oryginał: Six Years to Life: Son of Hogwarts (link w moim profilu)
autor: Laume (link w moim profilu)
Tłumaczenie za zgodą autorki
Rozdział pierwszy
Uczta była nieco bardziej przygaszona niż w poprzednich latach. Uczniowie Slytherinu byli... skonsternowani jest chyba najlepszym określeniem. Wciąż spoglądali ukradkiem na opiekuna swego domu, który jadł teraz kolację obok Dumbledore'a, gawędząc ze starszym panem radośnie. Ci, których rodzice byli śmierciożercami, wiedzieli oczywiście, że hogwarcki mistrz eliksirów został ukarany, ale widok, jaki został im przedstawiony, znacznie odbiegał od ich wyobrażeń.
Draco Malfoy zmrużył oczy. Jego ojciec i Lord Voldemort sowicie go wynagrodzą, jeśli sprowadzi im Snape'a.
Severus zjadł większą część swej kolacji i zaczął się robić śpiący. Czuł się nieprzyjemnie. Mnóstwo ludzi na sali gapiło się na niego, a choć tatuś siedział tuż obok, to resztę miejsc przy stole zajmowały osoby, które próbowały odebrać go Harry'emu.
Brązowowłosy, chudy mężczyzna siedzący trzy krzesła od niego ciągle zerkał na niego z dziwną miną. Chłopiec czuł, że strach ściska go za gardło. Ten mężczyzna go przerażał; Severus był całkiem pewny, że jako dorosły też się go bał. Poszukał wzrokiem Harry'ego, Rona i Hermiony. Siedzieli przy stole Gryffindoru, z ożywieniem rozmawiając z jakimś chłopcem z ich domu i odwracając się czasem, żeby wymienić zdanie czy dwa z dziewczynką przy stole Ravenclawu, którą reszta Krukonów ignorowała.
Chciał iść do Harry'ego, ale inni ludzie przy jego stole nie wyglądali zbyt miło. Może Harry nie chciałby, żeby przyjaciele się na niego pogniewali. Harry byłby na niego wściekły, gdyby stracił przyjaciół przez Sevvy'ego.
Ze smutnym westchnieniem patrzył tęsknie na stół Gryffindoru.
Hermiona to zauważyła. Poklepała po ramieniu Harry'ego, który natychmiast odwrócił się, by spojrzeć na chłopczyka. Potem uśmiechnął się do niego i pomachał. Severus odpowiedział machaniem i bladym, nieśmiałym uśmiechem. Uśmiechnął się szerzej, gdy Harry skinął na niego, żeby podszedł. Spojrzał błagalnie na Dumbledore'a. Dyrektor skinął głową, wytarł mu z twarzy odrobinę zbłąkanego sosu i pozwolił mu dołączyć do przyjaciół.
Severus pobiegł Wielką Salą nieświadom śledzących go zewsząd spojrzeń, po czym wdrapał się na długą drewnianą ławę między Harrym a Hermioną.
- Witaj, Sevvy - powiedział Harry. - Jak ci minęła kolacja? Mówiłem, że przydział nie będzie straszny, prawda?
Chłopiec przytaknął radośnie. W następnej chwili zniknęły resztki wieczornego posiłku, które zastąpił deser. Dziecko szczodrze nałożyło sobie do miseczki lodów.
- Czemu Tiara nie dała mnie w żadnego domu, Harry? Ale powiedziała, że do szkoły mogę chodzić.
Harry potargał mu włosy, czym zasłużył sobie na złowrogie spojrzenia kolegów z klasy i niektórych pozostałych uczniów.
Seamus pochylił się bliżej.
- Musisz tego DOTYKAĆ? - spytał z obrzydzeniem. - Nie wierzę własnym oczom. Na pewno nie jesteś Ślizgonem, Harry?
Sevvy poczuł, że łzy napływają mu do oczu, przełknął je jednak i uniósł wzrok.
- Cóż, jedno jest pewne - wykrzywił się słodko - w twoim przypadku Tiara musiała nawet nie zastanowić się nad Rawenclawem.
Po tych słowach szybko schował się za Harrym, zanim starszy chłopiec zdążył zrozumieć obelgę.
- Oż ty mały... - Seamus i Dean rzucili się na Severusa, ale Ron przytrzymał Deana, a Harry złapał Seamusa za szatę z przodu.
- Posłuchaj mnie bardzo uważnie - wysyczał. - Całkowicie sobie zasłużyłeś na to, co powiedział. Jeszcze raz znieważysz mojego brata i lepiej będzie, jeśli szybko rzucisz zaklęcie tarczy, bo inaczej przeklnę cię tak, że popamiętasz. Jasno się wyrażam?
- Czyżby powstał jakiś problem, panowie? - Podeszła do nich profesor McGonagall.
Nadal gotujący się z gniewu Harry puścił szatę Seamusa.
- N-nie, pani profesor - wyjąkał Dean.
- Ten mały bachor mnie obraził! - poskarżył się Seamus.
Severus spojrzał na Harry'ego, który go podniósł. Nagle obaj przypomnieli Minerwie chłopców, których zobaczyła tego dnia, gdy próbowali zabrać Sevvy'ego z bungalowu.
- Bronił się tylko - wyjaśnił Harry zimno - przeciw pewnym bardzo starym i pełnym nienawiści komentarzom, przy których blednie to, co sam powiedział. Ale nowy rok szkolny nie trwa nawet od godziny i pewny jestem, że to się już nie powtórzy.
Minerwa zrozumiała, że Harry dla dobra Sevvy'ego nie chce, aby problem został spotęgowany. Skinęła głową.
- Może zabierzesz Severusa do jego ojca? - zasugerowała.
Spojrzała w oczy Harry'emu, a on doskonale odczytał jej intencje: będzie mógł położyć Sevvy'ego do łóżka pierwszej nocy po powrocie do Hogwartu.
xXxXx
- Harry?
Ciepło otulony Severus leżał w swoim łóżku. Harry siedział na skraju mebla, rozglądając się po pokoju. Nie był utrzymany w ślizgońskich kolorach, jak jego pokój w bungalowie. Zamiast tego sufit był zaczarowany tak, że wyglądał jak nocne niebo, na ścianach zaś widniały podobizny ulubionych zwierząt Sevvy'ego. Smoki kicały razem z królikami, a węże wygodnie podróżowały na grzbietach gryfów.
- Tak, Sevvy?
- Czemu oni mnie nienawidzą?
Harry zawahał się.
- Nie byłem miły, jak byłem duży, prawda? - W oczach dziecka lśniły łzy.
Harry podciągnął dziecko w górę i zaczął je kołysać.
- Sevvy... tak, to prawda. Miałeś trudną osobowość jako dorosły, ale to nie była do końca twoja wina. Po części wynikała ze strachu, ponieważ twoi rodzice tak bardzo cię skrzywdzili, że zacząłeś bać się ludzi.
Chłopczyk spojrzał na niego.
- Ale... ale to czemu byłem niedobry?
- Ponieważ uważałeś, że jedynym sposobem, żeby nikt już dla ciebie nie był niedobry, jest być bardziej niedobrym niż inni. A druga część to była głównie gra.
- Gra?
Harry przytaknął.
- Jako dorosły musiałeś też udawać bardzo niedobrego, bo byłeś szpiegiem, pamiętasz? Nie mogłeś być miły dla wszystkich, bo musiałeś się upewnić, że nikt się nie dowie.
Sevvy usiadł prosto.
- Więc to nie była tak naprawdę moja... moja wina, jak byłem dorosły.
Harry, chichocząc, przypomniał sobie swojego mistrza eliksirów.
- Bycie sarkastycznym sprawiało ci przyjemność - wyszczerzył zęby w uśmiechu - ale nie, większość twojej paskudności nie była całkiem twoją winą. Tylko że my, uczniowie, nie wiedzieliśmy, oczywiście, że byłeś szpiegiem.
Lekko skinąwszy głową, Sevvy wślizgnął się z powrotem pod okrycie.
- Ale ty już mnie nie nienawidzisz, prawda?
Harry czule potargał ciemne włosy chłopca, kręcąc głową.
- Do diaska, nie, dzieciaku, jesteś moim młodszym bratem. A z czasem również inni zobaczą, jak wspaniały z ciebie człowiek. I jakim wspaniałym człowiekiem byłeś jako dorosły, pod tą swoją paskudnością - dodał po namyśle.
- Tatuś lubił mnie, jak byłem dorosły, prawda?
- On cię kocha bez względu na twój wiek - odparł Harry. - Bardzo cię lubił jako dorosłego i bardzo cię lubi teraz.
- Będę musiał sobie iść, jak będziesz z przyjaciółmi? Bo oni nie nie lubią?
Harry szeroko otworzył oczy.
- Nie, absolutnie! Złamiesz serce Ronowi i Hermionie, jeśli już cię nie zobaczą, a cała reszta będzie po prostu musiała zaakceptować, że mam teraz wspaniałego młodszego brata.
Dziecko wsunęło się głębiej pod koce.
- To myślisz, że jutro wszystko będzie dobrze? Lekcje i w ogóle?
- Po prostu bądź sobą, Sevvy. Bądź cierpliwy. Nauczyciele zaopiekują się tobą.
- Poza tym strasznym panem. Tym, który ci powiedział, żebyś się mnie pozbył.
Uśmiech Harry'ego zbladł, oczy mu rozbłysły.
- On wie, co mu zrobię, jeśli cię skrzywdzi - powiedział zimno. Potem znowu się uśmiechnął i przygasił światła. - Wszystko będzie dobrze, Sevvy. Przyjdę po ciebie po śniadaniu i zabiorę cię na twoją pierwszą lekcję, w porządku? Teraz śpij. Słodkich snów, dzieciaku.
KONIEC
rozdziału pierwszego
Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).
Vivian Zabini Tak szybko, jak powinien był, czyli tydzień po zakończeniu poprzedniego opowiadania tej serii ;-). Mam nadzieję, że uda mi się iść zgodnie z harmonogramem już cały czas, acz przyznam, że się nie łudzę - prawie na pewno w którymś momencie będę miała obsuwkę. Nic, zobaczymy. Severus jest, przede wszystkim, za młody na przydział; przydzielenie go uważałabym za nieco niesprawiedliwe (o ile można to tak określić), bo dlaczego miałoby się zrównywać sześcioletniego syna dyrektora szkoły z jedenastoletnimi uczniami? Ani jemu nie wyszłoby to zapewne na dobre, ani im. Ech, tłumaczenie piosenki osobiście uważam za mocno kulawe, ale też robiłam je na kolanie (zresztą... czego ja nie tłumaczę na kolanie...?). Z drugiej strony jestem pełna podziwu dla Tiary, która przecież musiała wymyślić całą tę piosenkę w ledwie kilka minut, na poczekaniu - jak na prowizorkę wyszło chyba całkiem nieźle, zarówno w oryginale, jak i w przekładzie ;-).
AKlio No wiesz, jakoś specjalnie ostatni rozdział pierwszej części tej trylogii od poprzednich się nie różnił, więc łatwo było przeoczyć, że był ostatni. Ewentualnie można się było domyślić dzięki napisowi "KONIEC" na końcu; w rozdziałach nieostatnich zawsze jest tam napisane "KONIEC rozdziału ...". Ale kto by na to zwracał uwagę... ;-) Rzeczywiście, prolog tej części jest wyjątkowo krótki, nawet jak na Laume, która dłuższe rozdziały pisze od wielkiego dzwonu (za co dzięki jej wielkie składam, bo nie lubię tłumaczyć długich rozdziałów - nie jestem w stanie przełożyć ich od ręki, muszę sobie pracę rozkładać na raty, a to mnie męczy). Piosenek i wierszy nie znoszę tłumaczyć - cierpię za każdym razem, kiedy przychodzi mi to robić. Może dlatego, że sama wierszy nie piszę (piosenki owszem, ale rzadko - fanfik "Harry Potter na melodie piosenek Queen" najlepszym tego przykładem ;-)), a poezja, liryka w ogóle są mi dość obce... Ja również zgadzam się z decyzją Tiary; z perspektywy jej piosenki pomysł Albusa wydaje mi się wręcz poroniony - Severus nie byłby pełnoprawnym członkiem żadnego domu (nigdzie nie ma jego rówieśników, mieszkałby pewnie z dyrektorem, nie wśród kolegów, na lekcje wszystkie pewnie chodzić nie będzie, oceniany też pewnie nie będzie... bez sensu) i prędzej czy później poczułby się zapewne obco, nawet gdyby członkowie jego domu mieli jak najlepsze chęci. Tak jest zdecydowanie lepiej.
kruszynka85 Zawsze. Jeśli coś już zaczynam tłumaczyć, to na pewno przetłumaczę do końca, a potem zabiorę się za tłumaczenie kolejnych części - jeżeli istnieją. No i jeśli autor udzieli mi pozwolenia na przekład i nie odbierze go później, kiedy zmieni zdanie lub zajdą okoliczności zmuszającego go do tego. Na razie jeszcze nie znalazłam się w takiej sytuacji, ale pewnie prędzej czy później... Yhm, mnie się też następne części bardzo podobały, każda ma w sobie coś, co sprawia, że czyta się ją z ciekawością. Dziękuję bardzo, choć przyznam, że ja tu żadnej perfekcji nie widzę. Miło jednak wiedzieć, że czytelnikom się podoba i doceniają moją pracę.
lwica Ależ proszę :-D. Staram się być zawsze do usług, chociaż świetnie wiem, że aż nazbyt często mi to nie wychodzi. Właściwie Severusowi teraz zostało już tylko troje przyjaciół (nauczycieli nie licząc, ale z nimi to właściwie nic nie wiadomo): Harry, Ron i Hermiona. Bliźniacy wszak już do szkoły nie chodzą. Przyznam, że nie pamiętam treści aż tak dokładnie, mgliście tylko kojarzę niektóre dalsze wydarzenia, nie jestem więc pewna, ale wydaje mi się, że Sevvy nawiąże nowe bliskie znajomości - jest przecież słodkim dziecięciem, a jednocześnie na tyle charakternym, żeby chłopcy też znaleźli w nim kumpla. Zapału jak na razie mi nie brakuje, gorzej z czasem ;-).
Duszek Cały ten fanfik jest raczej słodki, nie uważasz? Jak i jego główny bohater ;-). No jestem ciekawa, do którego momentu zdołasz się powstrzymywać przed sięgnięciem do oryginału w przypadku tego opowiadania... :-P Komentuj, komentuj, acz nie oczekuj, że kolejne rozdziały będą się ukazywać częściej niż raz w tygodniu. Ze swej strony obiecuję, że postaram się dotrzymywać terminów... chociaż wiesz, jak to ze mną bywa. Nic więcej jednak obiecać nie mogę, bo nie chciałabym kłamać.
tygrysek Dziękuję. Zapewniam, że w ciągu dalszym znajdą się również momenty, w których śmiech może być reakcją dość... dziwną :-P. No, ale to jednak trochę później. Na razie jest raczej czarująco. Nie oczekiwałabym jednak, żeby Albus puścił Severusa samopas i pozwolił mu na wszystko - dyrektor nie ma ciężkiej ręki, to fakt, ale bez przesady, pewne ramy zachowania ważne są również, a nawet przede wszystkim, dla dobra samego dziecka, dla jego zdrowia fizycznego i psychicznego. Nie, nie sądzę, żeby Sevvy'emu wszystkie wybryki były wybaczane bez odpowiedniej wcześniejszej kary. Na szczęście to nie jest złe dziecko - jest po prostu dzieckiem, nie aniołem, więc psocić trochę musi choćby z samej definicji bycia dzieckiem ;-).
kasiadumle Wszystko się kiedyś kończy (na szczęście ;-)), nie da się tego uniknąć. Dobrze, że w tym konkretnym przypadku mamy jeszcze na pocieszenie kontynuację... oraz kontynuację kontynuacji, nieco już jednak inną. Cieszę się Twoim zachwytem i ostrzę pióra :-).
Zawsze do usług. No, prawie zawsze, powiedzmy. Jaki obrót spraw Cię zaskoczył: to, że tłumaczę dalej, czy to, co się dzieje w drugiej części? A jeśli to drugie, to co konkretnie - gdybyś zechciała napisać, oczywiście. Bo nie ukrywam, że wzbudziłaś moją ciekawość.
bla bla Czy oba bla bla to jedna osoba?... Założę, że tak, w związku z czym odpowiem na oba komentarze w jednej odpowiedzi. Po prawdzie wyjątkowo lekko czyta się ogólnie teksty Laume, ponieważ autorka nie używa w nich żadnych wielkich, nadętych, trudnych słów (a jeśli nawet, to bardzo rzadko), przez co też całkiem nietrudno się je tłumaczy (problemem bywają skróty myślowe i przeskoki autorki; jakoś staram się sobie z tym radzić, czasem z konieczności odchodząc nieco od oryginału). Cieszę się, że Ci się podoba, i cieszę się, że czekasz na więcej, czuję się jednak w obowiązku uprzedzić, że więcej niż jednego rozdziału tygodniowo tego konkretnego tłumaczenia raczej nie zobaczysz. Pozostaje mi więc chyba życzyć Ci... cierpliwości?
N-Tonks03 Hm... Jest to jedno z Twoich ulubionych opowiadań w oryginale czy tylko w tłumaczeniu? Znaczy: poprzednia część należała do Twoich ulubionych fanfików czy cała trylogia, bo znasz już całość? Tak tylko z ciekawości pytam... ;-) Gdybyś kiedyś znalazła jakieś błędy w tłumaczeniu, to pisz śmiało - zawsze jestem wdzięczna za pokazywanie mi, gdzie są byki, bo sama mam problemy z ich wyłapywaniem. Ja się przy czytaniu prologu uśmiałam, kiedy wyobraziłam sobie zaskoczone miny uczniów i nauczycieli - a szczególnie szanownego pana dyrektora - gdy Tiara po raz drugi zaczęła śpiewać i to w momencie, kiedy wszyscy oczekiwali tylko podania nazwy domu. Ten tekst tłumaczy się raczej łatwo, jeśli więc nie dostanę nagłego ataku nieprzemożnego lenia albo nie nastąpi inne nieszczęście, kolejne rozdziały powinny się pojawiać w miarę regularnie. Taką mam przynajmniej nadzieję.
