oryginał: Six Years to Life: Son of Hogwarts (link w moim profilu)
autor: Laume (link w moim profilu)
Tłumaczenie za zgodą autorki
Rozdział dziesiąty
Sevvy był absolutnym bohaterem przyjęcia gwiazdkowego. Później dołączyli do zabawy również aurorzy z wiadomością, że Draco Malfoy jest w Azkabanie i najpewniej w ciągu tygodnia zostanie pocałowany. Na boku wyznali Dumbledore'owi, że to zależy od Ministra, który w tej sprawie ma ostatnie słowo, więc wcale nie są tacy pewni, że egzekucja zostanie wykonana. Po prostu nie chcieli zepsuć wielkiej chwili Sevvy'ego.
Lupin wyraźnie czuł się bardzo, bardzo niewygodnie; siedział tak daleko od reszty gości, jak tylko zdołał. Wreszcie Artur złapał go za szatę i zaciągnął do bocznej komnaty, gdzie kilka minut później dołączył do nich Albus.
Harry widział, jak wychodzą, ale nie nalegał, żeby do nich dołączyć. Sam porozmawia ze swym ostatnim ojcem chrzestnym później. Po półtora godzinie cała trójka wróciła na przyjęcie - Remus był blady i wyglądał na wstrząśniętego, zaś pozostała dwójka najwyraźniej była zadowolona z "pogawędki".
Późno w nocy Harry trzymał na rękach śpiącego Sevvy'ego, gdy podszedł do nich dyrektor.
- Artur i ja wierzymy, że Remus jest tym razem szczery. Byliśmy dla niego bardzo surowi, zdołał jednak przejść test zarówno Veritaserum, jak i legilimencji.
- Daliście mu Veritaserum? I on... - szepnął zszokowany Harry.
Dumbledore uśmiechnął się ponuro, gładząc włosy swojego synka.
- Naprawdę sądzisz, że zaryzykowałbym znowu? Nie mojego chłopca, nie po tym wszystkim, co się stało.
Harry skinął głową.
- Zgadzam się. Ale wciąż sam muszę porozmawiać z Remusem.
- Harry... wiem, że w świetle prawa jesteś dorosły, jednak ty również jesteś mi drogi jak syn. - Dumbledore patrzył na niego, niepewny, jak wyrazić myśli. - Wiem, że mi wybaczyłeś, ale nie masz specjalnych powodów, aby się mną przejmować. Mam tylko nadzieję, że zaakceptujesz moją pomoc i opiekę. Począwszy od pomocy w treningu.
Harry utkwił wzrok gdzieś w oddali i próbował wziąć się w garść na tyle, żeby odpowiedzieć.
- Po tym, jak Lucjusz prawie zabił Sevvy'ego, zaskoczyłeś mnie - powiedział cicho; starszy pan musiał bardzo uważać, żeby usłyszeć jego słowa. - Myślałem, że będziesz na mnie zły, że nie broniłem go wystarczająco dobrze. Ale ty mnie przytuliłeś, kiedy potrzebowałem kogoś, na kim mógłbym się oprzeć. Nawet Syriusz nigdy nie sprawił, żebym poczuł, że mam kogoś w rodzaju ojca. Ty sprawiłeś.
Dumbledore położył dłoń na ramieniu nastolatka.
- Och, Harry, po tym wszystkim, co zrobiłeś dla Severusa, jak mógłbym być na ciebie zły? To nie była twoja wina, poza tym uratowałeś mu życie. Jestem z ciebie taki dumny.
- To takie żenujące - mruknął Harry. - Legalnie jestem teraz dorosły, ale dla mnie zachowywanie się jak dorosły, branie odpowiedzialności jak dorosły jest czasem wyczerpujące.
- Nie ma się czym wstydzić. - Dyrektor położył dłoń na policzku chłopca i zmusił Harry'ego, aby spojrzał w życzliwe, kochające oczy. - Wszyscy czasami jesteśmy przytłoczeni. Ty jesteś młodszy niż większość i niesiesz na swoich barkach więcej niż jakakolwiek osoba, którą poznałem. Nie ma nic złego w potrzebowaniu pomocy, dziecko.
- Jestem zmęczony i się boję - przyznał w końcu Harry. - Było nie było, rozważałem, czy nie pozwolić Weasleyom, żeby mnie adoptowali. Ale jak drodzy by mi nie byli, oni nadal traktowaliby mnie jak dziecko, próbowaliby trzymać mnie z dala od walki. Podczas gdy my obaj wiemy, że zaangażowania mnie nie można uniknąć. Potrzebuję kogoś, kto mi pomoże, kto mnie zachęci, nie kogoś, kto mnie rozpieszcza.
Dumbledore objął go ramieniem i zaczął prowadzić przez zamek. Po pewnym czasie wziął od Harry'ego śpiącego malca. W wieży położył dziecko do łóżka i wraz z Harrym stali, patrząc na Sevvy'ego.
- Harry - Dumbledore położył dłonie na barkach nastolatka - pozwól, abym ci pomógł. Nie musisz robić tego sam. Moim najgłębszym pragnieniem jest zaadoptować cię, zrozumiem jednak, jeśli się temu sprzeciwisz. Pozwól mi przynajmniej pomóc ci znaleźć kogoś innego.
Harry powoli pochylił się do przodu i oparł głowę na ramieniu dyrektora.
- Nie chcę nikogo innego. Teraz już widziałem, jaki jesteś prawdziwy ty. Proszę, pomóż mi. Pozwól mi zostać.
Dumbledore odsunął się nieco i objął wyglądającą na wyczerpaną twarz dłońmi. Szmaragdowe oczy odbiły się w czystym błękicie.
- Dziękuję ci za zaufanie - rzekł cicho dyrektor. - Witaj w domu, moje dziecko.
= kryjówka Voldemorta =
- Goyle, czy twój syn cokolwiek powiedział?
- Mój panie... on powiedział... że wilkołak nas zdradził... on i Draco zostali wrobieni...
- Twój syn, przynajmniej, może usprawiedliwić się tym, że jest takim samym idiotą jak jego ojciec. Chcę uwolnienia Dracona Malfoya z Azkabanu. Muszę sobie pogawędzić z tym młodym człowiekiem.
= Hogwart =
Kiedy Harry wszedł do gabinetu dyrektora, zobaczył dokumenty porozrzucane po całym blacie już i tak zaśmieconego biurka oraz Dumbledore'a, któremu znajomo błyszczały oczy.
- Taki błysk w twoich oczach zawsze jest niebezpieczny. Co się dzieje? Chyba nie... zmieniłeś zdania... prawda?
Stary czarodziej pokręcił głową.
- Nie zmieniłem i nigdy nie zmienię. Podejdź tu na chwilę. - Gdy Harry usłuchał, dyrektor wskazał papiery. - To są dokumenty adopcyjne w przypadku adoptowania osoby dorosłej. Przeszedłem cały ten proces, kiedy adoptowałem Severusa krótko po jego procesie i uwolnieniu z Azkabanu. Pozwolą ci one zostać moim synem bez zmiany statusu prawnego z powrotem na nieletniego. Musisz pozostać dorosłym, abyś mógł używać magii, dziecko.
Harry przeczytał pergaminy.
- To dobrze - stwierdził następnie. - Muszę mieć możliwość trenowania. Czyli je po prostu... podpisujemy i odsyłamy?
- Tak - potwierdził Dumbledore. - Mniej więcej w ten sposób to działa.
Do komnaty wszedł Severus. Wyczuwszy dziwne napięcie, spojrzał na swojego ojca i Harry'ego.
- Sevvy, chodź, usiądź tu ze mną - powiedział dyrektor. - Musimy z tobą porozmawiać.
- Nie zrobiłem nic złego, naprawdę - odparł zmartwiony chłopiec.
- Wiem. Nie chodzi o żadną z rzeczy, które zrobiłeś lub których nie zrobiłeś - uspokoił go Dumbledore. - Sevvy, wiesz, że Harry nie ma mamusi ani tatusia - ciągnął, gdy dziecko do niego podeszło.
Malec skinął głową.
- Ale teraz ja jestem jego bratem, więc nie jest zupełnie sam. - Uśmiechnął się.
- Wiem i uważam, że znakomicie sobie z tym radzisz. - Dumbledore przytulił dziecko. - Tak się jednak zastanawiałem... Chciałbym zostać tatusiem Harry'ego, tak jak jestem twoim. Nie masz nic przeciwko temu?
Sevvy skoczył na równe nogi.
- Więc będziemy prawdziwymi braćmi? Będziemy mieć takie samo nazwisko?
Dyrektor pokręcił głową.
- Obaj zachowacie własne nazwiska, lecz możecie używać mojego, jeżeli chcecie. Harry jest dorosły i, technicznie rzecz ujmując, ty również.
Chłopiec zerknął na nastolatka, który sprawiał wrażenie zmieszanego, po czym energicznie przytaknął.
- Harry już jest moim bratem, a ty jesteś prawie jak jego tatuś, więc nic się nie zmieni, prawda?
Starsi czarodzieje popatrzyli po sobie i roześmiali się na ten wspaniały pokaz dziecięcej logiki.
= Azkaban =
Dementorzy zostawiają mnie w spokoju. Prawdopodobnie z rozkazu mojego pana, choć nie potrafię sobie wyobrazić dlaczego; chyba że chce, abym był zdrowy i wciąż myślący, kiedy sam mnie zabije. Zawiodłem go.
Właściwie niewiele dzisiaj widziałem. Zdaje się, że nawet szczury boją się wyjść ze swych kryjówek.
Nienawidzę Pottera. Nienawidzę tego wilkołaka. Nienawidzę ich wszystkich.
Co to za dźwięk? Znam ten głos.
Przyszli po mnie. Przyszli, żeby zabrać mnie do Czarnego Pana.
= Hogwart =
Trening. Śniadanie. Lekcje. Trening. Lancz. Lekcje albo trening. Kolacja. Czytanie, odrabianie zadań domowych.
Tak wyglądały dni Harry'ego przez prawie cały pierwszy kwartał nowego roku. Z krótką przerwą na urodziny Sevvy'ego i Rona.
Remus znów był w Zakonie i po długiej rozmowie Harry zaakceptował go z powrotem w swoim życiu oraz jako jednego z nauczycieli. Nigdy więcej nie zaakceptowałby go jako potencjalnego opiekuna lub ojca chrzestnego. Świadomość ta bolała wilkołaka, który wiedział jednakże, że winić za to może wyłącznie siebie. Harry nie pozwoli mu łatwo zapracować na swą przyjaźń, gdy to jednak nastąpi, będą mogli na nowo nawiązać stosunki towarzyskie albo może nawet coś silniejszego. Jako równi sobie.
Dumbledore pomagał Harry'emu w treningach, Bill uczył go łamania klątw, wielu innych wniosło do jego wiedzy swoje unikalne umiejętności.
Sevvy'emu niespecjalnie się to podobało. Harry i tatuś wyjaśnili mu, że muszą walczyć ze złym panem o wężowej twarzy; nie mieli już dla niego prawie wcale czasu. Inne dzieci w zamku ignorowały go. Ron i Hermiona byli mili, ale martwili się o Harry'ego i prawie zawsze trenowali z nim.
Wiele nocy, kiedy kolejny raz zostawiano go tylko ze skrzatami domowymi, spędził na zastanawianiu się, czy zrobił coś złego. Jego umysł wiedział, że nie o to chodzi - mówił mu, że Harry i tatuś po prostu są zajęci. Ale czasami bolał go brzuch i dręczył go cichutki głosik szepczący, że oni się gniewają i już go wcale nie chcą.
Pewnej nocy na początku kwietnia Harry i Dumbledore późno wrócili do komnat dyrektora, rozmawiając o jakiejś technice pojedynku. Na stole znaleźli zaadresowaną do nich kopertę.
"Drogi Tatusiu i Harry.
Jak się macie? Zabijecie niedługo złego pana o twarzy węża?
Tęsknię za Wami. Już nie przychodzicie mnie przytulić przed snem. Wiem, że walka jest bardzo ważna, ale czy moglibyście jeszcze kiedyś przyjść mnie przytulić, jak wcześniej? Razem? Proszę?
Myślałem, że może zrobiłem coś złego i bardzo się na mnie gniewacie. Obiecuję, że będę bardzo, bardzo dobry. Będę codziennie sprzątał w moim pokoju i już nie będę Wam przeszkadzał, naprawdę. Chcecie mnie odesłać? Słyszałem, jak o tym rozmawialiście jednej nocy, kiedy nie mogłem spać i wstałem po picie. Nie wiem, co złego zrobiłem, ale nie zrobię tego znowu. Proszę, nie odsyłajcie mnie. Proszę.
Severus."
Harry zaklął. Głośno.
Dumbledore'owi trzęsły się ręce, gdy czytał list po raz drugi.
- Znowu go zaniedbałem - szepnął. - Jestem taki głupi...
- Obaj go zaniedbaliśmy - stwierdził Harry. Wlepiał wzrok w portret któregoś ze śpiących dyrektorów, mając ochotę coś kopnąć. - Myśleliśmy, że zrozumiał. Ale on ma tylko siedem lat. Przepraszam...
Dumbledore machnął ręką.
- Sam ledwie co stałeś się dorosły, Harry. Ja powinienem był być mądrzejszy. Jednak rozpaczanie nad tym, co zrobiliśmy źle, niczego nie zmieni. Musimy to naprawić.
- Jutro weźmiemy wolne - zdecydował nastolatek. - Voldemort czy nie Voldemort, Sevvy jest ważniejszy. Spędzimy cały dzień z nim i dopilnujemy, żebyśmy w ogóle spędzali z nim więcej czasu, nieważne, jak bardzo jesteśmy zajęci. Nie musimy jeść śniadań w Wielkiej Sali, na przykład.
Dyrektor przytaknął. Potem ruszył do sypialni Severusa z Harrym tuż za plecami.
Widać było, że chłopiec na nich czekał. Zasnął w pozycji półsiedzącej, mocno tuląc do siebie misia, jakby chciał zaczerpnąć od niego sił. Harry nagle zbladł. Obok łóżka stała niewielka walizka pełna ubrań.
- Chce być dobry, więc się spakował. Cieszę się, że postanowiliśmy jednak nie ewakuować go z Wysp; najwyraźniej byłby to wielki błąd.
Jedno szybkie zaklęcie i ubrania powędrowały z powrotem do swoich szaf i szuflad. Dumbledore wziął dziecko na ręce razem z kocami i całą resztą.
- Przenocuj dzisiaj tutaj, Harry. Zostawię drzwi łączące twój pokój z moim otwarte. Sevvy śpi dziś ze mną.
xXxXx
Było mu ciepło. Czuł, że nie leży we własnym łóżku. Coś go łaskotało.
Otworzył oczy. NIE! Zasnął, czekając, aż tatuś i Harry znajdą jego list. A teraz był w łóżku tatusia i obejmowały go tatusia ramiona. A tatusia broda go łaskotała.
Dumbledore obudził się.
- Witaj, mój drogi chłopczyku - szepnął i pogładził malca po policzku. - Moje śliczne dziecko, tak mi przykro, że nie zdaliśmy sobie sprawy, iż cię zaniedbujemy. Dopilnujemy, abyśmy znowu tulili cię do snu każdej nocy.
- Odeślecie mnie? Będę grzeczny, obiecuję. - W posiadającym już odrobinę jedwabistości z jego dorosłych lat głosie Sevvy'ego brzmiało napięcie.
Harry wszedł do sypialni i bez wahania wślizgnął się do łóżka po drugiej stronie chłopca.
- Dyskutowaliśmy o odesłaniu cię na kontynent dopóki wojna się nie skończy - wyjaśnił cicho - bo bardzo się boimy, że coś ci się stanie. Chcemy mieć po prostu pewność, że jesteś bezpieczny. Wcale się na ciebie nie gniewamy. Gniewamy się tylko na siebie, bo zapomnieliśmy, że spędzanie z tobą czasu jest tak samo ważne, jak trening.
- Musicie zabić złego pana węża - powiedział Sevvy smutno. - Rozumiem. Chcecie, żeby profesor Flitwick rzucił zaklęcie, żebym stał się dorosły, żebym wam pomógł?
- NIE! - krzyknęli jednocześnie obaj starsi czarodzieje. - Nie. Nie, Sevvy. Zostaniesz w Hogwarcie, gdzie będziesz najbezpieczniejszy.
Severus uśmiechnął się. W następnej chwili zauważył, która jest godzina.
- Spóźniliście się na trening! - zawołał, patrząc na Harry'ego z przerażeniem.
- Dzisiaj nie ma treningu. - Nastolatek uśmiechnął się. - Wzięliśmy wolny dzień, wszyscy trzej. Zostajemy dzisiaj z tobą.
Sevvy westchnął, uszczęśliwiony.
= kryjówka Voldemorta =
- No i?
- Myślałem, że bachor znowu jest bliski ucieczki prosto w nasze ramiona, ale teraz oni znowu są blisko! Nie rozumiem...
- Lepiej więc szybko zacznij nabierać zrozumienia. Nie pozwalam ci zostawać w Hogwarcie po nic!
- Tak, panie. Czy zaatakujesz wkrótce?
- Zobaczysz. Kiedy nadejdzie odpowiednia chwila. Draco, kolejny z twoich pomysłów można wyrzucić do śmieci. Mam dość tego bachora. Skupmy się na naszym planie ataku...
KONIEC
rozdziału dziesiątego
Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).
