Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do ShayaLonnie. Prawa do uniwersum, bohaterów należą do J. K. Rowling.
Od tłumaczki: Aż nie wiem, co napisać… jesteście niesamowici! Czytając Wasze komentarze miałam uśmiech od ucha do ucha - od razu nauka do egzaminów stała się milsza :)
Ashley – hmmm, nie chcę za wiele zdradzać, ale mogę powiedzieć, że Hermiona, w dużej mierze (i dopiero za jakiś czas), nie będzie przypominać tej z oryginału :D
Reiko – walczę, ostro walczę! A jakie będą rezultaty? Zobaczymy. Miło, że trzymasz kciuki!
Urszulanka, Senea – wiem, że daleko mi do bezbłędnego pisania, ale czytając Wasze komentarze zrobiło mi się bardzo, bardzo miło. W miarę możliwości staram się nie powtarzać pisarskich błędów :D
Philie – Twoja oferta bardzo mnie zachęciła do pracy, haha!
Zapraszam na kolejny rozdział!
Dług Czasu
Część Pierwsza – Dług Życia
Rozdział Drugi: Invocato Vita Debitum
„. . . wake me up inside, wake me up inside
call my name and save me from the dark
bid my blood to run before I come undone
save me from nothing I've become. . ."
(Evanescence – Bring Me To Life)
22. lipca 1997
Nora – Rezydencja Weasleyów
- Mówiłam ci, że to niespodzianka – Hermiona promiennie się uśmiechnęła. – Tylko pozwól mi to zrobić, dobrze? – uśmiech jej zrzedł, gdy w salonie stanęła oko w oko z Ronem. – Tonks i Remus niedawno się pobrali, w związku z czym dziewczyna ma mnóstwo pomysłów na prezent ślubny dla Fleur. Dlatego poprosiłam ją o pomoc – skłamała z łatwością, mimo że w środku ją skręciło.
- Po prostu nie rozumiem, dlaczego nie może tu przyjść – zajęczał Ron. – To wszystko, co się teraz wyrabia… - westchnął z widoczną frustracją. – Cholera, mama nienawidzi nawet faktu, że tata dzień w dzień wychodzi rano do pracy. Świat nie jest już bezpieczny, 'Mione.
Hermiona przewróciła oczami.
- Tak, ale przecież będę z auror…
- Która przewraca się o swoje własne stopy – przerwał jej przyjaciel.
- Dodatkowo będzie towarzyszył nam Remus. Będę całkowicie bezpieczna – czarownica nacisnęła. – Poza tym, skoro mówimy już o bezpieczeństwie – zmierzyła chłopaka wzrokiem – powinieneś skorzystać z okazji i poinformować swoją mamę o naszych planach na ten rok. – Ron przewrócił oczami. – Nawet nie waż się czekać do ostatniej chwili, Ronaldzie Weasley – szturchnęła go palcem, a na jego twarzy pojawił się grymas. – Nie będziesz poświęcał mnie i Harry'ego dla własnego dobra.
Rudowłosy uniósł brew, na co Hermiona westchnęła.
- Chodzi mi o to, że nie zwalisz tego zadania na mnie i Harry'ego tylko dlatego, że boisz się własnej matki. Zrób to sam. Zobaczymy się, kiedy wrócę – zaczęła iść w stronę kominka. – Nie mam pojęcia, ile mi to zajmie – może kilka godzin – ale, na wszelki wypadek, powiedz swojej mamie, aby nie zostawiała dla mnie jedzenia. Być może przekonam Tonks na jakiś babski wypad.
- Przecież nigdy za tym nie przepadałaś.
- I dalej tak jest. Nienawidzę wypadów na przykład w wersji Lavender czy Parvati, ale co innego dotyczy Ginny oraz Tonks. To jest diametralna różnica – Hermiona zadrwiła niczym Malfoy. – Mniej chichotania i pisków – wytłumaczyła. – Przestań przedłużać i idź porozmawiać z mamą. Napisz to nawet na kartce, jeśli nie potrafisz improwizować.
Pogoniła chłopaka, a następnie weszła do kominka, sypnęła proszkiem Fiuu i zawołała:
- Rezydencja Lupina!
oOoOoOo
Ministerstwo Magii
Niecałą godzinę później Hermiona i Remus, prowadzeni przez Tonks ubraną w aurorską szatę, zbliżali się do tylnego wyjścia Ministerstwa Magii. Wilkołak, jako że dość często pojawiał się w Ministerstwie celem rozmów z różnymi osobistościami, złożenia aplikacji o pracę czy zwykłego spotkania się z żoną, nie musiał zostać poddany zaklęciu transfiguracji. Hermiona zaś była za bardzo rozpoznawalna, więc przed teleportacją Tonks transfigurowała jej włosy na czarne, proste i na końcu dodała dziewczynie jakiś dziesięciu lat. Po założeniu okularów i sekretarskich szat czarownicę mógłby rozpoznać co najwyżej Harry albo Ron.
Nimfadora przycisnęła czubek swojej różdżki do zdezelowanych drzwi. Chwilę później ich oczom ukazała się winda, która wyglądała identycznie do tej, którą niegdyś, w czasie pierwszej wizyty w Ministerstwie, poruszała się młoda Granger. Drzwi za nimi zamknęły się i nastała ciemność. Tonks wyciągnęła dłoń w stronę delikatnie podświetlonego przycisku, a następnie uderzyła go, uzyskując dostęp do nieco jaśniejszego panelu. Wcisnęła numer dziewięć. Winda w mgnieniu oka zaczęła się poruszać. Hermiona sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła niewielki Galeon.
- Masz swój, prawda? – zagadnęła towarzyszkę.
- Jasne! – Tonks uśmiechnęła się, ukazując monetę. – Będę ją na wszelki wypadek sprawdzać od czasu do czasu. Nie zostałam przydzielona do siedzenia na samym przodzie sali konferencyjnej, tak więc nikt mnie nie zauważy – przyrzekła. – W rzeczy samej… - lekko się skoncentrowała do momentu, w którym jej zwykle jasnoróżowe włosy przybrały piaskowy odcień loków Remusa.
- Uroczo – Lupin przewrócił oczami.
- Aww, wiesz, że jesteś piękny, skarbie – Nimfadora wyszczerzyła się i zaczęła czochrać go po głowie, a Hermiona ledwo powstrzymała się od śmiechu, kiedy nadąsany wilkołak skrzyżował ramiona na klatce piersiowej.
- Departament Tajemnic – powiedział automat i w tym samym momencie wina otworzyła się.
- No tak – powiedziała lekko trzęsącym się głosem Hermiona. Wypuściła powietrze. – Pora na nas – powoli wystąpiła z windy, podczas gdy Remus szybko pocałował żonę na do widzenia.
- Widzimy się wkrótce – metamorfomag uśmiechnęła się. – Uważajcie na siebie! – dodała, zanim drzwi zamknęły się i pojechała na – jak domyślała się brązowowłosa - konferencję prasową.
Dziewczyna obróciła się i rozejrzała dookoła. Jej oddech przyspieszył.
- Nie spiesz się – wilkołak, w geście uspokojenia, położył dłoń na jej ramieniu.
- Dziękuję – wyszeptała i zaczęła poruszać się wzdłuż korytarza z Lupinem na jej ogonie. Szli w absolutnej ciszy do momentu, w którym znaleźli się przy ogromnych czarnych drzwiach. Hermiona zamknęła oczy, biorąc gwałtowny wdech i położyła dłoń na klamce. Drzwi od razu się otworzyły.
- Poważnie? – zamrugała. – Nawet nie są zamknięte na klucz. Co oni sobie myślą? Pięcioro nastolatków włamało się tu niecałe półtora roku temu, a oni nawet nie przejmują się…
Remus postanowił się wtrącić. Na jego twarzy widniał uśmieszek.
- Hermiona? Darowanemu hipogryfowi nie zagląda się do dzioba – mówiąc to wyjął jednak różdżkę – równie niepewny i przygotowany na atak.
- Masz rację… - zgodziła się. – Ale i tak pewnie wyślę im niebawem anonimową sowę – wymamrotała pod nosem i uśmiechnęła się, kiedy usłyszała za sobą chichot.
Gdy znaleźli się w ogromnej sali, Hermiona machnęła różdżką i nagle otaczająca ich ciemność została rozjaśniona przez światło świeczek. Ich oczom ukazał się rząd drzwi.
- Dobra. Zamknij drzwi – poinstruowała i czekała, aż Remus wykona polecenie. W chwili zatrzaśnięcia się wrót czarownica obróciła się i powiedziała „Flagrate!", co zaskutkowało naznaczeniem odpowiedniego wejścia przez ognisty krzyż.
Pomieszczenie gwałtownie zaczęło się obracać. Czarownica złapała równowagę tylko i wyłącznie dzięki ramieniu Remusa. Gdy się zatrzymali, brązowowłosa skupiła uwagę na oznaczonym wejściu.
- Znak niedługo zniknie – wymamrotała.
- A co powiesz na mały dodatek? – Lupin skierował swoją różdżkę na płomienie i wyszeptał „Immobulus!". Ogień, który oznaczał drzwi, utrwalił się. Na twarzy mężczyzny pojawił się uśmieszek. Hermiona uśmiechnęła się.
- Jak mogłam na to nie wpaść? – zapytała go, nagle sfrustrowana. – Zaklęcie to znajduje się w Standardowej Księdze Zaklęć Drugiego Poziomu, na świętego Godryka. Używałam go od dwunastego roku życia!
- Jesteś czasami zbyt bystra – wilkołak zaśmiał się. – Za dużo myślisz. Pamiętaj jednak, że to jedno z wielu drobnych zaklęć, które utrzymywało cię przy życiu w czasie wędrówek z Harrym po zamku.
- Proszę cię – przewróciła oczami. – Bardziej było to gonienie za Harrym. Ten chłopak nic nie może poradzić, tylko co chwilę pakować się w tarapaty.
- Tym lepiej, że to ty zawsze go pilnujesz – odparł jej towarzysz. – Lepiej dla wszystkich – dodał szeptem. - Które to drzwi? – zapytał. – Nie mogę sobie przypomnieć. Kiedy przybyliśmy, by was uratować, wszystko pogrążone było w chaosie – otwarte drzwi, spanikowani, rozbiegani ludzie…
- Nie potrafię konkretnie ci odpowiedzieć. Zgaduję, że będziemy po prostu musieli ostrożnie się rozejrzeć – lekko westchnęła i podeszła do jednego z wejść. Po otwarciu ich zajrzała do środka, ale postanowiła nie wchodzić. Kto wie, jakie czekały tam niebezpieczeństwa? Mrugnęła kilka razy, ale w pomieszczeniu w dalszym ciągu panowała ciemność. – Huh? – wymamrotała. – Co ci to przypomina?
Remus najpierw rzucił okiem, a następnie użył zaklęcia Lumos, które nie wywołało żadnego efektu. W oddali jednak, nad nimi, ujrzał migoczące światełka.
- Niebo… tak przypuszczam – zasugerował.
- Sala Planet – dziewczyna skinęła głową i zamknęła drzwi. – Nie wchodzimy tu. Nie chcemy stawić czoła ich mgle – wytłumaczyła. – Harry natknął się na coś podobnego w czasie Turnieju Trójmagicznego. Ron, Ginny i Luna dali się temu ostatnio złapać – powiedziała, ponownie oznaczając drzwi ogromnym płomiennym kręgiem, który tym razem utrwaliła zaklęciem użytym poprzednio przez Remusa.
Lupin podszedł do kolejnych wrót i zajrzał do środka. Jego źrenice rozszerzyły się.
- Wow – rzekła Hermiona, kiedy tam weszła. – Bądź ostrożny. Byłam świadkiem, do czego zdolne są te zmieniacze czasu.
- Nawet nie masz pojęcia… - wyszeptał wilkołak, w między czasie przyglądając się każdemu detalowi.
Dziewczynę ogarnęła nagła nostalgia.
- Nie mogę uwierzyć, że zdołali je poskładać.
- Zniszczyłaś je? – na twarzy jej towarzysza pojawił się uśmieszek. – Dlaczego nie jestem zdziwiony? – zaśmiał się po cichu, zanim zwrócił uwagę na znajomy mu przedmiot. Srebrny zmieniacz czasu z zamkniętym w wyrafinowanie skonstruowanej klepsydrze niebieskim piaskiem, który przypominał dzięki dołączonemu do niego łańcuszka wisiorek. Remus wyciągnął dłoń i dotknął go z szacunkiem i lekkim strachem. Na dnie zmieniacza dostrzegł wygrawerowaną runę. Dobrze znał jej tłumaczenie. Przeznaczenie. Uśmiechnął się.
- Śmierciożercy – wytłumaczyła znajdująca się po drugiej stronie Hermiona, a echo jej głosu rozniosło się po całym pomieszczeniu. Przyglądała się właśnie jednej ze stojących na półce klepsydr. – Nic nie zniszczyłam – fuknęła, lekko urażona. – Dobrze wiem, że nie należy kombinować ze zmieniaczami czasu. Ty też o tym wiesz – stanowczo powiedziała.
- Co? – Remus podskoczył i rozejrzał się, patrząc na dziewczynę tak, jakby właśnie został przyłapany na gorącym uczynku. – A niby skąd?
- Ponieważ używałam zmieniacza czasu podczas trzeciego roku. Wspominałam już o tym. Wyrwaliśmy Syriusza ze szpon Dementorów – uniosła brew.
- Och – Lupin przytaknął. – Oczywiście – potrząsnął głową. – Przepraszam, zamyśliłem się.
Czarownica uśmiechnęła się i skierowała w stronę wyjścia.
- Za bardzo zwlekamy.
- Wychodzimy? – Remus zmarszczył brwi, skonfundowany.
- Tak. Nie potrzebuję Pokoju Czasu – szybko wytłumaczyła, po czym wyszła.
Blondyn zawahał się, rozglądając się dookoła. Ale jeśli nie zamierzała przyjść po… Ponownie rzucił wzrokiem na oznaczony runą zmieniacz czasu. Niechętny, by położyć swój los w rękach przeznaczenia, pospiesznie zgarnął przedmiot i włożył go do kieszeni, a następnie dołączył do przyjaciółki. Po tym, jak zamknęły się za nim drzwi, Hermiona prędko je oznaczyła i podeszła do kolejnych.
- Hermiona, nie mów, że ty chcesz… - zaczął Remus. Jeden rzut okiem na jej twarz wystarczył, by się uciszył. Przekierował zatem swoją uwagę na wnętrze pokoju. Wziął głęboki wdech, a jego nozdrza się rozszerzyły.
Pomieszczenie było ogromne, lekko podświetlone, o kształcie prostokąta. W samym centrum znajdował się znajomy kamienny, podniszczony, niczym niepodparty łuk. Remus ledwo zdołał odwrócić od niego wzrok, jego spojrzenie było tak intensywne… nawet nie zauważył, jak Hermiona wchodzi do środka.
- Hermiona! – zawołał za nią spanikowany blondyn. – Co ty sobie myślisz?
- To dlatego tu przyszłam – odwróciła się i spojrzała na czarodzieja. Ukłuło ją lekkie poczucie winy. – Poprosiłam, abyś mi zaufał – ostrożnie zaczęła tłumaczyć. – Czy dalej tak jest?
- Ja… - słowa boleśnie utkwiły mu w gardle. – Hermiona, proszę, nie podchodź do tej rzeczy. Nie mogę… - przez moment na jego twarzy można było dostrzec ból. Czarownica lekko się zawahała.
- Jeśli nie chcesz podejść, to pilnuj drzwi – nacisnęła.
Lupin stanął, zszokowany, podczas gdy dziewczyna kontynuowała to, co zaczęła, przybliżając się do łuku o wiele szybciej, niż tego by chciał – biorąc pod uwagę fakt, że najlepiej dla niego byłoby, gdyby w ogóle zaprzestała podjętych działań. Ostatnim razem nie miał zbyt wiele czasu, by mu się przyjrzeć, teraz zaś po prostu chciał się stąd wynieść. Łuk wyglądał na zwykłą, prostą konstrukcję, za to rzecz za nim… To był paskudny pomysł. Remus cały czas wierzył, że czarownica przyszła tu po zmieniacz czasu. Ba, był tego absolutnie pewien. Więc dlaczego czarownica przyprowadziła go do tego okropnego pokoju śmierci i niedoli?
- Przepraszam, że nie powiedziałam ci wszystkiego, ale tak czy inaczej – z tobą czy bez – zamierzałam tu przyjść – wytłumaczyła, kiedy położyła różdżkę obok i uklękła przed olbrzymim łukiem. Następnie wyciągnęła z szat niewielką, znajomą torebkę i włożyła do niej rękę po łokieć.
Wilkołak nie poddawał się.
- Hermiono, nie wiem, co chcesz tutaj osiągnąć, ale… błagam cię, abyś nie podchodziła do tej rzeczy. Proszę – jego serce stanęło na myśl o najgorszym możliwym scenariuszu.
- Mogę cię zapewnić, że przez niego nie przejdę – obiecała, cały czas grzebiąc w swojej torbie. Po chwili wyciągnęła coś, co wyglądało na zaplamioną koszulkę z krótkim rękawkiem, a następnie małą czarną paczuszkę, którą Remus rozpoznał jako czarodziejski odpowiednik apteczki pierwszej pomocy, która to najczęściej zawierała cały zestaw różnorakich mikstur.
Hermiona drżącą ręką ponownie chwyciła swoją różdżkę i stawiła czoła łukowi.
- Hermiona… - Remus jęknął i lekko się do niej przybliżył. Z przerażeniem bacznie się jej przyglądał, obserwował, jak bierze każdy wdech, upewniając się, że w każdej chwili może ją złapać. Nie miał szansy na uratowanie Syriusza. Znajdował się mile od miejsca morderstwa Jamesa oraz Lily. Nie przeżyłby, gdyby teraz był świadkiem upadku młodej czarownicy.
- Naprawdę doceniam twoją troskę, Remusie, ale muszę się skoncentrować – w przeciwnym razie przyszliśmy tu na marne – nacisnęła z nutką irytacji w głosie. Wilkołak zamknął buzię i zaczął ciężko oddychać przez nos. Serce tłukło mu się w piersi jak oszalałe.
- Invocato Vita Debitum! – krzyknęła Hermiona, machając przed sobą różdżką tak, by stworzyć specyficzny wzór. Nad ziemią pojawił się złoty okrąg, który zaczął poruszać się razem z nią, a następnie w stronę łuku. – Aperi! – zawołała, a okrąg znalazł się tak blisko kamienia, że pochłonął go w świetle. Wtem rozwiana czarna zasłona stała się biała. Para przyjaciół wycofała się, oślepiona jej blaskiem.
Czarownica schyliła się i podniosła koszulkę. Remus dostrzegł, że była zaplamiona krwią. Jego oczy się rozszerzyły i głośno przełknął ślinę, nie chcąc poczuć, do kogo należała. Nie chciał wiedzieć. Dziewczyna nie powiedziała mu, dlaczego się tu znajdują, a on czuł przerażenie na samą myśl o możliwych odpowiedziach. Jakaś jego część nagle zaczęła się martwić, że znów stanie oko w oko ze swoim boginem.
- Przez krew – Hermiona wyszeptała i podpaliła trzymaną przez nią rzecz, a następnie lewitowała powstałe prochy tak, by przeszły przez zasłonę. – I poświęcenie – wyciągnęła dłoń, mrucząc pod nosem zaklęcie Dyffindo tak, by rozciąć skórę do krwi. Poczekała, aż nazbiera się wystarczająca jej ilość i także posłała ją za zasłonę. – Do ut es! – krzyknęła, a w pomieszczeniu zrobiło się jeszcze jaśniej.
- Przyszłam po spłatę! – powiedziała do światła, wyciągając przed siebie różdżkę. – Debitum Naturae! Domum filius Nigrum!
Źrenice Lupina rozszerzyły się, kiedy nagle oprzytomniał i wiedział już, co dziewczyna usiłowała zrobić. Równie zmartwiony, co zniecierpliwiony, wziął głęboki wdech. To nie było możliwe. Jak mogła znaleźć takie zaklęcie? Z trzęsącymi się dłońmi posunął się o krok do przodu. Chciał do niej sięgnąć. Światło otaczające zasłonę wydawało się wybuchnąć, a impet odrzucił ich oboje do tyłu. Zapanowała kompletna ciemność.
Remus kaszlnął, masując się po obitych żebrach.
- Hermiona… - wymamrotał, wyciągając do niej dłoń. – Hermiono, co ty sobie myślałaś?! – krzyknął.
- Syn z rodu Blacków – dziewczyna wyszeptała ostatnie słowa zaklęcia, tym razem w rodzimym języku. Kaszlnęła i sięgnęła po swoją różdżkę, która w międzyczasie wypadła jej z ręki.
Wilkołak zawarczał na nią.
- Wiem, co powiedziałaś!
- Accio różdżka! – Hermiona krzyknęła, całkowicie ignorując krzyki przyjaciela. – Lumos Maxima! – zabłysło jasne światło, które podświetliło całe pomieszczenie. Skupiła wzrok na łuku, który wyglądał identycznie, jak przedtem, z wyjątkiem leżącej tuż obok torebki, apteczki pierwszej pomocy i trzęsącej się, leżącej na kamiennym podeście postaci.
- Nie może być… - wyszeptał Lupin z trwogą.
- Syriusz! – krzyknęła dziewczyna i szybko podbiegła do mężczyzny, czule kładąc dłonie na jego plecach. Black wzdrygnął się. – Pomóż mi, Remus! Obróć go – poinstruowała, otworzyła apteczkę i wyciągnęła szereg mikstur.
Zszokowany, Remus zaczął mechanicznie, jakby nie do końca świadomie wykonywać polecenia. Padł na kolana. Jego dłonie trzęsły się, kiedy złapały mężczyznę za ramiona. Kiedy go obrócił, jego przerażonym oczom ukazała się twarz jego najlepszego przyjaciela. – On… on… - wymamrotał. – Merlinie… Hermiono, jak ty to zrobiłaś?
- Długi życia – odparła, otwierając jeden ze specyfików. – Otwórz mu usta. I rzuć Czar Ocieplenia – dodała, gdy w końcu pozbyła się zatyczki, odchyliła Syriuszowi głowę i podała mu zielony płyn.
Wilkołak od razu zareagował. Po cichu obserwował, jak ciało przyjaciela przestaje się trząść. Kiedy kończyny mężczyzny się odprężyły, z dłoni wypadła mu kasztanowa różdżka. Remus od razu ją schował.
- Długi życia? – w końcu zapytał, podczas gdy Hermiona podawała trzecią fiolkę.
- Uratowałam Syriusza, pamiętasz? – szybko odpowiedziała i kontynuowała gmeranie w apteczce. Swoją różdżkę przez cały ten czas trzymała w ustach. – Łap to – postanowiła przekazać ją Remusowi. – Miał zostać pocałowany przez Dementora. Już byli w drodze, ale udało mi się wyrwać go z celi. Zaciągnął u mnie dług życia.
- Hermiono, długi życia nie są w stanie sprowadzać ludzi z zaświatów! – krzyknął Lupin i od razu się skulił, kiedy zorientował się, jakiego użył tonu. – Przepraszam – spojrzał w bok. – Chyba jestem w szoku – schował twarz w dłoniach.
Podała mu fiolkę.
- Masz tu Eliksir Dodający Wigoru – wzruszyła ramionami. – Tego akurat mu nie podam – nerwowo się zaśmiała. Sięgnęła po Eliksir Uspokajający i także wlała go do ust Syriusza. – Nie, generalnie długi życia nie wskrzeszają ludzi.
- Więc jak…?
- Chyba że nie zginęli od Śmiertelnego Zaklęcia – dodała. – I jeśli użyjesz rytuału długu życia.
Remus po prostu się na nią gapił.
- Hermiono, to była Magia Krwi.
- Tak – skinęła głową, nie wchodząc w szczegóły.
- Skąd wzięłaś krew Syriusza? – zapytał, nagle zastanawiając się, jak długo dziewczyna planowała swoją misję.
- Nie użyłam jej. To znaczy nie bezpośrednio – wzdrygnęła się. – To koszulka Harry'ego. Malfoy złamał mu nos w czasie podróży pociągiem zeszłego roku i to właśnie tamtą koszulkę miał na sobie – wytłumaczyła. – Całe szczęście, że nigdy nie została wyprana – uśmiechnęła się. – Naprawdę nie wiedziałam, czy to zadziała – nerwowo zaśmiała się, nagle czując osłabienie po rzuconym wcześniej zaklęciu.
- Jaki był tego mechanizm?
- Harry jest synem Jamesa Pottera, mama Jamesa była…
- Dorea Black – Remus skończył za nią. – Merlinie – potrząsnął głową. – To złote światło – obrócił się i spojrzał na czarownicę. – Widziałem coś podobnego tylko podczas wiążących rytuałów, na przykład w czasie ślubu mojego i Tonks – dziewczyna przeniosła na niego swój dociekliwy wzrok – ten sam, kiedy pragnęła dowiedzieć się czegoś nowego.
- Taa – wymamrotała. – Nie rozmawiajmy o tym póki co – odebrała swoją różdżkę z rąk Remusa, po czym wycelowała ją w Syriusza. – Petrificus Totalus! – jego ciało zesztywniało. Zapięła apteczkę pierwszej pomocy, wsunęła z powrotem do torby, a następnie wyciągnęła z niej coś błyszczącego.
- Nie rozmawiajmy? – wilkołak ostrożnie zmierzył ją wzrokiem. – Hermiono, czy ty przez przypadek nie poślubiłaś Syriusza?!
- Nie bądź niedorzeczny – potrząsnęła głową. – To jest coś kompletnie innego, więc przestań gadać i mi pomóż – podała mu tkaninę.
- I ukradłaś Pelerynę Niewidkę Harry'ego – Remus skrzywił się, kiedy do głosu doszła jego migrena.
- Pożyczyłam – Hermiona poprawiła go. – Poza tym, nawet gdybym ją ukradła, to sądzisz, że mi wybaczy, prawda? – wskazała na Syriusza, a następnie go przykryła. – A teraz użyj na nim Zaklęcia Lewitacji, ponieważ mam ledwo sił, by iść, a musimy szybko się stąd wydostać – wyciągnęła z kieszeni zaczarowanego Galeona i wysłała szybką wiadomość do Tonks.
- Czy on… czy on naprawdę żyje? – blondyn spytał ją, nie chcąc zbyt szybko obudzić w sobie nadziei. – Hermiono, on jest moim najlepszym przyjacielem i on…
Czarownica delikatnie złapała go za dłoń. Uśmiechnęła się.
- Jest żywy tak samo jak my.
Zanim zdążyła postawić choć jeden krok w stronę wyjścia poczuła, jak wokół niej mocno oplatają się ramiona Remusa. Dziewczyna słodko się zaśmiała i odwzajemniła, podczas gdy on przycisnął twarz do podstawy jej szyi i wyszeptał parokrotnie „jesteś niesamowita", a następnie pocałował ją w skroń, policzek oraz czoło.
- Chodź, Remus. Będziemy mieć jeszcze mnóstwo czasu na świętowanie po tym, jak się stąd wydostaniemy.
Kilka minut później spotkali się z Tonks przed windą. Powoli wkroczyli do środka, cały czas lewitując niewidzialnego Syriusza.
- Udana wycieczka? – Nimfadora zadziornie się uśmiechnęła. – Coś mi przynieśliście?
- Można by tak to nazwać – wymruczał wilkołak, a następnie zdjął częściowo pelerynę tak, by ujawnić twarz Blacka.
- Co kurwa?! – Tonks krzyknęła, podskakując i wpadając prosto w nieprzygotowane na „atak" ramiona Hermiony. Obydwie dziewczyny przewróciły się i w tym samym czasie winda zaczęła się poruszać. Metamorfomag zmieniła lekko pozycję i ujrzała dolną część ciała Syriusza, która nie była przykryta peleryną.
Hermiona jęknęła.
- Mówiłaś, że lubisz niespodzianki – zdjęła okulary, kiedy czary Tonks straciły moc – jej proste czarne włosy ponownie stały się brązowe i kręcone.
- Cholera – wymamrotała auror i spojrzała w oczy swojego męża. – Czy to…
- Tak.
- I on…?
- Mhm.
- A ona…? – wskazała palcem na Hermionę.
Skinął głową.
- Zrobiła to.
- Cholera – powtórzyła Tonks.
Kilka poziomów wyżej czwórka naszych bohaterów opuściła windę i Ministerstwo Magii. Remus zajął się Syriuszem, podczas gdy Tonks chwyciła Hermionę i wszyscy teleportowali się do Rezydencji. Kiedy w końcu znaleźli się w bezpiecznym domu, młoda czarownica westchnęła z ulgą i opadła na ogromny pluszowy fotel blisko kanapy, na której znalazło się ciało Syriusza.
oOoOoOo
Rezydencja Lupina
- Finite! – Remus machnął różdżką i uwolnił przyjaciela od rzuconego przez Hermionę zaklęcia. Wilkołak zdjął Pelerynę Niewidkę i podał ją brązowowłosej, by ta spakowała ją i oddała później Harry'emu.
- Powinnam już iść – powiedziała dziewczyna. – Jeżeli nie wrócę do Nory, to za niedługo zaczną mnie szukać, a ostatnią rzeczą, jaką chcę, jest ich przybycie bez odpowiedniej szansy na wyjaśnienia. Przede wszystkim on musi najpierw wiedzieć, co jest grane – wskazała na Syriusza, a następnie uklękła tuż przy nim i z uczuciem zgarnęła włosy z jego twarzy. Nie miał już zapadniętych policzków jak wtedy, gdy spotkali się po raz pierwszy we Wrzeszczącej Chacie, a jego włosy nie były już matowe, sięgające do talii. To Syriusz, którego zdążyła poznać przez tych parę lat, który nie postarzał się ani o dzień od momentu wpadnięcia za zasłonę.
Wtem jego szare oczy otworzyły się i spojrzały na jej twarz. Hermiona wzięła głęboki, zszokowany wdech. Od razu pojawili się obok niej Remus oraz Tonks.
- Syriusz? – wyszeptała.
Mężczyzna wyglądał tak, jakby był czymś przestraszony. Słabo wyciągnął dłoń i w geście odwzajemnienia także delikatnie przejechał palcami po jej policzku, sięgając aż do podbródka. Czarownica dostrzegła łzy w jego oczach. Przez chwilę zapomniała o oddychaniu.
Trząsł się, kiedy otworzył usta i wyszeptał:
- Mia?
