7. Gorycz prawdy
Ukryta przed wzrokiem Przyziemnych Isabelle maszerowała oświetlonymi ulicami w kierunku Instytutu. Na krótką chwilę zatrzymała spojrzenie na trzech rozchichotanych przyjaciółkach, które wypadły właśnie z mijanego klubu w chłód nocy. Czasem zastanawiała się, jakby to było wieść takie proste, bezpieczne życie, z dala od demonów i bez wiedzy o Świecie Cieni. Potrząsnęła głową i ruszyła dalej, znów skupiając się na drodze przed sobą.
Była Nefilim i choć czasem tęskniła za wytchnieniem albo brakiem konieczności martwienia się, czy rodzina przeżyje w komplecie do następnego dnia, nie potrafiłaby wyrzec się swojego dziedzictwa.
…
Cherry podskoczyła błyskawicznie, gdy tylko wyczuła za plecami najlżejszy ruch. Simon poderwał się, by dostrzec, że powieki Aleca drgnęły. Coś krótko działał ten czar, pomyślał, kiedy Nocny Łowca otworzył oczy i powiódł po otoczeniu półprzytomnym spojrzeniem. Jego źrenice były ogromne, a intensywnie niebieska tęczówka stanowiła tylko cieniutką obręcz dookoła czarnych, znarkotyzowanych otchłani.
- Alec, poznajesz mnie? – spróbował, choć na wspomnienie bierności manekina, jaką chłopak emanował w obecności Maureen, nie miał większych nadziei na uzyskanie jakiejkolwiek odpowiedzi.
- Tak, Chodzący za Dnia – wyszeptał suchym, zmienionym głosem Alec, odwracając ku niemu głowę. – Nie jesteś moim pierwszym zwidem, ale jako jedyny próbujesz wciągnąć mnie w konwersację. – Z trudem uniósł dłonie w górę i przetarł nimi twarz, co zaskutkowało tylko roztarciem na niej kolejnych ciemnych smug, odcinających się mocno od białej skóry.
- Przyniosę miskę z wodą – oznajmiła Cherry, która poczyniła chyba podobne obserwacje, po czym wstała i zniknęła za drzwiami.
Z braku lepszego pomysłu, Simon chwycił Aleca pod ramiona i pomógł mu usiąść, opierając go plecami o rozprute poduszki, z których buchnęło pierze i chmury kurzu. Nocny Łowca zakaszlał ostro jak gruźlik w ostatnim stadium choroby, ale chwycił wampira za rękę i przytrzymał przy sobie, przyglądając mu się badawczo.
- Ty… Nie jesteś moją kolejną halucynacją? – mruknął powątpiewająco tonem, który nie sugerował, by odpowiedź miała go zdziwić.
Ostatnie dwa dni musiały być dla niego torturą, pomyślał z żalem Simon i potrząsnął głową.
- Jestem prawdziwy. Wpływ narkotyku musi mijać, bo ty też prezentujesz się znacznie bardziej… żywotnie – dodał, nie znalazłszy lepszego określenia.
Nagle oczy Nocnego Łowcy pojaśniały, a nim Simon się zorientował, znalazł się w anemicznym, ale bardzo szczerym uścisku jego ramion. Zmartwiał. Nie spodziewał się po nim aż takiej wylewności. Kojarzył go raczej z powagą i pełną powściągliwością, a teraz poczuł się, jakby kopnięto go w brzuch, dlatego sam objął Aleca, przyciągając go do siebie. Co takiego musiał przeżyć i widzieć w narkotycznym upojeniu, skoro tak bardzo garnął się do kogoś, kogo do tej pory nie określał inaczej niż tylko per „wampir"?
- To… – zaczął Alec, opadając bezsilnie na poduszki, z których poleciały kolejne garście pierza i pyliste tumany kurzu. – Cieszę się, że mogłem przed śmiercią zobaczyć choć jedną znajomą twarz. Nawet, jeśli to jesteś akurat ty.
Uśmiechał się blado, jakby uniesienie kącików ust zbyt go męczyło. Jego głowa poleciała w bok, poddając się ciągnącej ją w dół sile grawitacji, a Nocny Łowca przymknął oczy, kiedy Simon ponownie oparł go w miarę stabilnie o poduszki.
- Nie żartuj – parsknął, starając się pod lekkim tonem ukryć przerażenie poziomem bezsilności i bezwładności chłopaka. – Uwolnimy cię. Isabelle i Magnus na pewno coś wymyślą.
- Nie, Magnus nie… – Wampir stężał.
Wyraz twarzy Nocnego Łowcy tak szybko uległ drastycznej zmianie i z wyrazu radosnej ulgi skazańca pogodzonego z wyrokiem śmierci stał się ilustracją do definicji bezbrzeżnego cierpienia i udręki, że Chodzący za Dnia mimowolnie przypomniał sobie o kłamstwach Maureen.
- On… – zaczął natychmiast, ale szkliste lśnienie w niebieskich oczach odebrało mu głos.
Widok Aleca, który nie wybuchł płaczem tylko dlatego, że nie miał wystarczająco dużo sił na tak ekspresyjne wyrażanie emocji, wzbudził w nim silne poczucie dyskomfortu. Nie wiedział kompletnie, jak obchodzić się z płaczącymi kobietami, a mężczyzna ze łzami w oczach stanowił dla niego zupełnie inny poziom trudności. Wyciągnął rękę, jakby chciał dotknąć ramienia Nocnego Łowcy, ale zawahał się. Kiedy Rebecca zerwała ze swoim pierwszym chłopakiem, wykrzyczała mu w twarz dosyć dobitnie, że klepanie po plecach nie jest tym, czego potrzebuje ktoś pogrążony w bezdennej rozpaczy. Nie sądził co prawda, by Alec miał zareagować w podobnie żywiołowy sposób – ogromna utrata krwi z miejsca stawiała go na pozycji podmiotu mniej energicznego, jeśli idzie o kwestie wywrzaskiwania reprymend – ale wspomnienie rozwścieczonej, zaryczanej siostry wzbudziło w nim refleksje dotyczące odpowiedniego podejścia do tematu.
Poza tym – co uzmysłowił sobie z niejaką zgrozą – Maureen najwyraźniej nie kłamała. Alec i Magnus naprawdę się rozstali, do tego w tak niefortunnych okolicznościach i miejscu, że niedługo potem Nocny Łowca został schwytany i niemalże zamordowany, a teraz prezentował sobą widok rozdzierający serce nawet jemu, a co dopiero mówić o czarowniku…
- Alec… – podjął na nowo najbardziej kojącym tonem, na jaki tylko mógł się zdobyć.
- On mnie nienawidzi – wyrzucił z siebie Nocny Łowca, odwracając głowę w stronę brudnej, powleczonej pajęczynami ściany. – Ja… Ja zrobiłem coś strasznego… Magnus mnie za to nienawidzi, zerwał ze mną i kazał mi wynosić się z jego mieszkania… On nigdy by…
- Tak, wiem, ale on cię nadal kocha – mruknął Simon, sam przed sobą przyznając w duchu, że chyba ciężko będzie mu przekonać do tego chłopaka, który jako ostatnie usłyszał od partnera, że ma opuścić lokal na Brooklynie, a potem było już tylko gorzej.
Czuł się jak aktor w kiepskim melodramacie. Albo raczej obyczajowym serialu o parach w różnych dowolnych konfiguracjach płciowych, biorąc pod uwagę rodzaj związku – potencjalnie już nieistniejącego – jaki łączył Nocnego Łowcę z Magnusem. Westchnął, dostrzegając lekkie drżenie ramion Aleca. Sięgnął leżący obok płaszcz czarownika i położył go na kolanach chłopaka.
- Magnus nie przestał cię kochać. Przyszedł tu po ciebie razem ze mną i Isabelle. Uleczył twoje rany i uśpił cię, a potem okrył własnym płaszczem – uśmiechnął się w reakcji na pełne niedowierzania spojrzenie Aleca. – Uwierz mi, że gdyby po zerwaniu ze sobą wszystkie pary zachowywały się w ten sposób, ten świat byłby rajem.
Wtedy też Alec zakrztusił się hamowanym do tej pory płaczem, przyciskając twarz do płaszcza Magnusa, a Simon kompletnie stracił orientację, co tym razem zrobił źle.
…
Jest późno, analizowała w myślach Isabelle. Minęła druga w nocy, wszyscy na pewno śpią. Moje wejście do Instytutu nikogo nie ściągnie z łóżka. Cicho wjadę na górę – winda była ostatnio oliwiona i chodzi bezszelestnie – w korytarzu zdejmę buty i boso przebiegnę na palcach do swojego pokoju. Musi się udać!
Nie, nie uda się. W chwili, gdy sięgała dłonią do ciężkich, drewnianych drzwi, te otwarły się do środka i na progu stanęła Maryse. Co ja takiego zrobiłam w poprzednim wcieleniu?, pomyślała z udręką Isabelle, bo gniewne spojrzenie matki nie wróżyło niczego lepszego niż awantura.
- No proszę… – zaczęła Maryse z miną kata, dzięki której córka poczuła się zupełnie jak ktoś, kto ma złożyć głowę na pieńku i oczekiwać topora oddzielającego ją od reszty ciała. – Byłam godzinę temu u Jace'a. Zarzekał się, że odwiedziłaś go przed północą i poszłaś spać, bo podobno padałaś z nóg po wyjściu do kina z Chodzącym za Dnia – oświadczyła surowo. – Sądzę, że jeśli chcecie mnie oszukać, powinniście najpierw ustalić wspólną wersję wydarzeń.
- Ale mamo! – odparowała Isabelle najbardziej pojednawczym tonem, jaki udało jej się z siebie wykrzesać w czasie gorączkowych prób wymyślenia dobrego sposobu na wyłganie się z całej sytuacji. – Jace mówił prawdę, ja wróciłam do Instytutu przed północą, ale zauważyłam, że mam na sobie kurtkę Simona i postanowiłam pójść, żeby mu ją oddać. – Boże, to chyba najżałośniejsze kłamstwo świata. Mama nigdy się na to nie nabierze, uznała.
- Izzy, nie poznaję cię – odpowiedziała z westchnieniem dezaprobaty Maryse, a Isabelle dopiero po bolesnym kłuciu w piersi zorientowała się, że wstrzymała oddech. – Nigdy nie zachowywałaś się tak w stosunku do chłopców. Takie nadskakiwanie i bieganie za nim z największymi głupotami, żeby tylko znów go zobaczyć… – Kobieta pokręciła głową ze zmartwioną miną. – Wcześniej też zdecydowanie nie wykazywałaś zdrowych objawów w relacjach damsko-męskich, ale teraz zaczynam się o ciebie naprawdę niepokoić. Jesteś pewna, że dokonałaś właściwego wyboru?
Na Anioła, mamo!, jęknęła w myślach Isabelle, posyłając matce słaby uśmiech. Simon zdecydował narazić się i iść ze mną do Hotelu Dumort, a teraz został tam sam i czuwa nad bezpieczeństwem Aleca – jaki inny chłopak zrobiłby dla mnie aż tyle?
- Przykro mi, mamo, ale chyba nie zmienię zdania – odpowiedziała, a fakt, że w końcu nie musiała mijać się z prawdą, sprawił, że rozluźniła mięśnie napięte dotąd jak postronki.
Ku jej zaskoczeniu Maryse tylko uniosła dłoń i zmierzwiła jej włosy. Uśmiechała się przy tym blado, a Isabelle dopiero teraz – nieskupiona wreszcie na opracowywaniu przekonujących łgarstw – dostrzegła, jak bardzo zmęczony wyraz twarzy ma matka. Jej oczy podkreślały ciemne sińce, a zawsze starannie zaczesane i upięte włosy spływały swobodnie falami, które od kilkunastu godzin nie widziały szczotki, ale wyraźnie doświadczyły za to ulewnego deszczu i silnego wiatru.
- Idę do Cichego Miasta – oznajmiła, przepuszczając Isabelle do środka Instytutu i mijając się z nią w progu. – Czy przekazałaś bratu wiadomość o spotkaniu Rady?
- Tak – zaczęła Nocna Łowczyni, ponownie uruchamiając w głowie mechanizm do wymyślania przekonywujących wersji alternatywnej prawdy. – Odwiedziliśmy go z Simonem u Magnusa, ale on oddał mu dużą część swojej energii i nie czuje się zbyt dobrze. Kazał cię przeprosić, ale chyba nie będzie mógł przyjść.
- Czemu nie narysował sobie Znaków przywracających siły i przyspieszających regenerację? – zdziwiła się Maryse.
- Booo… – No właśnie! Czemu niby? Na Anioła, Alec, dlaczego ty musisz być taki mądry, przewidujący i systematyczny! – Bo chyba zgubił stelę – odpowiedziała w końcu. – W sensie, w mieszkaniu Magnusa – uzupełniła. – Bo tam jest taki bałagan, że powinnaś go najpierw zobaczyć, zanim zaczniesz mówić, że to ja mam w pokoju bajzel – dodała tonem usprawiedliwienia.
Tak, w chaotyczność wyposażenia dowolnego lokalu zajmowanego przez Magnusa Bane'a Maryse potrafiła uwierzyć. Westchnęła tylko i ucisnęła palcami skronie. Czarownik był zdolny każdą przestrzeń mieszkalną doprowadzić do stanu przypominającego do złudzenia scenerię po przejściu tornada.
- Dobrze, Izzy – odparła w końcu, schodząc na dół po schodach wiodących w kierunku bramy. – Ale teraz masz się już kłaść i nie wychodzić z Instytutu – zarządziła, po czym dodała dla pewności: – Ani nie wisieć pół nocy na telefonie, zrozumiałaś?
- Jasne, mamo – zapewniła solennie Isabelle, machając jej na pożegnanie.
Odetchnęła z ulgą dopiero, kiedy zamknęła za sobą drzwi. Jace, muszę porozmawiać z Jace'm, zdecydowała, ruszając w kierunku windy.
…
Gdy Cherry wróciła do pokoju z dużą aluminiową miską wypełnioną do połowy wodą, zamarła zaraz po przekroczeniu progu. Jej oczom ukazał się wyczerpany płaczem Nocny Łowca, który ściskał zmięty płaszcz czarownika tak desperacko, że z pewnością wkładał w ten chwyt resztki sił, jakie mu pozostały. Obok na brzegu łóżka siedział Simon, który natychmiast zamachał rękami na widok jej wieszczącej serię zarzutów miny – z doświadczenia wiedział już, że wszystkie kobiety przybierały ją na chwilę przed wybuchem kłótni.
- Nic mu nie zrobiłem – zastrzegł od razu.
- To dlaczego płakał? – syknęła gniewnie, odstawiając przyniesioną miskę na zakurzone biurko w kącie pokoju.
- Teraz to wydaje mi się, że chyba… z ulgi i radości? – spróbował, ale Cherry, która przysiadła obok na łóżku, nie sprawiała wrażenia przekonanej.
- Hej, mały Nocny Łowco – przemówiła łagodnie, kładąc drobną, lodowato zimną dłoń na głowie Aleca. – Niczym się już nie martw, nic ci nie grozi. Twój czarownik będzie tu po ciebie o zachodzie słońca, już niedługo się zobaczycie.
Simon przyłapał się na tym, że nie pierwszy raz zaskoczyła go delikatność tej pogodnej wampirzycy. To tylko Cherry jest taka wyjątkowa, czy może wszystkie Dzieci Nocy mają w sobie nieodkryte przez niego pokłady ciepła i uśmiechu? Może do tej pory oceniał ich zbyt krytycznie, choć niewątpliwie przyczyniał się do tego fakt, że jak na razie ciągle stał po tej stronie barykady, która czyniła go dla nich obiektem do rozerwania na strzępy. Cherry tymczasem uspokoiła Aleca, a, patrząc na jej szczery uśmiech, Simon wątpił, by używała w tym celu mocy wampirzej perswazji pozwalającej na kształtowanie myśli śmiertelników wedle własnej woli.
- Wszystko będzie w porządku, zobaczysz – przemawiała przyjemnym dla ucha, miękkim tonem. – Nie stanie ci się już żadna krzywda, Maureen przyrzekła to twojej siostrze.
- Mau…reen?... – powtórzył cicho Alec, jakby z trudem wymawiał obce dla siebie słowo.
Simon poczuł dziwny niepokój, którego nie potrafił wyjaśnić, ale zmarszczone brwi Nocnego Łowcy, wyraźnie starającego się coś sobie przypomnieć, budziły w nim niezrozumiały lęk. Alec na swój sposób był poliglotą, co udowodnił już nie raz, na dodatek musiał już wcześniej słyszeć imię nowej przywódczyni nowojorskich wampirów. Spotkał ją przecież tuż po tym, jak zabiła Camille, a Simon z wcześniejszej rozmowy wnioskował, że chłopak dokładnie pamiętał, jak doszło do walki i pojmania.
Czyżby pamiętał też, co działo się z nim potem? Simon nie umiał wytłumaczyć sobie swojej nerwowości, bo założył tylko hipotetycznie, że być może Maureen mówiła coś półprzytomnemu Nocnemu Łowcy. Jak prawdziwy czarny charakter odczuwający przemożną potrzebę wyjawienia komuś swoich podłych planów. Nagle Chodzący za Dnia poczuł suchość w gardle. Tak, prawdziwy filmowy bad-ass przedstawia szeroko swoje zamierzenia, ale tylko wtedy, gdy ma pewność, że powiernik tajemnicy nie dożyje następnych minut, by z kimś się swoją wiedzą podzielić.
- Ona jest nową głową klanu – powiedziała Cherry, ale napięcie widoczne na jej twarzy upewniło go, że coś jest nie tak, i wzmogło tylko narastający niepokój. – Musiałeś już wcześniej słyszeć o niej. O Maureen.
Szept Aleca przeszedł w niezrozumiałe mamrotanie. Chodzący za Dnia chciał delikatnie potrząsnąć nim w celu przywrócenia światu zewnętrznemu jego świadomości, gdy nagle Nocny Łowca wyprężył się, odwrócił ku niemu twarz, a Simon niemal odsunął się, bo jego spojrzenie było tak wyraziste i ostre, że mogłoby z powodzeniem ciąć papier. Czająca się w niebieskich oczach panika zmroziła go.
- Maureen! – jęknął rozdzierająco Alec. – Ona chce krwi Jace'a! Już wie, że to jego krew, nie moja, pozwoliły ci zostać Chodzącym za Dnia!
- Tak, Alec, sama nam to mówiła – powiedziała szybko Cherry, chwytając go za ramiona. – Zażądała daru z krwi twojego przybranego brata w zamian za uwolnienie cię i…
- Nie! – Krzyk Nocnego Łowcy był tak paniczny, że Simon odnosił wrażenie, jakby oblewano go kolejnymi kubłami lodowatej wody. Błagam, żeby to nie była prawda, żeby to nie była prawda, prosił w duchu, sam nie bardzo wiedząc, do czyjej interwencji tak właściwie się odwołuje. – Nie! Nie! Nie może dojść do żadnej wymiany! – Oba wampiry spojrzały po sobie z przerażeniem. Alec był teraz zlany potem i kręcił gwałtownie głową, pogrążając się coraz bardziej w napadzie histerii. – Ona nie może dostać krwi Jace'a! Instytut… Simon, Instytut… Biblioteka…
Chodzący za Dnia miał nadzieję, że chłopak majaczy. Miał cholerną nadzieję, że to tylko zwidy spowodowane działaniem resztek narkotycznej substancji, dużą utratą krwi i osłabieniem po chwilach gwałtownych uniesień, ale coś wewnątrz niego aż drżało ze strachu. Zachowanie Aleca było zbyt autentyczne, a w jego głosie wyczuwał prawdziwą desperację i przerażenie wywołane bezradnością w obliczu niebezpiecznej sytuacji. Nocny Łowca zdecydowanie nie był typem paranoika, który bezpodstawnie wpadałby w podobny popłoch z byle powodu, więc świadomość tego bynajmniej nie uciszyła obaw.
- Instytut jest bezpieczny – spróbował tłumaczyć mu jak najbardziej rzeczowo. – To poświęcona ziemia, żaden wampir…
- Nie… Nie… – wycieńczony Alec mówił coraz słabiej. – Ona może wejść… Ona… Ty też… Krew Nefilim… Wy macie w sobie… krew Nefilim… – Simonem wstrząsnął dreszcz przerażenia.
Jakim cudem? Był pewien, że żadne Dziecko Nocy, w tym on sam, nie miało prawa wstępu do Instytutu. Nie mógł jednak powiedzieć, że wierzył temu z całą pewnością, bo nigdy od czasu przemiany nie próbował nawet przekraczać jego bram. Przypomnienie sobie jednego drobnego szczegółu sprawiło, że cały zesztywniał.
Krew Nefilim jest zawsze dominująca, a drzwi każdego Instytutu na świecie stoją przed Nocnymi Łowcami otworem.
- Biblioteka… – wydusił z siebie Alec. – Chodzi o bibliotekę… I Biała Księga… Magnus… Ostrzeż Magnusa… – Cherry wciąż trzymała jego ramiona, ale chłopak zaczynał lecieć jej przez ręce. – Morgenstern… To wszystko… Jonathan Morgenstern… Maureen… Królowa Jasnego Dworu już… On ma po swojej stronie faerie, a teraz… będzie miał też wampiry…
Alec wydał z siebie jeszcze tylko słabe tchnienie, jakby chciał coś dodać, ale zawisł bezwładnie w uścisku Cherry. Wampirzyca delikatnie ułożyła go na łóżku, wpatrując się z mieszaniną trwogi i troski w nieprzytomnego Nocnego Łowcę, po czym przeniosła wzrok na sparaliżowanego strachem Simona.
- Nie kłamał… Nocny Łowca nie kłamał… – wyszeptała. – Maureen chce, żeby kroczące w blasku słońca wampiry stanęły u boku młodego Morgensterna w wojnie przeciwko Clave…
...
...
...
Intoxic - Ojeeej, ile w Tobie niechęci i żądzy mordu względem Maureen! ;) Nie myślałam, że można biednej dziewczynki aż tak nie znosić ;)
Glittery Angel - Mam nadzieję, że kolejny rozdział spełnił Twoje oczekiwania względem tego, co się dzieje :)
Sharon d'Arc - Długość Twojego komentarza cieszy oczy i raduje serce :D Nie przywiązuj mnie sadystycznie do krzeseł, i tak się na razie ładnie staram - zważywszy, że tekst powstaje na bieżąco :3 A bajzel u Magnusa - on po prostu nie wydaje mi się kimś, kto by starannie składał koszule albo ustawiał naczynia na zmywarce pod linijkę ;) Może wpływ mieszkającego z nim Aleca kiedyś w przyszłości jakoś na ten cały bałagan wpłynie, ale nie przypuszczam, by miała to być od razu rewolucyjna zmiana i lśniący porządek na każdym kroku ;)
