v

Próba ślubu skończyła się dosyć późno. Severus patrzył jak goście wychodzą z kościoła i udają się na gratulacyjny obiad, każdy własną, osobną drogą. Mugole też tam byli. Rodzina Lily. Rozpoznał jej matkę, jej ojca… i była również Petunia, wszyscy dorośli.

Nie widział ich od lat. Wszyscy byli starsi, ponurzy, pełni strachu… a mimo to, w pewien sposób, wspanialsi.

Były noce kiedy on i Lily biegali wzdłuż holu, pomiędzy pokojem jej i Tunii, ścigając się aby zobaczyć kto pierwszy dotknie framugi drzwi. Tunia krzyczała na nich… często… i Severus myślał, że jest ona małą bezczelną suką. Ale Lily kochała ją, więc on musiał kochać ją w zamian.

Wiedział, że Lily nie powiedziała nic o nim panu i pani Evans. Gdyby przekroczył ulicę w tej chwili, w swojej pelerynie, z twarzą dorosłą i zdrową, z włosami przynajmniej trochę bardziej uczesanymi niż kiedyś… zobaczyliby jego dopasowane ubranie, jego silne ramiona, że zrobił dużo dobrego dla siebie. Objęliby go, pocałowali w policzek, zapytali jak poszło ukończenie szkoły. Zastanawiając się jaką ma pracę. Zastanawiając się…

A Lily piorunowałaby go spojrzeniem przez cały czas, podczas jego rozmowy z jej rodzicami, ale musiałaby tam siedzieć i patrzeć jak bierze mały kawałek jej życia, które on…

Nie, odeszłaby.

Ale ona nie może odejść. Nie dzisiaj. Nie może tego zrobić dzisiaj wieczorem.

Tak więc patrzył. Był Peter, któremu towarzyszył Syriusz Black… ten gnojek… i był też Potter, rozmawiający z Dumbledorem, profesor McGonagall i Hagridem… Gratulowali mu. I Moody. I… Jezu, cały Zakon zjawił się dzisiaj wieczorem.

Mógł wysadzić całą ulicę i zabić ich wszystkich. To byłoby takie proste. Czarny Pan wyniósłby go wysoko na niebiosa.

Ale Severus nie był taki jak Peter. Nie zrobiłby tego.

Lily tam była.

Jak tylko tłum zaczął się rozchodzić, Severus przeszedł na drugą stronę ulicy. Potter odwrócił się, rozmawiając z Syriuszem. Wszyscy odchodzili, zostawiając Lily w tyle. Była sama…

To był idealny… perfekcyjny moment… Był w drodze…

- Nie sądzę abyś otrzymał zaproszenie, Severusie.

Zamarł. Znał ten głos.

Obrócił się na pięcie i zobaczył Dumbledore'a. Snape zadrwił i ruszył dalej.

- Nie jestem już twoim uczniem, stara kozo – Snape splunął. – Nie możesz mi dać nieuzasadnionego szlabanu, przykro mi…

I w głowie Severusa pojawił się ból, o wiele gorszy niż jakikolwiek zadany mu przez Czarnego Pana. Zatrzymał się nagle i gapił na dyrektora. Dumbledore piorunował go spojrzeniem znad swoich okularów-połówek.

- Wrócisz do domu. I powiesz Riddle'owi, że nie będzie wtykał swoich paluchów w tą sprawę – Dumbledore ostrzegł go. – Nie będzie bitwy w czasie ślubu Potterów.

- On nie przysłał m… - i Severus uciął. Przemilczał swoje wyznanie, spojrzał jeszcze raz na dyrektora i deportował się.