oryginał: Six Years to Life: Son of Hogwarts (link w moim profilu)
autor: Laume (link w moim profilu)
Tłumaczenie za zgodą autorki
Rozdział czwarty
Dzień przed Halloween Sevvy obudził się wcześnie. Była sobota, a on miał pozwolenie, żeby iść do Hogsmeade z Harrym. Szybko się umył i założył komplet szat w kolorze głębokiej czerwieni, który dostał od profesor McGonagall. Lubił to ubranie; miało na piersi małego lwa bawiącego się z dużym wężem. Haft naprawdę się ruszał, zupełnie jak hafty na szatach tatusia!
Harry również wstał wcześnie, wiedział bowiem, że Sevvy'emu bardzo zależy na tej wycieczce. Kiedy wszedł do Wielkiej Sali, podeszli do niego Ron i Ginny.
- Hej, stary, słuchaj, naprawdę nam przykro... - zaczął Ron.
- Mama i tata muszą iść z nami najpierw na Pokątną. Uszkodziłam różdżkę na lekcji obrony w zeszłym tygodniu. Dyrektor pozwolił, żebyśmy poszli z mamą i tatą, ale uważa, że nie możesz dołączyć do nas z Sevvym, bo to by było zbyt niebezpieczne - powiedziała Ginny przepraszająco.
Harry skinął głową.
- Pewnie ma rację.
Wlepili w niego zdumione spojrzenia. Wiedzieli, że Harry stał się dużo bardziej odpowiedzialny, ale żeby bez narzekania zaakceptował odmowę dyrektora?
- I tak nie poszedłbym z Sevvym - wyjaśnił Harry, widząc ich zdumione miny. - Poza tym obiecałem zabrać go do Hogsmeade i nie chcę go zawieść. Ale po południu będziecie?
- Tak. Mama kazała ci przekazać, żebyście ty i Sevvy zjedli z nami lancz w Trzech Miotłach o wpół do drugiej.
- Och, dobrze. Skoro wrócicie tak późno, mam wymówkę, żeby wcześniej kupić Sevvy'emu czekoladki w Miodowym Królestwie! No to do zobaczenia po południu. Przyjemności na Pokątnej i bądźcie ostrożni!
Godzinę później Harry i Sevvy siedzieli w jednym z powozów, które zabierały uczniów do Hogsmeade. Sevvy był podniecony.
- Tatuś dał mi kie... kiesz... daje mi trochę pieniędzy co tydzień, żebym mógł sobie coś kupić! Mogę wydać trochę dzisiaj?
- Tak, twój tatuś powiedział, że możesz. Pamiętajmy, żeby przynieść mu trochę cytrynowych dropsów, dobrze?
- Kupię tatusiowi prezent - stwierdził Sevvy. - I profesor Mac, i profesorowi Flitwickowi, bo dali mi prezenty na początku roku szkolnego. Myślisz, że lubią czekoladę?
Harry powstrzymał parsknięcie. Severus próbował wymawiać nazwisko Minerwy McGonagall, ale mu się nie udawało. Ponieważ w szkole nie mógł mówić do niej po imieniu, został przy "profesor Mac".
- Myślę, że bardzo się ucieszą z prezentu od ciebie, ale nie zapomnij zostawić trochę pieniędzy, żebyś mógł kupić coś sobie, dobrze?
- Chcę książkę - postanowił Sevvy; siedząca naprzeciwko chłopców Hermiona uśmiechnęła się z dumą.
Dwa powozy przed nimi Draco Malfoy i Remus Lupin siedzieli w krępującym milczeniu - nie przepadali za swoim towarzystwem, byli jednak świadomi wspólnego przedsięwzięcia na ten dzień.
- No to pamięta pan plan? Ja odwracam uwagę P... Harry'ego, pan łapie dzieciaka i oddaje go w ręce Weasleya.
- Tak, tak, nie jestem idiotą, dziękuję. Nie rozumiem tylko, co ty będziesz z tego miał.
- Usunę mojego opiekuna domu z Hogwartu. To nie jest teraz jego miejsce.
- Zgadzam się - powiedział wyglądający przez okno Remus.
=później=
Sevvy tanecznym krokiem opuścił Miodowe Królestwo.
- Mam cytrynowe dropsy dla tatusia, puszkę imbirowych traszek dla profesor Mac i tabliczkę gorzkiej czekolady dla profesora Flitwicka. Teraz chcę...
- Potter - rozległo się za ich plecami.
- Malfoy - odparł Harry neutralnym tonem, chowając Sevvy'ego za siebie.
- Widzę, że wciąż mieszasz w głowie mojemu opiekunowi domu? - zadrwił Draco.
- Nie mieszam mu w głowie. Jest szczęśliwy.
- Jest zasmarkanym bachorem! Założę się, że masz z tego frajdę, co? Możesz się zemścić.
Harry nie zareagował. Odwrócił się, aby wziąć Sevvy'ego za rękę i odejść, Draco jednak, widząc, że jego prowokacja nie przyniosła oczekiwanego rezultatu, chwycił go od tyłu i przycisnął jego ramiona do boków. Wtedy pojawił się Remus Lupin, który złapał Severusa i przeniósł wrzeszczące dziecko na drugą stronę ulicy, gdzie wepchnął go w ręce Artura Weasleya. Potem odsunął się, Draco zaś zniknął w wąskiej alejce.
- Zatrzymajcie go! - krzyczał Harry za uciekającym Weasleyem.
- Harry, pozwól mu iść, zaniesie dzieciaka do Nory, a my będziemy mogli...
Harry zacisnął dłoń i walnął Remusa w twarz pięścią.
- Ty idioto! To nie jest Artur! Weasleyowie są na Pokątnej! - Chwycił za różdżkę. - Pobiegł w góry. Hermiono, zorganizuj pomoc, szybko!
Potem pobiegł za oddalającą się dwójką.
Sevvy kopał i wrzeszczał, walcząc ze wszystkich sił.
- Nie ruszaj się, albo rzucę Zabójczą Klątwę na twojego ukochanego brata - zagroził Artur.
Sevvy wytrzeszczył oczy ze strachu i zamilkł. Naraz zobaczył, że rude włosy mężczyzny tracą kolor i wydłużają się. W kilka minut krótkie rude włosy zmieniły się w srebrzyste długie. Lucjusz Malfoy biegł dalej, trzymając dziecko w stalowym uścisku.
Harry dyszał ciężko. Droga pod górę była stroma i męcząca, wiedział jednak, że dogania oszusta, którego uznał za Malfoya. Śmierciożerca niósł dziecko, Harry zaś i tak miał lepszą kondycję. Pragnął jedynie, żeby Sevvy jakimś hałasem dał mu znać, gdzie się znajduje.
Lucjusz dotarł do małego zagłębienia w skalnej ścianie. Tam postawił dziecko na ziemi.
- Tylko piśnij, a twój brat zginie - szepnął, trzymając różdżkę w gotowości.
Severus skinął głową, po czym pomalutku odsunął się dalej.
Harry zatrzymał się z poślizgiem i uśmiechnął krzywo. Sevvy był bystrym dzieckiem; na przekór ich obecnej sytuacji nastolatek poczuł, jak serce rośnie w nim z dumy. Sevvy najpewniej był zakneblowany lub groźbą zmuszony do milczenia, ale mimo to się komunikował. Stanął w takim miejscu, gdzie słońce rzucało jego cień w stronę Harry'ego, dając starszemu chłopcu znać, że uciekinierzy są tuż za rogiem.
- Wingardium Leviosa - szepnął, celując różdżką w siebie.
Uniósł się w powietrze. Tak długo wskazywał na siebie i w górę, aż od ziemi dzieliło go prawie pięć metrów. Potem pokazał na siebie i do przodu. Lucjusz niczego nie zauważył, ponieważ skupiał uwagę na miejscu, w którym oczekiwał zobaczyć Harry'ego. Nastolatek zaś wskazał na siebie i w dół, gestem kazał Sevvy'emu zejść mu z drogi i krzyknął:
- Petrificus Totalus!
Lucjusz odwrócił się błyskawicznie i zdążył się schylić w samą porę.
- POTTER! - wrzasnął. - Expelliarmus! Sectumsempra!
Severus zbladł na dźwięk ostatniego zaklęcia.
- Protego! - krzyknął Harry.
Udało mu się zablokować Expelliarmusa, ale Sectumsempra rozcięła mu łydkę.
- Crucio!
Nastolatek zaczął zwijać się z bólu, a Lucjusz roześmiał się szaleńczo. Różdżka wypadła Harry'emu z bezwładnej dłoni. Mimo cierpienia chłopak patrzył na Lucjusza gniewnie.
- Oczyść umysł... Umieść ból w odizolowanej części... - wydyszał Harry, po czym powoli wstał.
- To... to niemożliwe - stwierdził Lucjusz, który wciąż utrzymywał klątwę.
W tym momencie wydarzyły się jednocześnie dwie rzeczy: Harry rzucił bezróżdżkowego Expelliarmusa, dzięki któremu Lucjusz stracił różdżkę, a Sevvy uderzył śmierciożercę kamieniem. Mężczyzna zakołysał się na krawędzi grani i poleciał do przodu, tracąc tym samym grunt pod nogami. Desperacko próbował się czegoś chwycić, czegokolwiek... i złapał szatę Sevvy'ego. Pociągnął chłopca za sobą. Obaj runęli w dół zbocza na pewną śmierć.
KONIEC
rozdziału czwartego
Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).
