oryginał: Six Years to Life: Son of Hogwarts (link w moim profilu)
autor: Laume (link w moim profilu)
Tłumaczenie za zgodą autorki
Rozdział trzeci
Czas biegnie szybko, kiedy dobrze się bawisz. Dla Harry'ego z pewnością okazało się to prawdą. Zanim się obejrzał, nadeszło Halloween.
Sevvy żałował, że na miesiąc stracił miotłę, ale zniósł to dzielnie. Miał przecież mnóstwo innych rzeczy do roboty. Czasami jednak jego rodzina przyłapywała go na tęsknym wpatrywaniu się w ćwiczących zawodników. Ojciec i brat uśmiechali się wtedy do siebie nawzajem i nic nie mówili, za plecami chłopca knując swe nikczemne plany.
Z czasem Harry nabierał do Dumbledore'a coraz większego zaufania. A Dumbledore zaczął ufać Harry'emu. Wiedział, że chłopcy są dla siebie bliscy, że Harry jest dla Severusa nawet kimś więcej, niż tylko starszym bratem. Często już po tym, jak powiedział "dobranoc" Sevvy'emu, Harry zostawał u dyrektora na herbacie. Rozmawiali o wszystkim: o Voldemorcie, o śmierciożercach, o wojnie. Dumbledore nie popełnił drugi raz tego samego błędu i nie zatajał niczego przed Harrym, Harry zaś teraz coraz bardziej dojrzewał, traktowany jak dorosły, dzielący odpowiedzialność za wychowanie pewnego bardzo unikalnego chłopca.
- Oszaleję przez Remusa - powiedział Harry Dumbledore'owi pewnego wieczora. - Zachowuje się zupełnie jakby był zazdrosny o każdą chwilę, którą spędzam z Sevvym, ale jednocześnie paskudnie mnie traktuje. Kompletnie go nie rozumiem.
- Nie pogodził się jeszcze ze śmiercią Syriusza - wyjaśnił dyrektor. - Pogubił się. Kazałem mu porozmawiać z Szarą Damą, gdy dawałem mu tę posadę. Lepiej sprawdzę, czy usłuchał.
- Tak czy inaczej, lekcje obrony zaczynają być dla mnie niebezpieczne. On zawsze bierze mnie na środek i wypróbowuje na mnie bardzo silne klątwy; mówi, że to mnie wytrenuje na Voldemorta, ale ja uważam, że chodzi mu raczej o to, żeby mnie zranić. Wiem, że Sevvy niedługo zacznie się uczyć obrony; wolałbym, żeby nie był z Remusem sam w tym samym pomieszczeniu.
- Zgadzam się. Osobiście będę go uczył obrony. Naprawdę nie wiem, co zrobić z Remusem, Harry. Nie mogę w zasadzie wypowiadać się na ten temat, biorąc pod uwagę moje zachowanie przez ostatnie trzy lata.
Dyrektor z zakłopotaniem odwrócił wzrok.
- To się samo rozwiąże, jestem tego pewny. A między nami wszystko w porządku, Albusie. Naprawdę. A teraz... co powiesz o tej małej lidze...
= gdzieś indziej =
- Tak więc, Lucjuszu... z powrotem na nogach, jak widzę. Niezamierzona gra słów.
- Tak, mój panie, dziękuję ci za twoją łaskę, mój panie... - Śmierciożerca na czworakach zbliżył się do Voldemorta, aby ucałować skraj jego szaty.
- Przysłałeś mi wiadomość, w której wspominasz o liście od twego syna, Lucjuszu. Opowiedz mi o tym.
- Mój panie, Draco poinformował mnie, że zdrajca i ten bachor są w Hogwarcie i spytał o wytyczne. Pragnąłby uczestniczyć w odebraniu ich temu głupiemu miłośnikowi mugoli i oddaniu ich w twoje ręce, panie.
- Doprawdy? A więc mimo wszystko jest jeszcze jakaś szansa dla twojego rodu, Lucjuszu. Jak proponuje to zrobić?
- M-mój panie... podczas Halloween...
Voldemort przewrócił oczami, markując cierpliwość.
- Tak, Lucjuszu, podczas Halloween...
- Mój panie, Draco proponuje... uczniowie będą mieli możliwość odwiedzić Hogsmeade... i bez wątpienia Potter nie będzie w stanie oprzeć się prośbom brata, żeby wziął go ze sobą. Tam będą bezbronni, panie. Draco zawsze potrafił skłonić Pottera do walki, odciągnąć go od bezpiecznego miejsca; może to zrobić raz jeszcze. Wtedy chłopak będzie pozbawiony ochrony.
Voldemort z namysłem potarł brodę.
- Hmmm... ciekawe, Lucjuszu. Bardzo ciekawe. Twój syn wydaje się obiecujący, bez wątpienia dzięki twoim staraniom, by go wyedukować. Jestem zadowolony. Powiesz mu, żeby realizował ten plan i dalej cię informował o jego przebiegu.
- Tak, mój panie. Dziękuję, mój panie, dziękuję...
Lucjusz uciekł do domu, gdy tylko mógł.
= Hogwart =
- Sevvy! Dalej, Sevvy, obudź się!
Dziecko usiadło i wepchnęło piąstki do oczu.
- H'rry? - wymamrotało.
- Tak, Harry. Dalej, wstawaj. Mamy dla ciebie niespodziankę.
Severus otworzył oczy i zobaczył brata z dwiema miotłami w rękach - własną i Sevvy'ego - oraz stojącego dalej ojca, któremu oczy błyszczały jak oszalałe.
- Miesiąc już się skończył? - spytał z nadzieją, patrząc to na ojca, to na brata.
- Tak, mój mały - roześmiał się Dumbledore - my zaś znaleźliśmy rozwiązanie, aby więcej nie kusiła cię gra z zespołami domów.
Sevvy wyskoczył z łóżka i pośpiesznie wciągnął na siebie szaty.
- Powoli, powoli! - uspokajał go dyrektor. - Najpierw śniadanie. Nie możesz latać z pustym żołądkiem.
- Będę latać! Będę latać! - Severus tanecznym krokiem wybiegł z pokoju.
- Tak, tak, będziesz latać. - Dumbledore uśmiechał się ciepło. Zmusił dziecko, żeby zjadło przynajmniej tosta, potem zaś powiedział: - A teraz chodź.
Kiedy weszli na boisko do quidditcha, Sevvy ze zdziwieniem zobaczył czekającą na nich grupkę maluchów.
- Słuchajcie, dzieci - zagaił dyrektor, popychając Severusa ku jego rówieśnikom. - To jest Harry, trener pierwszej w historii Hogwartu małej ligi quidditcha. Wszyscy możecie latać tu razem i szczęśliwie jest was na tyle dużo, aby mogły powstać dwie drużyny. Obiecuję, że zagracie na tym boisku trzy prawdziwe mecze, podczas treningów będziecie jednak używać tamtego. - Wskazał mniejsze boisko, które było widać kawałek dalej.
Na nowym boisku bramki nie były aż tak wysokie, a piłki dzięki zaklęciom były bezpieczniejsze. Na tłuczki nałożone zostały czary amortyzujące, kafel był zaś mniejszy od prawdziwego, aby dzieci - w wieku od sześciu do ośmiu lat - mogły łatwo go trzymać. Znicz z kolei był większy i nie aż tak bezsensownie szybki.
Dumbledore uściskał Sevvy'ego i wrócił do zamku, zostawiwszy Harry'ego z grupką czternastu bardzo podekscytowanych malców.
- Ty jesteś Harry Potter - stwierdziła mała dziewczynka.
- Wiem o tym. - Harry uśmiechnął się. - A kim ty jesteś?
- Danielle Bones - odparła.
- Powiedz mi, Danielle, latałaś już wcześniej, prawda?
- Tak, Susie mnie nauczyła. Jestem bardzo szybka.
- To dobrze - uznał Harry. - Myślę, że najpierw przeprowadzimy coś w rodzaju kwalifikacji, żeby sprawdzić, która pozycja będzie dla was najodpowiedniejsza. Nie martwcie się, jest was czternaścioro i będziemy mieć dwie drużyny, więc dla każdego znajdzie się miejsce w zespole. Weźcie swoje miotły i przelećcie trzy okrążenia wokół boiska oraz między bramkami.
Dzieci wdrapały się na miotły i wystrzeliły w powietrze. Harry przypatrywał im się uważnie. Zauważył, że mała Danielle - która okazała się mieć prawie osiem lat, nie pięć, jak z początku sądził - i Sevvy byli najszybsi i najzwinniejsi. Oboje byli dobrym materiałem na szukających. Dwójka małych rudzielców, chłopiec i dziewczynka (kuzynostwo Rona i Ginny, jak odkrył Harry, będące siedmioletnimi bliźniętami) była znakomitą parą pałkarzy, choć brakowało im tej bezbłędnej pracy zespołowej, jaka cechowała Freda i George'a. Prawdę mówiąc, znacznie lepsi byli, kiedy grali przeciwko sobie, więc Harry umieścił ich w różnych drużynach.
Po godzinie wszystkie dzieci miały przydzielone pozycje, z których były zadowolone. Zdążyli jeszcze później rozegrać parę meczy treningowych, zanim pierwszy z zespołów domów zjawił się na boisku, by ćwiczyć.
- Chodźcie, dzieciaki. - Harry mrugnął okiem do zawodników Hufflepuffu. - Oni nie pozwolą mi szpiegować ich taktyki. W środku czekają na was lemoniada i ciastka, niedługo zaś przybędą tam wasi rodzice, żeby zabrać was do domów.
Kiedy znaleźli się w zamku Harry i Sevvy pomachali pozostałym na pożegnanie. Potem chłopczyk zarzucił rączki na szyje ojca i brata.
- Dziękuję, tatusiu, dziękuję, Harry - powiedział radośnie. - Teraz ja też mam drużynę!
Harry zapisał sobie w pamięci, żeby porozmawiać o małej lidze z zespołami innych domów - może zgodziłyby się rozegrać z malcami spotkanie towarzyskie od czasu do czasu.
xXxXx
- Harry?
Remus Lupin podszedł do nastolatka po śniadaniu tydzień przed Halloween.
- Tak, profesorze Lupin? - odparł oficjalnie.
- Harry, proszę, mów mi Remus albo Lunatyk - poprosił mężczyzna.
- Znów jesteś moim nauczycielem - zauważył chłopak.
- Chcę być kimś więcej niż tylko nauczycielem, Harry - ciągnął czarodziej błagalnie. - Chcę, żebyśmy byli przyjaciółmi.
Harry skinął głową.
- Wiem, że tego chcesz, ale ostatnio nie zachowujesz się zbyt przyjaźnie.
Remus wykrzywił twarz.
- Cały czas biegasz za Snape'em. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi, zanim on zaczął ci się narzucać. Jeżeli zostawisz go Dumbledore'owi, znowu będę chciał być twoim przyjacielem.
Harry wybałuszył na niego oczy. Podobnie zresztą jak połowa Wielkiej Sali; nastolatek miał tylko nadzieję, że stół personelu był dość daleko, żeby Sevvy nie usłyszał ich wymiany zdań.
- Przykro mi, że pan tak uważa, profesorze - odparł zimno. - Mam względem mojego brata zobowiązania, których nie traktuję lekko. Jeśli nie potrafi pan tego zaakceptować, nie mamy o czym rozmawiać.
Ruszył ku drzwiom, w następnej chwili jednak poczuł, jak czyjeś palce zaciskają się na jego ramieniu.
- Harry - syknął Remus - skończ z tymi bzdurami. On nie jest twoim bratem. To mężczyzna, który z twojego życia uczynił piekło.
- Człowiekiem, który z mojego życia uczynił piekło, jest Voldemort. Snape jest tym, który kilka razy uratował mi życie. SEVVY jest moim bratem. A teraz mnie puść.
Remus Lupin puścił go z rozgniewaną miną i pomaszerował w kierunku swojej sali lekcyjnej. W klasie podszedł do niego Draco Malfoy, który z zainteresowaniem obserwował wcześniejsze zajście.
- Panie profesorze, pozwoli pan na słówko?
Remus wlepił w jasnowłosego Ślizgona niechętne spojrzenie.
- O co chodzi, panie Malfoy?
Draco usiadł przy jednym z biurek.
- Sądzę, że pan i ja mamy wspólny interes.
- Nie wiem, o czym pan mówi.
Nastolatek uśmiechnął się krzywo.
- Pan jest zainteresowany odebraniem Pottera... Harry'ego z powrotem dla siebie. Ja jestem zainteresowany usunięciem mojego opiekuna domu... no, byłego opiekuna domu... spod wpływu... - szybko przełknął słowa "żałosnych Gryfonów", wiedząc, że TO zdecydowanie nie zaprowadzi go daleko z Remusem Lupinem - ...spod wpływu osób, które nieszczęśliwie źle ulokowali swoje uczucia - dokończył gładko.
- I co zamierza pan z tym zrobić? - Lupin udawał niezainteresowanego sprawą, ale oczy mu błyszczały.
- Rozumiem, że Weasleyowie chcą wziąć Snape'a do siebie. W następny weekend w Hogsmeade zajmę uwagę Pottera... Harry'ego tak, żeby zostawił Snape'a pod pana opieką. Artur i Molly zamierzają tam być, aby odwiedzić swoje dzieci, czyż nie?
Remus nie miał zamiaru pytać, skąd Ślizgon czerpie informacje. Z zapałem pokiwał głową.
- Kiedy odwrócę uwagę Po... Harry'ego, pan odda Snape'a Arturowi Weasleyowi. Zamieszka z nimi, P... Harry zacznie słuchać głosu rozsądku i wszyscy będą zadowoleni.
- Stoi. Z radością powitam chwilę, gdy chłopiec bezpiecznie dotrze do Nory i zniknie mi z oczu.
Draco wyszedł, uśmiechając się do siebie. Pozostało mu już tylko napisać do ojca, żeby na weekend przebrał się za Artura Weasleya.
KONIEC
rozdziału trzeciego
Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).
