Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do ShayaLonnie. Prawa do uniwersum, bohaterów należą do J. K. Rowling.
Od tłumaczki:
Zachary Zadr - dziękuję bardzo! Szukałam przez dłuższy czas i nie znalazłam (nawet teraz mam otwartą na tym przeglądarkę), widocznie nie mam do tego smykałki :P Oczywiście zmieniam :)
Dług Czasu
Część Pierwsza – Dług Życia
Rozdział Pierwszy: Rytuał Długu Życia
„. . . tears stream down your face
when you lose something you cannot replace
tears stream down your face
I promise you I will learn from my mistakes. . ."
(Coldplay – Fix You)
10. czerwca 1997
Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie
Pokój Wspólny Gryffindoru
- Harry, jego pogrzeb odbył się kilka dni temu – Hermiona po raz kolejny usiłowała przekonać swojego najlepszego przyjaciela. – Przykro mi… tak bardzo mi przykro, ale musimy skupić się na misji, na horkruksach. To jest teraz najważniejsze – łzy ponownie zagroziły upadkiem po policzkach. Wyraz twarzy Harry'ego nie pozwalał zapomnieć jej o żałobie. – Tego właśnie chciałby Dumbledore.
Ich dyrektor, najwspanialszy czarodziej, jaki kiedykolwiek istniał, nie żył od ponad tygodnia. Mimo że reszta świata wydawała się aż nazbyt gotowa do pogodzenia się z tym, co się stało oraz ruszenia do przodu, Harry Potter był zdeterminowany, aby znaleźć sposób na obejście śmierci. Hermiona wiedziała, że winił się za odejście Albusa Dumbledore'a nieważne jak często ona, Ron, czy reszta Zakonu próbowali wybić mu to z głowy. Wina w całości leżała po stronie Śmierciożerców, którzy włamali się do szkoły, Draco Malfoya za pozwolenie im na przełamanie ochronnych barier wokół Hogwartu i samego mordercy, Severusa Snape'a.
- Nie wiesz, czego by chciał, Hermiona – naciskał uparcie Harry. – Czy nie możesz… po prostu się rozejrzeć?
- Harry, nie możesz wskrzesić umarłych – powiedziała, mając nadzieję na przerwanie tego dziwacznego toku rozumowania. – Snape użył Śmiertelnego Zaklęcia. Nikt nie jest w stanie tego przeżyć! – dziewczyna straciła panowanie nad sobą i od razu tego pożałowała.
- Mi się udało! – Harry odkrzyknął.
- Ciebie nie można winić! – odparowała. – Tylko dlatego, że przeżyłeś Śmiertelne Zaklęcie, nie oznacza to, że każdy, kto został zabity, nie zasługuje na to bardziej od ciebie! Poza tym – parsknęła ze złością, zmęczona kompleksem męczennika chłopaka – ty nie zginąłeś i nie wróciłeś, Harry. Odbiłeś je. To jest różnica – brązowowłosa zeszła z tonu, kiedy ujrzała zaszklone oczy przyjaciela.
Nareszcie. Może w końcu będzie w stanie przejść przez żałobę i ruszyć z miejsca. Dumbledore był martwy i nic nie było w stanie tego zmienić. Ostatnie sześć lat bardzo dobrze ich tego nauczyło.
oOoOoOo
6. lipca 1997
Nora – Rezydencja Weasleyów
Miesiąc później Hermiona siedziała w pokoju Rona, trzymając w dłoni księgę dotyczącą horkruksów. Temat Śmierci stał się ostatnio obiektem jej zainteresowania. Definitywnie nie istniał sposób na powrót ze świata zmarłych, jednakże dzięki dogłębnym wczytywaniu się w zawiłe teksty dziewczyna odkryła, że w temacie życia i śmierci nie ma tylko czerni oraz bieli. Jedna rzecz była pewna – nie istniał żaden sposób na wskrzeszenie Albusa Dumbledore'a.
Coś innego jednak przykuło jej uwagę.
Po przeczesaniu wzrokiem kilku akapitów, resztę księgi brązowowłosa przestudiowała z wielkim zainteresowaniem. Jeżeli trio miało ruszyć na polowanie rzeczy trzymających Voldemorta na tym świecie, musiała jak najwięcej dowiedzieć się na temat życia i śmierci i przy okazji do minimum ograniczyć przy tym ryzyko straty przyjaciół.
Znajdował się tam pouczający rozdział na temat Śmiertelnego Zaklęcia, który rozdrabniał się w kwestii jego użycia, fizycznych efektów przed i po śmierci i – mimo że nie było żadnego wspomnienia o przeżyciu go – na dole strony została odręcznie dopisana wiadomość, która brzmiała: „Poświęcenie z Miłości: Lily Potter, 1981". Wszędzie rozpoznałaby to pismo. Dumbledore.
Nie chcąc przypominać sobie okoliczności, dlaczego znaleźli się w takiej, a nie innej sytuacji, Hermiona pospiesznie zamknęła książkę. Miała obowiązki do wypełnienia i, mimo że do tej pory udawało jej się unikać większości Weasleyów – zwłaszcza po odkrytym przez nich fakcie użycia przez niej zaklęcia Obliviate na swoich rodzicach dwa tygodnie wcześniej – nadszedł najwyższy czas na stawienie czoła całemu światu. Dziewczyna wstała i przeniosła przedmiot na nagromadzony przez nią stos w kącie pokoju Rona. Wszystkie książki, które zabrała ze swojego domu bądź Hogwartu były ułożone jedna na drugiej w zorganizowany sposób i czekały, aż zostaną odłożone na bok bądź spakowane na pogoń za horkruksami. Ułożywszy księgę na jednym z najwyższych stosów, brązowowłosa odwróciła się, by wyjść z pomieszczenia, gdy nagle wszystko runęło na podłogę. Czarownica westchnęła z poirytowaniem i już miała zabrać się za porządkowanie tego bałaganu, gdy nagle jej wzrok został przykuty przez otwartą księgę, którą dopiero co przeglądała. Podejrzliwie przymrużyła oczy. Miała nieodparte wrażenie, jakby ktoś albo coś chciało, aby natrafiła akurat na tą konkretną stronę.
Długi Życia.
Wzięła przedmiot na kolana i ostrożnie zaczęła czytać.
„Magiczna więź uformowana między czarodziejem bądź czarownicą a osobą, której uratowali życie. Osoba wyrwana ze szpon śmierci któregoś dnia będzie zobligowana do odpłacenia się swojemu wybawcy. Taka więź może powstać nawet między największymi wrogami i bez względu na to, czy jedna ze stron wyrazi na to zgodę. Biorąc pod uwagę fakt, że więź ta zostaje stworzona przy pomocy magii, zobowiązany może odpłacić się nieświadomie bądź nawet niezgodnie z jego wolą (…)
(…) ponieważ magiczna więź długu życia jest tak silna i niemożliwa do odparcia, większość zobowiązanych czarownic i czarodziejów odpłaca się od razu i bez żadnych wątpliwości tak, by nigdy nie został wykonany rytuał długu życia.
Rytuał długu życia jest sam w sobie magią, która wzywa dłużnika do rozliczenia się przez użycie Magii Krwi oraz poświęcenia. Ta potężna magia przepływa przez parę tak intensywnie, że dłużnik zostaje związany ze swoim wybawcą. W czasie wojny długi życia były niejednokrotnie nadużywane, kiedy Czarnoksiężnicy celowo narażali życie czarownic tak, by je uratować i w ten sposób zniewolić. Używali rytuału długu życia, by związać z nimi czarownice niezgodnie z ich wolą, zwłaszcza w sytuacjach, gdy zostały przez nie odrzucone ich oświadczyny.
Rytuał sam w sobie został zakazany – aczkolwiek nigdy oficjalnie zdelegalizowany – stało się to w roku 1242 po tym, jak czarodziej Cadmus Peverell został oskarżony o zagrożenie, a następnie uratowanie życia sześciu córek rywalizującego Domu z intencją wykonania na nich rytuału długu życia. Cadmus użył swoich wpływów na patriarchę rywalizującego z nim Domu po to, by zyskać ślub z jedną z córek w zamian za odpuszczenie zmuszenia do tego sześciu pozostałych.
Pogłoska mówi, że kiedy jego narzeczona zginęła przed ślubem, Cadmus miał zamiar użyć rytuału długu życia, aby ją wskrzesić. Okazało się to bezskuteczne. Mimo że rytuał długu życia jest na tyle potężną magią, żeby przekraczać granice czasu i przestrzeni, żeby przejść przez Zasłonę Dusz, śmierć wskutek Śmiertelnego Zaklęcia jest jedynym wyjątkiem."
- Czyli dokładnie to, co mu powiedziałam. Nikt nie wraca po dostaniu Śmiertelnym Zaklęciem – Hermiona potrząsnęła głową z lekką frustracją, gdy przypomniała sobie kłótnię z Harrym zaraz po pogrzebie Dumbledore'a. Głęboko westchnęła, zamknęła księgę – przedtem wsuwając pomiędzy wybrane strony czerwoną zakładkę - i wzięła się za porządki. Mimo że długi życia niezwiązane były z poszukiwaniami horkruksów, to zawsze stanowiły one obiekt jej zainteresowania. W sam raz na tekst do poduszki.
Oczywiście dziewczyna wiedziała już co nieco na ten temat, jednak nigdy wcześniej nie czytała nic na temat rytuału. Nie mogła sobie wręcz wyobrazić, że do czegoś takiego byli zdolni chciwi czarownicy po to tylko, by dzierżyć nad kimś innym władzę. Hermiona była pewna, że sama miała dług wdzięczności za uratowanie życia względem wielu ludzi – na przykład Harry'ego. To samo on w drugą stronę. Uśmiechnęła się z wdzięcznością na myśl, że rytuał ten był dla większości osób nieznany. Młoda czarownica była świadoma, że Severus Snape miał do spłacenia dług wdzięczności wobec ojca Harry'ego, Jamesa za uratowanie życia podczas ataku wilkołaka w czasie pełni. Sama myśl, że ojciec Chłopca, Który Przeżył byłby celowo związany z profesorem Snapem w związku z długiem życia była śmiechu warta. Jamesa Pottera nie cechowało okrucieństwo. A co do Syriusza Blacka…
Hermiona zatrzymała się i zrobiła cała blada. Podbiegła do stosu książek, otworzyła stronę, którą wskazywała zakładka i jeszcze raz przeczytała linijkę.
„(…) Mimo że rytuał długu życia jest na tyle potężną magią, żeby przekraczać granice czasu i przestrzeni, żeby przejść przez Zasłonę Dusz (…)"
Jej źrenice rozszerzyły się.
- Święty Merlinie – szepnęła.
oOoOoOo
21. lipca 1997
Nora – Rezydencja Weasleyów
Po dwóch tygodniach intensywnych poszukiwań, które obejmowały dwie wycieczki do hogwarckiej biblioteki – dzięki uprzejmości profesor McGonagall miała dostęp do sieci Fiuu w jej biurze – Hermiona zaczęła wdrażać w życie swój plan. Niestety, nie była jedyna. Pani Weasley zajmowała się przygotowaniem wielkiego, hucznego wesela, Zakon zaś miał w zanadrzu wymyślny plan dotyczący wyrwania Harry'ego z domu Dursleyów… Ron za to wpadł na leniwą myśl, by powiedzieć jego rodzicom, że on, Harry i Hermiona nie zamierzali wrócić do Hogwartu na swój siódmy i zarazem ostatni rok nauki, ale za to udać się na włóczęgę wkoło Wielkiej Brytanii w zamiarze odnalezienia fragmentów duszy Voldemorta uwięzionych w lśniących przedmiotach, takich jak pierścienie oraz medaliony. Wszyscy mieli plan.
Zamiar Hermiony jednak potrzebował natychmiastowego działania, chyba że miał zostać ukrócony przez Ministerstwo, Zakon oraz Weasleyów. Nie pomagał też fakt, że nie mogła o tym powiedzieć Ronowi oraz Harry'emu. Musiała jednak komuś to wyjawić. Pod przykrywką podróży na ulicę Pokątną po ostatnie najpotrzebniejsze rzeczy do szkoły, w czasie, gdy pani Weasley zajmowała się ogrodem, a Ron słodko drzemał w swoim pokoju, Hermiona wsypała proszek Fiuu do kominka, poczekała, aż pojawią się zielone płomienie i krzyknęła:
- Rezydencja Lupina!
Zniknęła w ogniu.
oOoOoOo
Rezydencja Lupina
Na drugim końcu sieci Fiuu Hermiona wyszła z kominka kaszląc i otrzepując się z sadzy.
- Remus? Tonks? – zawołała wiedząc, że od momentu ich ślubu niecały miesiąc wcześniej nie przystawało jej ot tak ich nachodzić.
- Co jest, 'Mione? – spytała Tonks, kiedy wkroczyła do pokoju od strony sąsiadującej z nim niewielkiej kuchni.
Hermiona wzdrygnęła się na przezwisko wymyślone przez Rona. Nienawidziła go i od samego początku głośno dawała o tym znać. Jedyną osobą, której pozwalała na to odstępstwo od jej prawdziwego imienia był Graupek… bo niby w jaki sposób miała dyskutować z półolbrzymem? Pomimo kłótni z każdym, kto usiłował nazwać ją inaczej, niż „Hermiona", nikt nie wydawał się odpuścić – jej przyjaciele byli albo zbyt wielkimi ignorantami, by się posłuchać, albo po prostu zbyt leniwi, by wymawiać trójsylabowe imię.
Różowe włosy Tonks lśniły nawet w cieniach lekko podświetlonego pokoju, który był utrzymywany w ciemności przez zasłony skutecznie nieprzepuszczające promieni wschodzącego słońca.
- Przepraszam – wymamrotała Nimfadora, a następnie odsłoniła okno. – Zeszłej nocy była pełnia, Lupin od czasu do czasu miewa bóle głowy – wytłumaczyła z czułym uśmiechem.
- Miło jest widzieć, że ktoś o niego dba – Hermiona uśmiechnęła się do młodej auror. Pomimo chwilowego braku wiary w jej wcześniejszego nauczyciela w czasie incydentu we Wrzeszczącej Chacie kilka lat temu, brązowowłosa zawsze martwiła się o jego dobro. Dziewczyna tłumaczyła sobie, że ma to związek z jej empatyczną naturą względem wszystkich pomiatanych przez zwolenników supremacji czystej krwi osób. Urodzeni w mugolskich rodzinach, wilkołaki, skrzaty, gobliny, olbrzymy i centaury… wszyscy rzekomo niegodni magii.
- Mogłabym przyjść i znowu pomóc… - zaczęła Hermiona.
- To nie problem – napierała Tonks. – W końcu nauczę się, jak sama sobie z nim radzić. Bardzo ci jestem wdzięczna za pomoc miesiąc temu – dodała ze smutnym uśmiechem.
- Czy jest z nim już okej? – cicho spytała czarownica.
- O wiele lepiej, dzięki wypełnionej po brzegi gablocie z miksturami – przytaknęła Nimfadora. – Poza tym dodałam trochę Eliksiru Słodkiego Snu do jego wczorajszego śniadania, zmuszając go tym samym do odpoczynku.
- Jesteś pewna, że należysz do Puchonów? Zabrzmiałaś niczym prawdziwy Ślizgon – zachichotała Hermiona. – Jesteś dobrą żoną, Tonks. Cieszę się, że ciebie ma.
- Ta wielka bestia jest skazana na mnie tak samo jak ja na nią – Tonks wyszczerzyła się.
- A czy to nie była czasem twoja przysięga małżeńska? – zawołał z korytarza zmęczony głos, a następnie ich oczom ukazał się rozczochrany Remus Lupin, który ze słodkim uśmiechem podszedł do swojej żony i pocałował ją w policzek.
Hermiona szeroko się uśmiechnęła.
- Dzień dobry, Remus!
Jej głos przykuł uwagę wilkołaka, a jego oczy zabłysły. Wziął głęboki wdech, mocno uścisnął Tonks i delikatnie uśmiechnął się do przybyłej czarownicy.
- Hermiona, świetnie dziś wyglądasz.
- Ty również – wskazała na parę. – Małżeństwo dobrze ci służy, Remus.
- Jasne, że tak – skinął głową, a na jego policzkach pojawił się delikatny rumieniec, co było pięknym widokiem w porównaniu do bladego odcienia jego skóry, które zawsze pojawiało się w tygodniu pełni.
- To dlatego, że ma taką młodą żonę – Nimfadora zaczęła droczyć się ze swoim mężem, który tylko lekko wzdrygnął się na myśl o różnicy wieku między nimi.
Na twarzy Hermiony pojawił się uśmieszek.
- „Młodość zmarnowana jest na młodych".
- Oscar Wilde – Remus powiedział z uśmiechem.
- Mugol.
Zaśmiał się.
- Czarodziej.
- Naprawdę?
- Kto? – Tonks uniosła brew, skonfundowana szerokim uśmiechem Hermiony. – Przyrzekam, że nigdy nie mam pojęcia, o czym rozmawiacie. Moglibyście równie dobrze gadać po chińsku, tyle samo bym zrozumiała – słodko się zaśmiała, po czym zajęła miejsce na ogromnym pluszowym fotelu. – Co cię do nas sprowadza, 'Mione?
- Prawdę mówiąc… - uśmiech dziewczyny zbladł. – Potrzebuję twojej pomocy w związku ze sprawą wielkiej wagi – powiedziała, uważnie dobierając słowa i kładąc na nie odpowiedni nacisk. Podczas gdy Tonks zdawała się być nieświadoma, szczęka Remusa lekko się zacisnęła, a jego brwi delikatnie uniosły.
- Czy to dotyczy Harry'ego? – spytała auror, oczywiście myśląc, że zmartwienia Hermiony dotyczą jej najlepszego przyjaciela. W końcu jego temat ostatnio był w kółko poruszany podczas spotkań Zakonu.
- W pewnym sensie tak, ale nie bezpośrednio – usiłowała wytłumaczyć. – Potrzebuję… najpierw musicie mi zaufać – błagała ich oboje. – I wtedy będę potrzebowała waszej asysty w czymś niebezpiecznym i… prawdopodobnie nielegalnym – słowa wymawiała miękko, tak jakby czekała, aż ktoś z gospodarzy wepchnie ją z powrotem w sieć Fiuu.
Kiedy ani Tonks, ani Remus się nie poruszyli, Hermiona kontynuowała:
- Muszę dostać się do Ministerstwa Magii.
- Znowu? – na twarzy Remusa pojawił się grymas.
- Nie marszcz się, bo ci tak zostanie – na to grymas tylko się pogłębił. – Nie, nie tak jak ostatnio. Są inne zabezpieczenia i dlatego potrzebuję aurora – wskazała głową na Tonks. – Zdaję sobie sprawę, że minister Scrimgeour składa jutro rano wspaniałą deklarację.
- Taa – skinęła Tonks. – Jakaś wielka prasowa konferencja po to, by przypomnieć całemu światu, że Ministerstwo wie, co robi – przewróciła oczami, które w tym samym momencie zmieniły kolor z ciemnobrązowego na jasnoniebieski. – Więc chcesz się tam znaleźć?
- Nie – Hermiona potrząsnęła głową. – Chcę się dostać za drzwi i wtedy – zwróciła się do Remusa – chcę, byś udał się ze mną do Departamentu Tajemnic.
- Jesteś poważna?
- Interesujący dobór słów – ostrożnie powiedziała młoda czarownica. – I tak, naprawdę chcę tam pójść. Jest to bardzo ważne. Odkryłam coś i muszę to przetestować. Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze będzie taka okazja. Wiem, że Zakon wierzy, że Ministerstwo już niedługo zostanie zinfiltrowane, jeżeli już nie zostało… ale obecnie jest na tyle wielki zamęt, że mam szansę zrobić to niezauważona. Jeśli Voldemort naprawdę przejmie rząd, to już nigdy tego nie zrealizuję. To, co potrzebuję może zostać zniszczone i nie mam najmniejszego zamiaru na to pozwolić.
Tonks aż za bardzo chciała pomóc, co było zadziwiające biorąc pod uwagę fakt, że nie miała zielonego pojęcia, co planowała Granger.
- No dobrze – Remus w końcu skinął głową. – Ufam ci.
- Dziękuję – Hermiona westchnęła z ulgą i się uśmiechnęła. – Mam już przy sobie wszystko, co potrzebuję. Możemy spotkać się tutaj jutro rano, załóżmy o szóstej? – zapytała.
- Jasna sprawa – zgodził się Lupin.
- Jesteś pewien? Czy może potrzebujesz więcej czasu, aby wydobrzeć? – spytała zmartwiona dziewczyna.
- Będzie dobrze, Hermiona. Dziękuję – ciepło się do niej uśmiechnął. – Szósta?
- Jak dla mnie idealnie – Tonks ucieszyła się. – Wielka przemowa zaplanowana jest na siódmą. To da nam wystarczająco dużo czasu, by się przygotować, teleportować do Ministerstwa i przemycić cię w czasie tego całego zamieszania. Najcięższe zabezpieczenia będą tylko w głównym przedsionku, gdzie będzie znajdował się Minister. Mogę zabrać cię przez przejście dla aurorów na tyłach. Mamy prywatną windę, która zaprowadzi nas na dowolne piętro. Jak długo powinno ci zająć to, co planujesz?
- Nie jestem pewna – brązowowłosa skrzywiła się. – Wiesz może, czy Departament Tajemnic obecnie działa?
- Może tak być – Tonks wzruszyła ramionami. – Wkładają dużo sił w to, by naprawić szkody, które wyrządziliście zeszłego lata – słowa te zabarwione były radością oraz uznaniem, tak jakby Nimfadora była pod wrażeniem destrukcji spowodowanej walką ze Śmierciożercami. – Oczywiście sama rzuciłam kilka przyzwoitych zaklęć – ponownie wzruszyła ramionami, nie chcąc zapomnieć o własnym udziale w bitwie, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że pod koniec straciła przytomność.
- A czy będzie ktoś tam jutro?
- Raczej nie. Całe to cholerne miejsce będzie ustawione pod Ministra.
- Jasna sprawa – Hermiona włożyła dłoń do swojej portmonetki, wyjmując z niej małego Galeona. Wręczyła go Tonks. – Proszę.
Na twarzy kobiety pojawił się uśmieszek.
- Spóźniony prezent ślubny?
- Komunikacja – wytłumaczyła dziewczyna. – Stworzyłam je, kiedy Umbridge przejęła władzę nad Hogwartem. Grupa obrony, którą stworzył Harry potrzebowała sposobu na porozumiewanie się tak, by wiedzieć gdzie i kiedy się spotkać. Galeony zaklęłam tak, by w momencie przesłania wiadomości stały się gorące i w ten sposób można by je było odczytać. Kiedy Remus i ja skończymy naszą misję, dam ci cynk tak, byś wiedziała, że jesteśmy gotowi do wyjścia.
- Niecne – auror wyszczerzyła się, kiedy Ramus wyrwał z jej dłoni przedmiot.
- Mówisz, że stworzyłaś to parę lat wstecz? – spytał Lupin, z ciekawością przyglądając się monecie, mimo że wcześniej już ją widział.
- Tak – Hermiona uśmiechnęła się. – Pomysł sam w sobie zaczerpnęłam od Śmierciożerców – powiedziała śmiejąc się. – Mroczny Znak – wskazała na skórę jej ręki, a Remus przytaknął ze zrozumieniem, szybko chowając w sobie nostalgię, która przez chwilę widoczna była w jego spojrzeniu.
Uśmiechnął się.
- To nadzwyczajne, Hermiona.
- Okej – kontynuowała Tonks. – Więc podgrzejesz monetę, a wtedy ja przyjdę i was zgarnę. Jeśli zmieścicie się w czasie, prawdopodobnie wymkniemy się razem z mediami. Mogłabym rzucić na was zaklęcie transfiguracji tak, by trochę zmienić wasz wygląd i w ten sposób uczynić mniej zauważalnymi – zaoferowała.
- Nie – Hermiona potrząsnęła głową. – Choć być może zajdzie konieczność minimalnej transfiguracji mojego wyglądu – wzruszyła ramionami. – Ale jeśli mi się uda, będziemy musieli od razu udać się do prywatnego wyjścia i prędko się teleportować. Najlepiej tutaj, jeśli nie macie nic przeciwko – rzekła, wskazując na ich dom. – Zasugerowałabym Grimmauld Place, ale… - westchnęła.
- Ale nie wiemy, czy Severus nie poinformował Śmierciożerców o istnieniu tego miejsca – Remus skończył myśl. – Rozumiem.
- Dobrze – Granger powiedziała na wydechu. – Tak więc spotykamy się tutaj jutro o szóstej i jeszcze raz powtórzymy plan?
- Idealnie – Tonks szybko wstała i przytuliła Hermionę. – Nie mogę się doczekać. Uwielbiam niespodzianki – powiedziała z szerokim uśmiechem. – Kiedyś mi powiesz, co planujesz, dobrze? – spytała z ciekawością małego dziecka.
Brązowowłosa nerwowo się uśmiechnęła.
- Jeśli to zadziała, nie będzie takiej konieczności.
- Działaj więc – Remus wskazał na sieć Fiuu. – Nie wyobrażam sobie, że podzieliłaś się z kimś innym swoimi planami, co zapewne oznacza, że okłamałaś Molly w związku z miejscem twojego pobytu – w jego oczach przez moment można było ujrzeć psotne iskierki, a Tonks i Hermiona lekko się uśmiechnęły, aczkolwiek ta druga bardziej ze wstydu na myśl, że okłamała panią Weasley. – Lepiej wracaj, zanim się zorientuje. Tonks wyśle potem sowę z prośbą o pomoc przy czymś jutrzejszego poranka… coś w związku ze ślubem Billa oraz Fleur. Sądzę, że wtedy Molly z łatwością cię wypuści.
- Chyba tylko to mogłoby ją przekonać. Gdybym była jednym z jej dzieci, nie wypuściłaby mnie nawet na ganek, chyba że tylko po to, by go pozamiatać – Hermiona zaśmiała się. – Tak bardzo wam dziękuję – jeszcze raz uścisnęła Nimfadorę, a następnie przeszła do Remusa, który na początku wahał się, by przyjacielsko się odwzajemnić, a gdy to w końcu zrobił, musiał wstrzymać oddech.
- Okej, bezpiecznej podróży, Hermiona. Remus, przyłaź tu i zjedz to cholerne śniadanie – Tonks zganiła męża. – Jesteś za bardzo kościsty. Lubię wilki z odrobiną mięsa na sobie – mrugnęła do niego, a on się zarumienił. Granger zaśmiała się, gdy mężczyzna posłał jej przepraszające za żonę spojrzenie.
Czarownica weszła do kominka, zaczęła sięgać po proszek, gdy nagle jej torebka wysunęła się z kieszeni i spadła na ziemię.
- Ups – wymamrotała i pochyliła się, żeby ją podnieść. Biorąc pod uwagę fakt, co w się w niej znajdowało, dziewczyna od razu pomyślała o rzuceniu zaklęcia, które zapobiegłoby ewentualnemu jej zgubieniu. Wtem usłyszała rozmowę znajdujących się w kuchni Remusa oraz Tonks. Mimo że nie należała do osób, które lubią podsłuchiwać – a zwłaszcza przyjaciół – nie mogła nic poradzić, tylko usłyszeć swoje imię. Zdesperowana, by dowiedzieć się, czy byli szczerzy w chęci pomocy, Hermiona zaczęła słuchać.
- Przepraszam za to – Remus wymamrotał. – Czasami Hermiona potrafi…
- Nie musisz nic mówić – Tonks nacisnęła. – Przeszliśmy już przez to. Od momentu, w którym poznałam prawdę. Nie powinieneś czuć wstydu, to nic, o co powinnam się martwić – dziewczyna mogła usłyszeć uśmiech w jej głosie.
- Jesteś pewna? – spytał Lupin.
- Tak bardzo, jak faktu, że jestem twoją partnerką – stanowczo powiedziała młoda auror. – Sądzisz, że chce się tam udać po…
- Możliwe – westchnął Remus. – Jednakże wątpię, że jej powody są identyczne z moimi.
- Ale jesteś pewien, że to już blisko? – spytała Tonks.
- Blisko – wilkołak wydawał się nieswój. – Jeśli przeżyjemy tą wojnę. Tak przypuszczam. Tylko czas nam to powie.
- Za bardzo się martwisz.
- Wiesz, że cię kocham, prawda? – spytał mężczyzna z lekką gorliwością.
- Wiem – odparła jego żona. – Jest w porządku, skarbie. Są rzeczy, nad którymi nie mamy władzy i to jest z pewnością jedna z nich. Nie planowałeś tego. Nic nie możemy poradzić na nasze uczucia.
- Ale wiesz, że cię kocham, tak? – znowu zapytał.
- Tak, Remus. Kochasz mnie, nigdy mnie nie opuścisz, jestem twoją partnerką. Jasne jak słońce – Tonks zaśmiała się, a Hermiona z łatwością mogła stwierdzić, że konwersacja ta nie odbyła się po raz pierwszy. Nagle poczuła się tak, jakby była intruzem, weszła więc do Fiuu, sypnęła proszkiem i wyszeptała „Nora" przed zniknięciem.
- Dalej tu była – Remus poinformował Tonks. – Prawdopodobnie słyszała każde nasze słowo.
- Ty i twój psi słuch – kobieta z czułością się uśmiechnęła, przeczesując jego ucho. – Zawsze lubiła szpiegować? – cicho się zaśmiała.
- Nie masz pojęcia, do czego jest zdolna ta dziewczyna – Remus jej zawtórował. – I, w tym momencie, ona także o tym nie wie.
Od tłumaczki: I jak, podobał się pierwszy rozdział? Jak zwykle zapraszam do komentowania :)
