oryginał: Six Years to Life: Son of Hogwarts (link w moim profilu)
autor: Laume (link w moim profilu)
Tłumaczenie za zgodą autorki
Rozdział dwunasty
Dumbledore patrzył na grupę pełnych powagi ludzi stojącą przed nim.
Harry, Hermiona, Weasleyowie, Neville, większość A.D. - wszyscy tam byli. Podobnie jak nauczyciele.
Dyrektor odkaszlnął.
- Wydarzyło się coś bardzo poważnego - powiedział. - Trelawney porwała Sevvy'ego i usiłowała go zabić. Jest bezpieczny, dzięki panu Longbottomowi i Krzywołapowi - zapewnił wystraszone wiedźmy i czarodziejów. - Trelawney okazała się być śmierciożercą. Została zatrzymana. Pod wpływem Veritaserum wyjawiła plany Voldemorta. Miała się z nim skontaktować, gdy tylko zabije Sevvy'ego. On wówczas miał pomaszerować na Dolinę Godryka, gdzie planuje stoczyć ostatnią bitwę.
Rozległy się krzyki, pełne lęku i podekscytowane zarazem.
- CISZA! - Mina Dumbledore'a była wręcz ponura. - Przez lata żył wśród nas śmierciożerca, a my nawet nie mieliśmy o tym pojęcia. Nie mogę... nie mogę dłużej podejmować takiego ryzyka, szczególnie nie w przededniu bitwy. Muszę prosić was wszystkich, abyście obnażyli lewe przedramię i wyraźnie je pokazali.
Reakcja była powolna, ponieważ jednak zebrani widzieli sens w tej prośbie, podciągnęli rękawy do łokci i pokazali ręce. Uszczęśliwiony Szalonooki Moody kiwał głową, kiedy odkrywał własne przedramię.
- Stała czujność. Cieszę się, że o tym pamiętasz, Albusie.
- Z całą pewnością, mój przyjacielu. Jak mógłbym zapomnieć, skoro jesteś tu i mi wciąż przypominasz? - Dumbledore zachichotał.
Upewniwszy się, że nikt nie nosi Mrocznego Znaku, dyrektor wskazał zgromadzonym długie stoły.
- Usiądźcie i skorzystajcie z napojów, podczas gdy ja objaśnię nasz plan.
Harry zajął miejsce obok ojca w szczycie stołu.
- Voldemort czeka na wiadomość od Trelawney, że Sevvy nie żyje - stwierdził. - Niebawem pozwolimy jej ją wysłać. Obecnie możecie zauważyć, że Fred i George Weasley nie biorą udziału w tym spotkaniu. To dlatego, że przygotowują Dolinę Godryka.
Molly zbladła i otworzyła usta, żeby nakrzyczeć na Dumbledore'a, lecz Artur objął ją ramieniem.
- Są dorośli, kochanie. Najlepiej spośród nas nadają się do tego zadania. Są sprytni, potrafią działać ukradkiem i mają do dyspozycji całą masę dowcipów. Martwię się tak samo jak ty, ponieważ są naszymi synami, ale musimy im teraz pozwolić walczyć na ich sposób, Molly.
Żona odwróciła się do niego. Miała szeroko otwarte oczy, pełne łez.
- Wiem - szepnęła - ale to moje dzieciątka. Urodziłam je, kołysałam je i śpiewałam im... Nie mogę... nie mogę ich stracić... Wciąż widzę Fabiana i Gideona...
- Mamo. - Bill delikatnie ujął jej dłoń. - Mamo, ja wiem. Nie mogę ci obiecać, że nie umrzemy, że żadne z nas nie zginie. Ale bardzo cię kochamy i jesteśmy bardzo wdzięczni za to, jak bardzo zawsze nas kochałaś i jak się o nas troszczyłaś. Teraz jesteśmy dorośli i nie możemy siedzieć bezczynnie, gdy ten szaleniec biega luzem. Pozwól nam, abyśmy zasłużyli na twoją i taty dumę, mamo?
Molly mocno przytuliła swojego pierworodnego.
- Już jestem z was dumna - zapewniła - to jednak takie trudne. Rozumiem, ale nie musi mi się to podobać! - dodała z odrobiną jej starego ducha.
Jej dzieci roześmiały się.
- Molly, ja również nie mogę niczego obiecać - powiedział Dumbledore. - Nikomu nie mogę niczego obiecać. Ja też jestem przerażony, że mogę stracić moje dzieci - położył dłoń na ramieniu Harry'ego - lecz ta wojna dotyczy nas wszystkich. Musimy pozwolić im odegrać ich role, jakkolwiek by nas to nie bolało... i jak bardzo nie chcielibyśmy zapewnić im bezpieczeństwa.
Molly przytaknęła przez łzy.
- Kiedy bliźniacy rozłożą pułapki w Dolinie Godryka - Harry przejął pałeczkę od dyrektora, który, podobnie jak pani Weasley, był tymczasowo niezdolny do mówienia - armia Voldemorta nie będzie miała możliwości ucieczki z pole bitwy ani wezwania posiłków. My jednakże będziemy ją mieli. Fred i George przygotują też miejsce, w którym znajdował się dom moich rodziców. Sądzimy, że Voldemort planuje zabrać mnie właśnie tam. Tylko on i ja możemy tam wejść. Reszta Doliny Godryka zostanie zmieniona w wielkie pole minowe. Wszystkie pułapki są dziełem Freda i George'a; wszystkie noszą ich magiczną sygnaturę. Bliźniacy wynaleźli też te... - Podniósł i pokazał niewielkie pastylki, które zdawały się zawierać zielonkawą breję i wyglądały na kompletnie niejadalne. - Każdy z was połknie jedną, zanim się aportujemy. Ochronią was przed efektami dowcipów. Hermiona stworzyła również więcej monet podobnych do tych, jakich używaliśmy w A.D. Te jednak mają funkcję świstoklików i są aktywowane hasłem, żeby nie mogli ich użyć śmierciożercy. Teraz profesor Moody omówi z wami taktykę bitwy, wcześniej jednak Albus ma pewne pytania.
Dumbledore wstał.
- Tak, chciałbym wiedzieć, czy którekolwiek z was jest śmierciożercą lub planuje zdradzić nas Voldemortowi.
Pełna zdumienia cisza.
- Ja - rozległo się naraz.
- Seamus? - Harry'emu opadła szczęka. - Ale przecież sam jesteś półkrwi! Czemu miałbyś sprzyjać Voldemortowi?
- Lepiej być czystej krwi - odparł Seamus. - Poza tym nienawidzę cię. Nienawidzę Snape'a. Jeśli podczas bitwy przejdę do Voldemorta, pewnie zagwarantuje mi miejsce w swoich szeregach i wybaczy mi moją brudną krew.
Obecni w pokoju mugolacy i czarodzieje półkrwi posłali mu wściekłe spojrzenia.
- W porządku, zabierzcie go - westchnął Harry. - Zamknijcie go w zamku. Nie posyłajcie do Azkabanu! Po bitwie może zdołamy przemówić mu do rozumu.
= kryjówka Voldemorta =
- Przyszły już jakieś wieści?
- Jeszcze nie, panie, choć sądzimy, że niemal jej się udało; dzieciaka nie widziano od przeszło dnia.
- Bardzo dobrze, zaczekamy więc na jej raport. Czy armia jest gotowa?
- Całkowicie, panie. Od kilku dni nie karmiliśmy wilkołaków; są rozwścieczone i żądne krwi.
- Doskonale, mój smoku. Czy straże w Dolinie Godryka o czymś donoszą?
- Żadnych doniesień, mój panie. Cisza i spokój.
= Hogwart =
Późno w nocy wrócili Fred i George Weasley, zmęczeni, ale zadowoleni z wykonanej pracy. Natychmiast poszli na wieżę złożyć raport Dumbledore'owi.
- Gotowe. Wszystko, czego żądaliście, i kilka rzeczy dodatkowo. - Uśmiechnęli się. - A tutaj? Jakieś nowiny?
- Seamus został aresztowany - odrzekł Harry. - Poza tym reszta się przygotowuje.
Bliźniacy unieśli brwi.
- Seamus?
- Skrzaty podrzuciły Veritaserum do napojów podczas spotkania. Kiedy Albus spytał, czy ktoś jest zwolennikiem Voldemorta, Seamus się przyznał.
- Veritaserum?
Dyrektor przytaknął.
- Dopilnowaliśmy, aby przedramię każdego z obecnych zostało sprawdzone na obecność Znaku i wszyscy wypili Veritaserum. Nie zamierzam ryzykować, nigdy więcej.
Bliźniacy pokiwali głowami. Spojrzeli po sobie i równocześnie podwinęli rękawy, pokazując niesplamioną skórę.
- Nie musieliście... - zaprotestował Harry.
- Owszem, musieliśmy - nie zgodził się Fred.
- Nie będziemy wyjątkami - dodał George.
- Ponieważ co do nas też mogliście się pomylić.
- Poza tym mogę się założyć...
- ...że wy też pokazaliście przedramiona, choć jesteście arcywrogami Voldemorta.
Harry uśmiechnął się.
xXxXx
Całkowicie rozbudzony Sevvy usiadł na łóżku, gdy weszli zobaczyć, co u niego, zanim sami poszli spać.
- Co się stało, malutki? - spytał Dumbledore łagodnie.
- Idziecie na bitwę. - Chłopiec pociągnął nosem. - Słyszałem, co ludzie mówią. Powiedzieli, że możecie umrzeć! - Spojrzał oskarżycielsko na Harry'ego.
Dumbledore posadził sobie dziecko na kolanach, Harry zaś usiadł obok nich.
- Musicie mnie zmienić z powrotem w dorosłego - błagał Sevvy. - Chcę wam pomóc!
- Sevvy - powiedział łagodnie Harry. - Sevvy, ty nie chcesz być znowu dorosły. Nie pozwolę ci na to tylko z tego powodu. Poza tym nawet gdybyś tam był, nie mógłbyś mi pomóc. To sprawa między mną a Voldemortem. Nawet tatuś nie będzie w stanie mi pomóc. Ale wiesz co?
Chłopiec uniósł wzrok.
- Co?
Harry uśmiechnął się do niego.
- Cały czas będę myślał o tym, jak bardzo chcesz, żebym wrócił, i jak bardzo cię kocham, i dzięki temu będę silniejszy. Więc pomożesz mi, Sevvy. A może zrobisz dla nas coś jeszcze?
Ciemna główka skinęła z wyczekiwaniem.
- Madame Pomfrey i Molly Weasley zostaną tutaj i zmienią Wielką Salę w wielką salę chorych. Będą potrzebowały mnóstwo pomocy.
Sevvy westchnął.
- Mogę im pomóc - stwierdził. Potem objął rączkami obu starszych czarodziejów. - Chcę, żebyście wrócili, nie chcę, żebyście sobie poszli. - Rozpłakał się. - Boję się.
Harry poczuł, że po policzkach płyną mu łzy, gdy zaś spojrzał na Dumbledore'a, zobaczył w jego brodzie błyszczące krople.
- Ciii, Sevvy - uspokajał dyrektor dziecko, kołysząc je. - Ja wiem. Nie ma nic złego w baniu się, Harry i ja też się boimy. Rozumiesz jednak, dlaczego musimy iść, prawda?
Chłopiec przytaknął i potarł oczy piąstkami.
- Żeby powstrzymać złego pana z twarzą węża, żeby nie zabił jeszcze więcej ludzi - odparł. - Będę dzielny, tatusiu.
- A my będziemy bardzo ostrożni - obiecał Dumbledore. - Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby do ciebie wrócić.
= kryjówka Voldemorta =
- Mój panie, przyszła wiadomość. Chłopak nie żyje.
Czarny Pan wyprostował się. Oczy rozbłysły mu złowrogo.
- Doprawdy? Jak to się stało?
- Rzuciła go w wierzbę bijącą, panie. Zginął u wejścia do Wrzeszczącej Chaty. Najwyraźniej nie... nie zostało zbyt wiele z jego ciała. Z tego powodu odbędzie się zamknięty, prywatny pogrzeb.
Voldemort wybuchł śmiechem. Zdecydowanie nie był to przyjemny dźwięk, śmierciożercy uznali go jednak za dobry znak. Przynajmniej kiedy się śmiał, Czarny Pan zwykle nie rzucał na nich klątw.
- Ona docenia ironię, muszę jej to przyznać - zachichotał. - To doskonała wiadomość. Idź. Powiedz Draconowi i pozostałym, żeby przygotowali się do wymarszu. Ruszamy na Dolinę Godryka.
KONIEC
rozdziału dwunastego
Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).
