oryginał: Six Years to Life: Son of Hogwarts (link w moim profilu)
autor: Laume (link w moim profilu)
Tłumaczenie za zgodą autorki
Rozdział drugi
Następnego ranka Harry zaprowadził podekscytowanego Severusa na lekcję zaklęć.
- Będzie zabawnie, Harry? Wolno mi rzucać te same czary, co inne dzieci?
Harry wzruszył ramionami.
- Nie jestem pewny, Sevvy, ale profesor Flitwick z pewnością ci pomoże.
Severus nagle zatrzymał się z przerażoną miną.
- To on może zmienić mnie z powrotem w dorosłego, prawda?
- Tak, uczy zaklęć, więc był w stanie znaleźć przeciwzaklęcie. Ale on cię nie zmieni z powrotem.
- Skąd możesz to wiedzieć?
Dotarli do klasy dziesięć minut przed rozpoczęciem lekcji, jak zauważył Harry. Wziął Sevvy'ego za rękę i wszedł do środka.
- Profesorze Flitwick? - zawołał.
- Ach, Harry. - Mały nauczyciel uśmiechnął się. - Przyprowadziłeś mojego nowego ucznia, czyż nie?
- Tak, proszę pana. Sądzę jednak, że powinniśmy przedyskutować parę kwestii.
Nauczyciel zaklęć machnięciem różdżki przyciągnął do swojego biurka dwa krzesła.
- Siadajcie, chłopcy. W czym problem?
Severus przywarł do Harry'ego, podejrzliwie przyglądając się różdżce profesora.
- Zamieni mnie pan z powrotem w dorosłego? - rzucił.
Zaskoczony Flitwick odpowiedział dopiero po kilku chwilach:
- Na Merlina, dziecko, oczywiście, że nie - zaskrzeczał z oburzeniem. - Naprawdę uważasz, że tchórzliwie rzuciłbym cię zaklęciem w plecy? Nie, dokonałeś wyboru, twoi ojciec i brat zgadzają się z tobą; to wszystko, czego mi trzeba. Byłbym jednakże bardzo wdzięczny, gdybyś pozwolił mi na regularne skanowanie cię. Nikt wszak nie wie, co ta rzucona na ciebie klątwa zrobi na dłuższą metę. Lepiej dmuchać na zimne, prawda, chłopcy?
Severus powoli skinął głową. Mały człowieczek nigdy tak naprawdę nie zrobił mu krzywdy i brzmiał szczerze.
- Gotowy na pierwszą lekcję? - spytał profesor miłym tonem. - Cieszę się, że przyszedłeś wcześniej. Jeżeli nie masz nic przeciwko temu, chciałbym wypróbować z tobą niektóre zaklęcia, by dowiedzieć się, jak bardzo jesteś zaawansowany. Gdybym tak na przykład poprosił cię o rzucenie zaklęcia rozweselającego...
Spokojny, że jego bratu nic się nie stanie w towarzystwie nauczyciela zaklęć, Harry wziął swoją torbę i pomaszerował na lekcję transmutacji.
= dwór Malfoyów =
Narcyza Malfoy weszła do sypialni, którą jej mąż zajmował od czasu nieszczęsnej potyczki z Harrym Potterem i odmłodzonym Severusem Snape'em. Voldemort był wielce niezadowolony z faktu, że Lucjusz nie przyprowadził mu chłopców.
Teraz, kilka tygodni później, Lucjusz wydobrzał już na tyle, że mógł siedzieć na łóżku i czytać, a nawet rzucać lekkie klątwy na pechowego skrzata, którego obowiązkiem było zajmować się panem domu.
- Mój drogi, Draco przysłał list - powiedziała Narcyza. - Sądzę, że uznasz go za interesujący.
Lucjusz z krzywą miną wziął list, lecz w trakcie czytania jego twarz rozpogodziła się.
- Narcyzo, moja droga, musisz skontaktować się ze swoją rodziną. Będzie musiała zabrać tę wiadomość do Czarnego Pana, skoro ja nie mogę dostarczyć jej osobiście.
Trzy dni później Draco Malfoy otrzymał od ojca list z rozlicznymi wskazówkami.
= Hogwart =
Harry uśmiechnął się szeroko, patrząc na Sevvy'ego tanecznym krokiem idącego na lekcje. Profesor Flitwick zapewnił go, że chłopiec znakomicie sobie radzi - zdawało się, że zachował swą dorosłą magię - i musiał przenieść go z trzeciej klasy do czwartej.
- Klasa Hufflepuffu i Ravenclawu - powiedział nauczyciel zaklęć. - Pomyślałem sobie, że będzie dla niego znacznie lepsza niż trzecia klasa Gryffindoru i Slytherinu. Ich reakcja na niego nie była przyjemna, acz zdołałem ich pohamować. Doradziłem już dyrektorowi, aby Severus na wszystkie lekcje chodził z Ravenclawem i Hufflepuffem.
Sam Harry miał za sobą parę całkiem przyjemnych dni, bez Voldemorta i zadań domowych, pełnych za to quidditcha, bo wrócił na pozycję szukającego.
I właśnie z powodu quidditcha on i Dumbledore mieli pierwszą sprzeczkę z Sevvym.
- Nie.
Dyrektor i Harry jednocześnie pokręcili głowami.
Severus nadąsał się.
- Ale tato! To NIESPRAWIEDLIWE!
- Tak się składa, że zgadzam się z Albusem, Sevvy - powiedział Harry. - Wiem, że dla ciebie jest to do dupy i pewnie, że jesteś z tego powodu wściekły, ale to naprawdę dla ciebie zbyt niebezpieczne, żebyś wziął udział w kwalifikacjach do drużyny domu.
- Ale ja jestem teraz uczniem! Umiem grać w quidditcha! Ty i bliźniaki mówiliście, że jestem dobry!
Dumbledore uciszył obu chłopców jednym spojrzeniem.
- Dość. Nie zmienię zdania, Sevvy. Nie dołączysz do drużyny quidditcha. Grałbyś z dziećmi przynajmniej dwa razy od ciebie starszymi, a często i więcej. Nie chcemy, żebyś zrobił sobie krzywdę.
- Jesteście niedobrzy! - krzyknął Sevvy. - Jak chcę, to będę latał! - Pobiegł do swojej sypialni i zatrzasnął za sobą drzwi.
Dumbledore westchnął.
- Dzieci...
Harry uśmiechnął się szeroko.
- To dobrze. Odważył się być zły na nas i zachować jak dziecinnie bez obaw, że zostanie pobity lub przeklęty. Uznaj to za komplement. Przez pierwsze tygodnie, jakie spędził ze mną, prawie nie ośmielał się oddychać z obawy przed karą.
- Mój biedny chłopaczek... - rozczulił się Dumbledore. Chwilę później wzdrygnął się, kiedy usłyszeli wyraźny dźwięk małej stopy kopiącej w drzwi. - Może nie aż taki biedny - poprawił się.
Harry wzruszył ramionami i upił herbaty.
- To było dla niego wielkie rozczarowanie, Albusie. Uwielbia latać. Moglibyśmy zorganizować coś innego? Mnóstwo pierwszoklasistów ma młodsze rodzeństwo... co byś powiedział na małą ligę?
xXxXx
Biorąc pod uwagę te ich umysły, uznał Severus, Krukoni potrafili być czasem naprawdę tępi. Wymknął się tego popołudnia z zamku, przekonawszy kapitana Ravenclawu, że wolno mu wziąć udział w kwalifikacjach.
Teraz musiał tylko unikać swojego ojca i Harry'ego, ale dyrektor był zajęty pracą, Harry zaś miał spotkanie drużyny związane z kwalifikacjami później, więc nie bał się ich za bardzo.
- Dobrze - powiedział kapitan Krukonów. - Chcę, żeby wasza szóstka najpierw zrobiła kilka okrążeń. Potem wypuścimy tłuczki i zobaczymy, jacy z was pałkarze.
Okrążenia były łatwe. Sevvy - mały, lekki, na porządnej miotle - z łatwością wszystkich wyprzedził. Ale tłuczki to już zupełnie inna sprawa.
Z Weasleyami i Harrym zawsze ćwiczył tłuczkami, które miały nałożone zaklęcia amortyzujące i były zaczarowane tak, żeby wydawać się lżejsze niż normalne tłuczki. Teraz okazało się, że nie jest dość silny, aby odbijać PRAWDZIWE.
Miał swego rodzaju szczęście, że jego wysiłki sprowadzały go coraz bliżej ziemi. Gdy wreszcie tłuczek uderzył w jego miotłę i Sevvy z niej spadł, był zaledwie metr z okładem nad ziemią. Jakimś cudem ucierpiała tylko jego kostka i duma.
Zanim jednak zdążył się podnieść i ocenić obrażenia, ktoś brutalnie chwycił go za kołnierz i postawił na nogi. Severus spojrzał w górę, prosto w błyszczące oczy nauczyciela opeceemu.
- Myślałem, że Dumbledore i Harry zabronili ci brać udziału w kwalifikacjach - zadrwił wilkołak. - Tak w każdym razie mówili przy śniadaniu. Jestem przekonany, że bardzo ich to... zainteresuje.
Z jakiegoś powodu mężczyzna brzmiał znajomo. Severus wzdrygnął się, kiedy całym ciężarem ciała stanął na zranionej stopie; zdecydowanie coś było nie w porządku z jego kostką!
Profesor nie zważał na nic, gdy ciągnął chłopca do zamku; ignorował rozlegające się od czasu do czasu jęki.
Na korytarzu wpadli na Harry'ego.
- Sevvy? Co do diaska...
Nie zwalniając kroku, Lupin pomaszerował ku schodom wiodącym do gabinetu Dumbledore'a.
- Poszedł na kwalifikacje Ravenclawu - wyjaśnił Harry'emu. - Właśnie zdjąłem go z boiska.
- Że CO? - wrzasnął Harry, biegnąc za nimi.
Kiedy znaleźli się w gabinecie dyrektora, Lupin puścił chłopca i spojrzał na Dumbledore'a z miną, którą Sevvy określiłby jako triumfalny uśmieszek, po czym wyjaśnił, co go sprowadza.
Dyrektor odwrócił się do dziecka.
- Czy to prawda, Sevvy? Czy wziąłeś udział w kwalifikacjach, chociaż ci zabroniłem?
Malec przytaknął smutno.
- Idź do swojego pokoju - polecił Dumbledore - jesteś dzisiaj uziemiony. I przez miesiąc żadnego latania.
Cały miesiąc! Miesiąc bez miotły! To z pewnością za długo?
Zerknąwszy na twarze ojca i brata, Sevvy doszedł do wniosku, że lepiej się o to nie kłócić. Wziął się w garść i pokuśtykał do swojego pokoju.
Dyrektor natychmiast zaczął grzebać w swojej szafce z eliksirami.
- Co robisz? - spytał Remus.
- Szukam kremu na zwichnięcia i siniaki - odparł Dumbledore. - Nie wiem, czy zauważyłeś, ale on najwyraźniej skręcił kostkę. Lepiej pójdę mu pomóc umyć się i zaleczyć rany.
- A ja mam własne kwalifikacje - odezwał się Harry. - Do zobaczenia później.
Nie mając wątpliwości, że został odprawiony, Lupin wyszedł z Harrym.
Za drzwiami nastolatek odwrócił się do nauczyciela.
- Owszem, zabroniliśmy Sevvy'emu udziału w kwalifikacjach, jego kara jest w całej rozciągłości sprawiedliwa, ty jednak moim zdaniem wyglądałeś na niego zbyt szczęśliwego, kiedy go wydawałeś - przyjrzał się wilkołakowi uważnie zmrużonymi oczami - nie wspominając już o tym, że nie zatrzymałeś się, aby sprawdzić, czy dziecko nie jest ranne, kiedy całkiem wyraźnie było. Innego pierwszoklasistę potraktowałbyś podobnie?
Lupinowi rozbłysły oczy.
- On nie jest pierwszoklasistą. I najwidoczniej ty i dyrektor nie jesteście w stanie utrzymać nad bachorem kontroli.
Harry westchnął. Na czystym, błękitnym niebie, którym dotychczas był początek roku szkolnego, pojawiła się chmura. Chmura w kształcie Remusa Lupina.
Wyszedł z zamku, aby zobaczyć, jaki przypływ świeżej krwi zasili zespół Gryffindoru w tym roku.
KONIEC
rozdziału drugiego
Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).
