy mogę zapytać, co cię do tego skłoniło?

Jej wzrok zawędrował do Dumbledore'a, który obserwował ich rozmowę z lekkim rozbawieniem. Severus uświadomił sobie, że staruch nie powiedział jej, że Harry jest jego biologicznym synem.

Wspaniale.

— Taka informacja nie jest ci potrzebna... — powiedział chłodno —... do udzielania mi rad.

— Nie... ale pomogłaby mi zrozumieć jego sytuację i pomóc ci przygotować się do jego przyszłych zachowań.

Severus zmarszczył brwi.

— Co masz na myśli?

— Ze względu na jego stan, mogę jedynie przypuszczać, że jego ostatnie miejsce pobytu... wraz z ciotką i wujem, nie mylę się... było mniej niż odpowiednie. Jest wyraźnie niedożywiony i raczej mały jak na swój wiek. Był przerażony od samego dotknięcia...

— Może był przerażony twoją wylewnością!

Zignorowała go i mówiła dalej, tak jakby na nią nie krzyknął.

— Sądzę, że się nad nim znęcano i to od dłuższego czasu. Długo ci zajmie, zanim uzyskasz jego zaufanie. Wydaje się jednak, że już poczyniliście pewne postępy. Spogląda na ciebie, by poczuć się bezpiecznie i uzyskać od ciebie wskazówki. — Severus w ciszy rozważał jej słowa. Wszystko co powiedziała było prawdą. — Czy próbowałeś Legilimencji?

Zaskoczony Severus zerknął na Albusa, ale dyrektor tylko ssał swoje cytrynowe dropsy, ignorując jego niemą prośbę.

— Słucham?

— Aby pomóc w jego koszmarach. Wiem, że jesteś Legilimentą, Severusie. Czy użyłeś tego na Harrym?

— Nie, ja...

Nie pomyślał o tym wcześniej, ale to mogło zadziałać. Być może gdyby pracował z siedmiolatkiem również nad tym, by rozwinąć u niego pewne umiejętności Oklumencji, to Harry byłby bardziej zrelaksowany, kiedy szedłby spać. Wiedział, że chłopiec może się nauczyć tych umiejętności. Moc Harry'ego była większa niż Severus myślał na początku, a jego przypadkowa magia z dnia na dzień była silniejsza. A także znacznie mniej przypadkowa.

— To dobry pomysł, Molly — przyznał po kilku minutach. — Spróbuję.

— Widzisz. To nie było takie trudne. — Uśmiechnęła się do niego, tak jakby po dłuższej walce z nią wykonał swoje domowe obowiązki. — Teraz opowiedz mi o swoich metodach dyscyplinarnych...

Severus westchnął. To miał być długi dzień.

OoO

Na zewnątrz, chłopcy bawili się głośno w berka z Kłem pod okiem tylko Hagrida, Nelli, nie było tam innych skrzatów. W rzeczywistości Nelli wyglądała na nieco niespokojną. Za to Hagrid zachowywał pewną odległość, spoglądając na chłopców od czasu do czasu między pieleniem swojego ogródka. Kieł, znacznie szybciej zmęczony zabawą niż chłopcy, położył się, dysząc, w cieniu chaty. Kałuża śliny zebrała się niedaleko jego głowy.

Hagrid zaśmiał się dobrodusznie z psa i rzucił na pół dojrzałego pomidora między ogromne łapy bestii. Kieł uchwycił go z radością. Uwielbiał steki i jakiekolwiek mięso, ale nie przepuścił też żadnemu pomidorowi. Był kochaną bestią. Łagodny jak baranek.

— Dobry piesek. Zjedz go!

Biorąc pod uwagę wybuchy śmiechu i równie głośne, radosne pokrzykiwania: „Nie, jest! Nie, jest!" wydawało się, że zabawa idzie dobrze. Harry dobrze się bawi — pomyślał Hagrid, obserwując jak ten goni Rona Weasleya. Skakał i uśmiechał się szaleńczo, będąc szczęśliwym. Dobrze było go takiego widzieć. Hagrid martwił się o tego urwisa, który pierwszy zsszedł do niego na wizytę ze zranioną ręką, opowiadając o byciu skrzatem domowym ze swoim ostrożnym, niezbyt szczerym uśmiechem. Kieł sprawił, że jest bardziej swobodny — pomyślał Hagrid, przygotowując herbatę.

I wrócił z nikim więcej jak z samym Draco Malfoyem! Hagrid nie czuł żadnej sympatii do Lucjusza, w ogóle go nie lubił. Mężczyzna był zły do szpiku kości. Nie miał jednak nic przeciwko jego synowi, dopóki nie wpakowałby Harry'ego w kłopoty. Na serio, iść zobaczyć kałamarnicę! Wyglądało jednak na to, że Draco posiada przynajmniej dobre maniery nawet wtedy, gdy Kieł ślinił się na niego. Teraz, uśmiechnięty, biegał z innymi chłopcami, będąc bardziej beztroski niż jego ojciec kiedykolwiek raczył być.

Charlie Weasley był dobrym chłopakiem. Hagrid słyszał, że bardzo podoba mu się opieka nad magicznymi stworzeniami prowadzona przez profesora Kettleburna. Był również trzonem drużyny quidditcha. Jego młodszy brat, Ron, był uroczy niczym szczeniak, jeśli szczeniaki posiadałyby rude włosy i dziurę po wypadnięciu zęba mlecznego.

Po kolejnej godzinie, gdy Hagrid łuskał groch na ganku, chłopcy opadli w chichoczącej się masie na ziemię i poturlali się w kierunku pobliskiego cienia. Pół-olbrzym słuchał ich rozmowy na temat quidditcha. Wiedza Harry'ego nie była zbyt obszerna. Nie było w tym nic dziwnego, ponieważ chłopiec nie słyszał o tym sporcie, dopóki profesor Snape mu o nim nie opowiedział. Wydawało się za to, że Charlie i Draco wiedzą sporo na temat statystyk, wyników i wielu innych faktów, które niezbyt wielue mówiły Hagridowi. Wiedza Rona była za to umieszczona gdzieś pomiędzy Harrym i pozostałą dwójką chłopców. Był bardzo entuzjastyczny, ale nie znał zbyt wielu faktów statystycznych, aby polemizować z bratem.

Z bliska łatwiej było zobaczyć twarz Harry'ego. Uśmiechał się do swoich nowych przyjaciół, ale było coś nie tak w jego minie. Zajęło to kilka minut dogłębnej obserwacji, by zrozumieć w czym rzecz, ale wtedy pojawiły się dwa skrzaty domowe z piknikowym koszem. Harry zaprosił Hagrida — oraz skrzaty! — by dołączyli do nich na posiłek. Wiedział jednak, że nie przyniosły one wystarczająco jedzenia dla półolbrzyma, dlatego odmówił. Skrzaty domowe wyglądały niemal na przerażone samą ideą dzielenia się posiłkiem z ludźmi, których obsługiwały. Za to Hagrid poczęstował się sokiem z dyni. Uwielbiał go.

Każdy z chłopców wyglądał na głodnego. Jednakże gajowy zauważył, że Harry nie tylko czekał, aż inni wezmą swoje kanapki, chrupki czy owoce, zanim wziął coś dla siebie, ale także gdy już miał swój talerz, położył się na brzuchu, owijając jedno ramię dookoła naczynia, ewidentnie chroniąc swój posiłek. Jego spojrzenia skierowane na starszych chłopców były pełne obawy, chociaż starał się to ukryć.

Hagrid postanowił mieć oko na chłopca, a jeśli sprawy nie polepszą się wkrótce, miał zamiar wspomnieć o tym profesorowi. Dziwne było, że Snape przygarnął dziecko, ale obaj wydawali się zadowoleni z takiego obrotu spraw. Wracając do grochu, patrzył, jak chłopcy pośpiesznie zjedli cały swój posiłek przed rozpoczęciem ekscytującego rozdania w Eksplodującego Durnia talią kart, które Ron wyciągnął z kieszeni.

Kiedy karty po raz pierwszy eksplodowały, Harry podskoczył wysoko, jakby go sam Rogogon Węgierski zaatakował, ale później uśmiechnął się i śmiał się wraz z pozostałymi chłopcami. Gra rozpoczęła się od nowa.

OoO

W godzinach popołudniowych, pod czujnym okiem Nelli, chłopcy grali w szachy w sypialni Harry'ego. Draco i Ron grali przeciwko sobie, a Charlie, który sam przyznał, że niewiele wie na temat szachów, grał z Harrym. Ich partia zmieniła się w „Walkę między figurami" na propozycję Harry'ego i gdy krzyki i pokrzykiwania stały się zbyt głośne dla Draco i Rona, „poważna" gra została przeniesiona do salonu.

Charlie uśmiechnął się do Harry'ego, który czuł się trochę samotny, a jeśli miał być całkowicie szczery, nieco nerwowy z powodu tego porzucenia. Charlie był od niego starszy i dużo większy, a także zapewne mógł zrobić z magią różne rzeczy, które sprawiłyby ból. Harry cieszył się, że Nelli została razem z nim. Skrzatka siedziała obecnie na krześle obok jego szafy i obserwowała go z miękkim spojrzeniem.

— Brakuje ci ich, co? — zapytał nagle Charlie.

Harry spojrzał na niego i wzruszył ramionami. Tamta dwójka już stała się przyjaciółmi, a on chciał być ich przyjacielem nie tylko z nazwy. Czuł się tak, jakby znalazł się z powrotem w szkole podstawowej, gdzie Dudziaczek kazał innym trzymać się od niego z daleka, a gdy nie chcieli — bił ich.

— Nie martw się tym. Po tej partii Ron szybko wróci. W rzeczywistości jest nieco przewrażliwiony na punkcie szachów. Percy już z nim nie gra, ani nikt inny, kto wie o jego manii.

— Percy?

— Mój młodszy brat. Jest najstarszy tuż po mnie. — Widząc puste spojrzenie Harry'ego, wyjaśnił: — Jest nas siedmioro. Sześciu chłopców i jedna dziewczynka. Pierwszy urodził się Bill, jest przez to dziedzicem. Spotkasz go, gdy szkoła się zacznie. Potem jestem ja, a później Percy, który zacznie szkołę we wrześniu. Następni są bliźniacy, Fred i George. Ron jest najmłodszym chłopcem w naszej rodzinie. Po nim jest Ginny. To jeszcze dziecko. — Skrzywił się. — Zabije mnie, jeśli jej to powtórzysz. Ma teraz sześć lat.

— Nie powiem jej — obiecał Harry, uśmiechając się.

Sądził, że Charlie jest dość w porządku, zwłaszcza kiedy starszy chłopak stwierdził, że miotły są naprawdę fajne. W dodatku grał w quidditcha. Co do Rona, to nie był pewny. Rudzielec często powtarzał „nie fair", gdy grali razem, aż Draco kazał mu milczeć, mówiąc, że życie nie jest zawsze fair i niech się z tym pogodzi. Harry wiedział, że to prawda i uważał, że Draco nauczył się tego od swojego ojca, tak jak on nauczył się tego od swojego wuja Vernona.

Charlie przesunął jednego ze swoich gońców i zbił kilka pionków. Harry szybko przeniósł swojego rycerza, by pokryć to miejsce i być może, jeśliby się to udało, zniszczyć wieżę przeciwnika.

— Więc... Jak udało ci się zaprzyjaźnić z Draco Malfoyem? Muszę stwierdzić, że było dla mnie wielką niespodzianką zobaczenie go tutaj.

— Jak to?

— Cóż... — Charlie zarumienił się po koniuszki uszu. — Nie jest tajemnicą, że jego ojciec był wielkim zwolennikiem Sam-Wiesz-Kogo.

— Kogo?

— Wiesz-Sam-Kogo... Mam na myśli Mrocznego Czarodzieja, który... cóż... eee...

— Zabił moich rodziców? — powiedział usłużnie Harry. Kiedy Charlie skinął po prostu głową, dodał: — Wiem o tym, o Malfoyach. Ojciec mi wszystko powiedział.

— Naprawdę?

— Noo... powiedział, że mam być ostrożny wokół nich. Ale jest teraz dobrze. Draco jest moim przyjacielem.

— Um. To dobrze, że wszystko masz pod kontrolą. — Charlie uśmiechnął się i wysłał hordę swoich pionków, przez całą planszę, by zaatakować figury Harry'ego, które były w większości odsłonięte po tym, jak przeniósł każdą ze swoich wież i rycerzy. — Przypuszczam, że powinieneś również uważać na grę.

Harry roześmiał się i wreszcie przeniósł swoją królową, którą trzymał w rezerwie.

— Do boju, madame — rozkazał.

W krótkim czasie plansza pokryła się w całości kurzem i małymi kawałkami rąk oraz nóg. To było zabawne.

OoO

Tej nocy, po kolacji, prysznicu, szczotkowaniu zębów i historii na dobranoc, Severus usiadł na skraju łóżka Harry'ego, rzucając zaklęcie wyciszające wokół nich. Zanim jednak się odezwał, lampka nocna, którą Harry przywiózł ze sobą ze Spinner's End, zdążyła zaświecić się wszystkimi kolorami tęczy. Siedmiolatek, czując się nieco niepewnie pod stałym spojrzeniem ojca, zaczął się wiercić.

— Czy dobrze się dzisiaj bawiłeś?

Severus przeczesał swoimi długimi, smukłymi palcami włosy syna, odgarniając je z jego czoła i blizny, o której pokazanie prosił wcześniej Ron. Harry pochylił się w stronę dotyku, ciesząc się, że może spędzić tę chwilę spokoju sam na sam z ojcem.

— Tak, ojcze. — Harry uśmiechnął się do niego swoim najlepszym uśmiechem. — Odwiedziliśmy Hagrida, graliśmy w Eplodującego Durnia i w szachy, a Charlie opowiedział mi o smokach. Chce z nimi pracować, gdy skończy szkołę.

— Eplodującego Durnia?

— Tak! Karty eksplodowały wszędzie! — Drgnął, zdając sobie sprawę, że zachowywał się dość głośno. Spojrzał na przyjaciela, ale Draco spał spokojnie. Potem przypomniał sobie o Uciszeniu.

— Ach, Eksplodującego Durnia. Ufam, że nikt podczas gry nie stracił oka.

Harry zachichotał.

— Nie. — Potem zmarszczył brwi. — Esplodujący Dureń może to zrobić?

— Wątpię — odpowiedział ojciec, a kąciki jego ust drgnęły tak, jak to było w przypadku, gdy dostrzegł coś zabawnego.

— Dobrze. Ron i Charlie przyjdą ponownie?

— Czy chcesz, by odwiedzili nas ponownie?

— Tak, ojcze, ale po tym jak będę mógł znów używać miotły, bo Ron i Charlie grają w quidditcha i ja też chcę zagrać.

— Myślę, że możemy to odłożyć do tego momentu? — powiedział powoli Severus, a jego kąciki ust znowu się uniosły. — Może w przyszłym tygodniu. Będą mogli nas wtedy odwiedzić i zostać na kilka dni. Draco również jest zaproszony.

— Byłoby wspaniale!

— Ciszej, Harry. Powinieneś się uspokoić.

— Przepraszam, ojcze. Opowiesz mi kolejną historię?

— Nie, urwisie — odpowiedział niemal z uśmiechem Severus. — Nie opowiem ci teraz kolejnej historii. Mam za to zamiar nauczyć cię czegoś, co pomoże ci z twoimi koszmarami. — Podniósł palec, zwracając na siebie uwagę, gdy Harry wzdrygnął się z obawą. — Nie czuj się winny, jeśli to nie zadziała. Może być to nieskuteczne, ale sądzę, że powinniśmy spróbować.

— Dobrze, ojcze.

— A jeśli to nie zadziała i obudzisz się w nocy, co zrobisz?

— Powiadomię cię... — wyszeptał Harry. Czuł nacisk na klatkę piersiową, a jego oczy szczypały —... po to, byś mógł mi pomóc.

— Dokładnie. Zawsze będę tutaj, gdy będziesz potrzebował pomocy, Harry. Życzyłbym sobie tylko, żebyś w ogóle nie musiał przeżywać tych koszmarów. Rozumiesz?

Harry z drżeniem odetchnął.

— Tak, ojcze.

— Dobrze. A teraz zamknij oczy. Położę na tu rękę. Chcę, abyś myślał o czymś przyjemnym. Spokojnym, co może podjąć wszystkie twoje myśli. Hmmm... Lubisz patrzeć w niebo, Harry?

Harry pokiwał głową, czując się bezpiecznie z dłonią ojca na klatce piersiowej. Pomyślał o obrazie nieba na suficie swojego pokoju w Spinner's End i o chmurach, które kłębiąc się, tworzyły czasem różne kształty.

— I na chmury — mruknął cicho.

— Tak, i na chmury. Teraz utrzymaj obraz chmur w swoim umyśle i skup się na oddychaniu. Będę oddychać razem z tobą. Wystarczy, że będziesz mnie naśladować. Wdeeeech. Wyyyydech. Wdeeeech. Dobrze, a teraz wyyyydech.

W czasie gdy ojciec mówił, Harry utrzymywał obraz nieba w swoim umyśle. Wyobrażał sobie dryfujące chmury, które zmieniały się w niedźwiedzie, statki i góry. Ojciec okrężnymi ruchami masował jego pierś w rytmie jego oddechów. Jego ton był łagodny, niemal jakby opowiadał historię na dobranoc. Harry rozluźniał się bardziej i bardziej, słuchając jego słów: „Wdech, wydech", i naśladując tempo oddechu ojca.

Po długim czasie, gdy niemal był pewien, że zaraz uśnie, dłoń ojca się zatrzymała na jego klatce piersiowej. Głos Severusa brzmiał odlegle, gdy powiedział:

— Utrzymuj obraz chmur w swoim umyśle, Harry. Spoglądaj na nie uważnie, a jeśli coś naruszy twoje sny, przywróć po prostu ten obraz.

Coś musnęło czoło Harry'ego — wąskie wargi ojca.

— Również cię kocham, tatusiu — wyszeptał Harry, ale nie był pewny, czy słowa opuściły jego usta.

Gdy czerwonooki demon ponownie nawiedził jego sen, odepchnął go — wraz z zielonym światłem — do nieba i zakrył go chmurami w kształcie kaczek, jabłek i psów podobnych do Kła. Ciężko było to zrobić i bolała go przez to głowa. A gdy się obudził, drżał, był oblany potem, ale nie krzyczał.

Był tak zaskoczony, że zapomniał wysłać świetlistą wiadomość, ale ojciec przyszedł i tak, i został w pobliżu, by mogli znowu zrobić ćwiczenie z oddychaniem.