Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do ShayaLonnie. Prawa do uniwersum, bohaterów należą do J. K. Rowling.
Od tłumaczki: Jak zwykle zapraszam na kolejny rozdział!
herbatazcynamonem (musiałam napisać Twój nick bez kropek, ff w przeciwnym razie się buntuje), Philie – przepraszam za zwłokę! Studia ostatnio pochłaniają sporo mojego czasu, ale właśnie staram się nadrabiać :) Cieszę się, że się Wam podoba!
Dług Czasu
Część Pierwsza – Dług Życia
Rozdział Czwarty: Cóż Za Impreza Powitalna
„. . . someone who knows when you're lost and you're scared
there through the highs and the lows
someone to count on, someone who cares
beside you wherever you go. . ."
(Demi Lovato – Gift of a Friend)
23. lipca 1997
Nora – Rezydencja Weasleyów
Późnym popołudniem członkowie Zakonu zebrali się razem w salonie. Jeden za drugim znaleźli się tutaj dzięki sieci Fiuu, którą wcześniej specjalnie na tę noc ostrożnie otworzył pan Weasley. Za każdym razem, gdy pojawił się kolejny to czarodziej lub czarownica, ktoś od razu zadawał im ustalone wcześniej pytanie bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę fakt, że cały Zakon planował zaangażować się w misji obejmującej między innymi wypicie Eliksiru Wielosokowego, wszyscy jego członkowie doskonale wiedzieli, jak bardzo musieli dbać o bezpieczeństwo.
Pani Weasley jak zwykle zrobiła z tego przyjęcie, aczkolwiek tym razem zamiast zasiadania do stołu pod koniec spotkania, wszyscy goście co jakiś czas do niego podchodzili po przekąski, po czym ponownie oddalali się celem rozmowy. Każdy – prócz Hermiony – zastanawiał się, po co w ogóle zostali zwołani.
Zielone płomienie podświetliły salon. Oczy wszystkich obecnych skierowały się w stronę kominka, z którego wyszła podekscytowana Tonks. Równie szybko, nim ktokolwiek miał szansę się z nią przywitać, podszedł do niej Alastor Moody.
- Twojego pierwszego dnia jako oficjalny auror wpadłaś do mojego biura i potknęłaś się. Co wtedy stłukłaś? – zapytał szorstko.
Tonks parsknęła śmiechem.
- Dwa fałszoskopy, nowiusieńki wykrywacz wrogów oraz wykrywacz czarnej magii.
- Ech… w dalszym ciągu mi je wisisz – wymamrotał jej rozmówca. – Gdzie twój mąż i o co chodzi z tym całym spotkaniem?
- Naucz się odrobiny cierpliwości – odparła – i przestań się tak martwić – uśmiechnęła się, po czym puściła oczko Hermionie, która wyglądała tak, jakby miała zacząć wymiotować. – Uspokój się, skarbie. Wszystko będzie się miało dobrze. Wszystko i wszyscy – dodała – mają się dobrze.
- Tak? – spytała nerwowo Granger. – Na pewno?
Metamorfomag lekko się zaśmiała.
- Jest troszkę nadęty, ale to u niego normalne, prawda?
Ponownie zabłysło zielenią, a ich oczom ukazał się Remus, który w mgnieniu oka zlokalizował Tonks oraz Hermionę. Tej drugiej posłał zapewniający uśmiech, po czym skinął głową, cicho wyrażając aprobatę dla jej uczynku, pokazując, że może liczyć na jego wsparcie.
- Remus! – wystąpił Bill Weasley. – Jeśli to naprawdę ty… - zmierzył czarodzieja wzrokiem, a na jego twarzy widniał uśmieszek. Jako że obydwaj byli w stanie wyczuć u siebie nawzajem likantropię, pytania kontrolne były zbędne, jednak dla uspokojenia innych osób zapytał: - Jakie były twoje pierwsze skierowane do mnie słowa, kiedy zeszłego miesiąca obudziłem się w szpitalu?
- Mam nadzieję, że lubisz surowe steki – Lupin wyszczerzył się i objął najstarszego syna Weasleyów. – Skoro już o tym mówimy… dobrze sobie radzisz? – szybko zapytał.
- Lepiej, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić – Bill wzruszył ramionami. – Kilka nocy wcześniej stałem się trochę niespokojny, ale nie było to nic takiego, z czym bym sobie nie poradził – Remus poklepał go po plecach, zadowolony, że Fenrir Greyback nie zrujnował kolejnego życia.
- Jako że szczeniaki skończyły już powitanie – przerwał im Moody – czy ktoś zamierza mi w końcu powiedzieć, co u licha jest takiego ważnego, że musimy ryzykować kolejnym spotkaniem tak blisko misji odbicia Pottera? – pokryty bliznami mężczyzna był już na skraju cierpliwości.
Hermiona zaczęła się wiercić. Remus, który usłyszał zmianę w jej oddechu oraz rytmie serca, położył rękę na jej ramieniu. Zignorował bełkot Moody'ego.
- Jeszcze nie jesteśmy w komplecie – zadeklarował. – Teraz, zanim wezwę ostatniego członka, muszę was wszystkich poprosić o otwarty umysł i pozostanie spokojnym – nacisnął. – Możecie zadawać wszelkie pytania bezpieczeństwa, ale nie ruszacie z miejsca swoich różdżek. Rozmawialiście już ze mną oraz Tonks, wiecie, kim jesteśmy i dlatego proszę, abyście nam zaufali.
Większość członków Zakonu przytaknęło z niepokojem, reszta zaś – tu należy wynotować Moody'ego – zezłościła się na wyraźny fakt pominięcia detali tego, cokolwiek miało się wydarzyć. Hermiona instynktownie złapała jedną dłonią rękę Rona i mocno ją ścisnęła, drugą zaś chwyciła się szat Tonks. Remus podszedł do kominka, sypnął proszkiem i wykrzyknął nazwę swojego lokum, po czym włożył głowę w zielone płomienie.
- Chodź – głośno powiedział i ustąpił miejsca.
Płomienie przez moment stały się większe i jaśniejsze, a kiedy w końcu zniknęły, każda różdżka została przywołana przez jej zszokowanego właściciela. Patrzyli się w szare oczy Syriusza Blacka.
- Cóż za przyjęcie powitalne – mężczyzna rzucił okiem na wszystkie różdżki. – Aczkolwiek potrzebna jest tylko jedna albo dwie z nich – rzucił okiem na poirytowanego reakcją obecnych Lupina. – Co się stanie, gdy wszyscy jak jeden mąż rzucą zaklęcie? – zapytał. – Cały ten cholerny dom się zapadnie – Syriusz dostrzegł panią gospodynię i posłał jej swój firmowy uśmiech. – Dobrze wyglądasz, Molly.
Szczęka jej opadła, a wolną dłonią złapała rękę swojego męża.
- Wyglądasz… żywo! – wrzasnęła.
- I przystojnie jak zwykle – odparł z uśmieszkiem Syriusz. – W porządku. Remus powiedział, że ostatnio zadajecie sporo pytań bezpieczeństwa, tak? – otrzepał się z kurzu. – Zatem miejmy to już z głowy. Minęło sporo czasu, odkąd jadłem porządne domowe jedzenie. Stąd już czuję zapach melasowej tarty.
Artur gapił się na niego.
- Jak to się stało, że jesteś żywy?
- To – rzekł Black, wskazując na niego palcem – jest beznadziejne pytanie, Arturze. Spróbuj jeszcze raz.
- Ummm… ja… jakiej piosenki nie mogłeś przestać śpiewać, kiedy wszyscy spędzaliśmy Boże Narodzenie przy Grimmauld Place? – wypalił pan Weasley, najwyraźniej nie dając sobie wystarczającej ilości czasu na wymyślenie dobrego pytania.
- God Rest Ye, Merry Hippogriffs* - zadeklarował z uśmiechem Syriusz. – Dobrze cię widzieć, przyjacielu. Słyszałem, że masz mój motor. Chciałbym go odzyskać – ostrożnie zmierzył swojego rozmówcę wzrokiem, który w odpowiedzi zaśmiał się, dalej będąc w szoku. – Kto następny? – odwrócił się, zgodnie z przeczuciem, w stronę Moody'ego.
Moody zmrużył oko na Animaga, po czym ostrożnie zapytał:
- Kiedy eskortowaliśmy Harry'ego na Kings Cross, jakie były jego ostatnie do ciebie słowa, zanim zostawiliśmy cię przy Grimmauld Place?
Syriusz wyszczerzył się.
- Podchwytliwe pytanie! Przyszedłem z tobą, a ty byłeś nieźle o to wkurzony. Mogę dodać, że nie miałeś żadnego dobrego powodu. Całkiem nieźle zagrałem posłusznego pieska – na to kilka osób się zaśmiało, parę parsknęło, Moody zaś zawarczał.
- Dobra, dobra – czarodziej mu się przyjrzał. – A teraz odpowiedz na pierwsze pytanie Artura. Jakim cudem ty żyjesz, Black?
- Magia? – zaproponował Syriusz, po czym puścił mu oczko.
Remus postanowił ostrzec swojego przyjaciela.
- Syriusz, zaczynasz przeginać.
- A co mam niby powiedzieć? – Animag zmierzył wzrokiem wilkołaka. – Obudziłem się na twojej piekielnej kanapie nie wiedząc, gdzie ja, do diabła, jestem, zastanawiając się, dlaczego twoja nowa żona nie może mi podać porządnego drinka! – przeniósł wzrok na swoją kuzynkę po to, by za chwilę skupić uwagę tylko i wyłącznie na przyczepionej do jej szat młodej czarownicy. Posłał jej słodki uśmiech, jak gdyby tylko ona w tym momencie się liczyła. Obserwował, jak na twarzy Hermiony wykwitają rumieńce.
- Mówisz, że nie wiesz jak i dlaczego wróciłeś do świata żywych? – pani Weasley poczyniła krok do przodu. – Byłeś w ogóle martwy? Gdzie ty się podziewałeś?! – zapytała oskarżająco.
- Tak, naprawdę nie żyłem, ale nie wiem, gdzie byłem – Syriusz potrząsnął głową i nagle pochylił się, szybko całując Molly w policzek. – Temperamentna jak zawsze, Molly. Świetnie cię znów widzieć.
- Syriusz Black – wysyczała pani Weasley przez zaciśnięte zęby. – Nie możesz ot tak, po prostu wparować do mojego domu po ponad roku bycia martwym i oczekiwać, że będzie tak, jakby nic się nie stało! To jest poważne! – wykrzyknęła, po czym wytknęła go palcem, zanim zdążył się odezwać. – Nawet nie waż się tego mówić! – Łapa wyszczerzył się i zaczął podskakiwać w miejscu, najwyraźniej dobrze się bawiąc efektownym graniem na nerwach Molly Weasley.
Moody głośno odchrząknął, a kilka członków Zakonu w odpowiedzi uniosło różdżki.
- Skąd mamy wiedzieć, że to nie jakiś plan Sami-Wiecie-Kogo?
Syriusz głośno parsknął.
- Och, na miłość boską!
- To nie jego wina! – krzyknęła Hermiona. Wszystkie spojrzenia skupiły się na niej, kiedy stanęła obok Blacka. Trzęsły się jej dłonie. – Ja… ja to zrobiłam – szybko wyznała. – Znalazłam… znalazłam sposób, by go wskrzesić.
- A ja ci będę za to dozgonnie wdzięczny, kociaku – Animag uśmiechnął się i pochylił, by pocałować ją w skroń.
Hermiona nerwowo się uśmiechnęła, a zwłaszcza po tym, jak poczuła przyjemne ciepło na szyi. Obróciła się do reszty zebranego tłumu – większość stojących tam ludzi wyglądało na zszokowanych, wystraszonych albo po prostu złych… odejmijmy od tego bliźniaków, którzy po cichu jej klaskali.
- I w jaki sposób to zrobiłaś? – Moody agresywnie wystąpił do przodu, ale zanim zdołał podejść zbyt blisko, w drodze stanęli mu Remus oraz Syriusz, a z ich gardeł wydobywał się niski warkot.
Źrenice Granger rozszerzyły się. Wzięła szybki wdech, poszukując wzrokiem Tonks, która okazała się dumna i zrelaksowana. Podczas gdy dwaj Huncwoci stawiali czoła rozeźlonemu Aurorowi, Hermiona rozejrzała się wokół Remusa, by sprawdzić reakcje obecnych. Kingsley wydawał się rozluźniony i jednocześnie zainteresowany sprawą, pan oraz pani Weasley, co było zrozumiałe, czuli podenerwowanie – na całe szczęście bardziej z powodu potencjalnej walki aniżeli niezwykłego pojawienia się Blacka. Bracia Weasley – minus Ron – wyglądali, jakby mieli lada moment interweniować, prowadził ich obserwujący ruchy Remusa Bill, który tak jakby oczekiwał na rozkaz od wilkołaka. Ron był jedyną osobą, która po prostu w dalszym ciągu gapiła się z otwartym ustami na ożywionego Syriusza Blacka.
- Nie ma znaczenia jak to się stało. Stało się. Znalazłam zaklęcie w czasie wykonywania misji powierzonej mi, Harry'emu oraz Ronowi przez Dumbledore'a. W osobistych księgach Dumbledore'a – zaznaczyła Hermiona, chcąc, by dzięki temu Zakon wiedział, że nie użyła Czarnej Magii. Bo, prawdę mówiąc, nie zrobiła tego. Nie każda Magia Krwi była zła, choć w większości używanie jej było nielegalne – dlatego więc dziewczyna starała się zachować możliwie jak najwięcej szczegółów dla siebie.
- Byłem tam, kiedy to zrobiła. Widziałem i słyszałem zaklęcie, widziałem, jak jego ciało wynurzyło się zza zasłony, byłem świadkiem, jak się budzi – rzekł Remus ostrożnie obserwując Moody'ego. – Syriusz jest znowu żywy. Hermiona sprowadziła go z powrotem. Teraz odsuń się od nich.
- Nie lubię tego – wymamrotał Auror.
- Zanotowane – odparł Syriusz. – Więc skoro skończyliśmy już z mierzeniem naszych…
- Syriusz – zawarczał Lupin.
- Jestem głodny. Molly? – Black skupił uwagę na gospodyni. – Nie chciałbym ci niczego narzucać, ale z miłą chęcią wrzuciłbym coś na ruszt. Tonks i Remus ledwo wiedzą, jak zaparzyć herbatę. Jestem w szoku, że są w stanie razem przeżyć bez dożywiania z zewnątrz – stanął za Remusem, który w dalszym ciągu chronił Hermionę. Spojrzał na młodą czarownicę, po czym wyciągnął dłoń i delikatnie schował za jej ucho kosmyk niesfornych włosów. Dziewczyna uśmiechnęła się, czując radość – przede wszystkim, naprawdę! – że dziedzic rodu Blacków tak dobrze zregenerował siły.
Jeden za drugim, członkowie Zakonu zaczęli opuszczać salon, podążając za Syriuszem, który już zdążył nabrać sobie pełen talerz jedzenia. W salonie pozostał tylko Moody, Remus, Hermiona oraz Ron. Wilkołak w dalszym ciągu stał przed brązowowłosą, chroniąc ją tak, jakby Auror stanowił dla niej poważne zagrożenie.
Hermiona wyciągnęła dłoń, by delikatnie położyć ją na ramieniu Lupina. Mężczyzna spiął się pod wpływem jej dotyku.
- Remus? – wyszeptała i obserwowała, jak jej obrońca relaksuje się. – Remusie, jest już w porządku. Nic się nie stanie. Dobrze wiedziałam, że będą zadawać pytania – Moody chrząknął, skupiając na sobie jej uwagę. – Pytania, na które nie zamierzam odpowiadać – dodała i obserwowała, jak Szalonooki mierzy ją wzrokiem, po czym kiwa głową i opuszcza pokój.
Wilkołak obrócił się i patrzył, jak wychodzi, po czym z powrotem zwrócił się do Granger.
- Czy istnieje jakikolwiek sposób, bym przekonał cię, abyś tu została, podczas gdy reszta sprowadzi Harry'ego? – zapytał. Jego zielone oczy w świetle połyskiwały drobinami złota oraz bursztynu.
- Nie – Hermiona potrząsnęła głową. – Idę z wami.
Nos Lupina skrzywił się z niezadowolenia, jednak czarodziej po chwili przytaknął i lekko poklepał swoją rozmówczynię po ramieniu.
- Dobrze. W takim razie będę musiał się upewnić, czy Molly sama sobie poradzi z utrzymaniem tutaj Syriusza. Nie będziemy w stanie zapewnić bezpieczeństwa Harry'emu, jeśli dowie się, że Black żyje. Dowie się dopiero na miejscu.
Hermiona skinęła głową.
- Ginny pomoże. Idź coś zjeść. I miej na niego oko – zaśmiała się. – Martwię się, że kogoś rozwścieczy i tym samym zrujnuje całą moją robotę – na to i Remus do niej dołączył, a po chwili przepchał się przez zebrany wokół jego najlepszego przyjaciela tłum.
- Co żeś ty, u licha, zrobiła? – do dziewczyny dobiegł z boku głos. Obróciła się i zastała tam dalej stojącego z szeroko otwartymi oczami, gapiącego się na nią Rona.
- Podobno miałeś być po mojej stronie – przypomniała mu.
- Jestem po twojej stronie! – nacisnął rudowłosy i szybko do niej podszedł. – Ale nie miałem zielonego pojęcia, że wiesz, jak przywracać ludzi do cholernego świata żywych!
- Język! – przyjaciółka ochrzaniła go, a potem dodała: - I pół tonu ciszej, Ronald! I to nie tak, że wiem, jak wskrzesić każdego – przewróciła oczami. – Nie potrafię odwrócić Śmiertelnego Zaklęcia – sprostowała. – A oto jak znalazłam zaklęcie: Harry chciał, bym spróbowała znaleźć sposób na przywrócenie do życia Dumbledore'a. Wiedziałam, że to bez sensu, bardziej chciałam znaleźć coś, co pomoże nam się ochronić w czasie misji. Na czar wpadłam przez przypadek. Powiązałam ze sobą fakty, a na końcu spytałam Remusa i Tonks, czy pójdą ze mną do Ministerstwa.
Ron wypuścił powietrze.
- Cholera jasna.
Hermiona pacnęła go w ramię.
- Język!
- Czy potrafisz wyobrazić sobie minę Harry'ego, kiedy się o tym dowie? – Weasley wyszczerzył zęby.
- Ciągle to sobie wyobrażam, Ron – czarownica uśmiechnęła się. – Jeżeli mamy udać się na to polowanie… to jest to. Czuję, że nadciąga koniec. Harry już niedługo stawi mu czoła. Musiałam mu to dać. Tak, ma i potrzebuje nas, ale… potrzebuje też rodziny. Musi mieć coś swojego, coś, o co warto walczyć.
Starła samotnie spływającą po policzku łzę.
oOoOoOo
27. lipca 1997
Nora – Rezydencja Weasleyów
- Siad i zostań! – powiedziała stanowczo Ginny Weasley z wycelowaną różdżką w kierunku kruczowłosego czarodzieja. Na jej twarzy widniał uśmieszek.
- Nie jestem psem – Syriusz zmierzył ją wzrokiem, na co ona parsknęła. – W tej chwili – sprostował – i już wcześniej powiedziałem, że będę grzeczny i siedział na miejscu, póki nie dotrą tu wszyscy… co już dawno powinni byli zrobić! – wykrzyczał i obrócił głowę w kierunku pani Weasley, która patrzyła się przez kuchenne okno.
- Jest świstoklik! – po chwili krzyknęła i wybiegła z domu.
Black stanął na równe nogi, ale Ginny potrząsnęła głową i ponownie wycelowała w niego różdżkę.
- Nie, Syriusz. Obiecałeś. Jeżeli coś poszło źle, musimy się dowiedzieć, co się stało i zająć się każdym rannym. Harry nie będzie w stanie się skupić, jeśli od razu cię zobaczy – rudowłosa czarownica miała niesamowicie podobny głos do pewnej znanej mu dziewczyny z jego przeszłości. Samo wspomnienie wystarczyło, by mężczyzna się poddał.
- W porządku – przyznał. – Idź i pomóż swojej mamie – zawarczał pod nosem. Ginny spojrzała na niego podejrzliwie, ale po chwili skinęła głową i opuściła dom. W sekundzie, w której zniknęła, Syriusz jednak przetransformował się w swoją zwierzęcą postać. Ogromny czarny pies zwinnym susem pokonał próg, po czym skrył się w cieniu pobliskich krzaków, by z bezpiecznej odległości obserwować rozwój sytuacji.
W momencie, w którym jego wzrok znalazł się na Harrym, Syriusz poczuł ból w klatce piersiowej i wydał z siebie głośny pisk. Jego łapy błagały, by ruszyć, ale wiedział lepiej. To jego brawurowość ostatnim razem go zabiła. Wiedział, że powtórka z rozrywki nie tylko sprawiłaby jeszcze więcej bólu Potterowi, ale także wyraziłaby jego brak wdzięczności, którą musiał okazać Hermionie za wszystko, co dla niego zrobiła.
- Śmierciożercy czekali na nas – powiedział Harry do pani Weasley. – Zostaliśmy otoczeni w chwili, w której wyruszyliśmy… wiedzieli, że to dzisiaj… nie wiem, co stało się z resztą. Goniło nas czterech z nich, robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by się wymknąć, ale wtedy dołączył Voldemort…
Syriusz zawarczał na wspomnienie o czarnoksiężniku. Ogromne ciało psa trzęsło się, kiedy wpatrywał się w swojego chrześniaka, w lustrzane odbicie Jamesa… świadomość, że przywódca Śmierciożerców zabił jego najlepszego przyjaciela i zaatakował Harry'ego tej felernej nocy sprawiała, że w jego ciele wrzała krew.
W oddali pojawiło się kolejne niebieskie światło. Kiedy obecni tam ludzie obrócili się w kierunku nowoprzybyłych, Black szybko złapał zapach krwi. Jego źrenice rozszerzyły się, kiedy pojawił się Remus z zakrwawionym Georgem Weasleyem. Syriusz ledwo powstrzymywał się od ruszenia. Chciał być w stanie im pomóc. Musiał jednak słuchać się ostrzeżeń. Poczekaj, aż wszyscy wrócą. Dopiero wtedy idź do Harry'ego.
Wszyscy udali się do domu. Łapa skrzywił się wiedząc, że za niedługo Molly i Ginny dowiedzą się o jego nieobecności. Słuchał, jak pani Weasley zajmuje się rannym synem. Na całe szczęście jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo, ale i tak Syriusz mu współczuł. Chłopak – godny tytułu Huncwota – już dłużej nie będzie wyglądał identycznie jak jego brat bliźniak.
- Jakie stworzenie siedziało w kącie, kiedy Harry Potter po raz pierwszy odwiedził moje biuro w Hogwarcie? – zapytał Remus, lekko wstrząsając Harrym. – Odpowiedz mi!
- … druzgotek w akwarium?
- Co to ma być? – wydarł się Hagrid.
- Przepraszam, Harry, ale musiałem sprawdzić – zwięzło powiedział Lupin. – Zostaliśmy zdradzeni. Mogłeś być oszustem.
Na zewnątrz Nory Syriusz wpatrywał się w otaczające go pole, czekając, aż wszyscy przybędą. Jego oczy ostrożnie przeszukiwały teren, nastawione uszy wysłuchiwały zagrożeń. Remus powiedział, że zostali zdradzeni. Animag w myślach przeleciał przez listę znanych mu członków Zakonu. Zawarczał, kiedy padło na Mundungusa Fletchera. Wilkołak wspomniał wcześniej, że to on zaproponował użycie Eliksiru Wielosokowego. Black wiedział, że Dung nie cechował się taką inteligencją, by sam na to wpaść. Musiała to być pułapka.
Czarodziej kontynuował pilnowanie Nory, w międzyczasie słuchając, jak Remus w domu strofuje Harry'ego. Lupin może i trochę przeginał z tonem głosu, ale Syriusz musiał przyznać, że to dla dobra chłopaka.
- Harry, minął już czas na rozbrajanie! Ci ludzie usiłują złapać cię i zabić! Przynajmniej używaj Drętwoty, jeśli nie jesteś gotowy na zabijanie!
- Byliśmy dziesiątki metrów nad ziemią! Może sama Drętwota w sobie nic by nie zrobiła, ale spowodowałaby jego śmierć przez upadek, a więc miałaby ten sam skutek, co Śmiertelne Zaklęcie! Expelliarmus uratowało mnie przed Voldemortem dwa lata temu.
- Tak, Harry – rzekł Remus, ledwo się powstrzymując – i widziała to niezliczona ilość Śmierciożerców! Wtedy może i był to niezwykły ruch, ale i tak byłeś bliski śmierci. Powtarzanie go dzisiaj przed tymi samymi napastnikami było niczym samobójstwo!
Pole rozbłysło kolejnym niebieskim światłem. Syriusz w mgnieniu oka złapał woń, która go owładnęła. Każda cząstka jego duszy ponaglała go do przodu, tak jakby stanie w miejscu miało przynieść mu ból. Walczył sam ze sobą, by przezwyciężyć instynkt. Powstrzymał go tylko widok Harry'ego i Remusa, którzy wybiegli na spotkanie z Moodym i Hermioną. Przyglądał się, jak jego chrześniak przytula przyjaciółkę. Po chwili poczuł na sobie jej wzrok, tak jakby doskonale wiedziała, gdzie się znajduje. Wyglądała na wykończoną, ale jednocześnie wdzięczną, że żyje. Black stał, niepewnie poruszając się na czterech łapach, póki dziewczyna potajemnie nie potrząsnęła mu głową, cicho prosząc, aby przestał. Zapiszczał, cierpiąc z powodu braku możliwości podejścia do nich. Posłuchał się jednak i wycofał do cienia.
- Gdzie jest George?
- Stracił ucho – rzekł Remus.
- Stracił…? – powtórzyła głośniej Hermiona.
- Robota Snape'a.
- Snape?! – krzyknął Harry. – Nie mówiłeś, że…
- W czasie pogoni Severusowi spadł z głowy kaptur. Sectumsempra od zawsze była jego specjalnością. Chciałbym powiedzieć, że mu się odpłaciłem pięknym za nadobne, ale niestety jedyne, co mogłem zrobić, to utrzymanie Georga na miotle. Tracił zbyt wiele krwi.
Nie mogąc powstrzymywać się ani chwili dłużej, Syriusz głośno zawarczał, kiedy w jego głowie pojawił się obraz Snape'a. Widział już wcześniej, jak Severus używa Sectumsempry. Wspomnienie to sprawiało, że trząsł się ze złości. Ten plugawy Ślizgon nie tylko zdradził i zabił Dumbledore'a, ale teraz także używał swoich ulubionych zaklęć do atakowania najmłodszych członków Zakonu.
Harry, słysząc warkot, w mgnieniu oka się obrócił.
- Słyszeliście to? – wskazał różdżką na miejsce, w którym ukrywał się pies.
- Harry, skup się, musimy poczekać na Rona i resztę – Hermiona próbowała odwrócić jego uwagę, ale niestety poszło to na marne. Potter poczynił krok do przodu, podświetlając przed sobą teren. Syriusz na to wzdrygnął się, od razu żałując, że Remus przed chwilą naciskał, aby chłopak nie wahał się przed użyciem ofensywy.
- Harry! – zawołała brązowowłosa czarownica, po czym stanęła przed przyjacielem.
- Rusz się, Hermiono, ktoś tam jest! – krzyknął.
- Harry! – krzyknął Kingsley oraz inni członkowie Zakonu, po czym zaczęli zbliżać się do chłopaka. Granger potrząsnęła głową, po czym rzuciła dyskretne spojrzenie w stronę Remusa, który od razu ją zrozumiał i wbił wzrok w miejsce, w którym wyraźnie widział ukrywającego się Łapę.
- Wszyscy do środka! – zawołała pani Weasley. Po chwili na polanie pozostał tylko Harry, Hermiona i Remus.
Dziewczyna położyła ręce na klatce piersiowej Pottera.
- Harry, stój. Wytłumaczę ci to.
- Co wytłumaczysz? – w zielonych oczach chłopca, który przeżył mignęła panika. – Hermiono, co się dzieje? Kto tam jest?
Wiedząc, że – skoro już wszystko spieprzył - spotkanie było już teraz nieuniknione, Syriusz z powrotem przetransformował się w swoją ludzką formę, po czym powoli wyszedł z cienia z rękami uniesionymi do góry, chcąc pokazać swojemu chrześniakowi, że jest nieuzbrojony. Rzucił przelotne, przepraszające spojrzenie w stronę Hermiony, która wydawała się być niezdecydowana, czy powinna mu współczuć, czy może być niesamowicie wściekła za jego niecierpliwość.
Black uśmiechnął się.
- Harry.
- C-co… nie, nie… Syriusz… ale…
Remus położył dłoń na ramieniu młodego czarodzieja.
- Harry, to naprawdę on.
- Nie – chłopak potrząsnął głową, a w jego oczach zaczęły zbierać się łzy, które połyskiwały w padającym od pobliskiego domu świetle. – Nie, Syriusz umarł. Widziałem, jak umiera. Powiedziałeś mi, Remusie. Powiedziałeś, że odszedł!
Syriusz wziął ostrożny krok do przodu, ale w mgnieniu oka zatrzymał się, kiedy Harry mocniej zacisnął dłoń na różdżce.
- W takim razie mnie zapytaj – miękko się odezwał – zapytaj o cokolwiek, by mnie zidentyfikować. W końcu to to robi teraz Zakon, prawda?
- Ja… ja… - Harry szybko starł łzy z oczu. Gdy w końcu się odezwał, jego głos się trząsł: - Jakie były pierwsze słowa, które do mnie powiedziałeś?
Syriusz uśmiechnął się.
- Przypuszczam, że masz na myśli Wrzeszczącą Chatę. Powiedziałem ci, że sądziłem, że przyjdziesz uratować swojego przyjaciela, po czym dodałem, że to samo zrobiłby dla mnie twój ojciec. A jeśli mamy czepiać się szczegółów, moje pierwsze słowa brzmiały „Merlinie, spójrz na tę głowę pełną włosów!" – zaśmiał się.
Harry opuścił różdżkę.
- Syriusz?
- To naprawdę ja, szczeniaku – Łapa wyszczerzył się i poczynił krok do przodu.
Hermiona poluźniła uścisk, w którym to trzymała Pottera i obserwowała ze łzami w oczach, jak czarodzieje biorą się w ramiona. Syriusz wziął swojego chrześniaka w niedźwiedzi uścisk, z uczuciem mierzwiąc jego czarne włosy. Granger zaśmiała się, po czym pociągnęła nosem, rękawem ścierając samotną łzę. Uśmiechnęła się, kiedy poczuła na ramieniu dłoń. Od razu wiedziała, że to Remus.
- Dobrze zrobiłaś – wyszeptał, a ona skinęła głową, z wdzięcznością klepiąc go po ręce.
- Idź czekać na Tonks – spojrzała na wilkołaka. – Zostanę z nimi – Lupin przytaknął, a na jego twarzy widniał pełen napięcia uśmiech. Wykonał jednak polecenie.
- Nie rozumiem – powiedział Harry, kiedy w końcu oderwał się od Syriusza. Jedną dłonią w dalszym ciągu nie puszczał jego szat, tak jakby bojąc się, że czarodziej lada moment zniknie. – Jak to jest możliwe?
Black wyszczerzył się i wskazał palcem na uśmiechniętą Hermionę.
- Masz po swojej stronie bardzo mądrą czarownicę, synu.
- Hermiona? – chłopak obrócił się i na nią spojrzał. – Ty… ty go sprowadziłaś? – przytaknęła. – Jak? Powiedziałaś, że…
- Nie mogłam wskrzesić Dumbledore'a – rzekła. – Ale kontynuowałam poszukiwania. I znalazłam zaklęcie – uśmiechnęła się, mając nadzieję, że jej przyjaciel nie będzie potrzebował znać wszystkich detali, w które nawet ona sama do końca się nie zagłębiła.
Harry bez słów, z wahaniem puścił Syriusza i ruszył do dziewczyny, biorąc ją w ciepły uścisk. Schował twarz w jej ramieniu. Hermiona zamknęła oczy i odwzajemniła gest, uciszając jego słowotok.
- Zrobiłeś już zbyt wiele, Harry – nacisnęła. – Straciłeś zbyt wiele. Gdy tylko dostrzegłam okazję… nie mogłam ot tak jej przepuścić. Musiałam ci coś przywrócić… zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co mamy zrobić.
- Przepraszam, że się wtrącę, ale co mamy zrobić? – zapytał Syriusz.
Harry oderwał się od przyjaciółki, wytarł łzy, po czym skupił uwagę na swoim ojcu chrzestnym. Na twarzy młodego czarodzieja wykwitł promienny, zdeterminowany uśmiech.
- Wygrać tę wojnę.
*tytuł piosenki postanowiłam pozostawić w oryginale
