oryginał: Six Years to Life: Son of Hogwarts (link w moim profilu)

autor: Laume (link w moim profilu)

Tłumaczenie za zgodą autorki


Rozdział dziewiąty


Harry został na noc w komnatach Dumbledore'a, żeby mógł być na miejscu, kiedy Sevvy zacznie otwierać prezenty.

Weasleyowie i Grangerowie spędzali święta w Hogwarcie - Ron i Hermiona mieli otworzyć prezenty ze swoimi rodzicami.

Była ósma rano i wkoło panowała cisza, zauważył Harry. Sprawdził stos paczek pod choinką. Dobrze, prezenty Sevvy'ego były na miejscu. Nie pomyślał wcześniej, że prezenty dla niego samego też mogłyby się tam znaleźć.

Powoli zakradł się do pokoju chłopca. Uśmiechnął się krzywo, przypomniawszy sobie długi wykład Albusa o tym, dlaczego kiepskim pomysłem jest używanie własnej magii do zasilania zaklęcia, jeśli przeciwnik mógłby spróbować je złamać. Naturalnie, wywód ten byłby niewątpliwie o wiele bardziej przekonujący, gdyby cała trójka nie była wysmarowana czekoladą na twarzach, a w przypadku Albusa na brodzie.

- Sevvy! Sevvy, obudź się, jest Gwiazdka!

Dziecko jęknęło i obróciło się na drugi bok z zamiarem spania dalej.

- Sevvy! Prezenty!

To obudziło chłopca.

- Mikołaj przyniósł mi prezent? - spytał Severus ze zdumieniem.

- Idź obudzić tatusia - namawiał Harry - to pójdziemy zobaczyć.

Malec pobiegł do sypialni Dumbledore'a i skoczył prosto na niego.

- Tatusiu, tatusiu, możemy iść zobaczyć, czy dostałem prezent? Proszę?

Dumbledore jęknął cicho; pobudka z pełnym pęcherzem i dzieckiem skaczącym po tobie nigdy nie jest przyjemna, ale nie narzekał. Był zbyt szczęśliwy, że chłopiec całkowicie doszedł do siebie po wypadku ze składnikami eliksirów.

- Oczywiście, że możemy, drogie dziecko, tylko że tatuś musi najpierw odwiedzić łazienkę, dobrze?

Po tych słowach Dumbledore pośpiesznie uciekł z pokoju, a szeroko uśmiechnięty Severus wrócił do własnej sypialni.

- Tatuś musiał na siusiu - powiedział Harry'emu, chichocząc.

Harry BARDZO starał się nie roześmiać. Powinien powiedzieć dziecku, że siusianie jest normalną czynnością, którą większość ludzi wykonuje kilka razy dziennie, ale nie należy zwykle do tematów cywilizowanych rozmów. Nie powinien się śmiać.

Poniósł sromotną klęskę.

Chichocząc razem z Severusem, nakłonił go do założenia kapci. Zastanawiał się nad szlafrokiem, był jednak prawie pewny, że Molly Weasley przysłała im wszystkim swetry, więc dał sobie spokój.

Wrócił Dumbledore, rzucił rozbawionym chłopcom krótkie spojrzenie, a potem wziął Sevvy'ego za rączkę i zaprowadził go do salonu. Przy całym jego entuzjazmie dziecko nagle sprawiało wrażenie niechętnego wejściu do pokoju z choinką.

- Co będzie, jeśli Mikołaj myśli, że nie jestem dość dobry? - szepnęło nieco pobladłe. - Miałem problemy przez kwalifikacje... i nie zawsze byłem dobry.

Dumbledore bez słowa wziął malca na ręce i wniósł do środka. Zatrzymał się przy drzewku, pod którym leżała cała góra prezentów. Wśród nich widział przynajmniej cztery zaadresowane do Severusa.

- Widzisz, dziecko? - powiedział cicho chłopcu do ucha. - Byłeś bardzo dobry, a my bardzo, bardzo cię kochamy. Mikołaj o tym wie i przyniósł ci mnóstwo prezentów. Wszystkie te prezenty, które latami chciał ci przynieść, ale nie mógł.

To nie wymagało wyjaśnień. Sevvy uznał za najzupełniej normalne, że Mikołaj nie miał ochoty wpaść na jego rodziców.

Cała trójka rozsiadła się wygodnie, malec na kolanach dyrektora, a potem stary czarodziej machnął różdżką i do każdego z nich podleciał jeden prezent.

Harry wybałuszył oczy na swój. To nie był sweter od pani Weasley ani zwykła sterta czekoladek od Rona, ani stos książek od Hermiony. Powoli otworzył paczkę i znalazł w niej malutką myślodsiewnię po brzegi wypełnioną wspomnieniami. Wlepił wzrok w Dumbledore'a.

- Wiem, że możesz kupić sobie wszystko, co zechcesz - powiedział stary czarodziej miękko - tylko nie to, czego pragniesz najbardziej. Skopiowałem dla ciebie wszystkie moje wspomnienia o twoich rodzicach w szkole i później i umieściłem je tam. Jest dobrze chroniona, nic się nie martw.

Harry skinął głową ze łzami w oczach.

- Dziękuję, Albusie - wykrztusił.

Naraz obaj poczerwieniali i spojrzeli na chłopca.

- W porządku - stwierdził Sevvy. - Wiem, że to nie Mikołaj naprawdę przynosi prezenty. Ale fajnie jest udawać.

- Skąd o tym wiesz? - spytał Harry.

Sevvy przygryzł dolną wargę.

- Jak byłem dorosły, nie lubiłem Gwiazdki - powiedział z namysłem.

Harry westchnął.

- Kolejny flashback. Mogłem się domyślić. Masz jednak rację, Sevvy. Fajnie jest udawać. Wiesz co? Będziemy udawać, że to Mikołaj przyniósł te wszystkie prezenty, ale mimo to możemy podziękować ludziom, którzy nam je dali.

Sevvy przytaknął wesoło, a potem rozerwał opakowanie własnego prezentu.

- Zestaw miotlarski! - Podskoczył z radości. - Zobacz, tatusiu!

Dumbledore należycie zachwycił się prezentem, po czym otworzył własny.

Wypadły z niego dwie skarpety. Dwie bardzo... niepowtarzalne... skarpety. Obie zrobione były z ciepłej wełny, lecz jedna sięgała aż do kolana, podczas gdy druga ledwie zakrywała kostkę. Miały supeł na suple i koszmarnie jaskrawe kolory.

Sevvy patrzył na ojca niespokojnie.

- Sam je zrobiłem, tatusiu - wyjaśnił nieśmiało. - Hermiona nauczyła mnie robić na drutach i pracowałem nad nimi bardzo długo. Tylko trochę oszukiwałem, magią. Podobają ci się?

Dumbledore przełknął ślinę, wyraźnie unikając wzroku Harry'ego.

- Uważam, że to najlepsze skarpety, jakie ktokolwiek kiedykolwiek mi dał, Sevvy - stwierdził z przekonaniem. - Bardzo ci dziękuję!

I ku najwyższemu zachwytowi dziecka, natychmiast je założył.

Jeszcze sporo czasu rozpakowywali następne prezenty. Poza zestawem miotlarskim, rękawicami do quidditcha i książkami od Hermiony Sevvy dostał również najróżniejsze wyposażenie malarskie od Dumbledore'a, ładny dziecięcy komplet uroczystych szat od Minerwy, naturalnie sweter od pani Weasley, zielony ze srebrnym S, zaczarowaną mugolską kolejkę z torami od Artura, pudełko magicznych dowcipów Weasleyów i wreszcie pluszowego misia od Harry'ego.

Od razu przytulił niedźwiadka i westchnął, zadowolony.

- Matka nigdy nie pozwalała mi na misia - powiedział, a potem dodał radośnie: - Dam mu na imię Harold.

Tym razem to Harry unikał patrzenia na Dumbledore'a.

Wszyscy trzej doskonale się bawili tego dnia, leżąc na podłodze i wypróbowując nową kolejkę Sevvy'ego.

= wieczorem =

- Załóż uroczyste szaty, Sevvy. Możesz iść z nami na przyjęcie gwiazdkowe.

Chłopiec uniósł wzrok znad książki i uśmiechnął się.

- Naprawdę? Mogę założyć nowe?

Dumbledore przytaknął.

- Tak. Rzucę jednak na nie zaklęcie, aby się nie pobrudziły - stwierdził, po czym machnął nad szatami różdżką.

Miały barwę głębokiej czerwieni, nie jasnej, ale doskonale podkreślały czerń włosów i oczu Sevvy'ego.

- Mogę iść po Harry'ego? - spytało dziecko. - Chcę podziękować mamie i tacie Rona, i Hermionie, i Fredowi i George'owi za prezenty.

Dumbledore uśmiechnął się.

- Tak, możesz. Idź prosto do ich komnat i wróć z jednym z nich. Żadnego samotnego wałęsania się po zamku.

Sevvy kiwnął głową i pobiegł.

Nie dotarł zbyt daleko, gdy nagle złapał go bardzo silny mężczyzna, który mocno zakrył mu usta dłonią. Chłopiec spojrzał w lśniące oczy wilkołaka.

Dumbledore spotkał się z pozostałymi osobami zaproszonymi na przyjęcie w hallu wejściowym. Harry i Ron rozmawiali akurat, jak zamierzają wykorzystać swoje pudła z dowcipami w nadchodzącym semestrze, z dala od zasięgu słuchu Molly, oczywiście.

Dyrektor zmarszczył brwi, nie mogąc znaleźć syna między zebranymi.

- Harry, gdzie jest Sevvy? - spytał.

Nastolatek spojrzał na niego z zaskoczeniem.

- Nie ma go z tobą?

- Nie - odparł Dumbledore, w którym zaczynało kiełkować paskudne przeczucie. - Poszedł cię znaleźć i podziękować Weasleyom za prezenty. Wyszedł pół godziny temu.

Harry zbladł.

- Harry? Co się stało? - spytała Hermiona.

- Sevvy zaginął - szepnął chłopak.

W tym momencie do hallu weszli Crabbe i Goyle, jedyni Ślizgoni, którzy na święta zostali w zamku. Żaden z nich nie sprawiał kłopotów, odkąd Draco uciekł. Faktycznie nie potrafili sami myśleć bez niego. Wszyscy ich zignorowali.

Crabbe rozejrzał się z krzywym uśmieszkiem.

Wszedł Lupin trzymający pod pachą tobołek zawinięty w czarną pelerynę, lecz Harry i Dumbledore natychmiast rozpoznali głęboką czerwień szat Sevvy'ego.

Harry warknął i chciał się rzucić do przodu, ale stanął na wprost trzech skierowanych na niego różdżek.

- Do tyłu! - rozkazał Crabbe. - Nie ruszaj się albo dziecko umrze.

Lupin również trzymał różdżkę, a tobołek kołysał się niepewnie w jego ramionach, kiedy próbował pewnie ją chwycić.

Goyle też wycelował różdżkę, niezupełnie rozumiejąc, co się dzieje, ale skoro Vince tak powiedział, to on robił, co mu kazano.

- Doskonale, Lupin. - Crabbe uśmiechnął się krzywo. - Czarny Pan szczodrze cię wynagrodzi.

Wilkołak podszedł do niego.

- Chłopak ŻYJE, prawda? Nasz pan będzie niezadowolony, jeśli już umarł.

- Chłopcu nic nie jest - potwierdził Lupin.

- TY! - wrzasnął Harry. - Niech cię tylko dostanę w swoje ręce...

Dumbledore zatrzymał go na miejscu.

- Nie rób tego, Remusie - powiedział. - Proszę. Oddaj nam Sevvy'ego.

Lupin zignorował ich obu.

- Przegrałeś, Potter - chełpił się Crabbe. - Daj mi chłopaka, Lupin.

- Masz. - Remus rzucił tobołek Crabbe'owi, który potknął się, zaskoczony, i upuścił różdżkę.

- TERAZ, SEVVY! - zawołał Remus.

- Drętwota! - Wszyscy usłyszeli dziecięcy głos dobiegający z drugiego końca pomieszczenia. Czerwony promień zaklęcia ogłuszającego uderzył Crabbe'a w plecy i Ślizgon upadł.

Artur szybko zajął się Goyle'em.

- Zwiążcie ich, mocno, i przeszukajcie Crabbe'a, powinien mieć gdzieś świstoklik - wydyszał Lupin.

Ubrany tylko w koszulę i spodnie Severus podbiegł do niego.

- Dobrze zrobiłem? - spytał, patrząc w górę na wilkołaka.

- Doskonale zrobiłeś - odparł Remus.

Harry ruszył na niego.

- Ty...

Podniósł dłoń zaciśniętą w pięść. Remus nawet nie próbował bronić się przed ciosem. Stał spokojnie i czekał.

- Harry, nie! - krzyknął Sevvy. Złapał nastolatka za ramię i uwiesił się na nim. - On mi nie zrobił krzywdy, Harry, on mi POMÓGŁ! Musisz go wysłuchać.

- Myślę - stwierdził Dumbledore, srogo patrząc na Remusa - że przydałyby się wyjaśnienia.

Remus skinął głową i zaczął mówić:

- Wszystko zaczęło się, kiedy Draco Malfoy zgłosił się do mnie z planem przebrania się za Crabbe'a i porwaniem Sevvy'ego podczas świąt. Spodziewał się, że będę chciał zemsty za bycie, jak to określił, "traktowanym jak niewolnik". Nie wiedział, że zaakceptowałem już to, co on uznał za niewolę, jako zasłużoną karę... - Na chwilę opuścił wzrok. - Nie sądziłem, że mi uwierzycie, a nawet gdybyście uwierzyli, chronilibyście Sevvy'ego, ale nie złapalibyście Dracona. Chciałem go złapać. Dlatego wcześniej dziś wieczorem...

Severus walczył z trzymającymi go rękoma, gryząc, kopiąc i bijąc.

- Ciii, bądź cicho - jakiś głos powiedział mu do ucha. - Nie chcę zrobić ci krzywdy, zamierzam ci pomóc.

Remus Lupin zaciągnął chłopca do nieużywanej sali, którą następnie wyciszył i zamknął.

- Proszę, posłuchaj mnie - mówił z takim zaniepokojeniem, że Sevvy przestał się wiercić. - Draco Malfoy, spotkałeś go wcześniej, chce, żebym cię porwał i oddał w jego ręce. Chce cię zabrać do Voldemorta. Przebrał się, więc nikt go nie rozpozna. Chcę go złapać dla ciebie, Sevvy, ale potrzebuję twojej pomocy.

Sevvy spojrzał na niego.

- Dałeś mnie temu wrednemu panu, który zrobił mi krzywdę i zrzucił w przepaść! - stwierdził.

Lupin przytaknął smutno.

- Bardzo mi przykro, Sevvy. Nie wiedziałem, że on zamierza to zrobić, ale i tak było to bardzo, bardzo złe z mojej strony. Byłem o ciebie zazdrosny i zrobiłem bardzo złe rzeczy. Przepraszam.

- Zazdrosny? - Sevvy był zaintrygowany.

- Chciałem mieć Harry'ego dla siebie - Lupin zastanawiał się, czy mądrze jest mówić takie rzeczy sześciolatkowi - i wmówiłem sobie, że to przez ciebie Harry jest na mnie zły. To nie była twoja wina - szybko zapewnił dziecko - tylko moja, bo byłem niedobry dla Harry'ego. Nie chciałem jednak tego widzieć. Ukarali mnie i zrozumiałem, że to wszystko była wyłącznie moja wina.

- Dostałeś szlaban? - spytał Sevvy.

- Tak, coś w tym rodzaju - odparł z cierpkim uśmiechem. - Nadal mam szlaban, prawdę mówiąc. Słuchaj. Draco będzie myślał, że przyniosę mu cię do hallu wejściowego. Potrzebuję twoich szat, abym mógł udawać, że cię niosę. Potem zrobimy tak...

- I ja się wtedy schowałem w hallu, a Remus zaczekał po drugiej stronie i udało mi się go ogłuszyć! - wyjaśnił Sevvy z dumą. - On mnie uratował, Harry, tatusiu. - Patrzył na nich błagalnie. - Nie jestem już na niego wściekły. Proszę, też nie bądźcie wściekli?

Harry i Dumbledore spojrzeli po sobie.

- Sevvy - odezwał się Remus, który wciąż wpatrywał się w podłogę. - Jestem bardzo szczęśliwy, że już się na mnie nie gniewasz, ale Harry i twój tatuś nadal mogą. Byłem bardzo niedobry.

- Ale jest ci przykro - stwierdził zmieszany chłopiec.

- Tak, ale to, że komuś jest przykro, nie znaczy, że nie musi zostać ukarany - wyjaśnił Remus, kucając przed dzieckiem. - Dokończę swoją karę. Mam jednak nadzieję - wziął małą dłoń w swoją - mam nadzieję, że któregoś dnia pozwolisz mi być twoim przyjacielem. - Wstał i skinął głową Weasleyom. - Wracam prosto do swoich obowiązków, obiecuję. - I odszedł.

- Och, na litość Merlina - warknął Harry. - Remusie!

Wilkołak odwrócił się powoli.

- Chciałbyś może pójść z nami na przyjście gwiazdkowe? - spytał nastolatek nieco sztywno.

Oczy Remusa rozjaśnił nieśmiały blask nadziei.

- Jeśli... jeśli to będzie w porządku...

Artur i Dumbledore przytaknęli.

- Porozmawiamy sobie później - zapowiedzieli - w tej chwili jednak zdaje się, że uratowałeś Sevvy'emu życie. No i lepiej sprzątnijmy tę dwójkę.

Bill został ze związanymi i ogłuszonymi Ślizgonami do przybycia aurorów. Po piętnastu minutach jego warty Crabbe powoli zmienił się w Dracona Malfoya. Na szczęście Bill był wystarczająco bystry, żeby natychmiast odnowić więzy, jako że Crabbe był prawie dwa razy większy od Malfoya.

Sevvy odzyskał swoją szatę i nałożył ją przez głowę.

- No to jestem gotowy - uznał. Wziął Harry'ego i Dumbledore'a za ręce i pociągnął ich za sobą na przyjęcie.


KONIEC
rozdziału dziewiątego


Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).