Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do ShayaLonnie. Prawa do uniwersum, bohaterów należą do J. K. Rowling.


Od tłumaczki: Zapraszam do lektury! I, jak zawsze, pięknie dziękuję za Wasz odzew :)

herbatazcynamonem - mam nadzieję, że i tym razem nie zawiodłam Twoich oczekiwań

Senea – również żałuję, że wielu angielskich zwrotów po prostu nie da rady przetłumaczyć tak, by brzmiały równie obłędnie… gdybyście jednak Wy – czytelnicy – mieli pomysł na ich przetłumaczenie – koniecznie piszcie! Może się zasugeruję :) Pomoc zawsze mile widziana

Philie – ach, naczekałaś się… głupio mi, naprawdę, ale teraz sesja wygrała z wszystkim innym… tłumaczeń nie mam zamiaru porzucać!


Dług Czasu

Część Pierwsza – Dług Życia

Rozdział Piąty: Smutni Siedzący Goście

. . . but nothing's greater than the rush that comes with your embrace
and in this world of lonelness
I see your face. . ."
(Leona Lewis – Bleeding Love)


1. sierpnia 1997

Nora – Rezydencja Weasleyów

- Ostrożnie – powiedziała Hermiona, która podeszła do Syriusza i zajęła miejsce tuż obok przy ogromnym, okrągłym stole. Otaczały ich puste krzesła oraz walające się butelki po kremowym piwie. Wszyscy inni znajdowali się na nogach – tańczyli, cieszyli się towarzystwem, gratulowali Billowi oraz Fleur.

Syriusz z zaciekawieniem zaczął przyglądać się młodej czarownicy.

- Ostrożnie albo co?

- Ostrożnie albo tak bardzo pogrążysz się we własnym smutku, że szczęśliwie wylądujesz po drugiej stronie – uśmiechnęła się do niego.

Mężczyzna uniósł brew, zaciekawiony.

- Ile piw wypiłaś?

- Trzy, ale to niezwiązane z tematem – wzruszyła ramionami, a Black zachichotał, biorąc łyka ze znajdującego się przed nim kieliszka z Ognistą Whisky.

Hermiona spojrzała na tłum i zaśmiała się, kiedy dostrzegła Rona, który niezdarnie usiłował tańczyć z Luną Lovegood, która najwyraźniej najlepiej czuła się w swoim własnym towarzystwie.

- Jak to się stało, że się tam nie bawisz? – zapytał Syriusz, podziwiając jej liliową sukienkę, uśmiechając na widok znajdujących się na jej nogach niesamowicie niewygodnych butów.

- Jak to się stało, że tu siedzisz? – odparła.

Wyciągnął do niej dłoń z kieliszkiem.

- Ty pierwsza.

- Denerwuję się – dziewczyna ponownie wzruszyła ramionami. – Nawet gdybyśmy nie znajdowali się w środku wojny, przygotowując do odejścia, pewnie i tak dalej bym tu siedziała – przyznała się. – Kiedy ostatni raz poproszono mnie do tańca, miałam piętnaście lat, a ten facet – wskazała na sporej wielkości gościa z krótką brodą oraz w szykownym stroju – był moją parą. Mało mówił, wkurzył moich przyjaciół i nawet nie potrafił poprawnie wymówić mojego imienia – dodała ze śmiechem.

Syriusz pospiesznie zmrużył oczy na widok znajomej mu twarzy Viktora Kruma, przypominając sobie przekoloryzowane artykuły w Czarownicy oraz Proroku Codziennym na temat miłosnych uniesień jego chrześniaka, małej czarownicy oraz sławnego bułgarskiego Szukającego.

- Boisz się, że cię poprosi do tańca? – na twarzy Animaga pojawił się uśmieszek.

Czarownica potrząsnęła głową.

- Poczyniłam wszelkie starania, by Fred oraz George zapoznali go z przynajmniej jedną z kuzynek Fleur w momencie, kiedy przekroczył przez próg drzwi wejściowych – wskazała na dwie blondynki, które ochoczo puszczały oczka Viktorowi. Bliźniacy krążyli w pobliżu, prawdopodobnie czekając, aż Krum wybierze jedną z nich po to, by zająć się tą ze złamanym sercem.

- Więc zamiast szukania partnera do tańca postanowiłaś dotrzymać towarzystwa smutnemu, siedzącemu w kącie gościowi?

- Ach, ale dlaczego on… dobra, zapomnij, że o tym powiedziałam – Hermiona potrząsnęła głową. – Dlaczego jesteś smutny i siedzisz w kącie? – ostrożnie go spytała, śledząc każdy jego ruch, tak jakby doskonale wiedziała, kiedy zamierzał skłamać.

Odkąd wyciągnęła Blacka zza Zasłony Dusz, Granger często mu się przyglądała. Podczas gdy Weasleyowie przygotowywali się na ślub oraz wesele, wykonując rozkazy czołowej gospodyni, Hermiona oraz Harry niejednokrotnie wymykali się do Remusa i Tonks, by odwiedzić Syriusza. Harry chciał widzieć się ze swoim ojcem chrzestnym tak często, jak to tylko możliwe, zaś Hermiona przekonywała się, że coraz trudniej jej było trzymać się od niego z dala. W jego obecności czuła się komfortowo, ciepło.

Poza tym naszemu trio łatwiej było w ten sposób czynić plany na nadchodzący rok, bowiem pani Weasley stanowczo im tego zakazała – musieli zatem działać poza murami Nory. Odkąd Harry twardo odmówił tajenia czegokolwiek przed Syriuszem, Animag szybko sprawił, że trio zamieniło się w kwartet.

- Jestem smutny, ponieważ nie lubię ślubów – wyznał czarodziej. – Spędziłem na tym wiele mojego dzieciństwa, ubrany w niewygodne szaty.

- Z tego powodu obecnie wybierasz styl buntownika? – zaśmiała się Hermiona, wskazując na jego skórzane spodnie oraz marynarkę.

- Skóra pasuje na każdą okazję – Syriusz puścił jej oczko i wyszczerzył się, gdy dostrzegł, jak się rumieni. – Ale owszem, unikam strojnych szat, chyba że nie ma innego wyjścia. To nie tak, że ich nie mam, czy źle w nich wyglądam, bo jest wręcz na odwrót – dodał z dumą. – Poza tym większość ślubów było organizowanych dla moich kuzynów, ciotek i wujów, wszystkich skazanych na siebie nawzajem – zaśmiał się, kiedy obserwował, jak Hermiona wzdryga się na myśl o endogamii rodu Blacków - … albo musieli wżeniać się w najgorsze możliwe rody, takie jak Malfoy czy Lestrange.

- Muszę się napić – czarownica pospiesznie sięgnęła po jego kieliszek z Ognistą Whisky, zachłystując się.

Black zaśmiał się, zabierając jej trunek, po czym wstał i sięgnął dłonią w stronę niesionej przez kelnera tacy z kieliszkami szampana.

- Proszę, może to nie jest woda, ale i tak ci pomoże.

- To jest okropne! – Granger zbladła, kiedy w końcu pozbyła się posmaku whisky. – Jak ty możesz to pić? Albo inaczej – jak ci to może smakować?

- Z czasem człowiek się przyzwyczaja – Syriusz uśmiechnął się, nagle zamyślony. – Ognista Whisky zajmuje specjalne miejsce w moim sercu – potrząsnął bursztynową zawartością swojego kieliszka, obserwując, jak odbija się w nim światło świec. Minęło sporo czasu, odkąd widział znajome mu, wpatrujące się w niego podobnego koloru tęczówki. Te same oczy były jego upadkiem, oczy, które tak dawno stały się ostoją jego serca.

- Więc… przynajmniej moje bliskie spotkanie ze śmiercią cię rozbawiło – głos Hermiony zawrócił mężczyznę ze ścieżki wspomnień. – Wracając do tematu – nie lubisz ślubów.

Czarodziej zmarszczył brwi.

- Tylko jeden był dobry.

- Rodziców Harry'ego.

Syriusz skinął głową.

- Piękny był?

- Oczywiście, że tak – Animag szczerze się uśmiechnął. – Lily wyglądała jak zawsze wspaniale – wytłumaczył – a James nerwowy, czego się po nim spodziewaliśmy. Spiliśmy go Ognistą Whisky, żeby w ogóle dotarł do ołtarza – mężczyzna zaśmiał się na to wspomnienie, nieświadomie bawiąc się zawieszonym na jego szyi małym srebrnym łańcuszkiem.

Źrenice Hermiony rozszerzyły się.

- Musiał się upić, żeby się ożenić? To okropne!

- Nie, musiał się upić, aby mieć poczucie, że Lily nie zmieni zdania w ostatniej chwili. Spędził całą noc w naszym… moim mieszkaniu na wymienianiu całej listy powodów, dlaczego Lily na samym końcu się rozmyśli.

Na twarzy czarownicy pojawił się uśmiech.

- Ale tego nie zrobiła.

- Oczywiście, że nie. W tamtym okresie byli sobą tak zaślepieni, że ciężko się przy nich przebywało. I wtedy wzięli ślub, spędzili cudowny miesiąc miodowy, wrócili do domu… i wszystko się spieprzyło – Black posępniał.

- Mieli Harry'ego – nie zgodziła się brązowowłosa. – Nie wszystko poszło nie tak, jak powinno.

- Harry był… był bardzo dobrą rzeczą w bardzo złych czasach – wytłumaczył Łapa. – Po tym, jak James i Lily złożyli przysięgę małżeńską, my… ja… - westchnął, z frustracją pocierając końcówkę swojego nosa.

- Przepraszam – dziewczyna zmarszczyła brwi. – Naprawdę nie chciałam przywoływać złych wspomnień. Przyszłam po to, żeby cię pocieszyć.

- Wszystko w porządku, kociaku – Syriusz uśmiechnął się, po czym lekko ścisnął jej dłoń. – Zawsze to robisz. Próbujesz wszystkich naprawić. Po prostu… po prostu pamiętaj, że nie zawsze będziesz w stanie wszystkich uszczęśliwić. Nie masz obowiązku naprawy całego świata… ja… - spauzował i spojrzał na pusty kieliszek, po czym odsunął go wolną ręką na bok. – Chodź – po tym wstał.

- Gdzie? – spytała Granger, odsuwając się od niego.

Ponownie złapał ją za rękę.

- Zatańczyć.

- Absolutnie nie – czarownica zaśmiała się, potrząsając głową.

- Aww, słodka jesteś. Myślałaś, że to prośba – Animag szybko postawił ją na nogi, przyciągając do siebie, póki oboje nie znaleźli się na parkiecie. Hermiona przez całą tę drogę stawiała mu opór, prawie potykając się w swoich butach z wysokim obcasem, przeklinając pod nosem. Po drodze dostrzegła w tłumie będącego pod wpływem Eliksiru Wielosokowego, śmiejącego się z nich Harry'ego Pottera.

- Syriuszu Black… oberwie ci się za to – zawarczała.

- Och, kociak pokazał pazurki – mężczyzna wyszczerzył się, przyciągając ją na tyle blisko, by dostrzec w jej oczach wariacje brązu oraz bursztynu. Z daleka miały kolor czekolady, ale z tej odległości, w blasku świec, połyskiwały barwą Ognistej Whisky. Dziewczyna zmrużyła je, kiedy złapał ją za dłoń, a drugą rękę oparł na jej talii. Zaczął prowadzić w tańcu. Po paru sekundach nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. – Może i polubię wesela.

- Ach, mój sprytny plan zadziałał – Hermiona triumfalnie się uśmiechnęła. – Cieszę się, że znów się śmiejesz, Syriuszu.

- Ja również, kociaku. Ja również.

Czarownica zmierzyła go wzrokiem.

- Czy wspominałam ci, że nie lubię przezwisk?

- To pieszczotliwe zdrobnienie, a nie przezwisko. Poza tym czy nie zauważyłaś jeszcze, że nie mam w zwyczaju robić tego, czego ode mnie wymagają ludzie?

- Syriusz Black? Nie. Myślałam, że jest ideałem uległości i rozwagi – dziewczyna odparła z sarkazmem.

- Jestem bardzo rozważny – na przykład, pomimo faktu, że tak bardzo podoba ci się taniec ze mną…

- Bardzo – zaśmiała się.

- … to zamierzam się z tobą rozdzielić. Wiem, że marzysz o przetańczeniu w ten sposób całej nocy – dodał ostrożnie – ale robię to, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem jedynym smutnym, siedzącym w kącie gościem – wskazał na Remusa, który opierał się o framugę drzwi wejściowych ze szklanką Ognistej Whisky w dłoni.

- Nie siedzi w kącie – kłóciła się Hermiona.

- W porządku – mężczyzna przewrócił oczami. – Stojącym w drzwiach smutnym gościem.

- I zostawiasz mnie po to, abym była razem z nim smutna? – zapytała.

- Wręcz przeciwnie, mój drogi… kociaku – ostatnie słowo wymówił z uśmiechem. Czarownica zmrużyła oczy. – Skończyłaś z moim smutkiem, a teraz chciałbym, abyś podzieliła się darem tańca z tobą z innymi. Lunatyk! – Syriusz wrzasnął. – Chodź no tu! Dziewczyna za mną nie nadąża!

Remus uniósł brew, po czym zmierzył wzrokiem swojego najlepszego przyjaciela oraz Hermionę, która nagle zarazem zdenerwowała się i zawstydziła. Wilkołak nie chciał uczestniczyć w upokorzeniu biednej dziewczyny, ale z własnego doświadczenia wiedział, że jeżeli za chwilę nie zainterweniuje, to Syriusz jeszcze tylko pogorszy sytuację. Odłożył zatem kieliszek na najbliższy stół, po czym podszedł do tańczącej pary.

- Dobrze się bawisz, Łapo?

- Najlepsze wesele od lat, Remusie. Jestem pewien, że twoje również było niezwykłe, ale jako że nie zostałem na nie zaproszony…

- Wtedy nie żyłeś – wtrącił się Lupin.

- … to postanowiłem, że nadrobisz to przez zajęcie się tą młodą czarownicą – Syriusz umieścił rękę dziewczyny w dłoni Remusa. Wilkołak westchnął, po chwili jednak delikatnie pociągnął ze sobą Hermionę z powrotem na parkiet, zaś Black tylko się do nich uśmiechnął, po czym dołączył do śmiejących się przy stole Harry'ego oraz Rona.

- Ile wypił? – zapytał Lupin.

Granger uśmiechnęła się.

- Nie chcę wiedzieć. W czasie tańca nie nadepnął jednak na moje palce, więc myślę, że wszystko będzie z nim dobrze.

- Jeszcze zdziwisz się, ile rzeczy potrafi zrobić mężczyzna pomimo bycia kompletnie nawalonym – Remus lekko się zaśmiał, po czym instynktownie przysunął Hermionę bliżej siebie. – Tak w ogóle to ślicznie wyglądasz. Lilia do ciebie pasuje.

- Dziękuję, Remusie – zarumieniła się. – Gdzie jest Tonks?

- Na służbie – mężczyzna zmarszczył czoło. – Zaproponowałem, że do niej dołączę, ale nalegała, abym dobrze się bawił – końcówkę zdania wymówił tak, jakby była puentą do jakiegoś dowcipu.

- Szczęśliwa żona, szczęśliwe życie (od tłumaczki: w oryginale „happy wife, happy life", co zdecydowanie lepiej brzmi) – przypomniała mu Hermiona.

- Próbuję – przytaknął. – Trzymaj ich z dala od kłopotów, dobrze? – wskazał głową na Harry'ego, Rona i Syriusza. – Wiem, że niedługo wyruszacie i że będziecie w niebezpieczeństwie – westchnął z niepokojem. – Wszyscy będą was ścigać ze względu na Harry'ego… Rona za wagary, ciebie za bycie mugolskiego pochodzenia, a Syriusza za to, że nie pojawił się jeszcze w Ministerstwie. Nawet teraz nie powinno go tu być. Jeżeli wasza czwórka będzie musiała przebywać w ukryciu, postaraj się go trzymać w jego animagowej postaci, dobrze?

- Obiecuję. Zajmę się nimi, Remusie.

- Wiem o tym. Ale… pamiętaj też o sobie, Hermiono. Jeżeli tobie by się coś stało… - Lupin przerwał w połowie zdania, kiedy przez drzwi wejściowe wpadło srebrne światło pod postacią rysia. Wszyscy przenieśli na niego wzrok. Wtedy paszcza Patronusa otworzyła się, przemawiając głośnym, głębokim glosem Kingsleya Shacklebolta.

- Ministerstwo upadło. Scrimgeour nie żyje. Nadchodzą.

- Idź, Hermiona! – wrzasnął Remus, wyciągając różdżkę. – Wydostańcie się stąd. Odezwę się, kiedy zrobi się bezpieczniej – obiecał, pospiesznie przytulając dziewczynę.

Brązowowłosa także wzięła do ręki różdżkę, po czym ruszyła do stołu, przy którym siedzieli jej przyjaciele. Panował chaos. Goście rozbiegli się na wszystkie strony, wielu z nich się teleportowało, bowiem zaklęcia chroniące Norę przestały działać.

- Harry! – krzyknęła Granger. – Syriusz! Ron!

- Hermiona! – usłyszała głos Harry'ego. Chwilę później znalazła się w jego objęciach. W mgnieniu oka przy jej boku stanęła także pozostała dwójka.

- Potrzebujemy ukryć się w bezpiecznym miejscu – powiedział Ron, kiedy zaczęli oddalać się od panikującego tłumu ludzi.

- Grimmauld Place – zasugerował Harry.

- Nie bądź niemądry, Harry, Snape może tam wejść! – odparła Hermiona.

- Tata Rona powiedział, że założyli tam chroniące przed nim zaklęcia… a nawet jeśli nie zadziałają – nacisnął, uciszając dziewczynę - … to co z tego?

- Ale…

- A mamy inne wyjście? Nic nie ma. Snape to tylko jeden Śmierciożerca.

- Harry ma rację – przytaknął Syriusz. – Teleportujmy się na szczyt schodów przy numerze 12, Grimmauld Place. Nikt nas tam nie dostrzeże z ulicy.

- Idziemy ramię w ramię. W przeciwnym razie po teleportacji na siebie wpadniemy – powiedziała brązowowłosa, po czym wzięła Rona pod ramię, obserwując, jak Syriusz robi to samo z Harrym. Najmłodsi chłopacy nie mieli nic przeciwko temu, biorąc pod uwagę fakt, że Black był potężnym czarodziejem, który teleportował się od dekad, zaś Hermiona jako pierwsza z klasy zrobiła swoją licencję. Policzyli do trzech, a następnie rozpłynęli się w ciemnościach.

oOoOoOo

Grimmauld Place 12 – Rezydencja Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków

- Sądzę, że ktoś tu był – wyszeptała Hermiona, wskazując palcem drzwi.

- Pewnie po wyjściu Zakonu – wymamrotał Ron.

Harry zmarszczył brwi, obserwując cienie.

- Gdzie są te zaklęcia przeciwko Snape'owi?

- Może aktywują się tylko wtedy, gdyby się pojawił? – zasugerował Weasley.

Weszli razem do środka i od razu oparli plecami o drzwi, bojąc się poczynić kroku do przodu.

- Nie możemy tak wiecznie stać – powiedział w końcu Potter, który ruszył się z miejsca.

W ciemności odezwał się głos Szalonookiego Moody'ego.

- Severus Snape?

- A czy wyglądam jak ten pieprzony palant? – nie wytrzymał Syriusz. – Nie jesteśmy cholernym Snapem!

Nasza czwórka bohaterów z łatwością uniknęła kilka zaklęć przeznaczonych dla Snape'a. Jedyną rzeczą, która najbardziej wystraszyła najmłodszą trójkę był skrzeczący głos znajdującego się na korytarzu portretu Walburgi Black.

- Szlamy! Śmiecie! Plamy na honorze! Jak śmiecie skażać mury Rezydencji Blacków!

- ZAMKNIJ SIĘ! – krzyknęli w tym samym czasie Harry oraz Syriusz. Potter uniósł różdżkę. Kurtyny zamknęły się, uciszając obraz.

- Nie ma mnie przez rok i nikt do tej pory nie wpadł na coś lepszego od kurtyn? – zapytał Black, na co reszta wzruszyła ramionami. Czarodziej westchnął, pocierając czubek nosa. – Dobra. Jak tylko skończymy tę pieprzoną wojnę, po prostu zatynkuję tę starą sukę.

Hermiona machnęła różdżką, by odpalić stare gazowe lampki, po czym usiadła na sofie, lekko trzęsąc się z powodu panującego w pokoju zimna. Przyciągnęła kolana do klatki piersiowej. Instynktownie, po tym, jak wyciągnął stary koc z pobliskiej szuflady, Syriusz znalazł się tuż obok i ją nim opatulił. Dziewczyna z wdzięcznością uśmiechnęła się, po czym przeniosła wzrok na Rona, który ostrożnie wyglądał przez okna.

- Nikogo nie widać – ogłosił rudowłosy.

- Harry? – Hermiona obróciła się, obserwując, jak jej najlepszy przyjaciel krzywi się z bólu. – Harry!

- Co widziałeś? – zapytał Weasley, który w mgnieniu oka się przy nim znalazł. – Był u mnie?

- Nie, po prostu poczułem złość… jest wściekły…

- Ale to mogło być w Norze – głośno powiedział Ron. – Co jeszcze? Nic nie widziałeś? Atakował kogoś?

- Nie, tylko złość… nie wiem…

- Dalej istnieje między wami połączenie? – ostrożnie spytał Syriusz, przesuwając na bok Weasleya. – Myślałem, że problem został rozwiązany, odkąd nauczyłeś się oklumencji? – po tym przeniósł wzrok na Hermionę, mając nadzieję na odpowiedź, jako że Harry jeszcze nie odzyskał pełnej świadomości po bolesnej wizji.

- Nigdy nie ukończył lekcji – wytłumaczyła. – Snape odmówił.

- Dupek – zawarczał Łapa. – W takim razie się za to weźmiemy – nacisnął. – Może i nie jestem w tym najlepszy – parsknął na swoje własne wyznanie. To było niedopowiedzenie. Wspomnienia pierwszego razu przyprawiały go o mdłości. - … ale lepsze to, niż ignorancja i pozwalanie temu choremu wężowi na pobyt w twojej głowie.

Harry wypuścił powietrze.

- Dziękuję, Syriuszu.

Nagle Hermiona wrzasnęła, a pozostała trójka czarodziejów wyciągnęła różdżki, obracając się na pięcie, by ujrzeć, jak srebrny Patronus wpada przez okno, po czym ląduje przed nimi, przybierając kształt wydry. Odezwał się głosem ojca Rona:

- Rodzina bezpieczna. Nie odpowiadajcie. Jesteśmy obserwowani.

Patronus obrócił się w nicość. Ron wydał z siebie coś pomiędzy jękiem, a odgłosem poirytowania, po czym padł na sofę. Black podszedł do niego i poklepał po ramieniu.

- Widzisz? Potrzeba czegoś więcej, niż upadek Ministerstwa i atak Śmierciożerców podczas wesela, by rozwalić bibę Weasleów – zaśmiał się, próbując rozładować napięcie. Ron posłał mu lekki uśmiech, jednak dalej był lekko zielony na twarzy.

- Powinniśmy odpocząć – rzekła Hermiona, po czym sięgnęła do swojej torebki i wyciągnęła z niej coś do przykrycia się.

Na ten widok Syriusz uśmiechnął się z nostalgią.

- Niewykrywalne zaklęcie zmniejszająco-zwiększające? – zapytał, a ona z uśmiechem skinęła głową. – Nie widziałem go od lat – z wdzięcznością wziął przeznaczony dla niego zestaw, przy okazji zastanawiając się, czy jego sypialnia na piętrze pozostała nienaruszona. Prawdopodobnie miał tam swoje rzeczy, aczkolwiek pomysł grzebania w przeszłości nie za bardzo mu się na ten moment podobał. Najlepiej będzie, jeżeli poczeka do rana.

oOoOoOo

2. sierpnia 1997

Grimmauld Place 12 – Rezydencja Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków

Następnego, wczesnego ranka Harry obudził się jako pierwszy. Pomiędzy zasłonami widoczny był skrawek pięknego, tak charakterystycznego dla tej pory niebiesko-szarego nieba. Panowała prawie absolutna cisza, prócz równomiernych oddechów Rona, Syriusza oraz Hermiony. Ron zeszłego wieczoru miał przebłysk szlachetności – nakłonił bowiem młodą czarownicę, by spała na kanapie, tak więc ona jako jedyna nad nimi „górowała". Jedna jej ręka zwisała nad podłogą, lekko dotykając włochate ciało Syriusza w jego animagowej postaci, Ron zaś leżał tuż obok.

Harry wstał i się rozciągnął, co wybudziło ze snu Łapę. Ogromny czarny pies wyciągnął najpierw swoje przednie łapy, potem tylne, a na samym końcu się wytrzepał. Jego wzrok powędrował do śpiącej dziewczyny. Podszedł do niej, zębami złapał za rękaw jej zwisającej ręki, po czym przeniósł ją na swoje miejsce na kanapie. Spojrzał znacząco na Harry'ego i ruszył schodami na piętro.

- Co za dupek – zawarczał Syriusz, kiedy otworzył drzwi do swojej sypialni. Pokój został kompletnie zdewastowany. W dalszym ciągu mógł w nim wyczuć obecność Snape'a, pomimo że ten śliski palant wyraźnie wyniósł się kilka miesięcy wcześniej. Grimmauld Place musiał być pierwszym przystankiem zdrajcy po tym, jak zamordował Dumbledore'a.

- Rozumiem, że to nie ty to zrobiłeś? – zapytał Harry, który po chwili do niego dołączył.

- Nie. Przyznaję, że nie należę do czyściochów, ale respektuję swoje rzeczy – wymamrotał Black, który podszedł do sterty papierów i porozrzucanych fotografii – na większości których znajdował się on, James, Remus i powykreślany Peter. Ucieszył się z faktu, że Snape nie ukradł jego jedynych zdjęć Lily. Uśmiechnął się na te żyjące wspomnienia. Pokazał je Harry'emu.

- Proszę, Szczeniaku. Zachowałem je dla ciebie.

Harry zawahał się.

- Powinieneś część z nich zachować, Syriuszu.

- Mam parę swoich kopii i jeszcze kilka bzdetów – czarodziej wskazał na znajdującą się tuż obok łóżka dużą, zamkniętą skrzynię. Uniósł różdżkę i machnął nią na zardzewiały pojemnik. Uśmiechnął się, kiedy przez moment zabłysnął złotem. – Nieruszona. Potrzebowałbyś cholernego łamacza zaklęć, by się do niej wedrzeć.

- Co jeszcze tam masz oprócz zdjęć? – zapytał go z zaciekawieniem Harry.

- Zdjęcia są wystarczające. Wspomnienia są tym, co trzyma cię przy zdrowych zmysłach, kiedy wszystko inne się wali – wytłumaczył Animag, aczkolwiek nie na tyle szczegółowo, na ile chciałby to usłyszeć młody Potter. Wziął do ręki znajdujący się na podłodze stary egzemplarz Historii Magii i rzucił go na szczyt skrzyni, tak jakby subtelnie mówiąc chłopakowi, że nie ma zamiaru go przed nim otwierać. - Och, cholera – wyszeptał, kiedy dostrzegł pognieciony skrawek pergaminu. Na jego twarzy pojawił się smutny uśmiech. – Proszę – podał go Harry'emu. – To list, który napisała do mnie twoja mama – po tym skupił uwagę na swoim chrześniaku, który został całkowicie pochłonięty przez lekturę. Czarodziej uśmiechnął się, kiedy dostrzegł w jego oczach łzy.

- Mieliśmy kota? – chłopak zapytał go ze śmiechem.

Syriusz przytaknął.

- Nienawidziłem tej pierdolonej bestii. Kiedyś należał do Mi… mnie – odchrząknął – ale kompletnie się nie dogadywaliśmy, więc podarowałem go twojej mamie – wytłumaczył, nagle zatracony we własnych emocjach.

- Harry?! Syriusz?!

- Na górze, skarbie! – zawołał Łapa. – Co się stało?

Usłyszeli stukot butów, a następnie do pokoju wparowała Hermiona.

- Obudziliśmy się nie wiedząc, gdzie jesteście! – powiedziała na wydechu. Odwróciła się i krzyknęła: - Ron! Znalazłam ich!

Odpowiedział jej podenerwowany głos Rona znajdującego się kilka pięter niżej.

- Dobrze! Powiedz im, że są dupkami!

- Harry, nie znikaj ot tak, proszę. Byliśmy przerażeni! To wy jesteście sprawcami tego bałaganu, czy już tak było? – ostrożnie przeniosła wzrok na Syriusza, który zmrużył oczy. – Przepraszam – Hermiona podniosła obie ręce na znak poddania się. – Może zejdziecie na dół i zrobimy jakieś śniadanie?

Cała trójka opuściła pokój Syriusza. Kiedy mijali drzwi po prawej stronie, Black starym nawykiem zacisnął dłoń w pięść i przywalił w znak, który tam wisiał, po czym kontynuował podróż wzdłuż schodów.

- Hermiona! Syriusz! Wróćcie tu! – zawołał Harry.

- Co się dzieje? – czarownica obejrzała się za siebie.

- Myślę, że go znalazłem! – odkrzyknął Potter.

Syriusz nagle się zaniepokoił.

- Co jest? Co znalazłeś? – zapytał.

- R.A.B.

- Znalazłeś… och, Merlinie. Jakim cudem na to nie wpadłam? – powiedziała podekscytowana Granger. Uśmiechnęła się i uścisnęła Harry'ego, w międzyczasie dołączyli do nich Ron oraz Syriusz.

- Ktoś ma ochotę mnie wtajemniczyć? Znalazłaś R.A.B.? – zapytał Weasley.

- Co to jest? – spytał Black, ostrożnie przyglądając się drzwiom. Chyba nie mają na myśli Regulusa? Co, u licha, ta trójka może chcieć od jego martwego brata – Śmierciożercy?

- Fałszywy horkruks – medalion, który został odnaleziony przez Harry'ego i Dumbledore'a zawierał w środku wiadomość od jednego z popleczników Sam-Wiesz-Kogo – wytłumaczyła mu Hermiona. – Poplecznika, który uciekł i ukradł jego horkruksa z zamiarem jego zniszczenia.

- Dobrze mu tak… czekaj… R.A.B.? Nie – czarodziej potrząsnął głową. – Absolutnie nie.

- Pasuje, Syriuszu – rzekł Harry.

- Nie – zawarczał Łapa. – Regulus był Śmierciożercą. Pieprzonym idiotą, który ślepo wierzył w nonsensowną czystość krwi, którą wpajali nam moi rodzice.

- Czy rozpoznałbyś jego pismo? – zapytała go Hermiona, która sięgnęła do swojej torebki i wyciągnęła z niej fałszywy medalion. Kiedy go otworzyła, wyskoczył z niego złożony pergamin.

Black szybko go otworzył, w mgnieniu oka rozpoznając rękopis. On i Regulus byli zmuszani do chodzenia na lekcje pisania odręcznego od momentu, w którym nauczyli się trzymać pióro. Sam nigdy nie przykładał do tego uwagi, zaczął się starać dopiero wtedy, kiedy zapragnął pisać miłosne listy do dziewczyn ze szkoły. Jego pismo i tak w niczym nie przypominało „dzieł" Jamesa, które wyglądały tak, jakby garść Nieśmiałków wykąpała się w tuszu, a następnie zaczęła grasować na jego pergaminie. Regulus za to – jak zawsze – przykładał się do lekcji i to on odznaczał się pięknym charakterem pisma.

- To… to nie dowodzi niczemu. Dlaczego ma to znaczenie? Regulus jest martwy, a my mamy fałszywy medalion – rzekł szorstko Black.

- Czy nie miałbyś nic przeciwko, abyśmy przeszukali jego pokój? – zapytał Harry.

- Dobrej zabawy. Będę na dole – Syriusz obrócił się i udał w kierunku tylnych drzwi, otworzył je szeroko, a następnie wyjął paczkę papierosów, które zawsze trzymał w kieszeni swojej skórzanej kurtki. Wyciągnął jednego, a następnie za pomocą swojej różdżki oraz małego Incendio odpalił go i mocno się zaciągnął. Wypuszczał powoli dym, jakby to było jedyną rzeczą, która mogła go powstrzymać od załamania.

Usłyszał za sobą cichy głos.

- Syriusz?

- Wszystko w porządku – odparł, zanim dziewczyna zadała pytanie. – Znaleźliście?

- Jeszcze nie. Harry i Ron jeszcze szukają – Hermiona stanęła tuż obok niego.

- Życzę im w takim razie szczęścia – rzekł gorzko.

- Obrzydliwy nawyk – Granger skomentowała, wskazując palcem na papierosa.

Uśmiechnął się do niej.

- Nie zawsze tak jest. Pomaga się odstresować.

- Opowiedz mi o swoim bracie.

Czarodziej jęknął. Dlaczego ona nigdy nie odpuszcza?

- Może innym razem, skarbie – nacisnął. Ostatni raz, kiedy się otworzył i opowiedział o Regulusie był wieki temu. Nie miał ochoty przywoływać tego wspomnienia.

Dziewczyna próbowała go przekonać.

- Jeżeli to prawda, to wtedy nie umarł na marne.

- I tak nie żyje.

- Czy… odbył się pogrzeb?

Syriusz westchnął, poddając się i wyrzucając papierosa przez otwarte drzwi, które potem zamknął, chroniąc ich przed zimnem.

- Tak myślę. Nie zostałem zaproszony. Otrzymałem uroczy liścik od matki, w którym napisała, że zarówno mój ojciec, jak i brat są martwi.

- To okropne.

- Typowe.

- Więc nawet nie zdołałeś się pożegnać?

- Nie w taki sposób, jaki masz na myśli – mężczyzna usiadł na krześle, chowając paczkę papierosów do kieszeni kurtki. – Powiedziałem im do widzenia, kiedy zwalili mnie z tamtego pieprzonego drzewa w innym pokoju. Kiedy umarł Reg… - spauzował, zastanawiając się, czy jeszcze coś mówić - … pożegnałem się, pijąc razem z dziewczyną butelkę Ognistej Whisky.

- Przynajmniej nie byłeś sam – powiedziała Hermiona z nutą goryczy w głosie.

Syriusz wyszczerzył się, kiedy to dosłyszał. Czyżby zazdrość?

- Nie, nie tym razem – kontynuował, nie chcąc wytknąć widocznej na twarzy brązowowłosej złości, kiedy się odezwała. – Upiliśmy się, podczas gdy ona wymyślała historie na temat mojej rodziny. Powiedziała, że w głębi duszy byli dobrymi ludźmi, którzy zostali wplątani w złe sytuacje. Urocze bajki, które poprawiły mi na chwilę humor – w tym momencie zniknął z jego twarzy nostalgiczny uśmiech.

Hermiona poklepała go po ramieniu.

- Może to nie były bajki.

- Przekonamy się.