Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do ShayaLonnie. Prawa do uniwersum, bohaterów należą do J. K. Rowling.
Od tłumaczki:
Philie – co tu dużo mówić… dziękuję! :)
Dług Czasu
Część Pierwsza – Dług Życia
Rozdział Szósty: Żadnych Powtórek z Rozrywki
„. . . keep holding on
'cause you know we'll make it through, we'll make it through
just stay strong
'cause you know I'm here for you, I'm here for you. . ."
(Avril Lavigne – Keep Holding On)
2. sierpnia 1997
Grimmauld Place 12 – Rezydencja Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków
- Znaleźliście już ten medalion? – zapytał Syriusz po kilku godzinach unikania dwóch młodszych od niego czarodziejów oraz czarownicy, która dołączyła do poszukiwań godzinę temu. Black zaproponował, że rozejrzy się piętra niżej, choć w rzeczywistości udał się po ukrytą w kuchni, znajdującą się w zamkniętym pudełku butelkę Ognistej Whisky oraz starą stertę czekoladek Remusa. Całość została podpisana etykietą „Popsute – Prawdopodobnie Zaklęte – Nie Dotykać".
- Idiota – wymamrotał Łapa, sięgając z triumfem po zapakowane słodycze, po czym udał się do reszty obecnych w rezydencji osób.
- Jeszcze nie – zawołał Harry, kiedy opuścił pokój Regulusa, zamykając za sobą drzwi. Pojawili się Ron i Hermiona. – Ale mam pomysł – uśmiechnął się Potter. – Stworek buchnął nam mnóstwo rzeczy. Miał ich całą stertę w swojej szafce w kuchni – była to ich ostatnia nadzieja, której trzymali się niczym tonący brzytwy. – Chodźcie.
Złota Trójca w pośpiechu zbiegła po schodach, Syriusz zaś powoli za nimi podążył. Narobili takiego hałasu, że obudzili znajdujący się na korytarzu portret matki Blacka.
- Brudne szlamy! Śmieci! – wykrzyczała za nimi. Łapa po cichu machnął różdżką, zasuwając zasłony, a następnie przeklinając pod nosem zamknął za sobą drzwi do kuchni. Harry w mig pokonał dzielący go od szafki Stworka dystans, po czym ją otworzył. Znajdowało się tam gniazdo stworzone ze starych koców, w których niegdyś musiał spać domowy skrzat. Nie mieniło się już jednak zdobytymi przez niego błyskotkami. Jedyne, co znaleźli tam czarodzieje, to stara kopia „Szlachectwa naturalnego, czyli genealogii prawdziwych czarodziejów".
- Cholera – przeklął Harry, wyciągając księgę. – Nic prócz książki i sterty śmieci – westchnął, wręczając przedmiot Syriuszowi, który oczyścił go z kurzu.
- Co to za książka? – zapytała Hermiona, spoglądając na mężczyznę, podczas gdy Harry i Ron na wszelki wypadek dokładniej zajęli się przeglądaniem zawartości skrytki.
- Stara księga na temat genealogii czarodziejów czystej krwi – wytłumaczył. – Zanim zaczęliśmy uczęszczać do Hogwartu, mój brat i ja musieliśmy wykuć tę przeklętą rzecz na pamięć – po to, żebyśmy czasem nie chcieli się „mieszać" z nieczystymi – Syriusz przewrócił oczami, po czym zaczął z obrzydzeniem przerzucać kartki. – Jest magicznie aktualizowana, więc jeżeli narodzi się dziecko lub ktoś umrze, wszystko od razu zostaje zanotowane. Coś w stylu naszego rodzinnego arrasu piętra wyżej.
- Myślisz, że jest tam moja rodzina? – zapytał Harry akurat w momencie, gdy Black natrafił na stronę z wypisanym na samym górze nazwiskiem „Potter".
Charlus James Potter
Kwiecień 1921 – Czerwiec 1978
Dorea Violetta Potter z domu Black
Marzec 1920 – Czerwiec 1977
James Charlus Potter
Marzec 1960 – Październik 1981
Lily Potter z domu Evans
Styczeń 1960 – Październik 1981
Harry James Potter
Lipiec 1980 –
Syriusz rzucił okiem na stronę, przeczesując kciukiem po imionach, które tak dobrze znał. Jedno z nich szczególnie się wyróżniało. Mężczyzna z uczuciem go dotknął, nieświadomie drugą ręką ściskając zwisający na jego szyi łańcuszek.
- Syriusz? – zawołał Harry. – Myślisz, że w tej księdze jest moja rodzina?
Łapa podniósł wzrok.
- Przepraszam, Szczeniaku, odpłynąłem – odchrząknął, po czym pospiesznie przytknął czubek różdżki na szczycie ogromnej strony, jednocześnie patrząc chrześniakowi w oczy. Używając niewerbalnego Evanesco spowodował, że kartka zniknęła. Potrząsnął głową. – Potterowie niegdyś w niej byli – wytłumaczył. – Kiedy uciekłem, matka wyrwała stronę. Prawdopodobnie ją spaliła – wzruszył ramionami, po czym spojrzał w bok, niezadowolony z faktu, że musiał okłamać bliskiego mu chłopaka.
- Nie ma tam nic, Harry – westchnął Ron. – Poza paroma zdechłymi szczurami.
- To jeszcze nie koniec – rzekł młody Potter, po czym podniósł głos: - Stworek!
Nic się nie stało.
- Dlaczego nie przychodzi? – zapytała zaintrygowana Hermiona.
- Może w końcu umarł – wymamrotał pod nosem Animag, po czym zamknął księgę i wręczył ją czarownicy. Nagle słowa te do niego dotarły. Uśmiechnął się na myśl zmarłego gdzieś zdradzieckiego skrzata. – Szkoda, że nie zostawił po sobie jakiegoś ciasta, abyśmy mogli świętować.
- Syriusz! – zmierzyła go wzrokiem Granger. Jęknął. Myślał, że skończył już ze słuchaniem jej wypowiedzi na temat jakiś głupich praw skrzatów.
- Czekajcie. A co jeżeli fakt, że jesteś żywy unieważnił twój testament? Co jeśli on o tym wie? – zapytał Harry wycofując się z zarośniętej kurzem szafki.
- Masz na myśli to, że w dalszym ciągu jestem odpowiedzialny za tego małego potwora? – Łapa uniósł brew.
- Zawołaj go i się o tym przekonaj.
- Jasna cholera… - westchnął Black. – Stworek!
Nastąpiło głośne pyknięcie, po którym znikąd pojawił się skrzat, którego Syriusz tak bardzo nie chciał już widzieć. Był mały, połowy wielkości dorosłego człowieka, jego pomarszczona blada skóra wręcz z niego zwisała, zaś z jego odstających uszu wyrastały białe włosy.
- Pan powrócił – wyrechotał z pogardą. – Och, moja biedna Pani będzie zawiedziona wieścią, że ten niewdzięczny bydlak żyje, by w dalszym ciągu rujnować najbardziej Szlachetny Ród Blacków. Och, moja biedna Pani będzie zawiedziona Stworkiem za niepowodzenie w misji pozbycia się skazy na jej wielkim i szlachetnym Rodzie…
- Och, wyszło ci wręcz wyśmienicie, ty gówniany stworze! – Syriusz zareagował w mgnieniu oka, kopniakiem posyłając skrzata dobrych parę metrów przed siebie.
- Syriusz! – krzyknęła Hermiona, po czym zmierzyła mężczyznę wzrokiem.
- On ma rację, Hermiono – powiedział Ron, który sam nie był fanem skrzata. – To Stworek stoi za śmiercią Syriusza.
- Wiem o tym! – prychnęła dziewczyna.
- To w takim razie okaż tej rzeczy odrobinę mniej współczucia! – Łapa przymrużył na nią swoje szare oczy.
- Wynocha stąd, obydwaj – czarownica wskazała palcem na Syriusza i Rona. – Harry i ja zajmiemy się Stworkiem – wydawała się przygnębiona nie tylko z faktu, jak skrzat został potraktowany.
O nie. Granger także zmierzyła wzrokiem Stworka. Z tego, co się orientowała, skrzat został stworzony przez swoje środowisko. Syriusz źle go traktował, więc i on się odwrócił. Obydwaj byli winni, a w tym momencie dziewczyna miała ich serdecznie dosyć.
- Zostajesz w tym pokoju i odpowiadasz na każde zadane ci pytanie. Zrozumiano? – Łapa spojrzał na skrzata z czystą nienawiścią. – Nie masz pozwolenia na opuszczenie tego pierdolonego pomieszczenia do chwili, w której dostaniesz na to pozwolenie!
- Cokolwiek Pan mówi – Stworek nisko się przed nim ukłonił. – Stworek żyje, by służyć Szlachetnemu Rodowi Blacków.
Black dał sobie chwilę, by powstrzymać się przed powtórnym kopnięciem skrzata, wpatrując się w pewną siebie, powstrzymującą go Hermionę, po czym wystrzelił z kuchni, pociągając za sobą Weasleya.
- Dwa lata temu w salonie na górze znajdował się duży złoty medalion. Wyrzuciliśmy go. Czy znowu go ukradłeś? – Harry od razu zaczął przesłuchiwać Stworka.
Przez moment zapanowała cisza, podczas której stworzenie wyprostowało się, by spojrzeć czarodziejowi w twarz. I wtedy powiedział:
- Tak.
- Gdzie teraz jest? – zapytał rozradowany Potter.
Stworek zamknął oczy, tak jakby nie mogąc znieść nadchodzącej reakcji.
- Zniknął.
- Zniknął? – powtórzył rozczarowany Harry. – Co masz przez to na myśli?
Skrzat wzdrygnął się. Próbował zrobić unik.
- Stworku – powiedział z lekką agresją przesłuchujący go chłopak. – Rozkazuję ci…
- Mundungus Fletcher – wyskrzeczał skrzat z w dalszym ciągu zamkniętymi oczami. – Mundungus Fletcher wszystko ukradł: obrazy panny Belli i panny Cissy, rękawiczki mojej Pani, Order Merlina Pierwszej Klasy, kielichy z godłem rodziny i… i…
Stworek próbował łapać powietrze, jego wychudła klatka piersiowa szybko unosiła się i opadała. Po chwili otworzył szeroko oczy, wydając z siebie mrożący krew w żyłach krzyk.
- … i medalion. Medalion Pana Regulusa. Stworek źle zrobił, Stworek zawiódł!
Harry zareagował instynktownie, kiedy skrzat rzucił się na stojący przy palenisku pogrzebacz. Chłopak skoczył na niego, przygniatając do ziemi. Krzyk Hermiony zmieszał się z krzykiem Stworka, jednak Potterowi udało się być głośniejszym:
- Stworku, rozkazuję ci, abyś stanął w miejscu!
Ale Stworek kontynuował.
- Harry, powstrzymaj go! – krzyknęła Hermiona, kiedy obserwowała, jak stary skrzat usiłuje siebie ukarać pomimo prób czarodzieja, by go powstrzymać.
- Staram się! – wrzasnął Potter.
- Stój Stworku! – czarownica przekrzyczała ich wszystkich.
Stworek zatrzymał się.
- Co, u licha? – jasnozielone oczy Harry'ego szeroko się otworzyły.
- Wszystko w porządku, Stworku? – Hermiona uklękła obok skrzata w obawie, że zrobił sobie krzywdę.
- Tak, Pani. Stworek słucha się Pani – rzekł gorzko, mrużąc na dziewczynę oczy. Na te słowa źrenice czarownicy rozszerzyły się. Przełknęła ślinę, podczas gdy stworzenie kontynuowało: - Nawet jeżeli Pani jest brudną szlamą przyprowadzoną do Szlachetnego Rodu Blacków przez niewdzięcznego zdrajcę krwi.
- Czekaj. Jesteś posłuszny Hermionie, Stworku? – Harry rozdziawił usta.
- Stworek żyje, by służyć Szlachetnemu Rodowi Blacków.
- Harry, idź i powiedz Syriuszowi, że Mundungus ukradł medalion – nacisnęła Granger.
- Ale…
- Idź Harry. Poradzę sobie ze Stworkiem – dziewczyna przeniosła na niego ogniste spojrzenie. – Proszę, Harry – błagała, by po chwili z wdzięcznością uśmiechnąć się na skinienie głowy przyjaciela. Potter jeszcze raz spojrzał na skrzata, po czym opuścił pokój. Hermiona pospiesznie skupiła uwagę na stojącym przed nią magicznym stworzeniu. – Stworku, dlaczego nazwałeś mnie Panią? Dlaczego mnie słuchasz?
- Stworek potrafi widzieć Więź na własne oczy – zmierzył ją wzrokiem, po czym potrząsnął głową. – Stworek widzi, że Pani z mugolskiej rodziny jest związana z jego Panem, który jest zdrajcą krwi. Och, moja biedna Pani… - zawył. – Widzi, co się dzieje z jej Domem. Pani nigdy nie wybaczy Stworkowi.
- Widzisz Więź? Widzisz Więź pomiędzy mną, a Syriuszem? – zapytała go brązowowłosa. – To nie ma sensu, Stworku. Ja i Syriusz nie jesteśmy małżeństwem. Nie jestem twoją Panią – nacisnęła.
- Stworek widzi magię – skrzat przeegzaminował ją wzrokiem, szybko coś odnajdując. Zniesmaczony tym, co zobaczył, na jego twarzy pojawił się grymas. Spojrzał w bok. – Małżeństwo nie zrobiłoby żadnej różnicy. Do stworzenia tej Więzi została użyta magia. Pani ze swoją brudną krwią związała się ze Szlachetnym Rodem Blacków.
Hermiona ponownie przełknęła ślinę. Serce biło jej jak szalone.
- Nikomu o tym nie powiesz, Stworku. Rozumiesz mnie? – wbiła wzrok w skrzata, czując się źle przez fakt wydawania mu rozkazów. Skrzat ukłonił się przed nią.
- Stworek żyje, by służyć Szlachetnemu Rodowi Blacków.
- Stworku, czy widziałeś, jak Mundungus kradnie medalion? – zapytała go Hermiona, powracając do tematu.
- Stworek go widział! – powiedziało przez łzy stworzenie, kiedy przypomniało sobie o przedmiocie. – Stworek widział, jak wychodzi z jego szafki z rękami pełnymi jego skarbów. Stworek kazał zdradzieckiemu złodziejowi przestać, ale Mundungus Fletcher zaśmiał się i u-uciekł…
- Nazwałeś go „medalionem Pana Regulusa" – powiedziała Granger. – Dlaczego? Skąd to się wzięło? Co Regulus ma z tym wspólnego? Usiądź, Stworku i powiedz mi wszystko, co wiesz o tym medalionie i o Regulusie!
oOoOoOo
Wszyscy czarodzieje siedzieli w położonym wyżej salonie czekając na nadejście Hermiony. Kiedy Harry dołączył do Syriusza oraz Rona, starszy z nich uniósł z zapytaniem brew, na co jego chrześniak potrząsnął głową i wymamrotał coś na temat czarownicy i jej cholernych skrzatów. Łapa mógł stwierdzić, że chłopak coś ukrywa, ale biorąc pod uwagę fakt, że sam przed chwilą zmazał całe drzewo genealogiczne po to, by ukryć je przed wścibskimi oczami, nie czuł się na siłach, by kwestionować sekrety Harry'ego.
Niedługo później dołączyła do nich cała blada na twarzy czarownica.
- Co się stało? – zapytał pospiesznie Harry.
Wzrok brązowowłosej spoczął na Animagu.
- Co powiedział skrzat?
- Volde…
- Nie mów tego! – krzyknął Ron, podczas gdy reszta przewróciła oczami.
- Parę lat temu Sami-Wiecie-Kto poprosił Regulusa, by ten wypożyczył mu Stworka. Zabrał go do jaskini, gdzie trzymał medalion. Zmusił skrzata, by wypił miksturę, którą wziął Dumbledore – spojrzała na Harry'ego. – Sam-Wiesz-Kto użył Stworka, by ten nałożył na medalion ochronne zaklęcia, a następnie zostawił go na śmierć – pociągnęła nosem. – Ale Regulus rozkazał Stworkowi, by zawsze do niego wracał i tak też zrobił – Hermiona podeszła do kanapy i usiadła tuż obok Syriusza, sięgając po jego dłonie. – Stworek powiedział Regulusowi, co zrobił, a Regulus domyślił się, że Sami-Wiecie-Kto stworzył co najmniej jeden horkruks. On… on kazał Stworkowi, by ten zabrał go do jaskini. Sam wypił miksturę, a następnie podmienił medalion. Dał prawdziwy skrzatowi i rozkazał mu go zniszczyć – dziewczyna uniosła brew.
- Regulus wypił miksturę? – zapytał cicho Harry. Czarownica skinęła głową. – Inferi? – spytał, spoglądając naprzemiennie na przyjaciółkę oraz Syriusza. Black spuścił wzrok, wpatrując się na znajdującą się w jego dłoni pustą szklankę po Ognistej Whisky. Hermiona przytaknęła.
- Stworek powiedział, że on poszedł pod wodę – jej usta zadrżały, a wolną dłonią starła spływające z jej oczu łzy. Patrzyła się na Animaga.
- Więc… gdzie to teraz jest? – w końcu przerwał ciszę, kompletnie nie chcąc mówić o śmierci swojego brata bądź jego potencjalnym odkupieniu.
- Umm… - Granger przez moment się zawahała, chcąc popchnąć Syriusza do rozmowy, ale jedno spojrzenie wystarczyło, by stwierdziła, że lepiej będzie go do niczego nie zmuszać. – Stworek powiedział, że zabrał go Mundungus. Posłałam skrzata, by go za nas odnalazł.
- Skąd będziemy wiedzieć, że to zrobi? – zapytał Ron. – Co jeżeli zniknie i nas zdradzi? Już raz zdradził Syriusza.
- Wydałam mu bardzo dokładne rozkazy – nacisnęła brązowowłosa.
- A on cię posłucha? – Weasley uniósł brew.
- Oczywiście – przytaknęła Hermiona, otrzymując zaintrygowane spojrzenia. – Syriusz mu to rozkazał, a on nie może ignorować woli swojego Pana. Najwyższym prawem domowych skrzatów jest przywiązanie do ich Panów – wytłumaczyła. Ron przytaknął z akceptacją, ale zarówno Harry, jak i Syriusz wpatrywali się w nią tak, jakby wiedzieli, że ukrywa przed nimi coś wielkiego. – Proszę – powiedziała czarownica, wręczając falsyfikat Harry'emu. – Pilnuj tego. Powiedziałam Stworkowi, że dostanie to jak tylko wróci. Bardzo go to uszczęśliwiło. Zajęło mi dłuższą chwilę, by go przekonać, że nie musi już płakać – westchnęła.
- Dałaś skrzatowi prezent? – Black wbił w nią wzrok.
- Chcę położyć kres temu cyklowi – nacisnęła. – Harry pokona Sami-Wiecie-Kogo, wygramy tę wojnę. A kiedy to się stanie, będę miała dosyć patrzenia, jak mugole, gobliny, wilkołaki i domowe skrzaty komuś podlegają. Nie oznacza to jednak, że go lubię – powiedziała stanowczo. – Zdradził cię i przez to skończyłeś martwy. Jesteś jednak już żywy, a ja patrzę w przyszłość. Zakończę ten cykl nienawiści. Oczekuję od całej waszej trójki, że będziecie mili dla tego zbutwiałego skrzata, kiedy tylko wróci! – z tym dziewczyna wstała i z parsknięciem opuściła pokój, kierując się na piętro, zamykając za sobą drzwi do łazienki.
- Po prostu trzymajcie mnie od niego z dala, kiedy wróci – jęknął Łapa. – Jeśli chcesz, mogę ci go oddać, Harry.
- W końcu będziemy musieli opuścić Grimmauld Place – rzekł Potter. – Powiemy mu, że jeżeli kiedyś nie wrócimy, to powinien powrócić do Hogwartu. Tam przynajmniej nie będzie stwarzał problemów – Chłopiec, Który Przeżył wcale nie był bardziej zadowolony perspektywą posiadania zgorzkniałego starego skrzata od swojego ojca chrzestnego.
oOoOoOo
4. sierpnia 1997
Grimmauld Place 12 – Rezydencja Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków
Czwórka czarodziejów czekała na powrót Stworka, z minuty na minutę coraz bardziej się niepokojąc. W podziemiu, które zostało całkowicie opróżnione prócz klatki, w której niegdyś chronił się w czasie przemian Remus, Harry i Syriusz praktykowali pojedynki, zaś Ron i Hermiona pozostali w salonie. Czarownica czytała księgę z historiami, którą podarował jej Dumbledore, a Weasley bawił się swoim wygaszaczem.
Pokonując drogę w górę schodów zarówno Syriusz, jak i Harry odczuwali panujące w rezydencji napięcie. Obserwowali, jak czarownica mierzy wzrokiem Rona, który za pomocą swojego magicznego urządzenia na przemian włączał i wyłączał pobliskie lampy. Chwilę przed tym, jak Hermiona straciła panowanie i rzuciła się na przyjaciela, Łapa wyrwał z jego rąk wygaszacz.
- Hej! – Ron zmierzył go wzrokiem.
- Dostaniesz go z powrotem, kiedy nauczysz się w inny sposób radzić sobie ze swoim znudzeniem – wytłumaczył Black. – Nie masz co zrobić ze swoimi rękami? Idź zapalić – rzucił chłopakowi paczkę papierosów. Weasley zamrugał, po czym sięgnął w kierunku małego pudełeczka. Powstrzymał go jednak morderczy wzrok Hermiony.
- Nawet. Się. Nie. Waż – zawarczała.
Ron skrzywił się, Harry odwrócił wzrok, zaś Syriusz szeroko się uśmiechnął.
- Chyba spasuję – powiedział rudowłosy, oddając Blackowi papierosy z zamiarem wyjścia z pokoju w celu jak najszybszego oddalenia się od pary czarodziejów. Hermiona wbiła wzrok w Łapę, który wydawał się nie tylko nie przejmować, ale wręcz z niecierpliwością oczekiwać na to, co dziewczyna może mu za chwilę zrobić. Zanim ktokolwiek zdążył się odezwać, w stronę korytarza wystrzeliły ochronne zaklęcia. Wszyscy stanęli obok siebie z wycelowanymi w stronę zagrożenia różdżkami.
- Wstrzymajcie ogień! To ja, Remus!
- Och, dzięki bogu – powiedziała słabo brązowowłosa, w międzyczasie kierując różdżkę na portret Pani Black. Zasłony z hukiem ponownie się zamknęły i znów zapanowała cisza. Ron także opuścił broń, jednak Harry i Syriusz w dalszym ciągu nie zmienili pozycji.
Lupin stanął w świetle lamp z rękoma w geście poddania.
- Remus John Lupin, wilkołak, czasami znany jako Lunatyk, jeden z twórców Mapy Huncwotów, małżonek Nimfadory zazwyczaj nazywanej Tonks. To ja nauczyłem ciebie wyprodukować Patronusa, który przybiera postać jelenia, Harry.
- Och, w porządku – powiedział Potter, relaksując się. – Musiałem jednak sprawdzić, prawda?
Remus odetchnął z ulgą.
- Co, u licha? – zapytał Syriusz. – A co z moimi cholernymi środkami bezpieczeństwa, Lunatyku? – Black, cały czas w pozycji obronnej, uniósł brew na swojego przyjaciela, zachęcając do ruchu.
- Serio? – Lupin zmierzył go wzrokiem. – W porządku. W trakcie przyjęcia z okazji moich szesnastych urodzin ty, Syriusz Black, w czasie gry „Veritaserum albo Wyzwanie" publicznie przyznałeś się do całowania z…
- Dobra! Dobra! – krzyknął Łapa, unosząc do góry dłonie. – Dupek – zawarczał, a wilkołak wyglądał zwycięsko, kiedy wszedł do pokoju i pospiesznie go uścisnął. Po tym stanął obok Harry'ego i poklepał go po ramieniu.
- Jako twój były nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią zgadzam się z tobą, Harry. Ron, Hermiona – nie powinniście tak szybko opuszczać gardy.
- A co ze mną? – zapytał Black.
- Poddałeś się przez strach przed publicznym upokorzeniem – Remus potrząsnął głową. – Jeśli mam być z tobą szczery, to wstydzę się za ciebie. Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz przesłuchiwany. Zwykłe wspomnienie twoich nastoletnich lat skłoni cię do zdradzenia sekretów Zakonu komukolwiek – zaśmiał się, a Syriusz przewrócił oczami. - Żadnego śladu Severusa? – zapytał nowoprzybyły czarodziej.
- Nie – odparł Harry. – Co się dzieje? Czy wszyscy są cali?
- Tak – rzekł Lupin. – Ale jesteśmy obserwowani. Chodźmy na dół. Mam wam wiele do opowiedzenia i przy okazji chcę się dowiedzieć, co się stało po tym, jak opuściliście Norę.
Udali się do kuchni, gdzie Hermiona skierowała różdżkę na palenisko. W mgnieniu oka pojawił się ogień, dając iluzję przytulności. Kiedy usiedli, Remus wyciągnął z płaszcza kilka kremowych piw. Syriusz wbił w niego oczekujące spojrzenie. Wilkołak wzruszył ramionami.
- Albo kremowe piwo, albo nic, Syriuszu – Łapa sięgnął po butelkę, mamrocząc coś na jej temat pod nosem. - Zjawiłbym się tu już trzy dni temu, ale musiałem najpierw pozbyć się siedzących na moim ogonie Śmierciożerców. Więc… zjawiliście się tu od razu po weselu?
- Tak – Hermiona skinęła głową. – Trudno jest aportować się z czterema osobami obok, ale było to jedyne w miarę bezpieczne miejsce, na które mogliśmy w tamtej chwili się zdecydować.
- Powiedz nam, co zdarzyło się po naszym odejściu. Nie dostaliśmy ani jednej wiadomości po tym, jak tata Rona poinformował nas, że rodzina jest bezpieczna – rzekł Harry.
- Zatem… Kingsley nas uratował – zaczął Lunatyk. – Dzięki jego ostrzeżeniu większość gości weselnych teleportowało się, zanim oni nadeszli.
- Byli to Śmierciożercy czy ludzie z Ministerstwa? – wtrąciła się Granger.
- Mieszanka, choć w praktyce to jedno i to samo. Jakiś tuzin. Nie wiedzieli jednak, że tam byłeś, Harry. Artur usłyszał gdzieś, że za pomocą tortur próbowali wyciągnąć miejsce twojego pobytu od Scrimgeour'a. Potem go zabili. Jeżeli to prawda, to cię nie wydał.
- To zaskakujące – smutno przyznał Harry.
- Śmierciożercy przeszukali Norę od góry do dołu – kontynuował wilkołak. – I wtedy przesłuchali tych, co zostali. Próbowali zdobyć na twój temat jak najwięcej informacji, Harry, ale oczywiście nikt prócz członków Zakonu nie miał w tej kwestii nic do powiedzenia. Kiedy to nie zadziałało, zaczęli pytać o Syriusza. Mimo że nikt poza Zakonem cię nie widział - przynajmniej aż do wesela - wieści i tak się rozeszły.
- Dlaczego węszyli na mój temat? – zapytał sączący swoje piwo Black.
- Przede wszystkim chcieli wiedzieć, czy to prawda, że wróciłeś, a jeżeli tak, to jak to możliwe – Lupin westchnął, po czym spojrzał na Hermionę. – Po prostu próbowali mnie wkurzyć – potrząsnął głową. – Nie udało im się – powiedział z uśmiechem.
- Oczywiście, że nie – wyszczerzył się Syriusz. – Potrzebowaliby czegoś więcej, niż przesłuchania, żeby cię złamać, Lunatyku.
- Inni… – Lupin posmutniał. – Zburzyli dom Dedalusa Diggle'a. I użyli zaklęcia Cruciatus na rodzicach Tonks.
- Co?! – Łapa wstał i kopnął krzesło, posyłając kawałek drewna na drugi koniec pokoju, rozbijając go o ścianę. – Skrzywdzili Dromedę?
- Z nią wszystko w porządku – nacisnął Remus. – Tylko roztrzęsiona. Obiecuję. Oni też są teraz moją rodziną – po tym wstał i położył dłoń na ramieniu przyjaciela. – Tonks jest teraz w domu, by się nimi opiekować.
- Jak mogli to zrobić? – zapytała Hermiona. – To… to nielegalne!
- Musisz uświadomić sobie fakt, że Śmierciożercy mają teraz pełne poparcie ze strony Ministerstwa – powiedział Lupin. – Mogą rzucać brutalnymi zaklęciami bez obawy o identyfikację i aresztowanie. Zdołali spenetrować każdy ochronny czar, jaki rzuciliśmy, a kiedy znaleźli się w środku, byli całkowicie otwarci w kwestii kierujących ich motywów. Zrobili z Harry'ego zbiega poszukiwanego w celu przesłuchania na temat śmierci Dumbledore'a. I, Hermiono… - czarodziej się zawahał. – Rozpoczęli rejestrację wszystkich mugolaków. To ich przykrywka, by ściągnąć te osoby do siebie i oskarżyć je o kradzież magii.
- To niedorzeczne! Nie można ukraść magii! – krzyknęła dziewczyna.
- Ludzie na to nie pozwolą – wtrącił się Weasley.
- To już się dzieje, Ron. Nawet teraz, kiedy rozmawiamy, urodzeni w domach mugoli są zapędzani w kozi róg. Zresztą, to nie ma teraz znaczenia. Wszyscy jesteście na misji i wyobrażam sobie, co musicie robić, aby pozostać niewykryci – Remus spojrzał na całą trójkę, ignorując Syriusza. Kiedy kontynuował przemowę, Łapa skupił na nim całą swoją uwagę. Czuł, że coś jest nie tak. Animag wziął wdech, po czym zmrużył oczy na przyjaciela.
- Chodź ze mną na pogawędkę, Lunatyku – nacisnął Black, podchodząc do drzwi.
- Jest w porządku, Łapo – odparł mu stanowczo Lupin.
- Teraz, Remusie! – Syriusz nie wytrzymał.
Wilkołak przez moment się zawahał, po czym wstał i pokonał dzielący ich dystans. Czarnowłosy czarodziej zamknął za nimi drzwi, zaś pozostała w pokoju Złota Trójca zszokowała się nagłym wybuchem mężczyzny.
- Co się właśnie, u licha, stało? – zapytał zbity z tropu Ron.
- Nie mam pojęcia – rzekła Hermiona, po czym wstała i podeszła pod drzwi, by coś podsłuchać. Wiedziała, że bez Uszu Dalekiego Zasięgu będzie jej ciężko, ale sugerując się wyrazem twarzy Blacka nie wyobrażała sobie, że starsi czarodzieje będą siedzieć cicho.
- Co się dzieje? – zapytał pobladłego przyjaciela Syriusz.
- Nie mam pojęcia, o czym ty mówisz – odparł pospiesznie jego przyjaciel.
- Przestań to odwlekać, Remusie! – krzyknął Łapa. – Dlaczego pachniesz… strachem i poczuciem wstydu? – zapytał, kierując w rozmówcę różdżką. – Co ty zrobiłeś? Wiem, że nie wyjawiłeś nic Ministerstwu na mój czy Harry'ego temat, więc o co chodzi?
- Ja… ja… ja chcę iść z wami – zadeklarował Lupin. – Chcę pomóc.
- To by nie sprawiło, że czułbyś się winny – zawarczał Animag. – Co ty ukrywasz?
- Ona jest w ciąży – wyszeptał wilkołak, wbijając wzrok w ziemię. Opuścił ramiona, bojąc się spojrzeć drugiemu mężczyźnie w oczy.
- Ona… - Syriusz opuścił broń, kiedy przetwarzał tą wieść. Przypomniał sobie moment, w którym to James powiedział im, że Lily oczekuje dziecka. Była to jedna z najszczęśliwszych chwil ich życia, teraz jednak… odczuwali napięcie, a Remusa ogarniało poczucie winy. Black chciał z nim świętować, pogratulować mu, ale nagle zdał sobie sprawę, dlaczego wilkołak zachowuje się tak, a nie inaczej. – Ty chuju! – krzyknął, po czym walnął Lupina w głowę.
- Au! Co, u licha?! – wrzasnął Lunatyk.
- Zostawiasz ją?! Ty pieprzony durniu! – zawarczał Łapa, a z jego różdżki poleciały czerwone skry, prawie podpalając płaszcz przyjaciela.
- Beze mnie będzie bezpieczniejsza! – uniósł się Remus. – Więcej zrobię będąc z wami, pomagając Harry'emu! To tego chciałby James…
Nagle różdżka Blacka ponownie się uniosła. Wbijał w rozmówcę mordercze spojrzenie.
- Czy znowu chcesz mi powiedzieć, co twoim zdaniem chciałby James? – zagroził. – Nie jesteś ojcem chrzestnym Harry'ego. Ja nim jestem. To ja mam go chronić, nie ty. Ja nie mam rodziny. Ty masz. Teraz zabieraj swój tyłek z tego domu i idź do nich! Tego właśnie chciałby James! - wrzasnął Animag.
- Czy ty nie widzisz, co ja zrobiłem?! – odparował mu w tym samym tonie Remus. – To przeze mnie stała się wyrzutkiem! To przeze mnie Bellatrix próbowała ją zabić! A teraz ona… a teraz moje dziecko… a co jeżeli ono… co ja zrobiłem?!
- W dalszym ciągu myślisz, że przekażesz to dzieciakowi? – zapytał go Syriusz. – Jak bardzo jesteś głupi? Przez lata mówiono ci, że tak się nie stanie!
- Nie wiesz tego – mężczyzna potrząsnął głową.
- To jest w ślinie, głupcze! Mia mówiła ci to każdego pierdolonego roku. Więcej! To jest w ślinie tylko i wyłącznie wtedy, gdy jesteś w pełni przemieniony! – Black opuścił różdżkę, z frustracją przeczesując włosy. – Merlinie… wszystko o tym już wiesz, Remusie!
- Nie ma ostatecznych dowodów – wymamrotał cicho czarodziej.
- Ostatecznych… - zawarczał Animag, po czym wyrzucił swoją różdżkę i wyskoczył do przodu, przywalając z zamkniętej pięści w szczękę Remusa. Wilkołak wrzasnął, po czym obrócił się na pięcie, oddając przyjacielowi w tył głowy, jednak w momencie, w którym jego pięść dotknęła czarnych włosów, Syriusz przemienił się w swoją zwierzęcą postać i mocno zacisnął szczęki na jego przedramieniu, warcząc głośno. Lupin nie był mu dłużny, sam z siebie wydając gardłowe dźwięki.
- Co wy, na Merlina, wyprawiacie! – krzyknęła Hermiona, która wywarzyła drzwi. – Immobulus! – obydwaj mężczyźni zastygli, a ich ciała lekko unosiły się nad ziemią, podczas gdy pozostali do nich dołączyli. – Zwariowaliście?! – dziewczyna nie wytrzymała i zabrała skłóconym czarodziejom różdżki. – Syriusz, złaź z Remusa! – rozkazała i z machnięciem własnej broni sprawiła, że czarny pies upadł na ziemię, ciągle warcząc. Black szybko przemienił się z powrotem w człowieka i stanął po drugiej stronie pomieszczenia. Granger uwolniła wilkołaka.
- A teraz jeden z was powie mi, co się stało! – nacisnęła.
- Tonks jest w ciąży – szybko powiedział Syriusz.
- To wspaniale! – czarownica rozpromieniła się, po czym podbiegła do Remusa, by go wyściskać, jednak ten odsunął się na bok z wymalowanym na twarzy poczuciem winy. – Co jest? Z Tonks wszystko w porządku?
- Nie, na pewno nie jest – nie wytrzymał Lupin.
- Uważaj jak przy niej mówisz – Black zawarczał wystarczająco złowrogo, by zarówno Harry, jak i Ron się od niego odsunęli. Ze strachem w oczach nie spuszczali nakierowanych w stronę czarodziejów różdżek.
- Co jest z Tonks? – w końcu wtrącił się Harry.
- Dziecko może być wilkołakiem – Remus nareszcie powiedział to na głos i od razu odwrócił się od wszystkich ze spływającymi mu z oczu łzami złości.
- On jest idiotą! – Animag przewrócił oczami.
- Och, Remusie – dziewczyna ostrożnie do niego podeszła, delikatnie kładąc dłoń na nienaruszonym ramieniu. – Chodź, usiądź – nacisnęła. – Pozwól mi to naprawić – wskazała na ogromną ranę po ugryzieniu spowodowanym przez Syriusza. Lupin po cichu się posłuchał. – Ron, idź do pokoju po moją torbę. W niej znajduje się mała buteleczka Dyptamu. Proszę, przynieś ją.
- Jesteś pewna? – zapytał ostrożnie Weasley.
- Wszystko będzie w porządku. Idź – odparła Hermiona, po czym zwróciła się do wilkołaka. – Remusie – położyła dłoń na jego twarzy tak, by na nią spojrzał. Kiedy to zrobił, od razu odwrócił wzrok, ze wstydem ukrywając łzy. – Remusie, będziesz wspaniałym ojcem – uśmiechnęła się. – A twoje dziecko nie będzie miało likantropii. Wirus przenosi się tylko i wyłącznie w czasie ugryzienia podczas pełni – nacisnęła.
- Mówimy mu to już od Hogwartu – wymamrotał Black.
- Nie ma dowodów – mężczyzna potrząsnął głową.
- Chcesz ich? – Syriusz przewrócił oczami. – Lunatyku… gdyby ślina, nasienie czy krew przenosiła twój futrzasty problem na innych, to sam już bym go dawno miał!
Oczy Harry'ego oraz Hermiony od razu szeroko się otworzyły, zaś Remus przekręcił głowę i z uniesioną brwią zagadkowo spojrzał na swojego przyjaciela. Syriusz mrugnął kilka razy, próbując ich zrozumieć, po czym sprostował:
- Och… uch… krew – podświadomie podrapał swoje lewe ramię, na którym pod wzorem z tatuaży mieściła się blizna. – Podczas piątego roku zrobiliśmy całą… i wtedy po Hogwarcie… - Łapa zajęczał, usiłując to wytłumaczyć. Zmierzył okiem czarodzieja, który nie miał najmniejszego zamiaru mu pomóc. – Coś w stylu braterskiej więzi krwi. Coś takiego, co robią mugole. Nie z… nasieniem, nic takiego, no wiecie… - szybko potrząsnął głową. Harry ledwo powstrzymywał się od wybuchnięcia śmiechem.
- Widzisz? – Hermiona uśmiechnęła się, sama mocno się powstrzymując. W tym czasie Ron do nich dołączył, wręczając butelkę z lekarstwem. – Wrócisz do domu do swojej żony – wyraźnie poinstruowała czarodzieja, podczas gdy polała ranę paroma kroplami specyfiku. – I będziesz masował jej stopy, kupował lody i robił wszystko, co sobie zażyczy. Z uśmiechem na twarzy.
- I w międzyczasie dojdziesz do siebie - dodał Black.
- Więc… nie tak to bym ujęła – Hermiona zmrużyła na Animaga oczy. – Ale tak. Dojdź do siebie. Jesteś wspaniałym człowiekiem, dobrym przyjacielem, świetnym mężem i z pewnością będziesz fantastycznym ojcem.
- Zgadzam się z Hermioną – przytaknął Harry, a kiedy usłyszał, jak jego ojciec chrzestny znacząco chrząka, dodał: - I z Syriuszem.
Remus nie odezwał się, ale wziął dziewczynę za rękę. Jego oczy skierowały się na jej ramię, częściowo nieosłonięte ciemnoniebieską kamizelką, którą nosiła. Smutno uśmiechnął się na widok znajdującej się na nim skazy. Przez kilka minut w pokoju panowała cisza, podczas której Lunatyk usiłował poradzić sobie z wewnętrznym konfliktem, mając tylko dłoń Hermiony i wsparcie przyjaciół. W końcu wstał i zwrócił się do Syriusza.
- Przepraszam – wyszeptał.
- Wyświadczysz mi przysługę, Lunatyku? – zapytał go Black, który położył dłoń na jego ramieniu. – Zostań z Tonks. Ukrywaj się. Nie walcz – błagał. – Nie dbam o to, co się stanie. Nie dbam o to, czy to się skończy. Musisz zostać ze swoją rodziną. Musisz przeżyć – oczy Syriusza były szeroko otwarte i ukazywały bezbronność, której inni jeszcze nigdy u niego nie widzieli.
- Muszę przeżyć – Remus powtórzył słowa.
- Masz zadanie do wykonania – wyjaśnił Łapa. – Więc zostajesz ze swoją żoną i dzieciakiem. Uczyń z siebie cholernego strażnika tajemnicy i zostań w pieprzonym domu. Żadnych powtórek z rozrywki.
- Żadnych powtórek z rozrywki – Lupin stanowczo mu przytaknął.
