Rozdział II
Zabójca
"Jestem Elizabeth Jenevive Lehnsherr, ale ludzie znają mnie jako Magnetic, bo w moim fachu nie ma czegoś takiego jak imię. Czternaście lat swojego życia poswięciłam charując dla egoistycznego tyrana jakim był mój ojciec. Nie żałuję, że odeszłam, chociaż gdzieś w głębi podświadomie pragnę wrócić do domu. Od roku jednak moje życie jest dość... osobliwe. Ten czas, od kąd postanowiłam zostać tym, kim jestem bardzo mnie zmienił. Nie istnieje dla mnie już nic takiego jak etyka. To tylko nic nie znaczące słowo, którym rodzice karmią swoje dzieci mając nadzieję, że wyrosną one na kogoś będącego - spójrzmy prawdzie w oczy - moim przeciwieństwem. Dzisiaj był dzień jak co dzień. Zaczął się od spotkani z moim klijentem, poprzez wykonanie zadania w tym obskurnym barze kończąc. Owszem, stałam się wrogiem społeczeństwa, ale Bóg darował mi umiejętnośc zabijania, więc nie waham się przez korzystaniem z niej. Poza tym jest to dość opłacalne. Powtarzam: Nazywam się Magnetic i jestem płatnym zabójcą"
Jakiś piątek, godzina 23:28, dach jednego z wierzowców w N.Y.
- Więc mam zabić zabójcę twojej żony, dobrze rozumiem?
- Ale najpierw dowiedz się kto mu to zlecił i też go wyeliminuj.
- Jedna sprawa...
- Pieniądze są tutaj - mężczyzna otworzył walizkę po czym wyjął połowę. - Reszta po wykonaniu zadania.
Dziewczyna rzuciła okiem na pliki banknotów.
- Co o nim wiemy? - spytała.
- Mam tylko to - mężczyzna w garniturze wyją z kieszeni przeźroczysty woreczek zawierający shurikena.
- Hm... Powinno wystarczyć. Gdzie nastąpiło zabójstwo?
- W moim domu. Policja usunęła jednak już wszystkie dowody i mają je na posterunku. Ten shuriken to jedyne co udało mi się zdobyć.
- Ostatnie pytanie: Jak nazywała się twoja żona?
- Rebeca Harper.
Ok. poł godziny później, posterunek Nowo Yorskiej policji śledczej, wydział zabójstw.
Pomieszczenie gdzie trzymane są akta spowija cisza. Słychać jedynie spokojny oddech jedenej osoby i cichy szelest poruszanych przez nią papierów ułożonych alfabetycznie w metalowej szafce zamykanej na kluczyk. Osobą znajdującą się w pomieszczeniu jest średniego wzrostu brunetka o długich włosach. Ubrana jest w długi, czarny, skórzany płaszcz spod którego wystają dżinsowe rurki, biała, zgrabna bluzka i brązowe, wysokie kozaki na szpilkach. Jej twarz nie wyraża żadnych emocji, może poza zniecierpliwieniem. Szaro-błękitne oczy w szybkim tempie przesówają się po kartkach.
W końcu wyjęła jeden z arkuszy i szybko go przejrzała. Była tam również wsadzona w woreczek karteczka z jakimiś cyframi. Znaleziona na miejscu zbroni w dłoni ofiary jak wynikało ze sprawozdania. Zapisała sobie cyfry w pamięci.
Przeczytała co pisali tam na jej temat: nie był to numet telefonu, adres, psl, pin, ani nic tego rodzaju.
- Współrzędne satelitarne - szepnęła i odstawiła arkusze.
Tak, wiem, że ta część była bardzo krótka, ale chwilowo nie mam czasu dopisać więcej i - utknęłam. Reszta rozdziału w następnej części.
