oryginał: Six Years to Life: Son of Hogwarts (link w moim profilu)

autor: Laume (link w moim profilu)

Tłumaczenie za zgodą autorki


Rozdział ósmy


Szczęśliwy Severus siedział w salonie w komnatach ojca, Dumbledore zaś wraz z Harrym lewitowali na miejsce ogromną choinkę.

- Trochę bardziej na lewo, Harry... tylko troszeczkę.

- Arrr! Nie, Albusie, nie pchaj dalej, upadnie!

- Jakieś trzydzieści centymetrów do ściany i będzie gotowe.

Wreszcie drzewko stanęło. Sięgało prawie sufitu.

Severus klasnął z radością.

- Jest WIELKA!

Dumbledore uśmiechnął się i podał Sevvy'emu dużą gwiazdę.

- Chodź, mój chłopcze, podlewituję cię na samą górę, żebyś mógł umieścić gwiazdę.

Sevvy chichotał całą drogę na szczyt drzewka. Tam pochylił się do przodu i z pewnym wysiłkiem zatknął gwiazdę na czubku.

- Dobra robota - pochwalił go Dumbledore, a potem dał dziecku pudło ozdób, żeby zaklęciami powiesiło je na choince. Harry uśmiechał się do chłopca, który potraktował swoje zadanie bardzo poważnie i z językiem między zębami ostrożnie lewitował jedną ozdobę po drugiej.

- Myślicie, że Mikołaj przyniesie mi prezent w tym roku? - spytał malec. - Nigdy mi żadnego nie dał. Matka i ojciec mówili, że to dlatego, że jestem takim złym chłopcem.

Dumbledore podniósł dziecko i posadził je sobie na kolanach.

- To nieprawda, Sevvy, wcale nie jesteś złym chłopcem! Jesteś bardzo dobrym, słodkim chłopczykiem i jestem pewny, że Mikołaj coś ci w tym roku przyniesie.

Dyrektor zerknął na twarz Harry'ego. Nastolatek miał beznamiętną minę - widać było, że ukrywa własny ból pod maską obojętności.

- Jestem pewny, że Mikołaj wszystkim nam przyniesie ładne prezenty - stwierdził Dumbledore cicho, patrząc Harry'emu w oczy.

Harry uśmiechnął się nieco wymuszonym, lecz jednak prawdziwym uśmiechem. Severus uściskał tatę i wrócił do ozdabiania choinki. Dumbledore objął ramieniem barki Harry'ego.

- Wszystko w porządku?

- Tak, tylko jakbym skądś to znał, wiesz? Dursleyowie zawsze mówili mi dokładnie to samo. Dopilnuję, żeby Sevvy dostał mnóstwo prezentów w tym roku - powiedział stanowczo.

- Obaj dopilnujemy - zachichotał Dumbledore. - Czy dzisiejsze popołudnie jest aktualne?

- Jak najbardziej - potwierdził Harry. - Spotkamy się z tobą w Trzech Miotłach.

xXxXx

Tego popołudnia Harry odprowadził Sevvy'ego na trening quidditcha. Kiedy dotarli na boisko, chłopiec zawołał z podekscytowaniem:

- Fred! George!

Pobiegł do nich i został podniesiony, a potem podrzucony w powietrzu. Roześmiał się.

- Przyszliście zobaczyć nasz trening? - spytał.

- Coś więcej, braciszku - zaczął Fred.

- Ten tu Harry pomyślał, że powinniście zobaczyć...

- ...jakichś przyzwoitych pałkarzy w akcji.

- Dlatego jesteśmy dzisiaj waszymi gościnnymi trenerami - dokończył George.

Mała Liga krzyknęła na wiwat. Wszyscy słyszeli wiele opowieści o bliźniakach z gryfońskiej drużyny quidditcha - która doszła do siebie po zawstydzającej porażce z dzieciakami w ciągu zaledwie miesiąca, po jednym czy dwóch dowcipach zrobionych Harry'emu - i byli podekscytowani, że ta dwójka (nie)sławnych pałkarzy będzie ich trenowała tego popołudnia.

- Ty nie zostajesz, Harry? - zapytał Sevvy.

- Mam dziś pełno roboty, dzieciaku - odparł nastolatek, po czym nachylił się i szepnął dziecku konspiracyjnie do ucha: - Dopilnuj, żeby im pokazać te nowe zagrania, które ćwiczyliśmy, dobra? Nic im o tym nie mówiłem. Daj im do wiwatu.

Na twarzach obu ciemnowłosych chłopców pojawił się taki sam złowrogi uśmieszek - bliźniacy niespodziewanie poczuli się zdenerwowani.

xXxXx

Harry wszedł do Trzech Mioteł i zobaczył Dumbledore'a siedzącego spokojnie z Ronem i Hermioną; cała trójka sączyła piwo kremowe. Hermiona najwyraźniej spytała dyrektora o jakieś zagadnienie z transmutacji, on zaś z radością udzielał jej odpowiedzi.

- Nie, gargulce nie są transmutowane, są zaklęte - mówił właśnie. - Zostało na nie rzucone silne zaklęcie związane z hasłem. Kiedy hasło zostaje wypowiedziane, zaklęcie się aktywuje i gargulce odskakują na boki. Jak zauważyłaś, zbroje są zaklęte w podobny sposób, ale jest to zaklęcie krótkotrwałe. Potrzeba innego zaklęcia, zwanego czarem zamka, aby zapobiec przed zużyciem się tego zaklęcia.

- Ale na czym polega różnica między zaklęciami i transmutacją, proszę pana? - drążyła Hermiona w swoim dążeniu do wiedzy.

- Różnica bywa bardzo niewielka. Rozmaite dziedziny często się zazębiają, jak z pewnością wiesz, biorąc pod uwagę, że twoi rodzice są mugolskimi specjalistami. W tym jednak przypadku gargulce nie są w nic zmienione; to byłaby transmutacja. Zaklęcia mają więcej wspólnego ze sprawianiem, iż nieożywione przedmioty, albo ludzie, w innych przypadkach, robią rzeczy, których normalnie nie byłyby w stanie robić. Jak odskakiwanie na bok, kiedy wymówione zostaje konkretne słowo.

- Ale w "Historii Hogwartu" jest napisane, że gargulce są transmutowane! - Oczy Hermiony praktycznie błagały dyrektora, żeby zgodził się z jej ulubioną książką.

- No cóż, są transmutowane. Są to skalne bloki transmutowane w gargulce. Nie istniało wielu artystów transmutacji, lecz jeden z nich właśnie transmutował hogwarckie gargulce. Jednakże to zaklęcie sprawia, że się poruszają.

Hermiona skinęła głową, na razie usatysfakcjonowana. Lub może zauważyła spojrzenie, które rzucił jej Ron, wyraźnie pytające, dlaczego rozmawia o szkolnych sprawach podczas ferii.

Wyszli z Trzech Mioteł całą czwórką i zaczęli spacerować po wiosce. Hermiona, naturalnie, postanowiła kupić Sevvy'emu książkę, Ron zaś zdecydował się na naprawdę fajne rękawice do quidditcha, a Harry na wyjątkowy zestaw do pielęgnacji mioteł. Kupił też chłopcu cudownie miękkiego pluszowego misia.

- Nie uważasz, że on jest na to za duży? - oburzył się Ron.

- Nie skończył jeszcze siedmiu lat - zaprotestował Harry - i nigdy wcześniej nie miał zabawki.

Ron patrzył na przyjaciela wielkimi oczami.

- Nigdy wcześniej nie miał zabawki? - powtórzył.

Harry pokręcił głową.

- Rodzice się nad nim znęcali. Nigdy nie dostał żadnego prezentu, nie mówiąc już o zabawce. On potrzebuje pluszowego misia.

- Jasna cholera. - Oczy Rona rozbłysły gniewnie. - Nic dziwnego, że tata wygląda, jakby chciał kogoś zabić, kiedy tylko ktoś wspomni o rodzicach Sevvy'ego.

- I nic dziwnego, że wyrósł na takiego dupka za pierwszym razem - dodał Harry cicho. - Wątpię, że był takim złym nietoperzem, jak zawsze myśleliśmy.

Ron pokiwał głową, wciąż nie do końca potrafiąc pogodzić wyobrażenie złośliwego, wrednego mistrza eliksirów z Sevvym.

- Czy jego rodzice... - zaczął.

- Nie żyją - odparł Harry. - Albus mówił, że umarli, kiedy Severus był w piątej klasie. Najwyraźniej pokłócili się i przeklęli nawzajem.

Ron wybałuszył oczy.

- Oni... och... ale... to było zaraz przed... no wiesz... Wrzeszczącą Chatą!

Harry przytaknął i ciężko przełknął ślinę.

- Musiał poczuć ulgę, że wreszcie nikt się nad nim nie znęca, ale zaraz zaczęło się na nowo, ze strony mojego ojca i ojca chrzestnego, jak również Albusa... który był wtedy jego opiekunem.

- Dumbledore był jego opiekunem i nie zrobił nic, żeby ukarać Jamesa i Syriusza? - spytał Ron, który nie mógł uwierzyć w to, co słyszał.

- Teraz tego głęboko żałuje - stwierdził Harry, lekko wzruszając ramionami - ale tak. To niewątpliwie pomogło zaprowadzić Snape'a do Voldemorta. Wrócił niewiele później, kiedy zrozumiał, że dyrektor jest tym mniej okrutnym z nich dwóch.

Dołączyli do pozostałych w Miodowym Królestwie, gdzie za wiele galeonów kupili słodycze.

- Muszę znaleźć coś dla rodziców - powiedziała Hermiona.

- Ja też - przypomniał sobie Ron.

Harry uśmiechnął się szeroko.

- A ja mam wszystko, czego potrzebuję. Na razie schowam, potem zapakuję.

Dumbledore pomachał wesoło i razem z Harrym ruszyli z powrotem do zamku.

xXxXx

Sevvy przyszedł z treningu zarumieniony i promieniejący; oczy błyszczały mu radością. Trening z Fredem i George'em zawsze był fajny, ale tym razem zagrania, które pokazał im Harry, sprawdziły się świetnie! Fred i George kilka razy wylądowali w błocie w najbardziej zawstydzający sposób z możliwych - Sevvy słyszał, jak mruczą pod nosem i planują zemstę na Harrym, ale on i jego przyjaciele śmiali się tak bardzo, że aż ich brzuchy rozbolały.

Gdy do komnaty wszedł jego ojciec, Severus rzucił mu się na szyję, paplając wesoło o swoim popołudniu.

Dumbledore słuchał z uśmiechem, potem zaś posadził sobie dziecko na kolanach i wyjął z kieszeni pomniejszoną paczkę.

- Kupiłem ci coś - rzekł - ponieważ jesteś takim słodkim chłopczykiem.

Sevvy przez chwilę przyglądał się paczce ogromnymi oczami, a później rozdarł opakowanie. Pełna wyczekiwania mina zmieniła się w przerażenie i dziecko zesztywniało.

- Po świętach zaczniesz się uczyć eliksirów - wyjaśnił dyrektor, kompletnie nieświadomy reakcji malca - dlatego kupiłem ci standardowy zestaw.

Sevvy poczuł, jak wielka, zimna ręka chwyta go za żołądek i ŚCISKA. Mocno. Spojrzał na przybornik do eliksirów. W głowie znowu poczuł klątwy, którymi karała go matka i zobaczył paskudne eliksiry, które był zmuszony robić. Z nagłym obrzydzeniem odrzucił pudełko jak najdalej.

- SEVERUSIE! - zawołał zbulwersowany Dumbledore.

- Nie, nie będę, nie będę! - krzyknęło w odpowiedzi dziecko, po czym uciekło do swojego pokoju.

Dumbledore poszedł za nim, okazało się jednak, że drzwi są zamknięte.

- Severusie, natychmiast otwórz drzwi. Liczę do trzech. Raz... Dwa... Trzy.

Brak odpowiedzi.

- Alohomora!

Drzwi nawet nie drgnęły. Dumbledore czuł, jak chłopiec wkłada całą swoją magię w to, żeby drzwi pozostały zamknięte. Z wycelowaną w nie różdżką dyrektor zastanawiał się nad następnym posunięciem, gdy do jego komnat wszedł Harry.

- Albusie? Sevvy? - rzucił, widząc bałagan w salonie. Wszędzie leżały składniki eliksirów... chwila. Składniki eliksirów?

- SEVVY! - zawołał, spanikowany, i pobiegł do sypialni brata.

- Harry! - Dumbledore spojrzał na nastolatka. - On jest w swoim pokoju, ale zamknął drzwi magią. Mógłbym je otworzyć, lecz to sprawiłoby mu ból. Nie mam pojęcia, co go napadło.

- Dałeś mu składniki eliksirów - wyjaśnił chłopak. - Pozwól, że ja spróbuję. - Całym ciałem oparł się o drzwi. - Sevvy, tu Harry, dzieciaku. Czy mógłbyś mi otworzyć?

Przez chwilę było cicho. Potem cichy głos zapytał:

- Harry?

- Tak, Sevvy, to ja. No dalej, otwórz drzwi, dzieciaku.

Drzwi niespodziewanie stanęły otworem, a na Harry'ego rzuciła się ktoś bardzo mały.

- Nie pozwól mu zrobić mi krzywdy, Harry, ratuj mnie, ratuj mnie!

Wstrząśnięty Dumbledore patrzył na dziecko. Sevvy naprawdę myślał, że on chce mu zrobić coś złego?

Harry zaniósł brata z powrotem do sypialni, kiwnąwszy dyrektorowi, aby poszedł za nimi. W pokoju posadził chłopca na łóżku obok siebie i objął go. Mały wciąż był przerażony.

- Nie chcę się uczyć eliksirów, proszę, nie pozwól, żeby mnie zmusili, Harry!

- Oczywiście, że nie, dzieciaku, nie musisz się uczyć eliksirów, obiecuję - uspokajał go Harry. - Ale twój tatuś nie rozumie, dzieciaku.

Sevvy spojrzał na niego wielkimi oczami.

- Czemu nie?

Harry pogłaskał go po włosach.

- Bo kiedy byłeś dorosły, kochałeś eliksiry. Myślał, że dzięki nim będziesz szczęśliwy.

Severus nieśmiało zerknął na Dumbledore'a.

- Mogę mu powiedzieć, Sevvy? - spytał Harry łagodnie.

Chłopiec pokiwał głową i schował twarz w koszuli starszego brata.

- Albusie, matka Sevvy'ego zmuszała go do robienia okropnych eliksirów i używała klątwy chłoszczącej, jeśli zrobił coś źle. On nienawidzi eliksirów i bardzo się boi, że będziesz mu kazał się ich uczyć.

Dyrektor padł na kolana przed dzieckiem.

- Och, Sevvy, tak mi przykro, nie wiedziałem! Oczywiście, że nie musisz chodzić na eliksiry, jeżeli nie chcesz.

Severus ostrożnie zerknął w górę i przez moment przyglądał się twarzy Dumbledore'a, żeby zobaczyć, czy mówi szczerze. Potem zarzucił ramiona na szyję ojca.

- Przepraszam, że zrobiłem bałagan, tatusiu - zachlipał.

Dyrektor przytulił go i muskał jego włosy.

- Ciii, dziecko, wszystko jest w porządku. Posprzątamy tam dla ciebie w okamgnieniu. A teraz może chciałbyś zamiast tego czekoladowe żaby?

= kryjówka Voldemorta =

- Czy wszystko gotowe?

- Tak, mój panie - zapewnił Draco. - Wilkołak weźmie dziecko i odda je mi. Będę wyglądał jak Crabbe. Użyję świstoklika, który mi dałeś, panie, żeby tu wrócić.

- Doskonale, Draco. Dopilnuj, aby tym razem się udało, bo inaczej...

= Hogwart =

Oczy wilkołaka śledziły zamek, uważnie obserwując małego chłopca, jego opiekunów i pewnego Ślizgona.


KONIEC
rozdziału ósmego


Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).