Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do ShayaLonnie. Prawa do uniwersum, bohaterów należą do J. K. Rowling.


Od tłumaczki: Zapraszam na kolejny rozdział! Jak zwykle dziękuję za wejścia i miłe komentarze :)


Dług Czasu

Część Pierwsza – Dług Życia

Rozdział Trzeci: Radosny Jak Zawsze

. . . something always brings me back to you.
It never takes too long
No matter what I say or do
I'll still feel you here 'til the moment I'm gone. . ."
(Sara Bareilles – Gravity)


22. lipca 1997

Rezydencja Lupina

- Syriusz? – zmartwiona Hermiona z uczuciem dotknęła jego policzka. Patrzył się na nią w szoku, ciągle wyrzucając z siebie jedno słowo: Mia. – Syriusz, tu Hermiona. Wszystko będzie z tobą dobrze. Jesteśmy tu z Remusem oraz Tonks. Jesteś bezpieczny.

Szeroko otwarte, szare oczy Syriusza wpatrywały się w nią, jakby była jedynym, co się dla niego liczyło. Jego palce delikatnie, niczym skrzydła motyla, przeczesywały jej skórę – adorując, ale nigdy nie dotykając. W końcu przełknął z trudem i przeniósł wzrok na stojącego za nią Remusa. Pogrążony w żalu, wilkołak potrząsnął głową.

Nie.

Syriusz szybko wycofał dłoń i postarał się skupić uwagę na czymś innym. Spróbował się poruszyć, jednak pomysł ten spalił na panewce. Syknął, kiedy przez jego ciało przeszła fala bólu.

- Kurwa, czuję się tak, jakbym nie poruszał nogami od… - spojrzał na otaczającą go trójkę ludzi. – Co się stało?

- Powinieneś odpocząć, Syriuszu – poinstruowała Hermiona. – Remus wszystko ci wytłumaczy, gdy poczujesz się lepiej. Muszę wracać. Harry niedługo będzie w domu – powiedziała z uśmiechem, mając nadzieję, że imię jego chrześniaka pozwoli mu szybciej wrócić do rzeczywistości.

Jej słowa zdały się poruszyć czarodzieja. Zapytał:

- Czy z nim wszystko w porządku? Pamiętam… coś…

- Nie martw się tym. Skup się na zdrowieniu – nacisnęła brązowowłosa. – Na tę chwilę wiedz, że Harry jest cały i zdrowy – obiecała, a Syriusz w odpowiedzi skinął głową. W oczach dziewczyny zaczęły tworzyć się łzy po to, by za chwilę spłynąć po policzkach, a on wyglądał tak, jakby z całych sił powstrzymywał się przed jakimkolwiek działaniem.

Czarownica uśmiechnęła się i pochyliła do przodu, aby pocałować go w czoło.

- Muszę iść – szybko wstała i zwróciła się do Remusa. – Dziękuję – rzekła, lekko go przytulając i pospiesznie całując w policzek. Lupin mocno zamknął oczy, a następnie napotkał spojrzenie swojej żony, która obdarowała go smutnym uśmiechem.

- Dziękuję ci, Hermiono. Nawet nie potrafię wyrazić… - słowa ugrzęzły mu w gardle.

- Więc tego nie rób – uśmiechnęła się, w międzyczasie przytulając Tonks. – Tak bardzo wam dziękuję za pomoc.

Nimfadora wyszczerzyła się i odwzajemniła.

- Znasz mnie, zawsze mam ochotę na małą przygodę.

Hermiona zaśmiała się i podeszła do sieci Fiuu. Obejrzała się tylko jeden raz. Kiedy brązowe oczy napotkałe szare, wzięła niepewny wdech po to, by szybko skupić uwagę na Remusie oraz Tonks.

- Czy możecie zwołać spotkanie Zakonu? Jutro w nocy? Jeżeli będzie czuł się wystarczająco dobrze, zabierzcie go do Nory, a jeżeli nie… - zaczęła myśleć. – Wtedy po prostu wytłumaczę to najlepiej, jak tylko potrafię. Zakon musi o tym wiedzieć – sypnęła proszkiem do kominka i wykrzyknęła: - Nora!

- Co się, u licha, stało, Remusie?! – wykrzyczał Syriusz w momencie, w którym brązowowłosa zniknęła w płomieniach. Usiadł zdecydowanie zbyt szybko i zaczął zsuwać się z kanapy. Na ratunek pospieszyła mu Tonks. Na twarzy Blacka pojawił się grymas. Przyłożył dłoń do głowy.

Nimfadora ochrzaniła go:

- Powinieneś wypoczywać, kuzynie. Chcesz może odrobinę Eliksiru Słodkiego Snu?

- Mam ochotę na Ognistą Whisky – wymamrotał.

- O tym możesz póki co tylko pomarzyć – Remus stanowczo potrząsnął głową, a następnie wstał i podszedł do kominka. Tuż obok leżał pergamin, kałamarz, oraz komplet piór. Podczas gdy znajdujący się na kanapie Syriusz marudził coś pod nosem, wilkołak zapisał kilka krótkich wiadomości, szybko je złożył, a chwilę później udał się do okna, przy którym to w małej klatce znajdowała się mała, brązowa sowa. – Przekaż je członkom Zakonu – poinstruował zwierzę, a następnie poczęstował je ulubionym smakołykiem. – Najpierw poleć do Nory – ptak w mgnieniu oka poderwał się i rozpoczął lot. Wilkołak westchnął i z powrotem zwrócił się do odzyskanego przyjaciela.

- A kawa? Czy mam pozwolenie na kawę? Czy może trafiłem z powrotem do Azkabanu, gdzie dyktują każdy mój ruch? – spojrzenie Syriusza było twarde, a głos szorstki, kiedy znów zwrócił się do Lupinów.

- Jesteś radosny jak zawsze, złotko – Tonks wstała. – Pójdę zrobić herbatę – Black zmrużył oczy. – Nie, wypijesz herbatę. Hermiona nalegała, abyś wypoczął – słodko się uśmiechnęła, a następnie ścisnęła dłoń męża i pozostawiła chłopaków samych w pokoju.

- Co się stało, Remusie? – ponownie zapytał Syriusz, tym razem ciszej. Pospiesznie przeskanował pokój, zauważając, że znajduje się w starej chatce starszego Lupina – tam, gdzie dorastał jego przyjaciel. Mężczyzna nie przebywał tu od momentu powrotu Voldemorta, pomijając okres, w którym to uciekł z Azkabanu i na moment pojawił się tu na grzbiecie Hardodzioba po to, by uzyskać jak najwięcej bieżących informacji. Resztę bowiem czasu spędził na chodzie, ciągle uciekając.

- I oto jest pytanie, czyż nie? – Remus zaśmiał się, nie dosięgało to jednak do jego oczu.

Syriusz wpatrywał się w twarz jego najlepszego przyjaciela, zauważając nowe zmarszczki, kolejne blizny oraz niedużą ilość siwych włosów.

- Mia?

- Hermiona.

- Wydoroślała – potomek rodu Blacków odchrząknął.

Remus uniósł brew.

- W dalszym ciągu Hermiona.

- Cholera.

- Zgadzam się.

- Harry?

- Trochę cię ominęło.

- Ale wszystko z nim w porządku? Jest bezpieczny? Pamiętam walkę – Syriusz zmrużył oczy, próbując się skoncentrować, usiłując skupić na detalach, które zdawały złośliwie się mu wymykać. Odczuwał silne emocje – przede wszystkim zmartwienie i panikę – ale także wspaniałe uczucie krążącej w żyłach adrenaliny.

- Departament Tajemnic. Dzieciaki włamały się do Ministerstwa. Voldemort wcisnął do głowy Harry'ego nieprawdziwą wizję. Chłopak uwierzył, że zostałeś schwytany – Remus zaczął wyjaśniać w krótkich zdaniach, usiłując wypełnić dziury w pamięci przyjaciela. Wyraźnie było widać, że wilkołak testował mentalne zdolności ojca chrzestnego Pottera.

- Myślę, że pamiętam coś podobnego – Syriusz skinął głową. Wtedy w jego głowie mignął pewien obraz. – Moja kuzynka? – cicho zapytał.

- Tonks? – Lupin mrugnął, a następnie spojrzał w kierunku kuchni, gdzie jego żona nastawiała czajnik.

- Nie… - Black głośno zawarczał, a jego zwykle jasnoszare tęczówki błysnęły kolorem burzowych chmur. – Ta szalona, pierdolona suka! – wzdrygnął się na samo wspomnienie o niej.

- Bella – rzekł z wahaniem Remus. – Ona… wydostała się.

- Kurwa! – Syriusz dostał małego napadu złości, nie był jednak w stanie niczego stłuc ani niczym rzucić, ponadto nie miał przy sobie swojej różdżki. Podniósł wzrok i ujrzał znajomy mu kawałek kasztanowca na pobliskim stole. Szybko po niego sięgnął i upewnił się, że nie został zniszczony. Na jego twarzy pojawił się grymas, gdy wróciły wspomnienia. Departament Tajemnic. Udał się tam, by ratować Harry'ego. Nie tylko jego. Ona również tam była. Ona i kilka innych dzieciaków – najmłodsi Weasleyowie, chłopak Alice oraz Franka oraz dziewczyna, która była uderzająco podobna do czarownicy należącej do Krukonów, z którą można było powiedzieć, że się przyjaźnił za czasów szkolnych. Walka, atak Śmierciożerców – Luciusa Malfoya, Bellatrix i kilkoro innych, których Syriusz miał wątpliwość przyjemność znać z nazwiska.

- Pamiętam pojedynek – zaczął ostrożnie tłumaczyć. – Byłeś tam ty oraz Tonks. Także Moody i Kingsley. Ogromne pomieszczenie przypominające najbardziej depresyjny teatr, jaki odwiedziłem w życiu.

- Znajdowało się ono w Departamencie Tajemnic. Nazywane jest… Salą Zasłon albo… Śmierci.

Źrenice Blacka rozszerzyły się, gdy spojrzał na przyjaciela.

- Zabiła mnie, prawda?!

- Jeśli mamy czepiać się szczegółów, to nie jesteś teraz martwy – Lupin wzruszył ramionami.

- Wiesz, co mam na myśli, Lunatyku – Syriusz zmierzył go wzrokiem.

- Tak i nie… nie uśmierciła cię fizycznie, ale to ona spowodowała, że wpadłeś za zasłonę – Remus pokiwał głową.

- A Mia ściągnęła mnie z powrotem?

- Hermiona ściągnęła cię z powrotem, tak – wilkołak ponownie go poprawił.

Syriusz zawarczał.

- Nie mów do mnie tak, jakbym był głupi, Remusie. Wiem, kim ona jest – czarodziej zaczął się czuć tak, jak w czasie ich pierwszej rozmowy po jego ucieczce zza krat – on zadawał pytania, żądał odpowiedzi, a jego przyjaciel ciągle go poprawiał w kwestii poprawnego użycia imion.

- Nie, obydwaj wiemy, że jest różnica – naciskał Remus. Jego oczy, których tęczówki zazwyczaj zdobił kolor delikatnej zielenii, od czasu do czasu mieniły się złotem – to jego wewnętrzny wilk dawał o sobie znać w krótkich, emocjonujących chwilach. Syriusz w mgnieniu oka dostrzegł zmianę, po czym przytaknął, a wilkołak się uspokoił.

- A jak ty sobie z tym radzisz? – zapytał.

- Nie za dobrze – Lupin potrząsnął głową. Już przed śmiercią Syriusza wystarczająco ciężko było mu sobie radzić z demonami przeszłości, ale w okresie po stracie najlepszego przyjaciela, w czasie wojny i… innych niedogodności, mężczyzna miał problemy nawet w dni, kiedy księżyc na niego nie wpływał. – Biorąc wszystko pod uwagę, Tonks jest bardzo wyrozumiała – cicho dodał.

- Ożeniłeś się z moją kuzynką? Wiedziałem, że jesteś w niej głupio zakochany, ale w życiu nie spodziewałbym się, że poczynisz aktualny krok, Lunatyku – Black zaśmiał się, rzucając okiem na obrączkę ślubną przyjaciela.

- Przygadał kocioł garnkowi (Od tłumaczki: po angielsku – the cauldron calling the kettle black – wstawiam to w tym miejscu, abyście zrozumieli ukryty przez autorkę tekstu żart ;)) – czarodziej zmierzył go wzrokiem.

Syriusz wyszczerzył się.

- Zawsze jestem Black.

- Dobrze mieć cię z powrotem, Łapo – wilkołak odetchnął z ulgą i położył rękę na ramieniu rozmówcy. Jeżeli Syriusz czuł się na tyle dobrze, aby rzucać żartami, oznaczało to, że świat jakoś się poukładał.

- Napij się, skarbie – powiedziała Tonks, kiedy weszła do pokoju z dwoma filiżankami herbaty. Jedną podała mężowi, który odwdzięczył się adorującym nią uśmiechem, a drugą kuzynowi. Black lekko się zaśmiał na ten widok, potrząsając głową, jakby sam pomysł ślubu tej dwójki wydawał mu się niedorzeczny. Nimfadora odwzajemniła sentyment. – Wszystko z tobą już dobrze, Syriuszu?

- Tak, będzie. Znasz mnie – posłał jej uśmiech. – Nic nie ujarzmi starego psa. A jeżeli mówimy już o starych psach… - puścił jej oczko – to wygląda na to, że temu konkretnemu udało ci się założyć obrożę.

Remus zawarczał w odpowiedzi, a Tonks z uczuciem pogłaskała go po głowie.

- W rzeczy samej – odrzekła z triumfem w głosie – dawno powinieneś już dostrzec pasującą do niej smycz – puściła oczko, a Łapa wydał z siebie głośny, szczekający śmiech. Lupin jęknął i spuścił wzrok. – Dobra, chłopcy – Tonks zaśmiała się. – Zajmijcie się sobą. Muszę wrócić do Ministerstwa, zanim zorientują się, że mnie tam nie ma. Muszę się upewnić, że nikt nie przyłapał nas na naszej wielkiej ucieczce.

- Bądź ostrożna – Remus wstał, aby odprowadzić ją do kominka.

- Jak zawsze, kochanie – na twarzy Nimfadory pojawił się uśmieszek. Szybko pocałowała męża i zniknęła w płomieniach.

- Okej, doinformuj mnie. Co się stało z Harrym? – Syriusz usiadł, odłożył pustą już filiżankę na pobliski stół i szybko przeskanował pokój w poszukiwaniu schowka na Ognistą Whisky. Wiedział, że ojciec jego przyjaciela posiadał starą półkę, która znajdowała się w kącie i mieściła na sobie kilka przyzwoitych butelek – tych samych, które to Syriusz, Remus i James ciągle wymieniali aż do szóstego roku ich nauki w Hogwarcie. Niestety, mimo że półka dalej się tam znajdowała, piękne butelki płynnego złota zostały zastąpione fotografiami ślubnymi.

- Oficjalnie jesteśmy w stanie wojny – ciężko westchnął Lupin.

Black odgarnął włosy z twarzy.

- Zawsze jesteśmy w stanie wojny.

- Prawda, ale tym razem nawet Ministerstwo się z tym nie kłóci, a raczej przesadnie przypomina ludziom, jak bardzo są bezpieczni jak bardzo ma wszystko pod kontrolą – na to obydwaj panowie wykonali bardzo niegrzeczny znak ręką.

- Co w skrócie oznacza, że jest gorzej, niż można sobie wyobrażać?

Wilkołak przytaknął.

- Moody sądzi, że Ministerstwo zostało zinfiltrowane przez Śmierciożerców – kiedy Łapa uniósł ze zdziwienia brew, Lupin dodał: - Kingsley się z tym zgadza.

- To mi wystarcza – Black przeczesał dłonią swoje kruczoczarne włosy. – Jak długo mnie nie było? – spytał, kontemplując ich długość. Nie mogło minąć zbyt wiele czasu, ale z drugiej strony… sposób, w jaki wypowiadali się jego przyjaciel i kuzynka, mógł świadczyć o czymś przeciwnym.

- Blisko rok – odparł Remus.

- Cholera – zawarczał czarodziej. – Czy już nie straciłem wystarczająco wielu lat?

- Za kilka dni zgarniamy Harry'ego – rzekł Lupin, próbując odciągnąć uwagę przyjaciela. – Zakon obmyślił plan. W przyszłym tygodniu będzie pełnoletni. Na stałe pożegna się z domem jego wuja i ciotki.

- Pieprzeni idioci – na twarzy Blacka pojawiło się obrzydzenie.

- Kiedy znajdziemy się w Little Whinging, zostaniemy podzieleni w pary, połowa z nas przedtem wypije Eliksir Wielosokowy, by wyglądać jak Harry – po to, by zmylić próbujących nas dopaść Śmierciożerców.

- Dobry plan – Syriusz skinął głową. – Pomysł Mii? Dziewczyna zawsze kochała swój Eliksir Wielosokowy – zaśmiał się.

- Hermiony? – Remus ponownie go poprawił. – Nie, Mundungusa.

- Bardzo w to wątpię – kruczowłosy uniósł brew.

- Więc – jego przyjaciel kontynuował, całkowicie ignorując próby protestu. – Zostaniemy sparowani, odfruniemy do oddzielnych, bezpiecznych miejsc, a następnie za pomocą świstoklika wylądujemy w Norze. To nasza obecna centrala.

- A co z Grimmauld Place? Wrzaski mojej matki w końcu was wykurzyły?

- Sądzimy, że nie jest już tam bezpiecznie – wilkołak odwrócił wzrok.

- Niemożliwe. Dumbledore jest Strażnikiem Sekretu. Nikt nie mógł się o tym dowiedzieć – osobiście go o to poprosiłem. Dobrze wiem, że nie należy zmieniać Strażników. Byłbym głupcem…

- Syriusz… on nie żyje.

Łapa zamarł z niedowierzania. Otworzył usta z zamiarem wykrzyczenia czegokolwiek, najprawdopodobniej przekleństwa, ale nie był w stanie wykrztusić ani słowa.

- Przepraszam – kontynuował Lupin. – Nie ma żadnego prostego sposobu, aby wyjawić tego typu nowiny.

W pomieszczeniu zapadła głucha, ciężka cisza. Remus wpatrywał się w oczy Syriusza i odwrotnie. Obserwował, jak w szarych oczach Animaga miesza się złość, skonfundowanie i żałoba. Black robił wszystko, co w jego mocy, aby nie dać się im ponieść. Wilkołak zawsze był przy nim w momentach, kiedy kogoś tracił – ojca, brata, rodziców Jamesa. Mimo że nie było go przy nim w noc śmierci Jamesa i Lily, znał przyjaciela na tyle dobrze, by wiedzieć, że tylko śmierć potrafi doprowadzić go do płaczu – nieważne, jak bardzo próbował go zwalczyć.

- Kto? – Black w końcu przerwał ciszę, a słowo wypowiedział przez zaciśnięte zęby.

- Snape – rzekł pospiesznie Remus, wiedząc, że nie ma co już tego odkładać na później.

- Czy ty sobie, kurwa, jaja ze mnie robisz?! – Syriusz wstał i kopnął pobliski stół wystarczająco mocno, by go wywrócić i stłuc stojące na nim filiżanki. Przez moment się trząsł, usiłując odzyskać równowagę. Dalej brakowało mu sił. Lupin miał przeczucie, że gdyby Hermiona nie miała przy sobie apteczki pierwszej pomocy, jego przyjaciel byłby w stanie śpiączki. – Wiedziałem! Mówiłem ci! – wrzasnął czarodziej. – Wszystkim wam mówiłem, że nie możemy ufać temu mazgającemu się, pierdolonemu zdrajcy!

- Masz jeszcze mnóstwo czasu, aby to mówić, ale nic, co powiesz, nie zmieni tego, co już się stało – Remus wstał i machnął różdżką, w mgnieniu oka naprawiając szkody poczynione przez jego rozmówcę. Kiedy stanęli twarzą w twarz, Syriusz odważnie spojrzał mu w oczy. Wilkołak był od Animaga wyższy o cztery lub pięć cali i najwyraźniej używał tego atutu, by go uspokoić i sprawić, by z powrotem usiadł.

- Dumbledore martwy, Grimmauld Place zajęte, Snape gdzieś na wolności, Voldemort infiltruje Ministerstwo, a Harry jest w niebezpieczeństwie. Zawsze jest w niebezpieczeństwie – odezwał się Lupin, przesuwając o krok do przodu, zmuszając przyjaciela do wycofania. Zawarczeli na siebie nawzajem – ich psowate odpowiedniki zaczęły walkę o terytorium – w pewnym momencie jednak Syriusz ustąpił, kiedy dał o sobie znać ból w ramieniu i stracił siły.

- Więc kiedy ja wchodzę? – zapytał z rezygnacją Black, siadając na kanapie niczym naburmuszone dziecko, któremu kazano iść do kąta. – Przypuszczam, że Mi… Hermiona miała jakiś w tym cel, by przywrócić mnie do życia? Jakiś wybitny plan, w którym to ja gram kluczową rolę?

- Aktualnie to… nie – Remus zmarszczył czoło, w dalszym ciągu zaskoczony obrotem spraw. – Nie żebym nie skakał z radości, że żyjesz, Łapo, uwierz mi, ale nic nie mówiła. Wspomniała tylko, że coś odkryła i musi się udać do Departamentu Tajemnic, by sprawdzić teorię. To wszystko. Oczywiście zgodziłem się, bo myślałem, że idzie po…

- Zmieniacz czasu? – wtrącił się Syriusz.

- Taa – przytaknął głową. – Znaleźliśmy Salę Czasu, ale po minucie rozglądania się poszła znaleźć salę z zasłoną.

- Więc ona nie…?

- Nie. Nie wzięła go.

- Więc… co to oznacza? – zapytał Black z paniką w głosie. - Ile ona ma lat?

- Prawie osiemnaście – odparł Lunatyk i obserwował, jak jego przyjaciel robi w głowie obliczenia.

- Jeszcze rok?

Lupin przytaknął.

- Jeżeli przeżyjemy.

- I wtedy co?

- I wtedy zrobię to, co do mnie należy – rzekł wilkołak z małym uśmiechem. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął ukradziony przez niego tego ranka zmieniacz czasu.

oOoOoOo

Nora – Rezydencja Weasleyów

- … i po prostu sobie myślisz, że pozwolę tobie, Harry'emu i Hermionie na hulanie nie wiadomo gdzie w ramach przeżycia jakiejś niedorzecznej przygody?! – Hermiona, gdy wyszła z kominka, usłyszała krzyczącą w kuchni panią Weasley. Krzywiąc się, rozpoczęła cichy marsz w kierunku schodów, by uniknąć wzięcia udziału w konwersacji, którą to Ron powinien odbyć ze swoimi rodzicami wiele tygodni wcześniej.

- Nie poświęcaj mnie w imię własnego dobra! – zawołał Ron.

- Nawet nie pamiętasz, co oznacza to określenie… zaraz to naprawię – dziewczyna obróciła się i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, wyzywająco patrząc na swojego rudowłosego przyjaciela. Chłopak wyjąkał kilka sylab, a jego uszy zrobiły się czerwone.

- Hermiona? – w drzwiach, ze zmartwieniem w oczach, pojawiła się pani Weasley. – Czy mogłabyś mi wytłumaczyć, dlaczego mój syn myśli, że tego roku nie wraca do szkoły? – młoda czarownica westchnęła ze zrezygnowaniem.

- Przepraszam, pani Weasley, ale musimy to zrobić. Wszystko zależy już od Harry'ego. Zawsze od niego zależało i nie zamierzam puszczać go samego – usiłowała wytłumaczyć. – Ron powiedział, że czuje to samo.

- I gdzie pójdziecie? Co będziecie robić? Dlaczego nie może wiedzieć o tym Zakon albo – pomóż Merlinie – twoi rodzice? – głos mamy Rona był na granicy wrzasku. Hermiona wzdrygnęła się na słowo rodzice, co szybko zostało dostrzeżone przez jej rozmówczynię. – Och, moja droga dziewczyno – kobieta podeszła do niej i mocno przytuliła. – Przepraszam, Hermiono, ale… nie mogę stracić żadnego z moich dzieci. W tym mam na myśli także ciebie.

- Wiem – brązowowłosa przytaknęła. – Ale ufamy Dumbledorowi i Harry'emu. Niestety nie tylko mamy przed sobą tę konkretną misję. Harry musi tu przybyć, do domu – poprawiła się ze smutnym uśmiechem i przeniosła wzrok na panią Weasley, która zdawała się płakać… i to nie po raz pierwszy tego dnia.

Konwersacja została przerwana przez pukanie do okna. Hermiona wzięła wdech, gdy rozpoznała sowę Remusa. Ron uniósł z zapytaniem brew, a ona tylko potrząsnęła głową – ciche błaganie, by odpuścił temat, który właśnie miał zacząć po dostrzeżeniu na jej twarzy niepokoju.

- Jutro odbędzie się spotkanie Zakonu – powiedział pan Weasley, który właśnie wszedł do pokoju. – Remus mówi, że jest to coś ważnego, ale mamy się nie martwić.

– Łatwiej mówić, gorzej zrobić – parsknęła jego żona. – A ty nawet nie myśl, że skończyliśmy, młody człowieku – wskazała surowym palcem na swojego najmłodszego syna, który w odpowiedzi przełknął głośno ślinę i szybko pokiwał głową. Jego rodzice wyszli z pokoju. Wtedy chłopak pospiesznie złapał Hermionę za rękę i zaciągnął ją na piętro, do swojego pokoju i zamknął za sobą drzwi.

- Zaklęcie Wyciszające – powiedziała dziewczyna, ochrzaniając go zanim zdołał otworzyć buzię.

- Muffliato! – chłopak rzucił je szybko i ponownie zwrócił się do przyjaciółki. – Co to było? Wiedziałaś o spotkaniu Zakonu?

- Tak, byłam dzisiaj z Remusem i Tonks – spokojnie wytłumaczyła.

- O co chodzi? Coś nie tak z Harrym? Zmienił się plan? – Ron wyraźnie spanikował.

- Usiądź, zanim zemdlejesz – Hermiona przewróciła oczami. – Nie, z czego co ja wiem, to plan się nie zmienił. Po prostu… pojawiło się coś nowego – lekko wzruszyła ramionami, a następnie uklęknęła na podłodze i wyjęła z torby apteczkę pierwszej pomocy. – Przypomnij mi, abym jutro ją uzupełniła. Zanim wyruszymy, wszystko musi być tak, jak należy.

- Dlaczego jest pusta?

Westchnęła.

- Niebawem się dowiesz.

Kiedy wypowiedział jej imię, w jego głosie słyszalna była troska.

- Hermiona?

Spojrzała mu w twarz.

- Uspokój się. Wszystko ze mną w porządku. Po prostu… jutro, na spotkaniu, będzie mnóstwo ludzi, którzy będą się cieszyć i trochę… na mnie wściekłych – próbowała wytłumaczyć.

- Co robiłaś z Tonks? Myślałem, że szykowałyście prezent ślubny dla Fleur?

- Skłamałam.

- Kłamałaś? Dlaczego mnie okłamałaś? Mamę? – zapytał Ron, zszokowany, że tak chętnie się do tego przyznała.

- Ponieważ gdyby ktokolwiek się dowiedział, co planuję zrobić, nikt nie wypuściłby mnie z domu. Zanim ponownie mnie zapytasz, nie, nie powiem ci. Musisz po prostu poczekać. Mam jednak nadzieję, że nieważne, co jutro się stanie, to będziesz przy mnie. Po mojej stronie – spojrzała na niego z błaganiem w oczach.

- Oczywiście – przytaknął czarodziej. – Nie lubię jednak tajemnic.

- Wiem, że nie. Przepraszam.

- Czy będę jedną z tych osób, które będą się cieszyć?

- Mam taką nadzieję. To wszystko zrobiłam dla Harry'ego – wyjawiła. – On będzie szczęśliwy i to jedyne, co się dla mnie liczy.