Wallbreakers
02. Diabeł, na którego rogach spoczywa płonąca aureola
Fallen wyszła ze swojego pokoju ziewając przeciągle i zaczęła iść korytarzem wiążąc po drodze włosy w kucyk. Od tyłu podbiegł do niej Iceman i zaczął iść na równi z nią.
- Słyszałaś, że dzwonili ci ze wczoraj? Ten cały Bardok czy jak mu tam jednak tu zamieszka. Profesor i Ororo pojechali po niego dzisiaj rano i niedługo powinni wrócić.
- Ta, kolejny egzeplarz do tej rozdartej dzieciarni.
- Ej, ej, ej, tylko Jamie ma tu miano dziecka.
- Z biologicznego punktu widzenia, mon ami [mon ami - franc.mój przyjacielu].
- Tak na to patrząc wszyscy jesteśmy dziećmi - brunet podniósł palec do góry jakby chcąc podkreślić swoją rację.
- Nie wymądrzaj się, Drake - skręciła w inny korytarz i wyszła na dwór gdzie bez większego problemu weszła na jedno z drzew. Była tam opuszczona dziupla, z której wyjęła książkę i układając się wygodnie zaczęła ją czytać. Spędziła tak nie więcej niż kilkanaście minut gdy czyjś głos przerwał ją z lektury.
- Znowu zajmujesz moje drzewo.
Dziewczyna spojrzała w dół gdzie stał uśmiechając się lekko Nightcrawler.
- Nigdzie nie pisze, że jest twoje - odparła niewzruszenie.
- A zakład? - uśmiechnął się rzucając jej wyzwanie.
Dziewczyna odruchowo rzuciła okien na konar czy rzeczywiście nie ma tam żadnych napisów, jednak nic nie znalazła.
- Mam takie samo prawo do tego drzewa jak i ty - ponownie otworzyła książkę i już chciała zacząć czytać.
- Fallen!
Brunetka znowu przerwała.
- Mówiłam, to drzewo-
- Nie o to chodzi. Patrz, ten nowy już jest - skiną nieznacznie głową w bok, gdzie stała limuzyna profesora, a z niej wysiadł owy chłopak.
Nastolatka zmierzyła wzrokiem nowoprzybyłego, który z zainteresowaniem rozglądał się dookoła komentując na głos okazałość tego miejsca. Gdy tylko zauważył Fallen zamilkł, a po chwili zajął się wynoszeniem swoich bagarzy, w czym pomógł mu Ray i Scott.
- Znasz go? - to pytanie padło dopiero dobrą chwilę po tym jak Bardok znikł za szklanymi drzwiami prowadzącymi do rezydencji.
- Hm? Czemu?
- Tak się na niego patrzysz jakbyś go znała. Nie tylko teraz, u nich w domu też tak było - stwierdził Nightcrawler.
- Nie... nie wiem... po prostu on mi kogoś cholernie przypomina.
- Kogo?
- Nie wiem - po tym krótkim stwierdzeniu dziewczyna zeszła na ziemię najpierw zostawiając książkę w dziupli. - Za dziesięć minut trening - zakomunikowała i poszła do budynku.
- Ten pokój jest niesamowity... można my tu urządzić bal, taki jest wielki! - Bardock rozglądał się dookoła zaraz po rzuceniu swoich bagaży na łóżko. Było tam jeszcze jedno, ale najwyraźniej zajęte przez kogoś innego.
- Jeśli chcesz, możesz się teraz rozpakować, rozejrzeć się po instytucie albo zobaczyć trening - wymieniał Samuel, który został wyznaczony przez profesora do zajęcia się nowym.
- Trening? - spytał.
- Tak, taki na którym trenujemy moce. Prędzej czy później i ciebie to czeka.
Chłopak poszedł za blondynem, który poprowadził go do windy, następnie zjechali nią do pomieszczenia zwanego Danger Room, bądź Salą Zagrożeń, a nieoficjalnie Piekłem Logana. Gdy weszli do środka Sam od razu zaczął się tłumaczyć pośpieszany spojrzeniem Rosomaka.
- Pomyślałem, że może by tak pokazać nowemu, jak wyglądają treningi i... no wie pan... czy...
- Być cicho i nie przeszkadzać - odpowiedział Wolverine i odwrócił się do konsoli.
Bardock podszedł bliżej przeszkolej ściany i jego oczom ukazało się wielkie, metalowe pomieszczenie pod spodem. Drzwi do niego otworzyły się i do środka weszła ta sama grupa, która była u niego w domu, oraz rudowłosa dziewczyna z białą grzywką i nienaturalnie bladą skórą, brunetka o niebieskich oczach oraz czerwonowłosa, wysoka dziewczyna.
- Ok, drużyno - zaczął Logan do mikrofonu. - Waszym celem na dzisiaj jest nic innego jak standardowa samoobrona połączona z atakiem. Zaczynamy. Danger Room, poziom 7, tryb standardowy, trzydzieści minut, start - powiedział ciszej tym razem aby uruchomić głosowo system.
Ze ścian, podłogi oraz sufitu metalowego pomieszczenia wysunęły się różnego rodzaju działka laserowe, zapadnie, piły mechaniczne oraz inne zmyślne gadżety. X-Men'i stanęli w pozycjach bojowych i zaczęło się.
Godzinę później, gdy Bardock rozpakowywał się w swoim pokoju nadal nie mógł zapomnieć tego widoku. Takie rzeczy widzi się tylko na filmach akcji: dziwne bronie atakujące grupkę nastolatków, którzy posiadają nadprzyrodzone moce. Jedno go zastanawiało... mimo, że ta dziewczyna - Fallen, tak? - wyraźnie dawała z siebie wszystko to ani razu nie widział, aby zrobiła coś ponadnaturalnego. I była jeszcze jedna rzecz... czemu sądził... nie... on był pewny, że skądś ją znał. Tylko skąd?
Po rozpakowaniu się postanowił samoczynnie urządzić sobie wycieczke po instytucie. Chciał zobaczyć co, gdzie i jak. Najpierw zjechał windą na sam dół. Podobno tam są pomieszczenia użytkowe, takie jak hangar - w którym jak już wiedział był odrzutowiec. W końcu jakoś musiał się dostać z Arizony do Bayville.
Korytarz na samym dole był całkowicie metalowy, drzwi także były metalowe, rozsówane automatycznie. Miały krztałt nie-całego koła z wielkim "X'em". Nacisnął przycisk przy jednych z drzwi i wszedł do środka. Znalazł się w czymś co przyniosło mu na myśl szpital. Wszedł głębiej i zaczął przyglądać się jakiejś probówce z zielonym specyfikiem podpisanym jako "remedium", następnie odstawił ją z odrazą.
- Ze znękanym sercem i w potokach łez, lecz zawsze przed siebie, to me przeznaczenie - usłyszał za sobą głos i odwrócił się.
- Co?
- Szekspir - z cienia wyszedł mężczyzna, który mimo szczerych chęci skojarzył się Bardock'owi z niebieskim gorylem. - Doktor Hank McCoy, do usług - przedstawił się.
- Bardock Smith - odparł chłopak po przełknięciu śliny. - Nowy.
- Witam w imieniu wszystkich, którzy jeszcze tego nie zrobili - uśmiechnął się.
- Dziękuję.
Siedemnastolatek zorientował się jeszcze gdzie jest kuchnia, więcej mu narazie nie było trzeba. Wyszedł z niej i znalazł się na głównym holu. Była tam dziewczyna, ta sama, która była u niego w domu. Teraz zatrzymała się widząc go i patrzyła na niego tym samym, poważnym i wyczekującym spojrzeniem co wcześniej. On także się zatrzymał nie wyciągając rąk z kieszeni. Przez dłuższą chwilę panowała cisza, następnie ona w milczeniu zaczęła wchodzić po schodach już się nie odwracając. Bardock znowu został sam w z ciszą. Towarzyszyło mu jedynie tykanie zegara.
Wrócił do pokoju gdzie od razu napotkał spojrzenie niebieskich oczu. Po raz kolejny tego dnia zatrzymał się i zmierzył chłopaka wzrokiem.
- Um... hej?
- Cześć. Bardock, tak?
Brunet skinął głową.
- A ty to...? Ktoś mówił, ale nie za bardzo pamiętam...
- Raymond Crips. Mów mi Ray.
- Tak, racja... Może już Xavier mówił to, ale jestem Bardock Smith - uśmiechnął się po czym podszedł do swojego łóżka i jeszcze raz zlustrował otoczenie. - Wszystkie pokoju tu tak wyglądają?
- Tak - odpowiedział. - Różnią się tylko szczegółami i umeblowaniem.
- Uhum.
Przez chwilę milczeli zajmując się swoimi sprawami. W końcu Bardock odezwał się.
- Mogę o coś zapytać? - w odpowiedzi dostał pytające spojrzenie, więc kontynułował. - Tamta dziewczyna... um... Fallen, o!... czy ona mnie z jakiegoś powodu nienawidzi, czy coś? - spytał przenosząc wzrok na jakieś zeszyty, które właśnie położył na szafce nocnej.
- Fallen? Nie przejmuj się tym, ona po prostu... - na chwilę zapauzował szukając odpowiednich słów. - ...już tak jest. Ciężko jej zaufać komukolwiek, a do nowych podchodzi z wyjątkowym dystansem. Jakby... sprawdza czy dana osoba rzeczywiście się nadaje.
- Ta, pewnie masz racje... - odparł cicho chłopak wracając do przerwanego zajęcia.
"Nie mam" pomyślał Berzerker, jednak postanowił milczeć.
- Za 10 minut obiad - na chwilę w drzwiach pojawiła się głowa Shadocat, po czym zniknęła. Bardock popatrzył na drzwi zdziwiony.
- To Kitty, umie przechodzić przez ciała stałe, czyli po prostu fazuje się.
Brunet powoli pokiwał głową.
Wszyscy mieszkańcy instytutu siedzieli przy długim stole jedząc w niemałym gwarze. Najwięcej osób zgromadziło się koło Smith'a wypytując go o różne rzeczy, zaczynając od mocy, a na numerze buta kończąc. Zielonooki chłopak odpowiadał na wszystko cierpliwie rozsyłając uśmiechy.
Fallen siedząca po przeciwległej stronie stołu popatrzyła na tę scenę z politowaniem, po czym wróciła do grzebania widelcem na swoim talerzu. Gdy skończyła jeść oparła się z lekkim westchnięciem i znowu jej wzrok powędrował ku rozgadanej gromadce, która na chwilę obecną zmiejszyła się do dwuch dziewczyn i Jamie'go siedzących w towarzystwie nowoprzybyłego. Wtedy obok niej usiadła młoda azjatka.
- Hej Jubs - przywitała się brunetka.
- Co taka poważna? Nawet się do niego nie odezwałaś. Nie wiesz, że profesor każe być miły dla nowych? - spytała z iskierką w oku.
- Profesor zabrania także używać odrzutowca bez jego zgody - tu dziewczyna posłała jej znaczące spojrzenie.
Jubilation Lee była znana ze swojego wiecznie dopisującego chumoru i licznych wykroczeń takich jak podrzucenie różowej farby do włosów zamiast szamponu, używanie Danger Room do celów rekreacyjnych czy właśnie pożyczanie bez pytania instytutowych pojazdów, tudzież BlackBirda czy X-Van. Zazwyczaj wszystko to odbywało się w asyście kilku innych Rekrutów.
W końcu gdy ostatnie osoby dały mu chwilę wytnienia, Bardock znowu zaczął przeczesywać teren. Wszedł do windy i z braku lepszego pomysłu kliknął przycisk na samej górze. Winda zaczęła jechać, a gdy zatrzymała się i drzwi się otworzyły chłopak stał na wprost kilkunastu schodów na końcu których były metalowe drzwi. Otworzył je i od razu uderzyło go świeże powietrze i wiatr. Znajdował się na płaskim dachu, gdzie poza wysokim na około trzydzieści centymetrów murkiem był także jeden komin. Stanął na samym skraju i spojrzał przed siebie. Od jednej strony dachu był idealny widok na dziedziniec oraz panorama miasta, z drugiej zaś widok na morze, skarpę i cały, pokaźny tył budynku, również basen, kort tenisowy i boisko do baseballu.
- To miejsce zawsze przywodzi mi na myśl niebo, z którego można wszystko obserwować, a samym pozostawać niezauważonym - czyjś damski głos wyrwał go z zamyślenia. Odwrócił się i zobaczył za sobą ową brunetkę, która siedząc bokiem do niego na wejściu na dach patrzyła w niebo.
- Um...
- Jednak skoro to jest Niebem - przerwała mu jakby w ogóle nie zauważała, że stara się coś powiedzieć. - ...To znaczy, że Piekło jest blisko. Dobro i zło zawsze się przyciąga. Piekło zawsze jest obok Nieba, a Niebo obok Piekła. Sąsiadują ze sobą tak blisko, że krok w niewłaściwą stronę może sprawić, że wszystko co myślałeś, że znasz, stanie się czymś innym, obcym. Ja idę środkiem lawirując pomiędzy nimi. A ty, którą stronę wybierasz? - razem z ostatnim zdaniem odwróciła na niego wzrok.
Chłopak patrzył na nią nie wiedząc co odpowiedzieć i czując, że każda jego odpowiedź może okazać się złą.
- Hm - dziewczyna uśmiechnęła się szyderczo, po czym odbijając się od komina zeskoczyła na ziemię i weszła drzwiami prowadzącymi do windy.
Bardock nadal milczał.
